Sezon 2024/2025
Relacje meczowe: 6 Liga
Mecz pomiędzy FC Zaborów a Miksturą zapowiadał się jako jedno z najważniejszych spotkań tej części sezonu. Lider mierzył się z wiceliderem, a stawką było coś więcej niż tylko trzy punkty - to był bardzo ważny krok w stronę mistrzostwa szóstej ligi. Tym bardziej że do końca rozgrywek zostało już naprawdę niewiele kolejek.
Przed meczem w lepszych nastrojach był zdecydowanie Zaborów, który utrzymywał wysoką formę, podczas gdy Mikstura w ostatnich tygodniach zaczęła lekko tracić tempo. Mimo to początek spotkania należał właśnie do gości. Już w 7. minucie prowadzenie dał im Dominik Laskowski, który wykorzystał świetne podanie Filipa Junowicza. Co ciekawe, mimo niekorzystnego wyniku to właśnie Zaborów częściej utrzymywał się przy piłce i sprawiał wrażenie zespołu bardziej aktywnego. Gospodarze próbowali budować akcje, szukali swoich momentów i chwilami przeważali, ale brakowało konkretów pod bramką - ostatniego podania, lepszego wykończenia albo po prostu skuteczności. Jak na mecz na szczycie emocji i jakości w ofensywie momentami było mniej, niż można było się spodziewać. Kolejna bramka padła dopiero tuż przed przerwą. Tym razem Filip Junowicz zamienił się rolami i po podaniu Zycha sam wpisał się na listę strzelców. Mikstura schodziła na przerwę z prowadzeniem 2:0, choć sam przebieg spotkania nie do końca oddawał taki rezultat.
Druga połowa kompletnie odmieniła jednak obraz meczu. FC Zaborów w końcu zaczął wykorzystywać sytuacje, które wcześniej marnował. Najpierw kontakt złapał Jacek Wdowczyk po podaniu Kamila Czarneckiego, a chwilę później do wyrównania doprowadził Czarek Zahorodny. Zanim Mikstura zdążyła się otrząsnąć, kolejne trafienie dołożył Łysiak i w praktycznie sześć minut całe prowadzenie budowane przez gości przez niemal całą pierwszą połowę przestało istnieć. Od tego momentu spotkanie wyglądało już zupełnie inaczej. Zaborów przejął inicjatywę, złapał energię i zaczął wyglądać jak drużyna, która bardziej wierzy w zwycięstwo. Na 4:2 podwyższył jeszcze Ratajczak i choć Mikstura szybko odpowiedziała, utrzymując się jeszcze w meczu, to końcówka należała już do gospodarzy. Ostatni cios zadał Jacewicz, zamykając wynik spotkania i praktycznie odbierając rywalom nadzieję na powrót.
Zawodnicy Mikstury próbowali jeszcze wrócić do gry, ale brakowało już tej energii i wiary, którą mieli na początku spotkania. Dla nich to kolejna trudna strata punktów tej wiosny i sytuacja w walce o mistrzostwo zaczyna robić się coraz bardziej skomplikowana. Z kolei FC Zaborów wykonał ogromny krok w stronę złotych medali i po takim meczu trudno nie odnieść wrażenia, że jest na bardzo dobrej drodze do mistrzostwa szóstej ligi.
Old Eagles Koło długo nie potrafili znaleźć sposobu na znakomicie dysponowany zespół Green Lantern, który od pierwszych minut narzucił swoje warunki gry i pewnie zmierzał po zwycięstwo. Już w pierwszej połowie ekipa Green Lantern całkowicie zdominowała wydarzenia na boisku, schodząc na przerwę z imponującym prowadzeniem 5:0. Old Eagles mieli ogromne problemy zarówno w defensywie, jak i w konstruowaniu akcji ofensywnych, a rywale bezlitośnie wykorzystywali każdy błąd.
Po zmianie stron gospodarze próbowali wrócić do meczu i momentami wyglądali zdecydowanie lepiej, jednak przewaga wypracowana przez Zielonej Latarni była zbyt duża. Przy stanie 3:6 do bramki Old Eagles wszedł Piotr Parol, próbując dać drużynie nowy impuls i zatrzymać rozpędzonych rywali. Mimo ambitnej postawy nie zdołał jednak odmienić losów spotkania.
Kluczowymi postaciami meczu byli Patryk Podgórski oraz Mikołaj Wysocki, którzy rozegrali kapitalne zawody. Ich skuteczność, szybkość i świetna współpraca sprawiały ogromne problemy defensywie Old Eagles przez całe spotkanie. Green Lantern kontrolowali przebieg gry niemal od początku do końca i ostatecznie zasłużenie wygrali 8:4, potwierdzając swoją wysoką formę.
Spotkanie Georgian Team z Sante od początku zapowiadało się bardzo interesująco i już pierwsze minuty potwierdziły, że emocji nie zabraknie. Georgian Team, walczący o czołowe miejsca w tabeli, chciał wykorzystać potknięcia rywali i zbliżyć się do podium, natomiast Sante szukało ważnych punktów w walce o poprawę swojej sytuacji w dolnej części zestawienia.
Mecz świetnie rozpoczęli zawodnicy Georgian Team. Już w 3. minucie wynik otworzył Rizhamadze po podaniu Jambazishviliego. Sante odpowiedziało jednak bardzo szybko - w 10. minucie po strzale Melaka piłka odbiła się jeszcze od Kowalskiego, całkowicie myląc bramkarza i wpadając do siatki. Chwilę później, w 12. minucie, Zientała po asyście Melaka wyprowadził Sante na prowadzenie.
Bracia Gabrichidze i spółka nie zamierzali jednak odpuszczać. W 16. minucie do wyrównania doprowadził Giorgi, a trzy minuty później po rzucie karnym skutecznie uderzył Lasha. Spotkanie było bardzo intensywne i pełne walki, czego efektem była między innymi żółta kartka dla Toki za ostry wślizg w 21. minucie. Jeszcze przed przerwą ponownie dał o sobie znać Melak, ale chwilę później po dalekim wyrzucie bramkarza Lasha zdobył kolejną bramkę dla Georgian Team.
Druga połowa rozpoczęła się od mocnego wejścia Sante. W 30. minucie po odbiorze piłki na połowie przeciwnika trafił Jędrzejczak, jednak odpowiedź Georgian Team była natychmiastowa - już minutę później gola zdobył Lemonjava. W kolejnych minutach tempo meczu ani trochę nie spadało. Dla Sante trafiali jeszcze Gutowski oraz ponownie Jędrzejczak, a Georgian odpowiadał bramkami Lashy i Giorgiego.
W końcówce spotkania Zientała wykorzystał jeszcze rzut karny dla Sante, jednak ostatnie słowo należało do Georgian Team. Najpierw trafił Giorgi, a chwilę później kolejną bramkę dołożył Lasha. W samej końcówce wynik ustalił Giorgi, pieczętując zwycięstwo i bardzo dobry występ swojej drużyny.
W meczu Shot DJ ze Szmulkami Warszawa nie można było narzekać na brak emocji. Od pierwszego gwizdka oglądaliśmy wyrównane widowisko i prawdziwą wymianę ciosów, w której trudno było wskazać drużynę mającą większe szanse na końcowy triumf.
Jako pierwsi do siatki trafili gospodarze, a wynik spotkania otworzył Szymon Kopyść. Radość Shot DJ nie trwała jednak długo, ponieważ chwilę później do wyrównania doprowadził Krystian Rzeszotek. Kolejne minuty należały już jednak do gospodarzy. Najpierw ponownie prowadzenie swojej drużynie dał Jan Jabłoński, a następnie błąd defensywy rywali bezlitośnie wykorzystał Edouard Tran Van, podwyższając wynik na 3:1. Gdy wydawało się, że takim rezultatem zakończy się pierwsza połowa, do głosu ponownie doszli zawodnicy Szmulek. Kontaktowego gola zdobył Jakub Kaczmarek i po niezwykle emocjonującej pierwszej części spotkania Shot DJ prowadził jedynie 3:2, co zapowiadało sporą dramaturgię po zmianie stron.
Drugą połowę lepiej rozpoczęli faworyci, którzy szybko przejęli inicjatywę i coraz częściej zagrażali bramce rywali. Efektem ich determinacji była kolejna bramka. Chris Rodil Kalaba popisał się efektownym strzałem głową i powiększył przewagę swojej drużyny. Chwilę później swoje drugie trafienie w meczu dołożył Jan Jabłoński i Shot DJ prowadził już 5:2. Goście próbowali jeszcze wrócić do gry i zdołali zdobyć trzecią bramkę, jednak końcówka należała już wyłącznie do gospodarzy. Dwa ostatnie ciosy zadali zawodnicy Shot DJ, którzy ostatecznie zwyciężyli 7:3 i dopisali do swojego dorobku niezwykle cenne trzy punkty.
Dzięki tej wygranej Shot DJ wciąż pozostaje w grze o mistrzostwo 6. ligi i pokazuje, że w decydującej fazie sezonu będzie jednym z głównych kandydatów do końcowego triumfu.







)
)
)
)
)
)
)
)
)
)