Sezon 2018/2019
Relacje meczowe: 12 Liga
Festiwal nieskuteczności czy świetna reklama bramkarzy z dwunastej ligi? Zdecydowanie to drugie! Juan Agudelo przez długie minuty bronił gospodarzy przed totalną zapaścią. Świetne interwencje i doświadczenie Kolumbijczyka sprawiały, że spotkanie cały czas oscylowało wokół remisu. Gdyby mecz zakończył się choćby jednym punktem dla Furduncio Brasil F.C. II, tytuł MVP kolejki miałby murowanego faworyta.
Niestety - przynajmniej z perspektywy gospodarzy - marzenie o urwaniu punktów faworyzowanym rezerwom FC Vikersonn UA pozostało niespełnione. Nie pomógł nawet najnowszy nabytek brazylijskiej drużyny, czyli Nizom Numonov, który zdobył jedyną bramkę dla swojego zespołu. Goście wyszli na prowadzenie już w pierwszych minutach po trafieniu Valeriiego Sumareva, jednak gospodarze nie składali broni. Julio Kutz trafił między innymi w słupek bramki rywali, więc można mówić o odrobinie pecha po stronie drużyny z kraju kawy. Ostatecznie do przerwy wynik wynosił 1:2 – dla gospodarzy trafił Numonov, natomiast dla gości bramki zdobywali Sumarev i Rybka.
O zwycięstwie zadecydowała dobra dyspozycja zawodników drużyny ze wschodu. Serhii Zaridze bronił niemal równie efektownie co jego vis-à-vis, jednak tego dnia miał zdecydowanie większe wsparcie ze strony kolegów z ofensywy. Yevhenii Kyrii, Vitalii Rybka i Valerii Sumarev w kluczowych momentach przechylili szalę zwycięstwa na korzyść swojej drużyny. Z czasem przewaga gości rosła z minuty na minutę, choć po przerwie nie oglądaliśmy już żadnych trafień. Czy FC Vikersonn UA II powinien wygrać wyżej? Prawdopodobnie tak. Najważniejsze z ich perspektywy jest jednak końcowe zwycięstwo, które wciąż daje im realne szanse na miejsce na podium.
Totalna dominacja – tak najtrafniej można podsumować występ FC Melange w starciu z Luminą. Już w zaledwie pięć minut Łukasz Słowik skompletował hat-tricka, co praktycznie od razu rozwiało wszelkie wątpliwości dotyczące tego, kto sięgnie po punkty w tym meczu. Co gorsza dla gospodarzy, nie mieli oni praktycznie żadnych argumentów – ani na boisku, ani poza nim.
Szczególnie dobitnie było to widać przy wyniku 1:7, gdy Piotr Osiński postanowił udać się do popularnej sieci zielonych sklepów osiedlowych, aby posilić się hot dogiem. Co ciekawe, gospodarze po tym „osłabieniu” nie wyglądali wcale gorzej, a do przerwy nie stracili już żadnej bramki. Problem polegał jednak na tym, że przegrywali już sześcioma trafieniami, więc o jakimkolwiek comebacku nie mogło być mowy.
Tym bardziej że po zmianie stron goście ani myśleli zwalniać tempa. Rozluźnienie w szeregach FC Melange pojawiło się dopiero przy wyniku 1:12, kiedy nawet Łukasz Krysiak zaczął aktywnie włączać się do ofensywnych akcji swojej drużyny. Bramkarz gości zanotował nawet asystę, znajdując się w polu karnym rywala (!), co niektórzy mogliby uznać za mało eleganckie. Z drugiej strony – odrobina boiskowej fantazji potrafi rozjaśnić nawet tak ponure i deszczowe niedzielne przedpołudnie.
Na większym luzie FC Melange skorzystali również Arseni Bahuleuski oraz Yan Paulavets, którzy pod koniec tego jednostronnego spotkania poprawili swoje indywidualne statystyki. Zawodnicy Luminy zanotowali odpowiednio trzy (hat-trick) oraz dwa punkty do klasyfikacji kanadyjskiej. Ich osiągnięcia i tak przyćmił jednak Łukasz Słowik, który zakończył mecz z dorobkiem dziewięciu bramek i dwóch asyst. Snajper gości odjechał rywalom w klasyfikacji strzelców tego poziomu rozgrywkowego, a dodatkowo dogonił Zhasulana Kamantaya w klasyfikacji kanadyjskiej.
Z ciekawostek warto dodać, że duet ojciec–syn Marciniaków (Kamil i Julek) ewidentnie ma sposób na Luminę – w obu spotkaniach przeciwko tej drużynie zdobywali po bramce. Organizatorzy zastanawiają się nawet nad wystosowaniem do FC Melange prośby o zmianę pseudonimu Kamila z „Shaquille” na „LeBron”, ponieważ lepiej podkreślałby tę nietypową historię.
Pierwsze minuty spotkania upłynęły pod znakiem walki i zaangażowania z obu stron. Zarówno FC Łazarski, jak i Dynamo Wołomin pokazywały dużą determinację i chęć walki o korzystny rezultat. Z biegiem czasu coraz groźniej pod bramką rywali atakował jednak Łazarski, który regularnie dochodził do sytuacji strzeleckich.
Świetnie między słupkami spisywał się jednak bramkarz Dynamo – Radosław Kania. Golkiper kilkukrotnie ratował swój zespół, a największe brawa zebrał po fantastycznej interwencji przy mocnym strzale z rzutu wolnego. Napór gospodarzy w końcu przyniósł efekt. Wynik spotkania otworzył Mykyta Harkavka, który rozwiązał worek z bramkami swojej drużyny. Chwilę później na 2:0 podwyższył Artem Skyba, a po dobrze rozegranym rzucie rożnym kolejne trafienie dołożył Maksym Oleksin. Jeszcze przed przerwą ponownie do siatki trafił Skyba, kiedy bramkarz Dynamo zdołał obronić pierwszy strzał, ale wobec skutecznej dobitki był już bezradny. Do szatni zawodnicy Łazarskiego schodzili z pewnym prowadzeniem 4:0.
Druga połowa była już pełną dominacją lidera tabeli. Gospodarze kontrolowali przebieg gry i konsekwentnie dokładali kolejne bramki, nie pozostawiając rywalom większych szans na odwrócenie losów meczu. Dynamo zdołało odpowiedzieć jedynie honorowym trafieniem Huberta Szulima w jednej z ostatnich akcji spotkania.
Ostatecznie FC Łazarski rozbił Dynamo Wołomin aż 9:1 i po raz kolejny potwierdził, że jest jednym z głównych kandydatów do mistrzowskiego tytułu. Walka o złoty medal w 9. lidze zapowiada się niezwykle emocjonująco, ponieważ aż trzy zespoły liczą się w grze o końcowy triumf. Po takim występie gospodarze udowodnili jednak, że pozycja lidera tabeli nie jest przypadkiem.
Poprzednie starcie tych dwóch drużyn było jednym z najbardziej wyrównanych meczów rundy, więc i tym razem spodziewaliśmy się walki do ostatnich minut. Tym bardziej że zarówno FC Razam, jak i Gentleman Warsaw Team nadal znajdują się w strefie spadkowej i każdy punkt jest dla nich na wagę złota.
Od początku widzieliśmy ogromną mobilizację po obu stronach, choć sam mecz długo nie miał jednego wyraźnego dominatora. Lepiej spotkanie rozpoczęli goście. Już w 4. minucie Piotr Loze otworzył wynik, dając swojej drużynie prowadzenie. Gospodarze odpowiedzieli dopiero po dziesięciu minutach, kiedy do siatki trafił Szymon Raducki - zdecydowanie jedna z najbardziej charakterystycznych postaci FC Razam i boiskowy lider tej ekipy. Chwilę później gospodarze poszli za ciosem i po trafieniu Wladka Loikutsa wyszli na prowadzenie 2:1. Mimo to mecz dalej pozostawał bardzo wyrównany i żadna ze stron nie potrafiła przejąć pełnej kontroli nad wydarzeniami. Gdy wydawało się już, że FC Razam zejdzie na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem, do akcji wkroczył Felix Tran. Rzutem na taśmę popisał się pewnym wykończeniem i doprowadził do remisu 2:2 tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę.
Po zmianie stron tempo wcale nie spadło, a my oglądaliśmy klasyczną wymianę ciosów. Tym razem to gospodarze rozpoczęli strzelanie za sprawą Nikity Kolokoltseva, ale Gentleman Warsaw Team ponownie bardzo szybko odpowiedział. Najpierw Felix Tran po raz kolejny wyrównał stan meczu, a chwilę później Piotr Dziemieszczyk wyprowadził gości na prowadzenie. Do końca pozostawało już niewiele czasu i po stronie FC Razam zaczęło być widać coraz większą nerwowość.
Na osiem minut przed końcem ponownie jednak błysnął Wladek Loikuts, doprowadzając do remisu 4:4. Radość gospodarzy trwała krótko, bo niemal natychmiast „Dżentelmeni” odzyskali prowadzenie po drugim trafieniu Piotra Loze. Wydawało się wtedy, że goście dowiozą komplet punktów do ostatniego gwizdka. Przedstawiciele FC Razam nie zamierzali się jednak poddawać. W samej końcówce świetnym podaniem popisał się Szymon Raducki, obsługując Nikitę Kolokoltseva, a ten z zimną krwią ustalił wynik spotkania na 5:5.
Finalnie obie drużyny podzieliły się punktami po niezwykle wyrównanym i szalonym meczu, chociaż remis raczej nie satysfakcjonuje w pełni żadnej ze stron w kontekście walki o utrzymanie.
Rodzina Soprano nie schodzi z obranej drogi. Seria meczów bez porażki została w 15. kolejce przedłużona zwycięstwem w starciu z Vox Populi. Sezon powoli zbliża się do końca, a Soprano przypuszcza ostateczny atak na szczyt 12. ligi.
Do pokonania rywali ze środka tabeli potrzebne były cierpliwość i świetna defensywa. Występ obrońców i bramkarza można było porównać do sposobu bronienia Atletico Madryt pod wodzą Diego Simeone. Vox Populi próbowało swoich sił na różne sposoby - składnymi akcjami, indywidualnymi przebłyskami czy po prostu ambitną walką do końca. Bramka Rodziny Soprano była jednak tego dnia jak zaczarowana.
Po samym wyniku łatwo dojść do wniosku, że świetną robotę wykonał Kuba Sidor i będzie to całkowicie trafne stwierdzenie. Bramkarz zwycięskiej drużyny kilkukrotnie ratował swoich kolegów w naprawdę trudnych sytuacjach, odbijając strzały zmierzające prosto do siatki. Swoje obowiązki znakomicie wypełniał także Filip Motyczyński, który zdobył dwie pierwsze bramki, a przy trzeciej dołożył asystę. Takim występem w pełni zasłużył na miano MVP kolejki w swojej lidze. Bez niego również defensywa Vox Populi mogłaby pretendować do miana wyjątkowo szczelnej.
Ubrani na czerwono zawodnicy nie potrafili znaleźć sposobu na skuteczne wykończenie akcji, ale w defensywie prezentowali się bardzo solidnie. Do końcowych minut oglądaliśmy zacięty mecz, którego rozstrzygnięcie długo wisiało na włosku. Dopiero strzał z dystansu zdołał przedrzeć się przez defensywne zasieki i zaskoczyć Piotra Pieńkowskiego.
Przez większość spotkania na boisku oglądaliśmy prawdziwe taktyczne szachy i dopiero końcówka sprawiła, że mecz zakończył się wynikiem 4:0, a nie skromnym 1:0. Vox Populi musiało się otworzyć, a Rodzina Soprano bezlitośnie postawiła kropkę nad „i”.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)