ZAPOWIEDZI MECZOWE! 3. KOLEJKA - LATO 2025
Po pierwszej kolejce można było jeszcze mówić, że niektóre drużyny dopiero się rozkręcają, a inne wciąż szukają swojej optymalnej formy. Jednak po dwóch rozegranych meczach od części zespołów musimy już zacząć wymagać – zwłaszcza jeśli ich cele na ligę letnią były naprawdę ambitne. Jesteśmy na etapie, w którym losy wielu ekip zaczynają się ważyć. Ich marzenia mogą albo zostać brutalnie storpedowane, albo wciąż pozostaną realne i będą napędzać walkę w kluczowej części sezonu!
Przed nami kolejna dawka adrenaliny, poświęcenia i walki o każdy centymetr boiska. Kto przełamie passę porażek, a kto wygra po raz trzeci z rzędu? Czas przyjrzeć się temu, co przyniesie 3. kolejka spotkań! Startujemy!
| 1. LIGA |
Chyba nikt nie przypuszczał, że po dwóch rozegranych kolejkach ekipa KSB Warszawa będzie okupowała ostatnie miejsce w 1. Lidze. Jeden mecz przegrany, jeden oddany walkowerem – i prawda jest taka, że marzenia o tych najwyższych celach trzeba już odłożyć na bok. Ale czy to w życiu, czy w piłce, istnieje jeszcze pojęcie załatwienia sprawy honorowo. W tym przypadku oznaczałoby to wzięcie się w garść, wymazanie z pamięci tego, co było, i pokazanie, że KSB potrafi się zjednoczyć w trudnych chwilach. Poza tym – jeśli chłopaki sami nie mają już większych szans na mistrzostwo, to mają na tyle duży potencjał, że mogą podobne plany utrudnić innym. Choćby Kebavicie, która na razie idzie jak burza. Ale przy założeniu pełnego składu KSB – jest jak najbardziej do pokonania. Oczywiście, doceniamy ich sukces nad FC Impuls UA. Widzimy, że ten zespół, mimo dłuższej przerwy od wspólnej gry, nie zapomniał, jak się wygrywa. Teraz jednak trzeba się nastawić na bardzo ciężki bój. My przede wszystkim mamy nadzieję, że ta potyczka się odbędzie i KSB dojedzie. A jeśli tak się stanie, to nie mamy wątpliwości, iż może to być jedno z lepszych spotkań, jakie rozegramy podczas 3. kolejki.
1,10 – taki byśmy natomiast ustalili kurs na wygraną drużyny Zielona i Przyjaciele nad Warsaw Eagle. Według nas poziom piłkarski Zielonych jest zdecydowanie najwyższy w całych rozgrywkach i jeśli tylko będzie im się chciało – nie wierzymy, że komukolwiek oddadzą punkty. Dotyczy to również Warsaw Eagle. Doceniamy, że Karol Dębowski i spółka otrząsnęli się po laniu, jakiego doświadczyli na inaugurację. Fajnie, że udało się ogarnąć konkretnych zawodników – nawet z doświadczeniem w Lidze Fanów (jak choćby Maciek Sidorowicz czy Ali Abdulahi) – ale niedzielni oponenci to po prostu zupełnie inna półka. Zieloni grają szybko, kombinacyjnie – tutaj praktycznie każdy zawodnik może być bohaterem meczu. A nawet jak coś idzie nie tak, to na bramce świetnie spisuje się Jakub Skowron. Dlatego na sensację nie ma co liczyć. Ale Warsaw Eagles nie mają się co przejmować tą naszą dość kategoryczną zapowiedzią. Po prostu – tak będzie wyglądał każdy mecz z udziałem Zielonych, bo oni w tej lidze mogą przegrać co najwyżej sami ze sobą.
Znacznie ciekawiej będzie za to od 22:00 na sektorze B. Korsarze podejmą Inferno Team. W tym przypadku ważna może być postać Igora Patkowskiego, który świetnie zna wielu zawodników Korsarzy – wielu z nich grało w jego drużynach – i zobaczymy, czy tę wiedzę uda mu się wykorzystać. Korsarze są po dość bolesnej przegranej z Zieloną, natomiast sama gra wcale nie była taka zła, jakby wskazywał na to wynik. Brakowało po prostu skuteczności. Inferno ma na swoim koncie remis i wygraną walkowerem z KSB. A szkoda, że mecz z KSB nie doszedł do skutku – bo znacznie szybciej dostalibyśmy odpowiedź, na co naprawdę stać Inferno. Na ten moment ten zespół wciąż pozostaje dla nas zagadką. To są oczywiście świetni gracze, uznane nazwiska – natomiast nie znamy odpowiedzi na pytanie, czy oni już tworzą drużynę. Bez wątpienia mecz z Korsarzami wiele w tej kwestii wyjaśni, bo rywale są naprawdę bardzo solidni i po prostu trzeba zagrać dobrze, by ich pokonać. Bylibyśmy jednak nie fair, gdybyśmy w tej parze stawiali na nominalnych gości. Mimo wszystko większe zgranie widać po stronie Korsarzy, a jeśli gospodarzom uda się wreszcie nastawić celownik, to powinni błyskawicznie wrócić na zwycięską ścieżkę.
O tym samym marzą pewnie gracze Ognia Bielany. Nie mamy jednak dla nich dobrych wieści. Jeżeli przegrywają rywalizację z Warsaw Eagle, w której to drużynie skład był budowany trochę last minute, to nie możemy im dobrze wróżyć przed potyczką z FC Impuls UA. Tym bardziej że dla ekipy z Ukrainy – po zaledwie jednym punkcie zdobytym na sześć możliwych – to ostatni dzwonek, by nie dać odjechać ekipom z czołówki zbyt daleko. Inna sprawa, że w trzech dotychczasowych konfrontacjach między tymi ekipami Impuls jeszcze ani razu nie wygrał – dwie porażki i remis to bilans bardzo niekorzystny. Ale chyba należy sobie zadać pytanie – kiedy, jak nie teraz? Ogień ma problemy kadrowe, bardziej niż z przeciwnikami walczy na razie z własną frekwencją. I jeśli to się nie zmieni, to z Impulsem trzeba się będzie pogodzić ze smakiem kolejnej, gorzkiej porażki. Liczymy, że Janek Napiórkowski będzie miał tym razem do dyspozycji lepszy skład niż ostatnio – bo chociaż nie gwarantuje on sukcesu, to wyrównaną walkę – na pewno tak. W każdym innym przypadku zespół z Bielan już przed pierwszym gwizdkiem będzie wiedział, że czeka ich kolejne 50 minut drogi przez mękę...
| 2. LIGA |
Powiedzieć, że początek sezonu nie należy do najlepszych w wykonaniu Ukrainian Vikings, to jak nic nie powiedzieć. Na razie dorobek punktowy Wikingów nie został otwarty, a w obu dotychczasowych spotkaniach do zwycięstw było daleko. Teraz rywalem będzie Tonie Majami. Ekipa Patryka Kamoli trochę wyhamowała w poprzedniej serii gier, nie dając rady Eagles FC. Trzeba jednak pamiętać, że ta drużyna zrobiła naprawdę duży przeskok, jeśli chodzi o klasę rozgrywkową, i zdaje sobie sprawę, że tutaj nie będzie już takim hegemonem jak we wcześniejszych sezonach. Każdy mecz to jednak cenne doświadczenie, a starcie z solidnymi Wikingami również będzie można wpisać sobie do CV. Pytanie tylko – czy po stronie zwycięstw, czy po stronie porażek. Trudno cokolwiek wyrokować. Nam od dłuższego czasu wydaje się, że ekipa z Ukrainy jest w dołku, brakuje jej efektownego przełamania i życzymy im, by nastąpiło to jak najszybciej. Patrząc jednak na ambicje Tonie Majami, to chyba oni będą tutaj mieli więcej powodów do radości po ostatnim gwizdku.
A czego możemy oczekiwać po rywalizacji After Woli z Rock’n Roll Warsaw? Jedni i drudzy znani są ze swojej nieustępliwości, mecz będzie twardy, nie zabraknie starć „ciało w ciało”, więc o ten aspekt piłkarskiego rzemiosła jesteśmy spokojni. Co do kwestii czysto piłkarskich – tutaj wyżej stoją akcje rockandrollowców. Tak naprawdę kluczowy argument jest bardzo oczywisty. Skoro After Wola dość wyraźnie przegrała z Ternovitsią, z którą natomiast Rock’n Roll wygrał dość pewnie, to wniosek nasuwa się sam. Nie chcemy oczywiście odbierać chłopakom z Woli szans, jednak w takim meczu trzeba być po prostu najlepszą wersją siebie i zagrać nie na 100, a na 110% potencjału. Tutaj nie może się wszystko opierać tylko na golach Patryka Abbassiego, bo jeśli tak będzie, to tych bramek w końcowym rozrachunku zabraknie. No i trzeba też mieć sposób na powstrzymanie ofensywnych graczy przeciwnika, co także będzie wyzwaniem nie lada. Jak dla nas – zdecydowanym faworytem jest więc Rock’n Roll, choć piłka ma to do siebie, że lubi zaskakiwać. W niedzielę przekonamy się, czy to będzie kolejny taki przypadek.
A zupełnie nie wiemy, jaką drogą może pójść mecz Ternovitsii z Eagles FC. Nie wszyscy nam wierzyli, gdy tydzień temu pisaliśmy, że Eagles FC pokonają Tonie Majami, ale nasze przewidywania okazały się trafne. Ekipa Hasanaghi Gasimliego to naprawdę mocna drużyna, posiadająca zawodników, gdzie dobrze grają nie tylko gracze z podstawowego składu, ale też rezerwowi. Tego z kolei trochę brakuje Ternovitsii. Wiadomo, że zespół Romana Shulzhenki nie ma już takiego składu jak w sezonie zasadniczym – brakuje Ivana Pastukha czy Pavla Paduka – i zastanawiamy się, czy ta drużyna będzie w stanie wytrzymać tempo narzucone przez oponentów. A to, że ich blok defensywny czeka mnóstwo pracy, jest pewne, bo w Eagles gra niezmordowany Denisio Chea, który w takim samym szybkim tempie potrafi biegać od pierwszej do ostatniej minuty. Nos nam podpowiada, że to jego gra może być tutaj kluczowa dla losów spotkania – i chociaż Ternovitsia to ekipa doświadczona, to jednak może to być za mało przeciwko głodnym bramek i punktów Eagles FC.
Czy po dwóch kolejkach można stwierdzić, że jakaś ekipa trafiła na zbyt wysoki poziom rozgrywkowy? Pytanie jest bardzo zasadne w przypadku Warszawskiej Ferajny. Wiemy, że to stwierdzenie może boleć, ale dotychczasowe wyniki z udziałem obozu Kacpra Domańskiego wręcz zmuszają do pochylenia się nad tą kwestią. Jak na razie – 0 punktów na koncie, bilans 7:20, a nie chcemy ich martwić – teraz może być tylko gorzej. Po drugiej stronie boiska stanie bowiem BM. Tutaj mamy zupełnie odwrotny przypadek – ta ekipa spokojnie powinna grać w 1. Lidze, bo w 2. ciężko będzie znaleźć na nią mocnych. Być może stwierdzenie, że Oleksandr Maksymow stworzył potwora byłoby zbyt daleko idące, lecz i nazwiska, i sama gra chłopaków z Ukrainy robi duże wrażenie. Stąd też nie ma sensu silić się tutaj na jakieś wielkie analizy. Faworyci powinni sobie spokojnie poradzić, a jeśli Ferajna nie będzie zdyscyplinowana od pierwszej do ostatniej minuty, i podobnie jak tydzień wcześniej będzie miała problem z bramkarzem, to niestety – i wynik może być bardzo podobny do tego, jaki miał miejsce przed siedmioma dniami.
| 3. LIGA |
Nigdy nie jest fajnie zagrać dwa niezłe mecze, być równorzędnym oponentem dla przeciwników, i dwukrotnie zejść z boiska pokonanym. Ta przykra rzeczywistość stała się udziałem FC Pers. Podopieczni Matiego Musoeva oba dotychczasowe pojedynki przegrali różnicą jednego gola – najpierw z Rodziną Soprano 7:8, a potem z Defenders FC 4:5. Mówi się, że do trzech razy sztuka, i Persowie na pewno wiedzą, że to ostatni dzwonek, by załapać się do pociągu o nazwie „podium”. W niedzielę chłopaki staną w szranki z GLK. Im idzie znacznie lepiej – cztery oczka już są na ich koncie – i chociaż duże znaczenie miał tutaj dogodny terminarz, to nie wolno odbierać GLK chwały. I pewnie w głowach samych zawodników zaświtała myśl, że skoro grają z drużyną, która jest w dole tabeli, to trzeba to po prostu wykorzystać. Pierwsze minuty będą pewnie rozpoznawcze – będzie to przecież pierwsza bezpośrednia rywalizacja między tymi ekipami – a potem? Sami chcielibyśmy to wiedzieć. Persowie są nieobliczalni, ale staniemy na stanowisku, że powinni tutaj wygrać. Nie od dziś wiadomo, że ciężko rywalizuje im się z ekipami stawiającymi głównie na siłę fizyczną. Tutaj z kolei dojdzie do starcia dwóch technicznie grających drużyn – i obstawiamy, że tym razem to oni o tego jednego gola okażą się minimalnie lepsi.
Podobny scenariusz przewidujemy dla FC Niko UA. Ekipa Anatolija Ursu – po wzmocnieniach, jakie kapitan tego zespołu poczynił przed sezonem – w każdym meczu idzie jak po swoje. Klasą dla siebie jest oczywiście Vladyslav Voronov, ale świetnie radzi sobie też Oleksandr Tarhonin. To oni ciągną wózek z bramkami Niko i dajemy sobie rękę uciąć, że obaj coś do koszyczka z golami lub asystami ponownie dorzucą. Rywal to TI:Exile. Na tę chwilę o dawnym Team Ivulin można powiedzieć, że bardzo się starają, nie można zarzucić im, że są gorsi od rywali, ale co z tego, skoro za wrażenia artystyczne punktów nie ma. Ich największy problem to brak kogoś, kto weźmie odpowiedzialność za zdobywanie bramek. Tylko jeden zawodnik ma więcej niż jedno trafienie, a Arsieni Vanicki – bo o nim mowa – wcale nie jest napastnikiem. Niko takich graczy ma znacznie więcej. Ich siła rażenia jest ogromna, więc nie podlega dla nas dyskusji, że to będzie bardzo trudny wieczór dla golkipera TI:Exile, Leonida Isayenii. Ten świetny bramkarz na pewno wiele strzałów obroni, lecz równie często będzie musiał kapitulować – co ostatecznie spowoduje porażkę na poziomie 3–4 goli różnicy.
O takich beniaminków nic nie robiliśmy ;) W taki, dość humorystyczny sposób rozpoczniemy analizę meczu między dwoma nowymi ekipami w rozgrywkach – AGS i Defenders FC. Nawet mając wiedzę, że te zespoły są mocne, nie przypuszczaliśmy, że ich start w Lidze Letniej będzie aż tak imponujący. Co więcej – wygrana w tym meczu, biorąc pod uwagę naprawdę krótki sezon, będzie bardzo dużym krokiem w kierunku zakończenia rozgrywek na podium. Faworyt? Chyba minimalnie AGS. Ich wysoka wiktoria nad Vikersonnem w poprzedniej kolejce odbiła się szerokim echem. Ale nic dziwnego – o ile w pierwszym meczu gole zdobywał głównie Dominik Pikalski, to teraz dołączyli do niego Damian Kucharczyk, Mikołaj Krauze, a pojawił się także Filip Motyczyński, o którego umiejętnościach nie musimy nikogo przekonywać. W ekipie Defenders wszystko rozkłada się na większą liczbę graczy. Można wręcz powiedzieć, że oni są ustawieni bardziej kompaktowo i pod względem zespołowym mogą nawet przewyższać najbliższych konkurentów. Jeśli jednak ekipa Piotrka Zmysłowskiego przyjedzie w weekend w identycznym składzie jak w poprzednim, to tutaj widzimy tylko jedno możliwe rozwiązanie – pewną wygraną gospodarzy.
W poprzednim akapicie pisaliśmy o zaskoczeniach na plus. Po drugiej stronie barykady jest natomiast FC Vikersonn UA. Tylu świetnych graczy w składzie, a jednak wyników brak. To pokazuje nie tylko, że Igor Makhlai – kapitan zespołu – ma problem, bo zapewne non stop zastanawia się, co tutaj nie gra, ale też mamy czarno na białym, jak silna jest 3. Liga. Czy drużyna zza naszej wschodniej granicy wreszcie się przełamie? Rodzina Soprano zrobi wszystko, by do tego nie dopuścić. Ich sytuacja również nie jest komfortowa – chociaż mają bilans 1–0–1, to wiedzą, że dwie kolejne porażki mogą brzmieć jak wyrok w kontekście walki o medale. No i jest też coś, w co aż trudno uwierzyć – lider Soprano, Krzysiek Kulibski, w dwóch dotychczasowych spotkaniach nie zdobył ani jednego gola! Najlepszy snajper w historii rozgrywek jak na razie nie może się przełamać – w dorobku ma tylko (i aż) trzy asysty – ale przecież jest jasne, że jeśli Rodzina chce wspinać się w górę tabeli, to gole popularnego Kuli są niezbędne. Może więc to będzie właśnie ten mecz, w którym Krzysiek się przełamie i w pojedynkę – jak robił to już wielokrotnie – pociągnie drużynę do zwycięstwa? Rozwiązanie tej zagadki coraz bliżej.
| 4. LIGA |
Gdy odwrócisz tabelę, FC Patriot i Nieuchwytni będą na czele. Liczymy, że te zespoły nie obrażą się, że troszkę naśmiewamy się z ich obecnej sytuacji w hierarchii 4. Ligi, ale też piłki nożnej nie można traktować śmiertelnie poważnie ;) Zresztą – jedna z nich trochę się odbija od dna, bo zakładając, że nie będzie tu podziału punktów, to ktoś powinien wreszcie zgarnąć pierwsze zwycięstwo. Nieuchwytni ostatnio nieźle zaprezentowali się w pierwszej połowie starcia z Inferno Team, ale w 4. Lidze jedna dobra połowa to zdecydowanie za mało, by myśleć o sukcesach. Patrioci z kolei nie strzelili nawet gola z Dnipro United – i to jest ich największy problem w Lidze Letniej – po prostu nie ma kto zdobywać bramek. Z drugiej strony – z kim mają to zrobić, jak nie z Nieuchwytnymi? Ferajna Marka Szklennika ma średnio 14 goli traconych na spotkanie, więc wydaje nam się, że Patriotom wreszcie spadnie kamień z serca i otworzą swój dorobek punktowy. Bo co by nie mówić, mimo że ich oponenci są sąsiadami w tabeli, to jednak nieprzypadkowo grali w sezonie zasadniczym w 14. Lidze, podczas gdy Patrioci w 5.
Po kiepskim starcie nie ma już śladu w zespole FC Dnipro United. Jeśli o klasie drużyny świadczy to, jak reaguje na bolesne porażki, to trzeba powiedzieć, że team Andrzeja Barana wykonał kapitalną pracę, pokonując tydzień temu Patriotów 6:0. A jak pójdzie im z rodakami z FC Legion UA? Legion zaliczył z kolei odwrotną drogę niż niedzielni przeciwnicy – pierwszy mecz wygrali, ale w drugim zaliczyli bolesną porażkę z Force Fusion, gdzie nie zdobyli nawet gola. Widać brak Dimy Vysotskyiego, i jeśli ten gracz nie będzie regularnie przyjeżdżał na mecze, to niestety nie wróżymy Legionowi spektakularnych osiągnięć. I coś nam się wydaje, że nie będą też w stanie powstrzymać Dnipro. Gospodarze będą chcieli pójść za ciosem – widać, że poukładali sobie pewne sprawy, no i przede wszystkim świetnie czują się na Arenie AWF. Obiekt na Światowida po prostu im nie leżał. I choć nie wydaje nam się, by doszło tu do jakiegoś pogromu, to chyba już po pierwszej połowie powinno być jasne, kto będzie bliżej pełnej puli. My stawiamy zdecydowanie na FC Dnipro United.
Ciężko nam natomiast nadążyć za FC Ukrainian Devils. Zaczęli od fantastycznego triumfu nad wspomnianym wyżej Dnipro, a w drugiej kolejce prowadzili do przerwy 3:1 z FC Bulls, a mimo to zeszli z boiska pokonani. Widać było dużą frustrację – pojawiły się żółte kartki – natomiast odczytujemy to jako przejaw ambicji, który nie pozwolił im łatwo przyjąć tej porażki. Teraz jednak trzeba nastawić się na kolejną, bo Force Fusion na razie bawi się z rywalami. Nieuchwytnych ograli 15:1, z FC Legion UA wygrali 7:0 – i widząc te rezultaty, jak również samą grę, można śmiało powiedzieć, że mogą być nie do ugryzienia w sezonie Lato 2025. Ciekawe, czy na najbliższym meczu pojawi się Piotr Szpilarewicz. Jak wiemy, Piotrek doznał bardzo niefortunnego urazu głowy – a to bardzo ważne ogniwo zespołu Ruslana Yakubiva – jednak nawet bez niego wynik może być tylko jeden. Przeciwko Ukrainian Devils to nie będzie spacerek, lecz nie przyjmujemy do wiadomości, by mogło się to skończyć inaczej niż wygraną zdecydowanych faworytów. Pewniak!
Jeśli założymy, że Force Fusion będzie miało komplet oczek po czterech spotkaniach, to ten sam cel przyświeca Inferno Team 2. Chłopaki nie mogą pozwolić, by najgroźniejszy rywal w walce o mistrzostwo im odskoczył, a żeby tak się nie stało, muszą ograć FC Bulls. Po pierwszej kolejce Bykom nie dawalibyśmy tutaj większych szans, natomiast to, czego ten zespół dokonał przed tygodniem, zasługuje na uznanie. Przegrywali z Ukrainian Devils 1:3, nie wykorzystali nawet rzutu karnego, ale w drugiej odsłonie pokazali wielki charakter i odnieśli zwycięstwo. Teraz poprzeczka idzie jednak znacznie wyżej. Inferno wciąż się zgrywa, wciąż potrzebuje czasu, by trybiki zazębiały się jeszcze sprawniej, ale nawet na tym etapie to zespół mający tylu dobrych zawodników, że powinno to wystarczyć do ujarzmienia Byków. Swoje pewnie zrobi Bartek Kopacz, który będzie non stop nękał bramkarza rywali, a dodajmy, że w tej drużynie wciąż jest kilku graczy, którzy jeszcze nie zdążyli zadebiutować, a prezentują naprawdę fajny poziom. Jeśli się pojawią, Inferno wyrobi sobie szybko kilkubramkową przewagę, którą powinno spokojnie dowieźć do ostatniego gwizdka sędziego. A przynajmniej taka jest nasza perspektywa na tę potyczkę.
| 5. LIGA |
Remis – takim wynikiem pachnie nam w pierwszym meczu 5. Ligi. Ajaks podejmie w nim Watahę i chociaż wyżej w tabeli są ci pierwsi, to jednak trudno tu jednoznacznie ocenić, kto może mieć większe nadzieje na zwycięstwo. To jedno z tych spotkań, gdzie zdecyduje po prostu dyspozycja dnia. No i oczywiście (nie)obecności – w Watasze ostatnio nie było Maćka Kiełpsza (który w pierwszym meczu zdobył pięć goli) i to odbiło się na ofensywie drużyny Przemka Kacperskiego. To trochę tak, jakby z Ajaksu wyjąć Bartka Kopacza. Natomiast trzeba sobie radzić w różnych okolicznościach, i gdyby lidera nominalnych gości znów zabrakło, wówczas gracze w czarnych koszulkach po prostu muszą wyjść tej sytuacji naprzeciw. Co do Ajaksu – w Lidze Letniej sprzyja im też trochę szczęście, co oczywiście nie jest zarzutem, natomiast wiadomo, że w przyrodzie wszystko się wyrównuje, i być może teraz to rywale będą mieli go więcej. Jedno jest pewne – padnie sporo goli, wynik będzie wysoki, a wszystko rozstrzygnie się w końcówce. I jeżeli Wataha w tych kluczowych momentach dobrze pokryje Bartka Kopacza, to powinna zejść z placu boju z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku.
Swojego ostatniego meczu nie rozegrali za to gracze Broke Boys. Kilka minut przed rozpoczęciem potyczki z Lepanes dowiedzieli się, że konkurenci nie dojadą. Nie marnowali jednak czasu – rozegrali wewnętrzną gierkę, i to również był ważny element przygotowań do kolejnego starcia. Teraz nie mają co liczyć (i pewnie nawet by tego nie chcieli), że rywal nie dojedzie. Kresowia jawi się jako jeden z faworytów 5. Ligi i ani myśli odpuszczać. Ich gra może się podobać, zaangażowanie jest na maksymalnym poziomie, więc Broke Boys wiedzą, że czy w ataku, czy w obronie – będą musieli się sporo napocić. Zwłaszcza z przodu – zastanawiamy się, co tutaj wymyślą. W sezonie zasadniczym mieli wielu zawodników, którzy zdobywali bramki, ale wielu z nich nie zapisała do ligi w wakacje. Kojarzymy choćby Alpera Inana czy Tarika Muslu, lecz próżno ich szukać na liście zgłoszeniowej. I obawiamy się, że tej mocy ofensywnej może im zabraknąć. W Kresowii te akcenty rozkładają się lepiej – tutaj nie brakuje graczy, którzy potrafią zdobyć kilka trafień w spotkaniu – i na nasze oko to właśnie zadecyduje, że nominalni goście znów zapunktują za trzy.
A czy Lepanes wyciągnęli wnioski ze swojego zachowania sprzed tygodnia? Nie będziemy się nad nimi pastwić – swoje już napisaliśmy w ciekawostkach kolejki – natomiast jedno pozostaje bezsporne: na mecze trzeba przyjeżdżać albo przynajmniej z dużym wyprzedzeniem poinformować, że się nie dojedzie. Obecnie nie mamy żadnych przesłanek, by znowu mieli się nie pojawić, więc traktujemy to jako obietnicę, że tym razem zobaczymy ich na Arenie AWF. Za rywala będą mieli Mistrzów Chaosu – zespół, który o mało na własne życzenie nie przegrał w tamten weekend wygranego meczu. Było już 5:1, oponent – idąc terminologią bokserską – zdawał się być na deskach, a jednak wstał i spowodował sporo nerwów w obozie Jakuba Spławskiego. Wnioski muszą zostać wyciągnięte, bo kto wie, czy podobnego meczu nie obejrzymy również tym razem. Chaos jest faworytem, ale nie należy tego traktować jako gwarancji, że wszystko zrobi się samo. Co do Lepanes – pozostaje nam poczekać na ich występ, bo jak dotąd mają za sobą niezłe 20 minut w pierwszym spotkaniu. Na drugie nie dojechali, więc teraz trzymamy kciuki, by wreszcie nawiązali do tego, co prezentowali w sezonie zasadniczym. Bo naprawdę nam się wtedy podobali i stać ich, by tutaj skóry nie sprzedać za bezcen.
Pierwsze oczka w niedzielę podzielą za to między siebie reprezentanci Oldboys Derby i Q-Ice Warszawa. Na razie worek z punktami jest po jednej i drugiej stronie pusty – ale to się zmieni. My nie będziemy ukrywać, że po ekipie Q-Ice spodziewaliśmy się trochę więcej. A oni? Pierwszy mecz słaby, a w drugim dobrze zagrali tylko w drugiej połowie. I właśnie – gdyby zawsze prezentowali się tak, jak w finałowych 25 minutach rywalizacji z Mistrzami Chaosu, to dziś byliby w zupełnie innym miejscu. Co do Oldboys – oni nie dość, że tracą punkty i bramki, to jeszcze zawodników. W poprzedniej potyczce z Ajaksem Warszawa poważnego urazu nabawił się Rafał Wieczorek, ale nie tylko on zwijał się z bólu po starciach z rywalami. Ciekawe, ilu graczy z osiedla Derby będzie już gotowych do gry – pytanie o tyle zasadne, że ta drużyna ma wyjątkowo krótką kołdrę, jeśli chodzi o skład. Nie wykluczamy, że będą próbowali kogoś dopisać – również z myślą o podniesieniu jakości. Przed pierwszym gwizdkiem wszystko będzie jasne, natomiast my stawiamy tutaj na Q-Ice – dzięki czemu Łukasz Mróz, ich kapitan, wreszcie będzie miał powody do zadowolenia.
| 6. LIGA |
Na starcie zapowiedzi 6. Ligi musimy zacząć od… przeprosin. Nie wierzyliśmy, że FC Olimpik będzie w stanie zrobić jakąkolwiek krzywdę Gambie, a oni wygrali z faworyzowanym przeciwnikiem 5:2. W polu świetnie prezentował się Oleksandr Diachenko, natomiast prawdziwym bohaterem był bramkarz Mykola Semeniuk. To co? Czas na drugie zwycięstwo z rzędu? Po drugiej stronie boiska stanie opromieniona łatwą wygraną nad Skorpionami drużyna KS Centrum. No i gdybyśmy mieli sugerować się tylko suchymi wynikami, to gracze w żółtych koszulkach nie mieliby tutaj wielkich szans. Oni przegrali z Gambą dość wyraźnie, więc w teorii – jak mieliby przeciwstawić się komuś, kto tę Gambę pokonał? Na szczęście piłka jest bardziej skomplikowana, mecz meczowi nierówny, a poza tym KS Centrum po prostu dobrze gra w piłkę, więc zacieramy ręce, bo to mogą być bardzo ekscytujące 50 minut. I na wszelki wypadek nie będziemy tutaj nikogo typować do wygranej. Tym bardziej że naprawdę ciężko przewidzieć, na czyją stronę przechyli się szala. Patrząc na tabelę, do wzięcia będą arcyważne trzy punkty i to starcie ukierunkuje trochę cele jednych i drugich. Wygrani będą mogli mierzyć wysoko, a przegranym znów przyjdzie oglądać się za siebie.
Skoro jesteśmy w nastroju do kajania się, lećmy dalej – w FC Wczorajszych też nie wierzyliśmy, że może ich stać na pokonanie Hiszpańskiego Galeonu, a to oni po finałowym gwizdku mogli wznieść ręce w górę w geście triumfu. Mamy jednak na swoje usprawiedliwienie, że tydzień temu zebrali trochę lepszy skład niż na inaugurację, co pozwoliło pokazać im większe możliwości. Nie wolno im jednak obrosnąć w piórka. Owszem – pokonanie Galeonu jest bardzo cenne, jednak nie daje legitymacji do wygrywania kolejnych meczów. Wszystko trzeba sobie wywalczyć, a tak się składa, że Alash FC może im popsuć humory. Piszemy to z pełną odpowiedzialnością, bo widzieliśmy ich cały mecz z Gentlemanami, gdzie – chociaż przegrali – to na pewno nie można napisać, że byli słabsi. Ich problem polegał na nieskuteczności, braku rasowego napastnika, i jeśli taki by się znalazł, to oni naprawdę mogą jeszcze zaskoczyć. Teraz taki gość, który potrafi zrobić coś z niczego, przydałby im się tym bardziej, że Wczorajsi tracą mało goli i nie będzie łatwo coś im wcisnąć do siatki. A skoro zapowiada się starcie z dość niewielką liczbą trafień, to czeka nas potyczka, gdzie wszystko może się zdarzyć. Wczorajszym radzimy, by dobrze zajęli się Madiyarem Seidualim, bo to on wyprowadza wszystkie akcje ekipy z Kazachstanu i jego neutralizacja będzie tutaj furtką do zgarnięcia kompletu punktów.
O tym, jak niektóre nasze stwierdzenia potrafią się szybko dezaktualizować, świadczy postawa A.D.S. Scorpion"s. Po inauguracji chwaliliśmy ich, zwłaszcza za drugą połowę rywalizacji z Wczorajszymi, i myśleliśmy, że to początek ich serii wygranych. Myliśmy się bardzo, bo z KS Centrum wyglądali w niektórych momentach jak dzieci we mgle, a nie brakowało też wzajemnych pretensji. Artur Kałuski musi sprawić, żeby do kolejnego meczu atmosfera się oczyściła. A co słychać u Gentleman Warsaw Team? Oni są akurat po bardzo cennej wygranej nad Alash FC, gdzie początek wskazywał, iż trzeba będzie pogodzić się z porażką, lecz im dalej w mecz, tym wyglądali lepiej i finalnie wygrali. Ale właśnie – nawet Paweł Domański w wywiadzie mówił, że te początki spotkań w wykonaniu jego ekipy są słabe. To trzeba zmienić, bo jeśli tutaj znów się to wydarzy, to Skorpiony mogą sobie zbudować przewagę, której – w przeciwieństwie do Alash FC – nie wypuszczą. Nam zresztą jest bliżej do nominalnych gości w kontekście zwycięstwa, szczególnie że drugiego tak słabego spotkania z rzędu już chyba nie zagrają. Ogólnie będzie to potyczka bardzo wyrównana, gdzie jeśli ktoś liczy, że jedni lub drudzy wyrobią sobie bezpieczną przewagę, a któryś z bramkarzy będzie mógł sobie wygodnie położyć leżak w polu karnym, to tak na pewno nie będzie. Zapowiadają się fajne emocje, sporo sytuacji i wyłącznie dyspozycja dnia (a nawet wieczora) wyłoni drużynę, która wróci do domu w lepszych humorach.
Gdyby nie to, co wydarzyło się w 2. kolejce, ten mecz traktowalibyśmy być może jako przedwczesny finał 6. Ligi. Z drugiej strony – nadal nie można wykluczyć, że to właśnie między Gambą Veloce a Hiszpańskim Galeonem rozstrzygną się losy mistrzostwa tej klasy rozgrywkowej. Aczkolwiek z dwiema porażkami będzie o to ciężko, więc przegrany z tego spotkania będzie pod ścianą, jeśli chodzi o walkę o złote medale. Ciężar gatunkowy spotkania zrobi swoje i wiemy, że przez długi czas będziemy tutaj oglądali piłkarskie szachy. Tym bardziej że oba zespoły lubią szanować piłkę, budować swoje ataki nie jednym podaniem, a kilkoma, więc festiwalu strzeleckiego raczej nie świadczymy. Potwierdzają to również wyniki dwóch bezpośrednich potyczek, jakie te zespoły rozegrały dotąd między sobą w sezonie 2024/25 – najpierw wygrał Galeon 4:2, a potem Gamba 6:5. To tylko utwierdza nas w przekonaniu, że kibice, którzy zgromadzą się wokół boiska, zobaczą zacięte zawody. Filip Wolski i Jakub Szczypiorski pewnie już myślą, jak to wszystko rozegrać i jaką przyjąć strategię, a nam pozostaje po prostu poczekać, a potem delektować się tym widowiskiem, które zapowiada się naprawdę zacnie!
| 7. LIGA |
No i schodzimy do najniższej klasy rozgrywkowej. A w niej jako pierwsi zaprezentują nam się Heavyweight Heroes i Inter. W tej parze mamy mały problem – w którą stronę skierować swoją predykcję? Bo chociaż to Herosi mają na swoim koncie więcej oczek, to mimo wszystko chyba Inter robi na nas większe wrażenie. I prawda jest taka, że mogli mieć więcej niż jeden punkt w dorobku, lecz nie wykorzystali liczebnej przewagi przeciwko Warsaw Pistons. Być może gra o jednego więcej, nawet przez 10 minut, to coś, nad czym muszą jeszcze popracować. Poza tym nie zapominajmy – oni na Arenie AWF zagrali dopiero swój pierwszy mecz, podczas gdy dla Herosów będzie to już któryś z kolei. Ekipa Daniela Dudzińskiego jest bardziej doświadczona, zmazała plamę po porażce z pierwszej kolejki i teraz liczy, że uda się zbudować jakąś serię zwycięstw. Radzimy im jedno – w żadnym momencie nie wolno lekceważyć rywala, bo Inter wygląda niepozornie, czasami wydaje się, że już nic w danym meczu ciekawego nie pokaże, a jednak można się na takim myśleniu przejechać. Konsekwencja w grze będzie więc bardzo ważna i jeśli gospodarze będą w stanie utrzymać ją przez całe spotkanie, to minimalne zwycięstwo powinno paść ich łupem.
Nie mamy za to dobrych wieści dla NieDzielnych – każda upływająca minuta będzie ich zbliżać do porażki z Iglicą. Brzmi brutalnie, ale kto jak kto – Marcin Aksamitowski i koledzy to goście z dużym rozsądkiem i po prostu wiedzą, że KS Iglica musiałaby chyba zapomnieć, jak zdobywa się bramki, byśmy tutaj mogli uświadczyć piłkarskiego cudu. NieDzielni i tak już jedną niespodziankę sprawili w Lidze Letniej i można powiedzieć, że na dłuższy czas powinno im to wystarczyć. Ich rywal ma jak na 7. Ligę potężny skład – pierwszy mecz potraktowali trochę jak wdrożenie, ale już drugi to była totalna dominacja. I tego samego spodziewamy się teraz. Pressing, mobilność, skuteczność – to wszystko wyróżnia faworytów, którzy wiedzą, że są lepsi i będą chcieli to udowodnić od pierwszego gwizdka. NieDzielni powinni cieszyć się z każdego strzelonego gola, a nawet uniknięcie dwucyfrówki trzeba będzie uznać za sukces. Mimo wszystko życzymy im, by ich defensywa funkcjonowała jak najlepiej i by perspektywę porażki odsuwali od siebie tak długo, jak tylko potrafią.
Krytycznie należy też podejść do szans na wygraną Lisów Bez Polisy. Co prawda mają trochę słabszego rywala niż NieDzielni, ale to i tak nie poprawia znacząco ich perspektyw na jakiekolwiek punkty. Dwa mecze, tylko trzy strzelone bramki, aż siedemnaście straconych – i tylko najwięksi optymiści, będący jednocześnie fanami Lisów, mogliby wierzyć, że wreszcie dla tej drużyny zaświeci słońce. Poza tym – grają z BRD, którzy będą podwójnie zmobilizowani, bo tydzień temu jeden punkt uciekł im w ostatniej akcji spotkania. Szkoda, bo to spowodowało, że trochę odłączyli się od czołówki i kolejna porażka będzie jak gwóźdź do trumny. Nam się jednak wydaje, że jeśli Lisy nie wzmocnią ofensywy, to i tak nie zrobią krzywdy Young Warriors. Warto zresztą zauważyć, że rok temu, gdy gracze Bez Polisy spotkali się w Lidze Letniej z Młodymi Wojownikami i mieli wtedy zdecydowanie silniejszą kadrę, to i tak przegrali 5:6. To wszystko składa nam się w jedną, niestety mało pozytywną całość dla obozu Roberta Prządki. Trzeci mecz, trzecia porażka i umocnienie się na ostatniej pozycji w tabeli. Jeśli jednak stanie się inaczej – nie będziemy mieli problemu, by w kolejnych zapowiedziach oddać im honor. I życzymy im, byśmy byli do tego zmuszeni.
Nasza wędrówka po zapowiedziach właśnie dobiega końca. I podobnie jak tydzień temu, tak i teraz kończymy ją meczem z udziałem Dynamo Wołomin, bo tak się składa, że podopieczni Maćka Kosińskiego upodobali sobie granie o 22:00. I na razie dobrze im to wszystko wychodzi, chociaż w 2. kolejce, przeciwko BRD, zwycięstwo uratowali dopiero w ostatnich sekundach. Czy teraz będzie o to łatwiej? Na pewno są większym faworytem niż w meczu z BRD. Ale nie skreślalibyśmy Warsaw Pistons. Tutaj jesteśmy zresztą winni małe wyjaśnienie – zapowiadając ich poprzednią potyczkę, pisaliśmy, że kiepsko świadczy o ich ofensywie, skoro najlepszym strzelcem jest nominalny bramkarz (grający w polu), czyli Kacper Romanowski. Okazało się jednak, że ten gość jest po prostu w wybornej formie strzeleckiej, co udowodnił przeciwko Interowi, zdobywając aż cztery bramki. To ważny sygnał dla wspomnianego Maćka Kosińskiego, który bardzo analitycznie podchodzi do meczów i na pewno już kombinuje, jak powstrzymać Kacpra. Bo jeśli to się uda, to będzie to klucz do wygranej, biorąc pod uwagę statystyki wszystkich graczy Pistons. Ale nawet jeśli lider nominalnych gości coś strzeli, to w naszej ocenie będzie to za mało, by wygrać. Dynamo ma lepszy i szerszy skład, który powinien zaprocentować wygraną – i to nawet trochę wcześniej niż w ostatnich sekundach spotkania.
Trzymamy kciuki za dobre mecze podczas 3. kolejki, dużo frajdy z gry i przede wszystkim zdrowie – oby obyło się bez urazów. Do zobaczenia w niedzielę!




Warszawa
Łódź





