Sezon Lato 2025
Relacje meczowe: 9 Liga
Spotkanie Asap Vegas FC z Laflame Bielany zapowiadało się jako jeden z najważniejszych meczów kolejki – stawką było drugie miejsce w tabeli oraz możliwość zbudowania przewagi nad bezpośrednim rywalem. Od pierwszych minut było widać, że oba zespoły podchodzą do tego starcia bardzo skoncentrowane. Na boisku nie brakowało walki, intensywności oraz pojedynków w środku pola.
W pierwszej połowie skuteczniejsi okazali się zawodnicy Laflame Bielany. Goście wykorzystali swoje sytuacje i dwukrotnie znaleźli drogę do bramki, obejmując kontrolę nad przebiegiem spotkania. Asap Vegas FC długo nie potrafili odpowiedzieć, jednak z czasem zaczęli się przebudzać i jeszcze przed przerwą zdobyli kontaktowe trafienie, które przywróciło emocje w tym wyrównanym meczu. Do szatni drużyny schodziły przy wyniku 1:2.
Po zmianie stron gospodarze momentami prezentowali się lepiej niż w pierwszej części spotkania. Asap Vegas FC częściej utrzymywali się przy piłce i szukali okazji do wyrównania, jednak brakowało im skutecznego wykończenia akcji. Laflame Bielany skupili się natomiast na kontrolowaniu przebiegu gry i konsekwentnie bronili korzystnego rezultatu.
Najlepszą okazję do doprowadzenia do remisu miał w końcówce Łukasz Czerwionka. Po bardzo dobrym występie mógł zostać bohaterem swojej drużyny i uratować cenny punkt, jednak w decydującym momencie nie zdołał znaleźć drogi do bramki. Ostatecznie wynik z pierwszej połowy utrzymał się do końcowego gwizdka, a Laflame Bielany wygrali 2:1 i odskoczyli Asap Vegas FC na trzy punkty w tabeli.
Spotkanie pomiędzy KróLewskimi Wola a KS Iglica Warszawa rozpoczęło się wręcz błyskawicznie. Już w 1. minucie wynik meczu otworzył Mateusz Malinowski, dając gościom szybkie prowadzenie. Chwilę później było już 2:0 za sprawą trafienia Sebastiana Szczygielskiego, a następnie ponownie Malinowski podwyższył wynik, wyprowadzając swoją drużynę na trzybramkowe prowadzenie. Iglica kontrolowała przebieg meczu przez większość pierwszej połowy, jednak KróLewscy nie zamierzali składać broni. Nadzieję gospodarzom przywrócił ich kapitan Paweł Lewandowski, który zdobył bramkę kontaktową. Odpowiedź lidera była jednak natychmiastowa, bo chwilę później Sebastian Szczygielski ponownie wpisał się na listę strzelców, przywracając swojej drużynie trzybramkową przewagę. Wynik pierwszej części spotkania na 5:1 ustalił natomiast Maciej Krupiński i goście mogli schodzić na przerwę ze spokojną zaliczką.
Po zmianie stron jako pierwsi zaatakowali tym razem gospodarze. Bramkę dla Królewskich zdobył Bartek Pacholczak, dając swojej drużynie chwilowy impuls do walki. W kolejnych minutach Iglica ponownie przejęła jednak pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Goście grali pewnie, skutecznie i konsekwentnie powiększali swoją przewagę, raz po raz znajdując drogę do bramki rywali. Swoją postawą niewątpliwie udowadniali, że zasłużenie znajdują się na samym szczycie ligowej tabeli.
Ostatecznie KS Iglica Warszawa rozbiła KróLewskich Wola 11:3, po raz kolejny udowadniając, że jest głównym kandydatem do mistrzostwa 9. ligi.
Starcie pomiędzy Gamba Veloce a KSB II Warszawa z pewnością nie należało do tych, w których ważyły się losy mistrzostwa, ale pod względem emocji i zwrotów akcji mogłoby obdzielić kilka innych spotkań. Zespół Gamba Veloce uchodził przed pierwszym gwizdkiem za delikatnego faworyta, jednak przebieg wydarzeń na boisku pokazał, że w Lidze Fanów nie ma miejsca na pewniaki, a widowisko trzymało w napięciu dosłownie do ostatnich sekund.
Mecz rozpoczął się idealnie dla ekipy KSB II. Już w 6. minucie Maksym Hluschenko popisał się kapitalnym uderzeniem z rzutu wolnego, otwierając wynik spotkania. Początkowo to właśnie goście kontrolowali wydarzenia na murawie, jednak z czasem zaczęli popełniać proste błędy, a ich gra po kilku zmianach wyraźnie się posypała.
Gamba Veloce poczuła krew i bezlitośnie wykorzystała słabszy moment przeciwnika. Po piętnastu minutach gry wyrównanie dał Aleksander Olędzki. Zaledwie pięć minut później Kuba Skwirtniański wyprowadził gospodarzy na prowadzenie, a tuż przed przerwą Olędzki dołożył swoje drugie trafienie, wykorzystując dogranie Filipa Wolskiego. Na przerwę schodziliśmy przy prowadzeniu Gamby 3:1 i wydawało się, że gospodarze mają już wszystko pod kontrolą.
W drugiej połowie goście ruszyli do odrabiania strat i już w 26. minucie Nikodem Łęczycki zdobył bramkę kontaktową. Dziesięć minut później Vitalii Balandziuk wyrównał stan meczu na 3:3 po asyście Hluschenki. Prawdziwy kosmos wydarzył się jednak w samej końcówce. W 43. minucie Filip Wolski ponownie wyprowadził Gambę na prowadzenie 4:3 i wydawało się, że gospodarze dowiozą komplet punktów do końcowego gwizdka. Nic bardziej mylnego. W 48. minucie swój spektakl rozpoczął Maksym Hluschenko. Zawodnik KSB najpierw doprowadził do remisu 4:4, wykorzystując świetne podanie od… własnego bramkarza, Pawła Wiśniewskiego. Kilkanaście sekund później ten sam zawodnik ponownie wpakował piłkę do siatki, dając swojej drużynie sensacyjne prowadzenie 5:4.
Wydawało się, że to już nokaut, ale chwilę później doszło do niezwykle kuriozalnej i nieco kontrowersyjnej sytuacji. Zawodnik Gamby zagrał długą, niepozorną piłkę w pole karne, która ku zaskoczeniu wszystkich odbiła się od poprzeczki. Do futbolówki najszybciej dopadł Kuba Skwirtniański i wbił ją do siatki, rzutem na taśmę doprowadzając do remisu 5:5. Bramkarz KSB gorąco protestował, domagając się odgwizdania faulu, jednak sędzia uznał, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami.
Zamiast trzech punktów dla jednej ze stron obejrzeliśmy więc sprawiedliwy podział punktów po fenomenalnej wymianie ciosów.
Nie mają szczęścia goście w tym sezonie. A.D.S. Scorpions po raz kolejny prowadzili, jednak nie byli w stanie utrzymać korzystnego wyniku, a trzeba przyznać, że ich gra w pierwszej połowie mogła się podobać. Już na samym początku Kacper Feliga miał fantastyczną okazję, jednak w debiucie na boiskach Ligi Fanów najwyraźniej presja nieco sparaliżowała mu nogi. Później jednak pokazał pełnię swoich możliwości i stał się kluczową postacią ofensywy swojej drużyny. Jeszcze przed przerwą zanotował asystę oraz bramkę i wydawało się, że gospodarze zakończą pierwszą połowę z dwubramkową zaliczką.
W ostatniej akcji tej części meczu fan-ta-sty-cznym trafieniem popisał się jednak Dominik Woźniak, który jednym płynnym ruchem przyjął piłkę, wypuścił ją przed siebie i zanim futbolówka zdążyła odbić się od murawy, już mknęła w kierunku bramki strzeżonej przez Damiana Sewerynka. Piłka minęła próbującego interweniować golkipera i wraz z gwizdkiem kończącym pierwszą połowę gospodarze prowadzili już tylko 2:1.
Druga odsłona przyniosła spodziewaną zmianę obrazu gry – gospodarze nie byli w stanie wytrzymać twardej, fizycznej walki i zaczęli odstawać kondycyjnie. Swoją szansę wyczuł Paweł Podkoń, który w zaledwie kilka minut skompletował hat-tricka, a Klub Sportowy Sandacz z jednobramkowej straty wyszedł na prowadzenie 3:4. Od tego momentu goście byli już niezagrożeni – poszli za ciosem, zdobyli kolejne dwie bramki i wykonali plan minimum potrzebny do dalszej walki o utrzymanie.
Gospodarze po raz kolejny pokazali jednak, że mają pomysł na swoją grę. Teraz pozostaje im dopracowanie szczegółów i dalsza praca w najbliższych miesiącach. Jeśli A.D.S. Scorpions poprawią kondycję oraz organizację potrzebną do rozegrania całego spotkania na wysokim poziomie, to kto wie – być może już w kolejnych rozgrywkach powalczą o medale na swoim przyszłym poziomie rozgrywkowym.
Dla TRCH każdy inny wynik niż zwycięstwo praktycznie zamykał drzwi do pozostania w dziewiątej dywizji. Przy dziewięciu punktach straty i czterech kolejkach do końca matematyka stawała się bezwzględna. Zawodnicy z Tarchomina wyszli jednak na boisko z walecznym nastawieniem, trafili jednak na Bielany Legends - drużynę, która w kluczowych momentach sezonu rzadko zawodzi.
Pierwsza połowa przebiegała pod dyktando gospodarzy. Wielki otworzył wynik po zamieszaniu w polu karnym, Pasik z rzutu wolnego doprowadził do chwilowego remisu, ale szybko odpowiedział Wojciechowski. Urbaczewski najpierw wykorzystał rzut karny, a później ponownie trafił z gry, dzięki czemu Bielany prowadziły do przerwy 4:1. TRCH próbowało wywierać presję, lecz nie przynosiło to większych efektów, a żółta kartka dla Borczyka tylko dodatkowo podnosiła poziom nerwowości.
Drugą połowę zdefiniowała przede wszystkim dysproporcja kadrowa. Bielany przyjechały bowiem aż w trzynastoosobowym składzie, podczas gdy TRCH dysponowało zaledwie ośmioma zawodnikami, z których jeden w trakcie meczu doznał kontuzji i musiał opuścić boisko. Przy pełnej rotacji po jednej stronie i praktycznie jej braku po drugiej różnica w świeżości zaczęła być bardzo wyraźna. Uwagę przyciągał Urbaczewski - nominalny bramkarz - który po ładnym podaniu od partnera skompletował hat-tricka. TRCH długo nie mogło znaleźć drogi do bramki, ale w końcówce Grabowski, Posacki i Fiks zaczęli odrabiać straty. Po trafieniu dla Bielan dołożyli jeszcze Kowalski i Borczyk.
Bielany Legends wykonały swoje zadanie - zwyciężyły 8:4 i zgarnęły trzy punkty w bardzo ważnym meczu. Teraz pozostaje im walka o TOP 5 i udział w Pucharze Fanów. Dla TRCH matematyczne nadzieje na utrzymanie są już właściwie tylko teorią.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)