reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SOCCA CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga

TUR OCHOTA I ICH PIĘKNA HISTORIA!

Ponad pół wieku pasji, przyjaźni i futbolowych emocji zamkniętych w historii jednej drużyny. Od szkolnych boisk lat 60., przez złotą erę mistrzostw w Lidze Fanów, aż po współczesność i trzecie pokolenie kontynuujące legendę. To nie jest zwykły klub – to żywa kronika warszawskiej piłki amatorskiej, która wkrótce świętować będzie swoje 60-lecie. Zapnijcie pasy, bo ruszamy w podróż przez sześć dekad historii, w pociągu o nazwie TUR Ochota.

W marcu 1965 roku – jeśli tylko wierzyć kronikom historii – odbył się pierwszy spacer po kosmosie radzieckiego astronauty Lenowa, a jeszcze w tym samym miesiącu w długoletnią wojnę w Wietnamie na pełną skalę zaangażowały się wojska Stanów Zjednoczonych. To w tamtym okresie muzyczna grupa The Beatles na dobre zaczęła przejmować światową scenę muzyczną ścigając się z The Rolling Stones takimi hitami jak "Help!" (1965), "Hey Jude" (1968) czy "Come Together" (1969), a na ekranach kin – jeszcze nieco innych, niż te które znamy obecnie – wchodziły takie produkcje jak "Bonnie i Clyde" (1967), "Parszywa Dwunastka" (1967) czy "Odyseja Kosmiczna" (1968). 

Na polskim podwórku królowała komedia "Sami Swoi" (1967), a muzycznie grupa Czerwonych Gitar z takimi utworami jak "Historia Jednej Znajomości" (1966), "Takie Ładne Oczy" (1968) czy "Dozwolone Od Lat Osiemnastu" (1968) zawładnęły polską sceną muzyczną. A w Warszawie? W centrum stolicy władze PRL weszły w układ z komunistycznym NRD, zaś idąc dalej na południe Warszawy odsłonięto Pomnik Lotnika. Po drabinie historii wspinamy się coraz dalej i dalej, a palcem na mapie przesuwamy się coraz bliżej miejsca docelowego. Wszak tylko kawałek dalej od Pomnika Lotnika w 1967r. powstał amatorski klub sportowy założony przez grupę kolegów z jednego osiedla – wówczas jeszcze nikomu nieznany TUR Ochota – skąd taka nazwa? Z... lokalnego sklepu mięsnego, który wówczas funkcjonował nieopodal na tej samej dzielnicy. 

Prośba by usiąść wygodnie, bo to długa, blisko sześćdziesięcioletnia (!) historia, którą teraz postaramy się niejako streścić. Lata grania, dekady tradycji i ponad pół wieku sukcesów – mniejszych bądź większych, ale jednak – sukcesów. Czy jest w Polsce drugi, tak długo działający amatorski klub sportowy? Nie chce nam się wierzyć. A jeżeli powyższa wyliczanka nie podziałała wystarczająco na Waszą wyobraźnię, to uzmysłowcie sobie, że poczciwego koordynatora Kowala jeszcze na świecie nie było, kiedy Tur Ochota świętował już swoje szesnaste urodziny! Dobra, teraz chyba już rozumiecie z jakiego kalibru drużyną mamy do czynienia i o jak prehistorycznych czasach mowa...

Zapraszamy na trzeci odcinek z serii "prześwietlamy ekipy" Ligi Fanów. Zaczęliśmy od FC Otamanów, poprawiliśmy Pogromcami Poprzeczek (linki do tych dwóch damy w komentarzu pod postem), a teraz nadszedł czas na TUR Ochota. Kto będzie następny? Przekonacie się niebawem, tymczasem zapraszamy do przygotowanego artykułu. 

W niniejszym materiale konsultowaliśmy się z Robertem Hankiewiczem, który w Turze grał jeszcze w dwudziestym wieku (gra po dziś dzień), byłym zawodnikiem i obecnie coś na wskroś kierownikiem kadry, Jarosławem Kotusem, znanym bardziej jako Jaro Koti. Dodatkowo, jako creme dela crem, mały potrójny wywiad z Panem Kazimierzem Kotus (grał w latach 1967-1975), Tomaszem Kotus (1999- do teraz) i Łukaszem Kotus (2023 - do teraz). Czyli z Dziadkiem, Ojcem i Synem. Materiał został podzielony na sześć części, opisujący dziesięciolecia funkcjonowania. Nie przedłużając – zaczynajmy! 

 

Pierwsza dekada. Lata 1967-1975. Historia zaczyna się teraz!

Dość abstrakcyjne jest myślenie o "szóstkach" w kategorii "co było ponad pół wieku temu". Przecież nie była to ta sama "Socca", którą znamy obecnie, to akurat oczywiste. Turbodogrywka? Chyba tylko przy oranżadzie, jeśli tylko takowa ostała się na sklepowych, spustoszonych przez PRL półkach. Choćby same orliki, to wynalazek przecież ostatnich dwóch dekad. Projekt "2012" mówi zresztą wszystko. Wcześniej, kiedy formował się zespół TUR Ochota wszystko wyglądało inaczej. Nasuwa się więc masa pytań. Jak umawiane były mecze ponad pięćdziesiąt lat temu? Jak wyglądała sama organizacja; meczów czy lig? Dziś mamy wszystko wyłożone na tacy, wiemy gdzie, jak i kiedy. Aby ogarnąć skład wystarczy zarzucić na grupowym czacie termin, miejsce... potem masz odliczanie "1", 2" [...] "8" itd. Kiedy są wyniki, kompletowanie składu potrafi zająć do trzech minut. W latach sześćdziesiątych bez telefonów czy Internetów trzeba było kombinować inaczej. W celu zrozumienia tych zamierzchłych czasów poprosiliśmy Pana Kazimierza Kotusa, który grał w tamtym okresie w teamie z Ochoty o przybliżenie tych czasów. 

Pan Kazimierz to Tata Tomka i Dziadek Łukasza, którzy obecnie grają w Turze.

Jak w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych wyglądała komunikacja? Nie było mediów społecznościowych, telefonów. Intuicyjnie zakładam, że działało to na zasadzie poczty pantoflowej – mam rację?

Pan Kazimierz Kotus: Co chodzi o komunikację między sobą, to jako że cała nasza drużyna w większości była z jednej szkoły, to wszystko było ustalane w niej, na przerwach. Gdzie, kiedy i tak dalej. Jeśli zaś chodzi o inne drużyny, z innych szkół, to faktycznie działało coś na zasadzie poczty pantoflowej. Nie było to tak trudne, bo dużo szkół było obok siebie, Warszawa była mniejsza, niż teraz. Jeden przekazał drugiemu, drugi trzeciemu i tak to się nakręcało... 

A gdzie były rozgrywane mecze? 

Nie było wówczas żadnych rozgrywek typu Liga Fanów. W tamtym czasie nie było formalnych struktur. Graliśmy po prostu podwórko na podwórko, a raz do roku, na błoniach Stadionu Narodowego (wtedy jeszcze o nazwie X-lecia) był organizowany większy turniej, na który zjawiliśmy się Turem. Event nazywali "Złotą Piłką", a my na nim odnosiliśmy sukcesy. To po nich, z tego turnieju, kilku naszych zawodników dostawało zaproszenia do lokalnych klubów piłkarskich w Warszawie. Wtedy grało się po jedenaście osób, a nie po sześciu. Graliśmy tam, gdzie było akurat wolne boisko. Nasza kadra liczyła na tamten moment około 17 osób. 

Ogląda Pan Tura przeszło od pięćdziesięciu lat – który Tur Pana zdaniem był tym najsilniejszym?

Ciężko jednoznacznie stwierdzić, ale wydaje mi się, że ten, który awansował do Ekstraklasy Ligi Fanów (na przełomie lat 2007/2008 – przyp. red.). Uważam, że wtedy był naprawdę wyjątkowo mocny skład. Było wielu zawodników, którzy tworzyli spójną całość, a ich gra wyglądała z boku naprawdę dobrze. Jest to oczywiście tylko moje zdanie. 

Czym dla Pana jest TUR Ochota?

Drużyna zawsze kojarzyła mi się z wielką przygodą, z dziecięcymi marzeniami o byciu w klubie. Do dziś kojarzy mi się z kolegami, zgranym składem oraz po prostu grą w piłkę. Dziecięcą radością, wielką przygodą i sentymentem.

Gdzieś tam, jak więc wynika z powyższych słów Pana Kazimierza, w meandrach szkolnych korytarzy zapoczątkowany został bieg historii amatorskiego klubu sportowego TUR Ochota. Któż wówczas mógł jednak przypuszczać, iż pięćdziesiąt osiem lat później klub nadal będzie istniał? Ba! Nie tylko istniał, ale i był integralną częścią najwyższej klasy rozgrywkowej najlepszych rozgrywek w piłce sześcioosobowej w Polsce*. Rywalizował więc, nie tylko z najlepszymi ekipami w kraju, ale i uczestnikami europejskich pucharów?

* zdaniem Polskiej Federacji Szóstek (PF6) Liga Fanów w 2024 roku podczas gali w Kaliszu została wybrana najlepszymi rozgrywkami sześcioosobowym w kraju.

Druga dekada. Lata 1975-1985. Jak się umawiało mecze? To proste! Stało się i gwizdało!

Pierwsze dziesięciolecie, a w zasadzie – aby być precyzyjnym – pierwsze osiem lat było modelowaniem składu, jego formowaniem, nadawaniem kształtów. Sznyt się więc tworzył, a skład zazębiał. TUR rósł w siłę, coraz poważniej rozpychając się na arenie lokalnej. O następnej dekadzie, to jest o latach 75"-85" opowie nam Pan Mieczysław Hankiewicz, który w tamtych latach był zawodnikiem zespołu. W tamtych, ale nie tylko tamtych. Bo Pan Mieczysław grał również w latach 60, 70, 80, 90, 00, 10, 20. Brzmi to na maksa abstrakcyjnie, ale tak właśnie było. 

Jak się komunikowaliśmy w tamtym czasie? Normalnie. Stało się pod blokiem i się gwizdało – śmieje się Pan Mieczysław i wspomina dalej. W Turze gram całe życie. Od początku istnienia do mniej więcej 2020 roku. Ponad 50 lat. Kawał czasu, prawda? 

Nazwisko Hankiewicz dla obecnych uczestników Ligi Fanów, a zwłaszcza najwyższej klasy rozgrywkowej, może wydawać się dziwnie znajome. Jednak aktualnie bardziej kojarzone jest z imieniem Robert, aniżeli Mieczysław. Mamy tu wszak kolejny przykład przekazania "pokoleniowej pałeczki" przez Ojca (Mieczysława) Synowi (Robertowi). Nim jednak przejdziemy do Roberta i czasów teraźniejszych, wróćmy do lat z przełomu siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. 

Granie w latach siedemdziesiątych oraz osiemdziesiątych wyglądało tak, że najczęściej graliśmy w samym sercu Ochoty. Było to między ulicami Białobrzeskiej, Częstochowskiej oraz Dorotowskiej, czyli na Placu Baśniowym. Muszę przyznać, że w tamtym latach oprócz Turu grałem również w zespole ITR. Wraz ze mną grało tam czterech zawodników Tura, także można powiedzieć że były to dwa zbliżone do siebie kluby. W tamtym czasie wraz z ITR zdobyliśmy dwukrotne mistrzostwo Polski Halowe. Wielu naszych zawodników zostało wyłapanych z przeróżnych eventów, dzięki czemu wkroczyli w profesjonalną piłkę. Na przykład mój brat grał w Polonii Warszawa oraz – tu jako ciekawostkę zarzucę – zagrał też w popularnym w tamtym czasie serialu "Do Przerwy 0:1".

Natomiast co chodzi o sam Tur, to mieliśmy na przykład okazję zagrać na stadionie X-lecia, dziś Narodowym. Wówczas był tam organizowany event "Wyścig Pokoju", a z okazji tego wydarzenia była cała masa atrakcji. Wśród tego całego zgiełku, była dla nas też szansa, aby zagrać na stadionie, gdzie było blisko 75 000 osób! To było totalnie niesamowite wydarzenie!

W latach 75-85, o ile dobrze pamiętam zespołem Tura zarządzał Maciek Szczepaniak – kontynuuje Pan Mieczysław. Coś na zasadzie naszego koordynatora. Myślę, że właśnie te lata oraz początki w Lidze Fanów, to jest lata 05-15, były tymi naj naj. Kiedy myślę o tym projekcie czuje dużą dumę oraz spełnienie. Przeżyliśmy z kumplami piękną przygodę. Bardzo się cieszę, iż jest ona kontynuowana. Większość wie, że mamy "trójpokolenie" Kotusów, czyli Kazimierza, jego syna Tomka oraz syna Tomka, czyli Łukasza. Mało kto jednak wie spoza Tura, że i u mnie historia ułożyła się podobnie. Wpierw w Turze grałem ja, następnie mój Syn, Robert, a od tego sezonu, niedawno (18 maja 2025 roku w meczu z Ogniem Bielany – przyp. red) zadebiutował w bramce mój wnuk! Mało osób może o tym wiedzieć, bo to Syn mojej Córki, stąd inne nazwisko, Rożen. Igor Rożen to mój wnuk, więc i tu domknęło się "trójpokolenie"!

Trzecia dekada. Lata 1985-1995. W preludium piłki nożnej sześcioosobowej.

Po przeprowadzeniu rozmowy z Panem Mieczysławem dostałem również cynk, ażeby koniecznie skontaktować się z Panem Edwardem Zakroczyskim, który również grał w owych latach i z chęcią kilka zdań od siebie dorzuci. Oto one:

"Najwspanialsze Młodzieńcze Lata! Tak określiłbym to, co spotkało mnie z Turem. W tym zespole byłem od jego pierwszych dni i... zadebiutowałem w nim w wieku... 12 lat! Jestem bowiem z rocznika 1955r. – w latach 67-71 grałem zawsze, jeżdżąc z moim serdecznymi kumplami na przeróżne turnieje. Niektóre szły po naszej myśli, wygrywaliśmy je, ale były też takie które kończyły się porażką. Takie życie... W późniejszych latach grałem w pierwszym zespole Polonii Warszawa wraz z moimi dwoma kolegami z Tura, grając w lidze m.in. z Widzewem Łódź (Zbigniew Boniek dołączył niedługo po tamtym czasie) czy Jagiellonią Białystok. Tadek Hankiewicz, brat Mietka, był nawet kapitanem tamtej Polonii Warszawa, w której graliśmy. Piękne czasy. Wraz z Mietkiem (Mieczysławem Hankiewiczem) zdobyliśmy podwójne mistrzostwo halowe Polski w barwach ITR, który był takim zespołem orbitującym obok Tura. Przechodząc do czasów bardziej współczesnych. Tak, starałem się chodzić oglądać chłopaków w akcji już na samej Lidze Fanów, ale nie tej, która jest rozgrywana od niedawna na obiektach AWFu Warszawa, a na boiskach Grenady. Tur na zawsze pozostanie w moim sercu i pamięci."

Jak więc możemy przeczytać nie tylko dużo działo się w Turze, ale także wokół niego. W tamtych czasach, latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych, osiemdziesiątych oraz dziewięćdziesiątych, amatorska piłka klubowa była zupełnie inna, niż ta obecnie. To nie była Socca, a osiedlowe granie tam, gdzie akurat będzie dało się wcisnąć. Duża część społeczności Ligi Fanów nie wie, o jakich obiektach mowa. Niektórzy kojarzą te czasy tylko jak przez mgłę. Bramki albo bez siatek albo jak się pofarciło z dziurawą siatką. Piaszczyste boisko, nierówne: wymiarowo i co chodzi o samą nawierzchnię. Prowizoryczne linie, dołki mniejsze lub większe i... niepowtarzalny klimat! 

To właśnie w takich warunkach dojrzewał i kształtował się projekt TUR Ochota. Różnica między tamtymi czasami, a tymi obecnie różniła się diametralnie, zaś łączyła ta jedna, oczywista rzecz: pasja do sportu. 

Czwarta dekada. Lata 1995-2005. Piłka na przełomie wieku.

Na początku lat 2000 drogi TUR Ochota oraz Ligi Fanów przecięły się. Z pozoru niewinny przyjazd na pierwszy mecz zakończył się dwudziestoletnim romansem, który trwa po dziś dzień. To właśnie na początku XXI wieku nikomu wówczas nieznana, anonimowa ekipa młodych zawodników z RKS Okęcia czy Przyszłości Włochy dołączyła do rozgrywek. Grać zaczęli od trzeciej ligi, a o tym okresie opowie... nie żaden z zawodników TURa, nawet nikt z obozu tego zespołu a... sam prezes Ligi Fanów Rafał Milewski! 

"Kiedy były derby Ochoty, te pierwotne derby, musiałem brać minimum trzy tabelki przeciwbólowe przed meczem, aby to wytrzymać. Mówię serio. Kiedy teraz słyszę, że jest jakiś ciężki, napięty mecz do organizowania... nie żartujmy. Kiedy TUR spotykał się z Agresywną, gdzieś w okolicach 2005 roku, to dosłownie murawa płonęła. Wokół boiska ustawiało się nawet kilkaset kibiców (200/300) jednej i drugiej drużyny, często w kominiarkach, z racami, atmosfera była tak gorąca, że można by ją kroić nożem." 

To zarzucone zostało jako zajawka, bo nim o troszkę późniejszych czasach, wróćmy do samego początku TURa w Lidze Fanów. Znów oddajemy głos Milesowi: 

"Doskonale pamiętam początek TURa. Pech chciał że o ich silę przekonałem się na własnej skórze chyba jako pierwszy ze wszystkich. TUR zaczynał w jakimś roku 2001, może 2002 od III poziomu rozgrywkowego – byli totalnym nowicjuszem. My natomiast, no, nie będę ściemniać, byliśmy drużyną z totalnego topu. CosaNostra grała wówczas co rok o mistrzostwa Ligi Fanów. Dostaliśmy ich w "Pucharze Ligi Fanów". Wtedy polegało to na tym, że grałeś dwumecz jako tam jakąś 1/8, potem 1/4 i dopiero potem pojedynczy półfinał i finał. My w CosaNostrze, mając po 19-20 lat i grając po III ligach w jedenastkach, byliśmy na tyle pewni siebie, że często na mecze przyjeżdzaliśmy jednego mniej, w pięciu. Mówię serio. Bo i w pięciu dawaliśmy radę. Czołowe ekipy były naprawdę piekielnie silne, ale też trzeba szczerze przyznać że środek i dół tabeli pozostawiał dużo do życzenia.

Tak też było pewnego razu, kiedy w pierwszej rundzie Pucharu dostaliśmy TUR. W sensie, że przyjechaliśmy w piątkę w kapitalnych humorach. Byliśmy przekonani że ich przewieziemy. Tymczasem totalnie nas zezłomowali, nie wiedzieliśmy co się dzieje na boisku. Okazało się że ten nowicjusz nie był żadnym bylekim, a my zapłaciliśmy srogą cenę za tę niewiedzę. Był jednak na szczęście jeszcze mecz rewanżowy. W nim napięliśmy się już na maksa, a jako że TUR jeszcze nie był aż tak doświadczoną ekipą, jak my, to ograliśmy ich 5:1. Zabrakło nam jednak tego jednego gola do dogrywki lub dwóch do wyeliminowania ich. Wtedy nasze odpadnięcie było dużą sensacją. Co więcej, potem TUR jako zespół z trzeciej ligi wygrał cały Puchar Ligi Fanów. To był ten "pierwszy raz" z tą ekipą. Jak dobrze wiecie później nasza wspólna historia trwała ponad dwie dekady."

Zapytałem o najlepsze ekipy w tamtym czasie, o taki podział szóstkowej mapy oraz o wyżej rzeczony derby. 

"W tamtym czasie było minimum czterech przepotężnych graczy. Dziś wiadomo trochę nie da się zweryfikować siły tamtych ekip, przez co trochę się im odejmuje. Moim zdaniem, jako że byli to sami trzecioligowcy, a nawet zawodnicy grający jeszcze wyżej. Jako że co weekend przyjeżdżali zawodnicy Legii Warszawa, do ultra silnego klubu z Marysina. Miejsce rozgrywania wtedy Ligi Fanów, czyli Wawer, Marysin był ich rejonem. Stamtąd mieli wszystkie gwiazdy. Cosa Nostra bazowała na graczach głównie z Woli, to jest Olimpii Warszawa oraz Sarmaty. Pogromcy byli głównie zbiorem najlepszych graczy w szóstkach z całej Pragi. TUR Ochota, jako ta "stara Ochota" RKS Okęcie i Przyszłość Włochy. Agresywni jako ta "nowa Ochota" Polonia Warszawa, Varsovia, Piaseczno. Podział był naprawdę solidny. I owszem ktoś może powiedzieć że "tyły niedowoziły" ale co chodzi o czołówkę to walka była bardzo pasjonująca. 

Wracając do tych derbów, to trochę śmiać mi się chce, jak ktoś mówi o którymś meczu że będzie "podwyższonego ryzyka". Derby Ochoty były rozgrywane na Grenady. Dosłownie zewsząd wysypywali się ludzie. Nieraz było tak, że cały obiekt był dosłownie człowiek na człowieku. Często te mecze były sędziowane przez dwóch arbitrów. Pamiętam że jednym z nich był Bęben, który gwiżdże na Grenady do dziś. Okej, też warto dodać, że co do zasady to TUR miał dobre stosunki z Agresywną, ale wiesz jak to bywa podczas meczu, szczególnie że stawką często było mistrzostwo, a presja tłumu była gigantyczna. Leciały wióry. Serio człowiek się czasem wręcz bał, czy nic się nie wymknie spod kontroli. To były czasy!"

Możliwe, że nie każdy wie, ale Rafał Milewski w tamtych czasach nie był jeszcze prezesem Ligi Fanów, a jej aktywnym uczestnikiem. Miał swój zespół, Cosa Nostrę, o którym było wyżej. TUR był, jak sam Rafał twierdzi, dla nich jedną z największych konkurencji. Zapytałem na koniec także o czasy przejęcia Ligi Fanów. 

"Co oczywiste, bardzo dobrze pamiętam tamten okres. Pamiętam na przykład, że jak przejmowałem Ligę Fanów, to TUR był świeżo upieczonym mistrzem ligi. Bronili tytułu w moim pierwszym sezonie za sterami. To był bodajże rok 2009. Z tych początkowych lat szczerze nie kojarzę za bardzo ludzi z TURa, tych którzy ostali się po dziś dzień. Jedynie na pewno pamiętam, że grał tam zawodnik, który obecnie gra w Bad Boysach w niższej dywizji Ligi Fanów. TUR Ochota napisało i wciąż zresztą pisze niesamowitą historię, cieszę się, że byłem jej aktywnym uczestnikiem, wpierw jako rywal, a potem jako organizator rozgrywek!"

Jednak wszystko, co najlepsze, miało dopiero nadejść...

Piąta dekada. Lata 2005-2015. Złota Dekada Turu 

Jak pierwsze lata Tura w naszych rozgrywkach możemy określić mianem "zapoznawczych", tak okres między rokiem 2005 a 2015 trzeba nazwać iście złotym. Sypnęło w tamtym czasie medalami aż miło! W niespełna dziesięć lat Tur Ochota czterokrotnie stawał na najwyższym stopniu podium Ekstraklasy Ligi Fanów. Wszystko zaczęło się od sezonu 2005/2006 – czyli równo dwadzieścia lat temu! – co trzeciego zawodnika Ligi Fanów pewnie jeszcze nie było nawet na świecie! W kampanii 2005/06 Tur rywalizował głównie z tym samym gronem, co było wymienione powyżej. Coraz śmielej do głosu dochodziła też Agresywna Ochota. 

Pierwsza gwiazdka symbolizując triumf w najwyższej lidze szybko została poprawiona drugą, druga trzecią, a następnie trzecia czwartą. Lekko wybiegając do przodu – łącznie z czasem nazbierało się ich aż osiem. Tak, TUR Ochota, osiem razy wygrywał Ligę Fanów! Coś, co najprawdopodobniej nigdy i przez nikogo nie zostanie przebite!

Regularne mistrzostwa Ligi Fanów, stały, piekielnie silny skład. Ludzie głównie z jedenastek, grający na bardzo wysokim poziomie. Czy o latach z przełomu 05-15 możemy mówić jako o tych najlepszych w kontekście TURa? Czy to był wasz peak?

Jarosław Kotus:

Kadra w tamtym momencie była faktycznie spora, a tak jak mówisz, większość chłopaków grała z powodzeniem w piłce jedenastoosobowej. W tym czasie grali między innymi Adrian Bartkiewicz (gra do dziś), Ireneusz Joachimowicz, Marcin Anczewski, Robert, czy mój brat Tomek. Dalej Bartosz Osoliński (gra do dziś), Piotr Leśniewicz (gra do dziś), Konrad Kowalski (gra do dziś), Paweł Wysocki (gra do dziś) i wielu, naprawdę wielu innych. Była nas i nadal jest, cała armia. Z tego co kojarzę, ale mogę się mylić, pierwsze mistrzostwo zdobyliśmy jako beniaminek. W pokonanym polu zostawiliśmy tak uznane marki jak Marysin, Pogromcy (ale chyba nie Poprzeczek – przyp. red) czy Cosa Nostrę – na tamten moment – naprawdę silne ekipy. To o czymś świadczy, szczególnie kiedy jesteś nowy w stawce. Ekipa była świetnie zgrana, więc wyróżniała nas nie tylko jakość, indywidualności, ale i kompat, team, prezentowaliśmy się wtedy naprawdę świetnie. 

Najlepsze mecze w tamtym czasie właśnie z wyżej rzeczoną wielką trójką?

Hm, ja bym na pewno tu wspomniał o genialnych derbach Ochoty. To były kapitalne batalie. Nieraz mecze TUR Ochota versus Agresywni Ochota decydowały o tytułach mistrzowskich. Co to były za emocje! Coś fantastycznego dla oka. Ale my byliśmy wtedy naprawdę mega mocni. Pamiętam, że był taki sezon, w którym przez cały rok przegraliśmy tylko raz! Resztę spotkań przeszliśmy jak burza! A następne mistrzostwa, które kolekcjonowaliśmy cyklicznie jeszcze nieraz, były po prostu konsekwencją naszej dobrej gry oraz stabilnego składu. Nikt się nie wykruszał, każdy chciał grać i zdobywać kolejne trofea. 

A jak w ogóle trafiliście do Ligi Fanów? Braliście przy tym udział w jakichś innych rozgrywkach w tamtym czasie, jeździliście na turnieje ogólnopolskie? Jak wyglądały Wasze początki w naszych rozgrywkach?

Do Ligi Fanów trafiliśmy na przełomie dwudziestego pierwszego wieku. W 2000 roku dokonaliśmy fuzji dwóch drużyn i tak oto TUR Ochota złączył się z Anno Domini. Jednakże już po niecałym roku pozostała jedynie nazwa TURa. W tamtym czasie to jeszcze nie Rafał Milewski, obecny prezes Ligi Fanów, zarządzał rozgrywkami. Mecze, jak i cała liga grana była wtedy na Wawrze. Drużyna, która zaczynała grę w Lidze Fanów składała się m.in. z mojego brata Tomka, Roberta, mnie, braci Artura i Daniela Ostrowskich, Huberta Kowalskiego, Kamila Michalczyka czy Świętej Pamięci Rafała Machajka. To był taki nasz ówczesny trzon, którym jeździliśmy na każdy mecz. Opiekował się nami, zarządzał, dyrygował, jak zwał tak zwał, Maciej Wicha. Fantastyczny człowiek. On ogarniał wszystkie sprawy organizacyjne. Nie jestem jednak wstanie określić od kiedy do kiedy Maciek był z nami w TURze.

Od 2005 roku do 2021, w szesnaście sezonów, TUR uzbierał aż osiem mistrzostw. Nie jest trudno wyliczyć, że panowie średnią mieli na "co drugi sezon". W istocie jednak bywały okresy posuchy, które były nadrabiane potem przykładowo podwójnym mistrzostwem w sezonach 2011/12 oraz 2012/13 (w historii tylko trzem drużynom udało się zdobyć mistrzostwo po mistrzostwie: Agresywni Ochota, FC Gorlicka oraz Gladiatorzy Eternis) czy historycznym potrójnym mistrzem, który miał miejsce trzy sezony z rzędu w latach 2018-2021. Teraz Gladiatorzy Eternis, w tegorocznej kampanii, stanął przed szansą zrównania się w tym aspekcie z TURem.

Które sezony dla TURa były złote w Ekstraklasie Ligi Fanów?

  1. • sezon 2005/2006
  2. • sezon 2007/2008
  3. • sezon 2011/2012
  4. • sezon 2012/2013
  5. • sezon 2016/2017
  6. • sezon 2018/2019
  7. • sezon 2019/2020
  8. • sezon 2020/2021

A mowa tylko o złotych medalach za Ekstraklasę.

Tak jak i całościowo historia TURa, tak i ta statystyka - szalone uniwersum. 

Szósta dekada. Lata 2015-2025. Idzie nowe

I tak oto dzięki uprzejmości kilku osób mogliśmy dobrnąć ze skróconą historią TURa aż do czasów współczesnych. Myślę, że nie tylko ja o tym myślę w formie abstrakcji, kiedy liczę nie lata, a dekady trwania tego projektu. Większość amatorskich klubów bowiem nie dożywa tylu lat, pięciu sześciu, co TUR dekad. Takie fakty. Kosmos. Coś co miało już sznyt ponad pół wieku temu ma go nadal, po dziś dzień. Historia w wypadku tej drużyny jest, jak widać, wiecznie żywa. I nie są to puste słowa. Tu dosłownie jest HISTORIA.

Aktualnie przeżywamy kolejną wymianę generacyjną. Drugie pokolenie powoli wdraża w świat szóstek trzecie pokolenie. Novum. To się dzieje na naszych oczach, a na meczach TURa w ostatnim czasie mogliśmy oglądać samych nastolatków. Mimo tego wrażliwego czasu, bo za taki trzeba uznać czas, w którym mamy kilka eksperymentów ze składem jednocześnie, nie odbiło się to przesadnie na wynikach. TUR utrzymał się w przecież jakże silnej Ekstraklasie Ligi Fanów. Wiecie który rok z rzędu? Dwudziesty pierwszy. Brzmi jak totalna aberracja. 

Na przedstawiciela trzeciego pokolenia został wytypowany Łukasz Kotus. Rocznik 2007, syn Tomka Kotusa oraz wnuk Pana Kazimierza. Mimo tak młodego wieku Łukasz na swoim koncie ma już 22 meczów w Ekstraklasie Ligi Fanów (aktualnie więcej, tekst był napisany w wakacje – przyp. red). Łukasz gra od sezonu 2023/24, czyli od szesnastego roku życia. Trzecia generacja rośnie więc w siłę. W sukurs za Łukim idą kolejni. W nowej kampanii 2025/26 ma ich być rekordowo dużo. Jest to coś w rodzaju samo-nakręcającej się spirali oraz "wężowej wylinki". To tylko symbolika, ale moim zdaniem trafnie obrazująca aktualny stan rzeczy, który zachodzi w tej drużynie. 

 

Czy nim dołączyłeś do zespołu, byłeś w jakiś sposób wdrażany do niego? Przychodziłeś na mecze, chłonąłeś tę historię, nim stanąłeś przed szansą kontynuowania jej? Czy można z przymrużeniem oka, miałeś ją nadaną w genach wraz z narodzinami?

Historię znalazłem doskonale, nie było wszak innej opcji! Oprócz tego, że w Turze grał mój Dziadek oraz Tata, to jeszcze choćby wujek. Historię znalazłem więc na wylot. Od A do Z. Tak, można powiedzieć, że w jakiś sposób byłem do debiutu przygotowywany latami. Od 2016 roku, czyli kiedy miałem dziewięć lat, regularnie jeździłem na mecze TURa i oglądałem poczynania starszych kolegów w akcji. Dzięki temu wiedziałem, z czym to się je, jak to wygląda, tak jak to określiłeś: chłonąłem to, uczyłem się. Od tamtej pory odliczałem dni do momentu, kiedy będę miał możliwość zadebiutować w zespole i kontynuować bieg historii. Być jej reżyserem, tudzież współreżyserem. Tak, byłem i jestem gotów w stu procentach, aby tego dokonać. 

Czym dla Was "młodych" jest granie w tak legendarnej ekipie oraz kontynuowanie dziedzictwa? 

Zaszczytem – to przede wszystkim. Gra w takiej Ekipie, z taką historią i zasługami, to coś nie do opisania słowami. My, jako ta, jak to nazwałeś – trzecia generacja – chcemy kontynuować proces, dopisywać kolejne rozdziały tej pięknej historii. Przynieść Turowi wiele nowych trofeów, dumy i chwały.

A ilu Was, tych młodych "z trzeciej generacji" jest obecnie w zespole?

Na ten moment powiedziałbym że pięciu. Tylu właśnie mamy zawodników do lat dziewiętnastu. Chciałbym jednak zauważyć, że z roku na rok, z sezonu na sezon, ta liczba się zwiększa i zwiększać będzie nadal. Zobaczycie to w tym sezonie...

A gdzie Ty oraz Twoi koledzy gracie poza szóstkami? Mam tu na myśli jedenastki, w którym wiem, że również gracie. 

Przestrzał, co chodzi o jedenastki, jest ogromny. Od IV ligi po A klasę (Ursus I, Ursus II, RKS Okęcie, Piast Piastów). Ja na przykład gram w RKS Sarmacie, a swoją przygodę z piłką nożną zacząłem w wieku siedmiu lat. 

Jakie cele przed sobą stawia "trzecie pokolenie"? Pozostaniecie w Lidze Fanów? Może czas zaznaczyć się na arenie ogólnopolskiej, a następnie zakwalifikować na arenę międzynarodową? Wiem, że chodzicie "w delegacji" na te wszystkie eventy, które przez wakacje były w Warszawie, MP, 3RK? Mijamy się tam co chwila.

Wiadomo – trzeba marzyć i celować wysoko. Jesteśmy mocną ekipą i pokazujemy to utrzymując się na topie przez tyle lat. Bywało dobrze, bywało źle, ale zawsze poziom sportowy i jakieś minimum było trzymane. Jako członek tej, jak to ładnie nazwałeś, „trzeciej generacji” liczę że za parę lat zobaczymy Tura na arenie europejskiej i uplasujemy stałą pozycję jako mocny klub na arenie ogólnopolskiej. Tymczasem z chęcią wspieramy inne kluby, z którymi rywalizujemy na co dzień, oglądając ich zmagania na najważniejszych turniejach w roku. 

To fantastycznie, że liga tak bardzo poszła do przodu. Kiedy Tur miał swój peak, Socca nie była jeszcze tak rozwinięta, jak teraz. Jestem pewien, że tamten Tur również mógłby się liczyć w stawce najlepszych w kraju i podbijać Europę. Mam nadzieję, że teraz to przed nami. Cieszy mnie fakt, że możemy rywalizować z topem i że nie ma tak zwanych meczów "z ogórkami", uważam to za bardzo cenną lekcję – chcąc być najlepszym trzeba grać z najlepszymi.

Na koniec jeszcze zapytam właśnie jeszcze o tę grę z topem. Jak z Twojej perspektywy wygląda gra na najlepszych w świecie szóstek? Grając w Ekstraklasie rok rocznie macie możliwość rywalizowania chociażby z Gladiatorami, ExC czy Otamanami? Są to niewątpliwie wzorce, z których warto wyciągać wnioski...

Na pewno gra na najlepsze ekipy rozwija, więc można się cieszyć na możliwość grania z tymi zespołami. W szczególności, że każdy chłopak żyjący piłką na takie mecze czeka najbardziej – fajnie byłoby utrzeć nosa najlepszym w kraju i pokazać się z dobrej strony na ich tle. 

Wiadomo że „trzecia generacja” potrzebuje czasu na ogranie się, ale jako zawodnik widzę, że idzie to w dobrym kierunku i mam nadzieję, że wy jako widzowie też to zobaczycie!

Tym samym dopłynęliśmy do brzegu. Był to bez wątpienia długi rejs, ale konieczny odnotowania. Bezsprzecznie TUR to historyczny kolos, pomnik i niedokończona piłkarska kronika, która była, jest i miejmy nadzieję – jak najdłużej – będzie. Z jedenastek krócej od TURa istnieją francuskie PSG, holenderskie AZ Alkmaar, belgijski Genk czy niemiecki RB Lipsk. To kluby z profesjonalnego futbolu, który robiąc błyskawiczny risercz, okazuję się, że legitymizują się krótszą historią, niż amatorski zespół z Warszawy TUR Ochota. Nie pieniądze, a kult, tradycja czy przyjaźń były motorem napędowym działań tej ekipy i są po dziś dzień. Pieniądze czasem są czasem ich nie ma, ale historia i tradycja pozostaje zawsze. Jako że w przyszłym sezonie Tur będzie obchodził swoje 60. urodziny wypadłoby na zaś, już teraz, złożyć życzenia. Jednakowoż w przypadku tego zespołu trudno ocenić czy życzenie "stu lat" nie byłoby obrazą. W takim razie chcieliśmy życzyć – "rówieśnikowi Beatlesów czy Stonesów" – minimum tysiąca lat istnienia, sukcesów zarówno w naszej lidze, na podwórku lokalnym, ale i krajowym. A kto wie, może i Tura nadejdzie Ochota na podbicie Europy? Tego właśnie życzymy! Aby siódmy rozdział tej przygody nosił tytuł "TUR Ochota w walce o podbój EUROPY.

Autor materiału - Tomasz Hubner

Galeria - TUR OCHOTA I ICH PIĘKNA HISTORIA!

Facebook

Reklama

Tabela

Social Media

Youtube

Reklama