USUŃ NA 24H
MENU LIGOWE
POZIOMY ROZGRYWEK
AKTUALNOŚCI
ROZGRYWKI
STATYSTYKI
FUTBOL.TV
TURNIEJE
WYWIADY
SOCCA CUP
GALERIA
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
PODSUMOWANIE RUNDY JESIENNEJ 2023!

Liga Fanów zaskoczyła nas przedwczesnym zakończeniem rundy jesiennej, ale spokojnie - wszystko nadrobimy wiosennym maratonem Puchar Fanów, 10 emocjonujących kolejek ligowych, a na koniec wisienka na torcie - Puchar Ligi Fanów! Ale zanim to wszystko, zapraszamy na podsumowanie wszystkich poziomów rozgrywkowych od ekstraklasy aż po 13 ligę. Ponad 40 stron analiz, interpretacji i przemyśleń naszych koordynatorów! Nie możecie tego przegapić! Zapraszamy do lektury!  

 

EKSTRAKLASA

Podsumowując  najwyższą  klasę  rozgrywkową  zaczniemy od ekip,  które z różnych przyczyn nie przystąpiły do rozgrywek. Na starcie zabrakło aktualnego mistrza czyli FC Gorlickiej oraz Strefy Podium czyli sensacyjnego zwycięzcę Pucharu Ligi Fanów i uczestnika tegorocznego Pucharu Polski. Szczególnie teamu Daniela Gello, który po przyjściu do Ligi Fanów dwukrotnie zdobył mistrzostwo, najbardziej brakowało w naszej układance, ale wiemy, że była to decyzja przemyślana i mamy nadzieję, że ten projekt jeszcze w przyszłości zobaczymy na naszych boiskach. Liga jednak nadal ma wysoki poziom i tej jesieni na obiektach AWF-u oglądaliśmy wiele ciekawych spotkań.

Na dziesiątym miejscu, dla niektórych niespodziewanie, zakończyła zmagania ekipa Esportivo Varsovia. Jednak miejsce w tabeli to pokłosie turbulencji jakie przeszła ta drużyna przed sezonem, o czym dobrze wiedzieliśmy. Eryk Zieliński musiał na nowo budować zespół, a ponieważ czasu miał mało, to runda jesienna była swoistym poligonem dla niego i zawodników, którzy zostali z poprzedniego składu. Światełkiem w tunelu są trzy ostatnie kolejki, w których Esportivo pokazało, że może powalczyć z mocnymi rywalami, a wygrana z Otamanami chyba dla wszystkich była sporym zaskoczeniem. Zima to okres w którym kapitan nie może próżnować i do tych graczy, których ma, musi dobrać kilku klasowych zawodników, a wówczas jego zespół na wiosnę powinien odzyskać dawny blask i renomę, którą wypracował nie tylko na warszawskim, ale i ogólnopolskim podwórku.

Na dziewiątym miejscu uplasowała się ekipa Warsaw Bandziors. Ekipa Szymona Kołosowskiego większość rundy musiała radzić sobie bez swojego lidera. To mocno odbiło się na wynikach ekipy, która wyjątkowo kiepsko radzi sobie w tym sezonie. Przeskok z pierwszej ligi do Ekstraklasy to jednak spore wyzwanie i po wynikach widać, że ciężko będzie się w tym sezonie utrzymać. Oczywiście Bandziory walczą w każdym meczu i starają się dawać maksimum tego co mają, ale na ten moment to nie wystarcza i w naszej ocenie to jedna z ekip, która musi liczyć na cud, by pozostać w elicie na kolejny sezon.

Ósme miejsce, znajdujące się w czerwonej strefie, ale z nadziejami na walkę o co najmniej środek tabeli, zajmuje Explo Team. Wydawało się po pierwszych spotkaniach, że team Łukasza Dziewickiego zrobi szum w Ekstraklasie, bo wygrana z ekipą Patryka Galla, dobre mecze z Gladiatorami, Turem i EXC Mobile dawały nadzieje na lepszą pozycję. Niestety kontuzje i absencje w kolejnych starciach nie pomagały, a zdarzały się kuriozalne spotkania takie jak z Alpanem, gdzie mając wszystko pod kontrolą przegrali mecz w końcówce. Na wiosnę musi się coś zmienić w mentalności tej ekipy,  a być może pierwsza runda to tak zwane frycowe,  które trzeba zapłacić, by dalej było już tylko lepiej. Jednak dziwne jest to,  że takie wpadki się zdarzają,  bo Explo Team ma wielu zawodników,  którzy mają spore doświadczenie i ogranie na poziomie Ekstraklasy i nie powinni oni potrzebować przesadnie wiele czasu na dostosowanie się do nowych realiów. Być może częstsze pojawianie się braci Szarpaków czy Daniela Ludyni pozwoliłoby na jeszcze lepsze wyniki i z takimi nadziejami na wiosnę chłopaki przystąpią do rundy rewanżowej.

In Plus Pojemna Halina zawsze walczyła o najwyższe cele. Jednak od jakiegoś czasu skład,  który gwarantował sukcesy, nie może się zebrać. Marazm trwa już drugi sezon i Patryk Gall być może powinien powrócić do starej formuły, z którą przecież osiągał spore sukcesy nie tylko w Warszawie ale i całej Polsce. Ciągłe zbieranie innej szóstki na mecz nie może dać sukcesu w Ekstraklasie, a przecież wiemy, że ten zespół i sam Patryk ma w kim wybierać. Być może trzeba „odkurzyć” więcej chłopaków ze starego In Plusu, a wtedy wyniki będą zdecydowanie lepsze. Jedyni, którzy nie zawodzą to Patryk Szeliga i Janek Skotnicki, ale sami we dwóch nie dadzą rady pociągnąć wyżej tego wózka, dlatego potrzeba wzmocnień o które już teraz trzeba zadbać, by na wiosnę powalczyć o coś więcej niż środek tabeli.

Co się stało z FC Kebavitą, która w lipcu tego roku była wśród 16 najlepszych drużyn w Polsce? Odpowiedź jest prosta – Gladiatorzy i Otamany. U tych pierwszych występuje Michał Dryński i Tomek Pietrzak, u tych drugich Borys Ostapenko. Cała trójka była mocnymi  punktami tej ekipy w ubiegłym sezonie. Bez nich ciężko o zdobycze punktowe. W rundzie jesiennej na boisku nie widzieliśmy również  Cristiana Nnamaniego, który zawsze był gwarantem kilku goli w rundzie. Osamotniony Moatasem Aziz, czyli reprezentant Egiptu na ostatnim mundialu, nie jest w stanie sam przechylać szali na korzyść swojej ekipy. Jeżeli nie wzmocnią się w przerwie zimowej, to wiosna będzie dla nich bardzo ciężka. Na razie szóste miejsce to spore rozczarowanie,  a wiemy, że na rynku jest kilku zawodników, którzy nie mają swojego zespołu w Ekstraklasie i z pewnością dołączyliby do ekipy w której można powalczyć nie tylko na arenie warszawskiej, ale i na Mistrzostwach Polski, gdzie prestiż jest wielki. Burak Can nie może przespać zimy, tylko jak najszybciej szukać perełek do swojego teamu, by uratować ten sezon.

Piąte miejsce Alpanu nie może być dla nikogo zaskoczeniem. Mamy wrażenie, że sporo osób oglądających mecze tego zespołu nie docenia dużego potencjału jaki ma. Problem w tym, że stała ekipa, która przyjeżdża na AWF, ma status solidnej, a w Ekstraklasie potrzeba, by w każdym meczu mieć takich zawodników, którzy zrobią na boisku coś ekstra. W tej rundzie oczy zwrócone były na Mateusza Marcinkiewicza, bo jeśli ktoś pyta o Alpan, to większość wskaże na tego gracza jako wyróżniającego się zawodnika. Jeżeli ktoś prześledzi wnikliwie występy innych graczy, to nie może nie zauważyć, że są w tym zespole zawodnicy mniej medialni niż Mateusz, ale według nas kluczowi dla tego zespołu.  Mowa o Rafale Radomskim i Bartku Bajkowskim. Dodając do tych trzech zawodników żelazne zestawienie, które niemal zawsze się pojawia, mamy zespół który stać na walkę z najlepszymi. Wiemy, że utarło się w całej Polsce, że stawiamy na te same ekipy z renomą, ale zawsze jest ktoś kto potrafi zaskoczyć. W naszej ocenie Alpan w tym sezonie znajdzie się w piątce, która powalczy o przepustki na Mistrzostwa Polski Playareny. Warunek przedstawiliśmy wcześniej i mamy nadzieję, że ta ekipa będzie na wiosnę pojawiać się w najsilniejszym składzie i namiesza w czołówce tabeli.

Tuż za podium skończył zmagania Tur Ochota. Dwie porażki z Otamanami i Gladiatorami sprawiły, że na wiosnę trzeba będzie odrabiać straty. W końcu jednak ta drużyna odrodziła się i gra o wiele lepiej niż w poprzednich sezonach, które są do zapomnienia. Personalnie chyba lepiej już nie mogą wyglądać, bo zawodnicy jakich obecnie mają powinni być gwarancją nie tylko sukcesu na warszawskim podwórku, ale i zaciętej walki o czołowe lokaty na Mistrzostwach Polski. Jej głównymi liderami są Piotr Branicki, grający zazwyczaj na pozycji pivota, ale bardzo często cofający się do rozegrania. Jest też Konrad Wojtkielewicz, czyli były medalista mistrzostw Polski z Ganadorem Warszawa czy Rafał Polakowski, który uczestniczył w zgrupowaniach reprezentacji Polski przed mundialem w 2022 roku. Wszystko spina Bartosz Osoliński, występujący niegdyś w 1-ligowym Zniczu Pruszków. Bardzo mocny zespół, z dużym potencjałem ludzkim. Dodając do tego Rafała Grzelaka, Kubę Sosnowskiego czy Eryka Murawskiego to chyba ciężko jeszcze znaleźć kogoś, kto by wzmocnił ten zespół.

 Trzecie miejsce po rundzie jesiennej  przypadło Otamanom. Gdyby nie sensacyjna porażka z Esportivo Varsovią, to przewodziliby w ekstraklasowej stawce. Beniaminek, który radzi sobie świetnie. Można powiedzieć, że to jest reprezentacja Ukrainy w Lidze Fanów, bo wszyscy najlepsi zawodnicy z tego kraju, którzy biegają po boiskach w naszych rozgrywkach, grają właśnie w tej drużynie. Znany ze świetnych występów w Kebavicie Borys Ostapenko jest jednym z liderów zespołu. Wtóruje mu najlepszy strzelec zespołu czyli Vitalii Yakovenko oraz zbierający świetne recenzje Yegor Boiko. Mamy też kilku zawodników, którzy wyróżniali się w innych drużynach z Ukrainy i ten projekt jak na razie świetnie funkcjonuje.  Jeżeli na wiosnę chłopaki utrzymają  formę z tej rundy, to mogą sprawić nie lada sensację na koniec sezonu.

 Drugie miejsce,  z jednym punktem straty do lidera,  dla Gladiatorów Eternis. Na papierze wydaje się, że wyglądają najmocniej. Z zespołu, który doszedł do półfinału Pucharu Polski w 2022 roku w ich kadrze znajdują się Dryński, Giżyński, Kuczewski, Januszewski oraz Gołasiewicz. Dwóch ostatnich w tym sezonie na boisku jeszcze się nie pojawiło. Oprócz wyżej wymienionych mamy w tej ekipie jeszcze aż 5 zawodników, którzy w poprzednim sezonie występowali w Esportivo Varsovii, z którą doszli do ćwierćfinału mistrzostw Polski (Górka, Stolarczyk, Wardzyński, Kwiatkowski, Jóźwiak). Dodając Tomka Pietrzaka z Kebavity ( grał w poprzednim sezonie w tym zespole) i Michała Kielaka z KTS Weszło,  który po sezonie zagrał w meczu z Turem  oraz skutecznego Patryka Zycha to mamy istne „Galacticos”. Jedyny kłopot jaki miał ten zespół to obsada bramki wobec koszmarnej kontuzji Damiana Zalewskiego. Jednak w kilku meczach między słupkami stanął Adrian Mańk i radził sobie znakomicie. Cel na ten sezon to mistrzostwo i walka na całego na Mistrzostwach Polski Playareny.

Liderem ekstraklasy po rundzie jesiennej jest EXC Mobile Ochota. Wicemistrz z poprzedniego sezonu przed tegorocznymi zmaganiami był naturalnym faworytem do zdobycia złotych krążków pod nieobecność FC Gorlickiej. Uczestnicy tegorocznego turnieju finałowego mistrzostw Polski stają na wysokości zadania i przewodzą w lidze. Standardowo wyróżniającą się postacią tej ekipy jest Krystian Nowakowski, który straszy rywali swoją świetnie ułożoną lewą stopą. Innym zawodnikiem, na którego na pewno należy zwrócić uwagę jest Jan Grzybowski. Jego liczby robią wrażenie, i jego pierwszy sezon w drużynie jest bardzo udany. Świetnie w tej rundzie spisywali się Michał Kępka najskuteczniejszy zawodnik i Karol Bienias. Swoją robotę robił w bramce Krzysiu Jarzyna. Na uwagę zasługuje także forma Kamila Jurgi,  który kilka razy popisał się zagraniami i bramkami,  których w poprzednich sezonach nie widzieliśmy na naszych boiskach. Na boisko powrócił po kontuzji Dawid Brewczyński i jeżeli do składu na wiosnę powróci jeszcze Damian Patoka to EXC Mobile może wreszcie odczarować drugie miejsce jakie zawsze zajmuje w naszych rozgrywkach. To może być ich sezon. ale w rundzie wiosennej trzeba utrzymać frekwencję,  a na kluczowe mecze mieć wszystkich najlepszych zawodników.

 

1 LIGA

 

Już w zeszłym sezonie 1 liga była szalenie wyrównanym i ciekawym poziomem rozgrywek i nie będzie przesadą jeśli napiszemy, że w tym roku zaplecze Ekstraklasy jeszcze bardziej wyśrubowało tę rywalizację. Jest to absolutna topka drużyn Ligi Fanów, zasadniczo każdy może tu wygrać z każdym i nawet drużyn ze strefy spadkowej nie wolno lekceważyć. Co ciekawe wszystkie trzy ekipy najgorzej radzące sobie w tej rundzie to wieloletni bywalcy naszych rozgrywek, którzy dodatkowo mają długą historię gry w Ekstraklasie, co świadczy wyraźnie o tym, jak wysoki poziom panuje w 1 lidze.

Na ostatnim miejscu z zaledwie jednym zwycięstwem znalazł się Mixamator. Weteran Ligi Fanów miał w tym sezonie wyraźne problemy z  utrzymaniem stałego składu i w tym można doszukiwać się słabszych wyników. Wprawdzie udało się pozyskać Krzysztofa Kulibskiego znanego z hurtowego pakowania piłki do siatki, jednak brak obecności takich postaci jak Mikołaj Prybiński czy Damian Starosta i rzadkie występy Bartosza Nowodworskiego przełożyły się na małą ilości zdobytych bramek. Co ciekawe jedyne zwycięstwo jakie Mixamatorowi udało się zdobyć to 1:0 z Warsztatem Gepetto, wynik rzadko spotykany w szóstkach piłkarskich. Mimo to za każdym razem Mixy dają z siebie wszystko i tylko dwukrotnie przeciwnicy wyraźnie odjechali z wynikiem, a znając historię Mixamatora możemy spodziewać się, że choć szans na górę tabeli raczej nie będzie, to na wiosnę każdy przeciwnik będzie musiał obawiać się głodnego zwycięstw teamu Michała Fijołka.

Drugie miejsce od końca zajęli AnonyMMous!  Niestety legendarna drużyna Maćka Miękiny najlepsze czasy ma już raczej za sobą. Doświadczenia w tej ekipie nie brakuje, ale wydaje nam się, że wiek powoli robi swoje i w starciu z młodymi, wybieganymi ekipami 1 ligi Anonimowi po prostu odstają, o czym może świadczyć m.in. najgorszy bilans bramkowy. Być może AnonyMMous powinni pójść śladem ekstraklasowego TURa i zainwestować w nową krew, bo potrzeba zmiany obecnego stylu gry jest widoczna gołym okiem. Mimo słabszych wyników chłopaki zawsze walczą do końca – wszak pierwsze punkty udało się zgarnąć w ostatniej kolejce. Maciek Miękina ma teraz całą zimę na przeorganizowane zespołu i zobaczymy, czy Anonimowi odbiją się na wiosnę, czy jednak będą musieli pogodzić się ze spadkiem do niższej ligi.

Strefę spadkową zamyka Warsztat Gepetto, czyli dawne Narodowe Śródmieście. W ekipie Marka Szklennika zmieniła się nazwa, ale skład osobowy pozostał zasadniczo podobny, choć zabrakło kilku sprawdzonych zawodników jak Tomek Terpiłowski czy Patryk Nowicki. Warto za to wspomnieć o powrocie Adama Biegaja, który ostatecznie okazał się nawet najskuteczniejszym strzelcem Warsztatu, a forma Arkadiusza Kiblera i Marcina Banasiaka również nie rozczarowała. Mimo to wyniki drużyny pozostawiają sporo do życzenia. Zaledwie dwa zwycięstwa i to w meczach na styku, gdzie o ostatecznym zwycięstwie decydował jeden gol, to zdecydowanie zdobycz poniżej ambicji i możliwości tej drużyny. Być może trzeba ustalić nowy plan taktyczny, a może pozyskać zawodnika, który podciągnie wyniki drużyny, bo w obecnej sytuacji ciężko będzie nawet utrzymać się na tym poziomie rozgrywek.       

Tuż nad strefą spadkowa uplasował się Ogień Bielany. Gdy team Jana Napiórkowskiego dołączał do Ligi Fanów okazał się absolutną rewelacją i oczekiwania w stosunku do chłopaków były dość wysokie, tym bardziej forma Ognia w tej rundzie nieco rozczarowuje. Osią zespołu jest Kacper Cetlin, który nie zawiódł – 25 bramek w 7 meczach i pierwsze miejsce w klasyfikacji strzeleckiej i kanadyjskiej. A mimo to zespół zaledwie dryfuje w środku tabeli, choć trzeba uczciwie przyznać, że do podium tak naprawdę brakuje tylko trzech punktów, a jeden, nierozegrany mecz to starcie a z AnnonyMMous, którzy zdecydowanie nie będą w tej rywalizacji faworytem. Wiemy, że chłopaków stać na więcej i spokojnie można przewidywać, że po odpowiednim przygotowaniu w sezonie zimowym Ogień zabłyśnie w rundzie wiosennej.

Na szóstym miejscu zameldowali się w Gracze Gorszego Sortu. Nad ciągłym rozwojem ekipy Adriana Kanigowskiego zachwycaliśmy się już niejednokrotnie i  uczciwie trzeba GGSowi oddać, że jego obecność w 1 lidze nie jest przypadkowa. Pozycja w środku tabeli może wydawać się poniżej oczekiwań, ale do najwyższego stopnia podium brakuje zaledwie sześciu punktów, a brakujący mecz to starcie z Mixamatorem, w którym GGS jest raczej faworytem. Supersnajper GGSu Łukasz Kulesza nie zawodzi skutecznością strzelecką, ale warto tu zwrócić uwagę na fantastyczną formę Arkadiusza Waszaka, który z dziesięcioma trafieniami na koncie jest obecnie najskuteczniejszym zawodnikiem swojej drużyny. Żaden z przeciwników nie znajduje się poza zasięgiem Graczy Gorszego Sortu, a do składu po przerwie wrócił Mateusz Grabowski i sądzimy, że GGS może być drużyną, która na wiosnę będzie rozdawała karty.

Tylko oczko wyżej zameldowała się Energia. Pierwszy z czterech ukraińskich teamów 1 ligi znajduje się w analogicznej sytuacji co GGS – identyczna zdobycz punktowa i identyczna strata do lidera, ale nieco lepszy bilans bramkowy i wygrana w bezpośrednim starciu, przez co teamowi Igora Petlyaka udało się wskoczyć na piątą pozycję w tabeli. Jak na beniaminka można uznać, że jest to całkiem niezły rezultat i niewiele brakuje do tego, aby był nawet lepszy, jednakże ożywić się musi nieco formacja ofensywna, bo Energia nieco odstaje w ilości strzelonych bramek, a w tak wyrównanej lidze każde trafienie może być na wagę awansu. Warto za to zwrócić uwagę na powrót do gry kontuzjowanego do niedawna golkipera Volodymyra Slobozheniuka, po którym absolutnie nie widać spadku formy i w efekcie Energia jest drużyną z najmniejszą ilością straconych bramek. Podium jest w zasięgu, a charakteru zawodnikom Energii nie brakuje i Ukraińcy na pewno włączą się do walki o awans do elity. 

Tuż pod podium z piętnastoma oczkami na koncie uplasowały się Wilki. Już w poprzednim sezonie młoda ekipa udowodniła, że drzemie w niej ogromny potencjał i tak wysoka pozycja po rundzie jesiennej nie jest żadnym zaskoczeniem. Na pewno sporo pomogło pozyskanie Aleksandra Janiszewskiego, który strzelał gole niemal hurtowo, a do tego świetnie zaprezentował się Kamil Malinowski. Warto wspomnieć, że aż trzech zawodników tej ekipy gra również w ekstraklasowych Otamanach, a ich wkład w drużynę jest bezdyskusyjny. Borys Ostapenko, Yegor Boiko i Leonid Shcherbyna wprowadzają do Wilków sznyt, który powoduje, że jest to niezwykle ciężki przeciwnik, o czym przekonała się każda ekipa z 1 ligi. Do pierwszego miejsca brakuje raptem czterech punktów i sądzimy, że Wilki mogą okazać się czarnym koniem rundy wiosennej i nawet zgarnąć mistrzostwo tego poziomu. 

Na najniższym stopniu podium znalazł się FC Impuls UA. Jeden z dwóch spadkowiczów z Ekstraklasy poradził sobie w tej rundzie całkiem nieźle. Doświadczenie stoi po stronie tej ekipy, ale trzeba się mieć na baczności w każdym meczu, bo przy obecnym układzie tabeli nawet pojedyncze potknięcie może spowodować spadek nawet o trzy miejsca w dół. Dużo zależy tu od formy supersnajpera Impulsu Vladyslava Budza, który jednak nie zawodzi i do tej pory aż osiemnastokrotnie znalazł drogę do siatki rywali, a swoje dołożyli również Bohdan Ivaniuk i Dmytro Stetsiuk. Mimo wszystko Impuls musi nieco uszczelnić obronę, bo bilans bramkowy choć dodatni, jest dość skromny w porównaniu do przeciwników i w ostatecznym rozrachunku stracone bramki mogą zaważyć o awansie do Ekstraklasy.

Tuż za liderem stawki uplasowali się Ukranian Vikings. Wikingowie przebojem wdarli się na salony 1 ligi i drugie miejsce w swoim debiutanckim sezonie można uznać za gigantyczny sukces, szczególnie patrząc na poziom przeciwników. Widać, że lata gry w stałym, dobrze ogranym składzie procentują, a dodatkowo udało się pozyskać zawodników, którzy rewelacyjnie pokazali się w ostatniej rundzie letniej. Andrii Dutchak i Oleh Dvoliatyk świetnie wpasowali się w dynamiczny i ofensywny charakter drużyny i nastrzelali razem aż 16 goli, natomiast na niekwestionowaną gwiazdę zespołu wyrósł Yeugeni Syrotenko, który rozgrywa chyba sezon życia i w kwalifikacji strzelców uplasował się tuż za niemalże niemożliwym do dogonienia Kacprem Cetlinem. Kapitalną formą wykazuje się jak zawsze golkiper Eduard Vakhidov, ale siła Wikingów tkwi w tym, że każdy zawodnik tej drużyny dokłada swoją cegiełkę do ostatecznego sukcesu i w naszej ocenie Ukranian Vikings są jednym z głównych faworytów do sięgnięcia po tytuł mistrzowski.

A na najwyższym stopniu podium przezimuje Contra. Gołym okiem widać, że team Michała Raciborskiego stęsknił się za grą w Ekstraklasie i robi wszystko, aby znów zmierzyć się z najlepszymi drużynami Ligi Fanów. Cieszy powrót do formy Macieja Kurpiasa, imponuje skuteczność Radka Parszewskiego i Tomka Zagórskiego, a pozyskanie Filipa Woźnicy grającego do tej pory w FC Gorlickiej okazało się kapitalnie trafionym transferem. W efekcie Contra nie tylko lideruje w lidze, to na dodatek zdominowała wszystkie klasyfikacje indywidualne i jako jedyna drużyna na tym poziomie uplasowała aż trzech zawodników zarówno w tabeli strzelców, asystentów jak i kanadyjczyku. Nie przeszkodził nawet cios w postaci groźnej kontuzji Damiana Zalewskiego – Contra ma najlepszy bilans bramkowy w 1 lidze i jest chyba najsolidniejszym kandydatem do tytułu mistrza.

Mimo to walka o złoto na tym poziomie rozgrywek będzie wyjątkowo zażarta i przewidujemy, że ostateczny rozstrzygnięć możemy spodziewać się dopiero w ostatniej kolejce rundy wiosennej, a przetasowania w tabeli możliwe są nawet co kolejkę. Jedno jest pewne – będziemy świadkami wielu ciekawych meczy i boiskowych emocji.

 

2 LIGA

 

W drugiej lidze stawka drużyn w niejednej lidze grałaby w najwyższej klasie rozgrywkowej, dlatego nie dziwi nas, że poziom tej ligi był naprawdę wysoki i w zasadzie w rundzie rewanżowej sporo się może jeszcze wydarzyć. Kto błysnął formą i jak widzimy szanse poszczególnych ekip na koniec  sezonu? 

Tabelę w tej lidze zamykają Korsarze. Przed startem liczyliśmy, że ten zespół będzie co najmniej w środku stawki jednak ta runda jakoś nie poszła po myśli tej ekipy. Zwycięstwo na inaugurację z UEFA Mafią Ursynów  dawało nadzieję na dobre wyniki. Kolejne minimalne porażki coraz bardziej podcinały skrzydła tej ekipy. Jedynie z Husarią mecz był jednostronny i do końca jesieni już nie udało się zdobyć choćby punktu. Ostatni mecz oddany walkowerem jeszcze bardziej skomplikował sytuację i na ten moment do bezpiecznego miejsca ten zespół traci aż siedem punktów. Na wiosnę trzeba będzie od razu wejść mocno do gry, by marzyć o pozostaniu na tym szczeblu rozgrywek.

Dziewiąte miejsce zajmuje Warszawska Ferajna. W poprzednim sezonie ekipa Kacpra Domańskiego walczyła o utrzymanie i w obecnej kampanii ponownie musi walczyć o ten sam cel. Kontuzje, absencje i mocni rywale to wszystko powoduje, że niełatwo jest o ligowe punkty. Kluczowe na wiosnę będą spotkania z bezpośrednimi rywalami do utrzymania, a z tymi ekipami na razie bilans jest ujemny. Jesteśmy jednak spokojni, że jeśli wszyscy będą zdrowi, to Warszawska Ferajna może nawiązać walkę nawet z czołowymi zespołami tej ligi. W końcu ma w swoich szeregach zawodników o sporych umiejętnościach co pokazali w niedawnym turnieju halowym w Markach, gdzie potrafili wyjść z grupy. Mamy nadzieję, że ten zespół na wiosnę będzie mocniejszy i swoim charakterem pokaże swoje prawdziwe oblicze.

Ósme miejsce przypadło zasłużonej ekipie Tylko Zwycięstwo. Jak zawsze ta drużyna potrafi walczyć i będzie chciała na wiosnę się utrzymać w lidze. Cel minimum to postanie w lidze, ale sądzimy, że stać ich na walkę o top 5 gwarantujące grę w Pucharze Ligi Fanów. Tym bardziej, że strata do piątej lokaty jest znikoma i dobre wejście w rundę rewanżową może być kluczem do realizacji tego celu. Jesień zazwyczaj bywa dla chłopaków gorsza niż wiosna i to może być jakieś pocieszenie w obecnej sytuacji. W spotkaniach w tej rundzie bywało różnie,  zdarzały się wysokie porażki, ale i dobre mecze,  w których ta doświadczona ekipa potrafiła zdobywać punkty. Liderem niezmiennie pozostaje Andrzej Morawski,  który zawsze jest gwarantem zdobywania goli. Tyle, że w tej lidze dużo ciężej dojść do dogodnych sytuacji, stąd popularny Andron już tak seryjnie nie trafia do bramki rywali.

Tuż nad strefą spadkową rywalizację skończyła ekipa Green Lantern. Siódme miejsce to spory zawód dla tej drużyny, bo kadrowo wydawali się mocni, ale boisko zweryfikowało miejsce w którym obecnie się znajdują. Nas szczególnie zdziwiły rozmiary porażki z KSB Warszawa, ale w pozostałych meczach z czołówką team Mikołaja Wysockiego również nie był tym zespołem, który oglądaliśmy chociażby w poprzednim sezonie. Być może na wiosnę wszystko się odmieni, bo w naszej ocenie ten team stać na sukcesy i kapitan nie jest jedynym zawodnikiem, który ma spore umiejętności piłkarskie. Strata do podium jest spora, ale w naszej lidze nie takie straty zespoły potrafiły odrabiać i z takim nastawieniem Green Lantern musi przystąpić do rundy rewanżowej.   

Szóste miejsce w stawce zajęła ekipa AFC Goodfellas. Młody zespół z Ukrainy start miał słaby i długo czekaliśmy na ich pierwsze zwycięstwo w lidze. Końcówka rundy była kapitalna i trzy wygrane mecze z rzędu pozwoliły opuścić strefę spadkową. Nie ma co ukrywać, że słabe wyniki na początku to pokłosie  kontuzji czołowych graczy, co przekładało się na słabszą dyspozycję. Gdy Ci wrócili do gry to jakość na boisku wyraźnie się poprawiła. O co powalczy młody zespół z Ukrainy? Jeżeli ta forma zostanie podtrzymana na wiosnę i kłopoty kadrowe będą ich omijały, to mają realne szanse nawet na walkę o podium. To jeden z tych zespołów dla których przerwa nie jest korzystna, bo chłopaki łapali dobry rytm i byli zdecydowanie na fali wznoszącej w końcówce rundy jesiennej.

Orzeły Stolicy na półmetku sezonu zajmują piąte miejsce. Mogą czuć niedosyt, bo start był znakomity i długo team Janka Wnorowskiego był w ścisłej czołówce. Jednak trzy ostatnie mecze to trzy przegrane. Nie licząc walkowera, którego Orzeły dostały w ostatniej kolejce, to zaliczyli fatalną serię, która przesunęła ich do środka tabeli. Kontakt z czołówką mimo wszystko został utrzymany, więc wszystko w rundzie rewanżowej jest możliwe. Sprawa walki o medale jest otwarta, ale również drużyny z dołu tabeli będą chciały gonić zespoły z bezpiecznej strefy, dlatego ważne dla tego teamu będą pierwsze starcia, które dadzą odpowiedź czy ta ekipa ma szanse na walkę o medale, czy raczej skupi się na utrzymaniu dotychczasowej pozycji. W zespole Orzełów w tej rundzie wyróżniali się bracia Kiełpsz i Krzysztof Niedziółka i to od nich sporo będzie zależało, w którym kierunku pójdzie ta drużyna na wiosnę.

Tuż za podium znalazła się ekipa KSB Warszawa. W opinii Tomka Hubnera to jedna z ekip,  która jeszcze może zagrozić jego zespołowi w tym sezonie. Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, bo KSB pokazało, że w piłkę grać potrafi, a czasami stać ich na koncertowe granie jakie zaprezentowali chociażby  w meczu z Green Lantern. Patrząc na skład, nie sposób od razu nie zauważyć dwóch piekielnie mocnych zawodników,  którzy strzelili łącznie dla swojej drużyny 54 bramki.  Mowa o Macieju Grabickim i Sebastianie Sobieszczuku. W rundzie rewanżowej z pewnością ta ekipa będzie chciała pokazać, że stać ją na awans o szczebel wyżej i być może walkę z Husarią o mistrzostwo. Runda rewanżowa będzie zatem niezwykle ciekawa i niecierpliwością czekamy na kolejne mecze w wykonaniu tego zespołu na naszych obiektach. W naszej opinii ta drużyna  ma potencjał do gry na najwyższym poziomie i patrząc jak młody to zespół, przyszłość w naszej lidze będzie należała do nich i niebawem być może zawitają w najwyższej klasie rozgrywkowej w naszej lidze.

Na podium rzutem na taśmę zameldowała się UEFA Mafia Ursynów. Trzy porażki na początku sezonu sprawiły, że słyszeliśmy głosy, że być może ta ekipa gra za wysoko w naszej lidze. Jednak ten kto oglądał mecze tego zespołu wiedział, że to kwestia czasu jak ta ekipa zacznie wygrywać. Nie raz pisaliśmy w zapowiedziach, że wyniki nie odzwierciedlają potencjału chłopaków z Ursynowa. Mamy satysfakcję, że trochę się znamy na piłce i na koniec rundy UEFA Mafia jest na miejscu medalowym. Pięć zwycięstw z rzędu może rozbudzić wyobraźnię i szkoda, że aura pogodowa przeszkodziła w meczu z Husarią, bo byłoby co oglądać na boisku. Co się odwlecze to nie uciecze i na wiosnę te ekipy zagrają ze sobą dwa mecze i mogą to być starcia decydujące o tym, komu przypadną medale w tym sezonie. Siłą tego zespołu jest kolektyw i każdy zawodnik dokłada swoją cegiełkę do sukcesów całej drużyny. To może być czarny koń w drugiej lidze i z pewnością chłopaki zrobią wszystko, by znaleźć się jak najwyżej w tabeli.

Drugie miejsce po rundzie jesiennej zajmują Dziki z Młochowa. Trochę zaskoczenie, niespodzianka? Może dla niektórych tak, ale w naszej ocenie na to miejsce zawodnicy z Młochowa zasłużyli. Całą rundę grali na wysokim poziomie i tylko ostatni mecz po prostu im nie wyszedł, na czym skorzystała Husaria, która rzutem na taśmę wskoczyła na fotel lidera.
Dziki w swoich szerach mają wielu doświadczonych zawodników, zaczynając od bramkarza Arkadiusza Żyznowskiego, który jest jednym z najlepszych fachowców na swojej pozycji w tej lidze. Dobrą rundę miał Przemysław Skrzydlewski i Michał Śpiewak, którzy odpowiadali za strzelanie bramek. Do tego reszta drużyny prezentowała solidną formę, którą musi przez zimę się utrzymać. Dziki wiedzą, że ekipy w tej lidze są mocne, dlatego już teraz muszą się szykować na walkę na pełnych obrotach na wiosnę. Udział w Socca Warsaw Cup będzie doskonałą formą sprawdzenia na tle mocnych rywali i wiemy, że ta ekipa niezależnie od wszystkiego powalczy w tym sezonie o mistrzostwo tej ligi i w naszej ocenie nie można ich lekceważyć. Przekonała się o tym Husaria, która jedyną porażkę zaliczyła właśnie z Dzikami.

Liderem drugiego poziomu rozgrywek została Husaria Mokotów. Drużyna z ambicjami do gry w najwyższej klasie rozgrywkowej przeciera szlaki w drugiej lidze, gdzie na razie oprócz jednej wpadki z Dzikami wygrywa wszystko. Zespół Tomasza Hubnera ma w składzie zawodników niezwykle solidnych, a w niektórych przypadkach wręcz wybitnych. Norbert Wierzbicki w bramce czy Janek Grzybowski to nie tylko gwiazdy Husarii, ale wartość dodana dla całej Ligi Fanów. Pozostali zawodnicy świetnie uzupełniają liderów tego zespołu i to daje efekty w postaci pierwszego miejsca. Na ten moment wydaje się, że ekipa z  Mokotowa jest głównym faworytem do mistrzostwa i Tomasz Hubner innego scenariusza sobie nie wyobraża. Zimą chłopaki pograją w innej lidze, więc na wiosnę będą przygotowani do obrony fotelu lidera. Jeżeli mielibyśmy wskazać mistrza drugiej ligi, to wskazalibyśmy Husarię, ale w sporcie nie takie rzeczy się zdarzały i ostateczny scenariusz na ten sezon zweryfikuje boisko w rundzie rewanżowej.

 

3 LIGA

 

W tym sezonie na trzecim poziomie rozgrywkowym wiele się dzieje i oprócz ekipy z Targówka,  która zdominowała rozgrywki w rundzie jesiennej, stawka drużyn jest bardzo wyrównana. Porównując potencjał ekip do poprzedniego sezonu, nie mamy złudzeń,  że obecna 3 liga jest o wiele bardziej wymagająca i jakość ekip na pewno jest o wiele większa niż w poprzedniej kampanii. Jak radziły sobie poszczególne drużyny i kto według nas ma szanse na medale, a kto będzie walczył o utrzymanie?

Zaczynamy od ostatniej w tabeli Smoczej Furiozy. Chłopaki to bardzo ambitna i ekspresyjna drużyna, ale w tym sezonie widać,  że w starciu z mocnymi rywalami czegoś im brakuje. Liderem drużyny jest Aleksander Janiszewski, ale on sam, mimo dużych umiejętności piłkarskich, nie jest w stanie wygrywać spotkań. Solidność pozostałych kolegów nie wystarcza,  a to, że ze składu wypadł chociażby Daniel Grzegory,  a kilku innych graczy nie zawsze pojawia się na meczach nie pomaga w osiąganiu dobrych wyników. Wzmocnienia jakie poczyniła ta ekipa być może wypalą na wiosnę, bo jak na razie trzeba te ruchy traktować jako uzupełnienie składu. Cel na ten sezon to utrzymanie.  Szczytem marzeń zapewne jest miejsce gwarantujące start w Pucharze Ligi Fanów, ale to wydaje się plan maksimum,  który byłby sporym sukcesem tego zespołu.

Miejsce dziewiąte zajmuje Cosmos United. Jest to chyba największe rozczarowanie tej rundy, bo patrząc na potencjał kadrowy tego teamu wydawało się, że będzie się bił o medale. Tymczasem wylądował w strefie spadkowej i zimą trzeba będzie pomyśleć nad kształtem drużyny na wiosnę. Michał Podhajski ma o czym myśleć, bo kilka razy zdarzyło się,  że nie miał ludzi do gry bądź Cosmos przychodził zaledwie meczową szóstką, co skazywało go na ciężką przeprawę w walce o punkty. O tym,  że ta ekipa potrafi dobrze grać świadczy chociażby dobry mecz z Kryształem, gdzie do końca wynik spotkania był sprawą otwartą. Nie ma co sięgać pamięcią wstecz tylko ostro wziąć się do roboty, bo stać tą ekipę na walkę o czołowe lokaty.

Ósme miejsce okupuje ekipa Szmulki Warszawa. To ich premierowy sezon w naszych rozgrywkach i ciężko jak na razie wystawiać jakieś obiektywne oceny. Skupimy się na tym co widzieliśmy. W tej rundzie bywały lepsze i słabsze momenty. Choć ta ekipa wygrała tylko dwa mecze to w pozostałych walczyła jak potrafiła i tylko wysokie porażki z Kryształem i Młodzieżowcami dają trochę mylny obraz potencjału tej drużyny. W pierwszym przypadku Kryształ to ekipa z innej półki dla każdego w tej lidze,  a z Młodzieżowcami ekipa z Pragi nie miała składu, więc wynik może trochę zakłamywać rzeczywistość. W pozostałych spotkaniach jeżeli przegrywali, to minimalnie i to może być nadzieja, że na wiosnę wyniki będą o wiele lepsze. Na pewno zwycięstwa z Zorią i Cosmosem nie były dziełem przypadku, ale by się utrzymać, trzeba zdecydowanie lepiej punktować w rundzie rewanżowej.

Tuż nad strefą spadkową znaleźli się Młodzieżowcy. Zespół Tomka Krzyżańskiego liczył na więcej, ale mamy na uwadze fakt, że w tej drużynie sporo jest młodych zawodników, którzy potrzebują czasu, by poznać realia naszych rozgrywek. Co prawda kilku zagrało już w lidze letniej, ale ta rządzi się swoimi prawami i nie ma co jej porównywać z sezonem regularnym. Liga do której trafili to też wymagający poziom, gdzie nie ma czasu na naukę, tylko trzeba od razu wejść na wysoki obroty. Z tym trochę jest problem, bo widzieliśmy kilka spotkań, gdzie nie umiejętności, a mentalność powodowała, że rywale odjeżdżali z wynikiem. Kluczowa rola w tym zespole spoczywa na najbardziej doświadczonych zawodnikach. Michał Komorowski czy Adrian Krzyżański to zawodnicy, którzy przez lata byli na szczycie grając w Ekstraklasie i teraz duża rola dla nich, by przygotować młodszych kolegów do walki o jak najwyższą pozycję w tabeli na koniec sezonu.

Na szóstym miejscu zakończyła rundę jesienną ekipa Sante. Team braci Kowalskich liczył  na trochę lepszą pozycję patrząc na to jak prezentował się przez całą rundę. Ta drużyna jako jedyna potrafiła urwać punkty liderowi,  a przytrafiały jej się minimalne porażki z zespołami,  które na pewno są w ich zasięgu. Wyróżniającą się postacią był Michał Aleksandrowicz,  który obecnie jest najlepszych strzelcem całej ligi. Na wiosnę, jeżeli skład utrzyma się na obecnym poziomie, ta ekipa jest w stanie powalczyć o podium. Biorąc pod uwagę minimalne porażki z drużynami będącymi wyżej w tabeli rewanże zapowiadają się niezwykle pasjonująco. Sante ma doświadczonych zawodników, którzy są zaprawieni w bojach o najwyższe cele, dlatego zrobią wszystko, by osiągnąć jak najlepsze wyniki na wiosnę.

W środku stawki, na piątym miejscu, znalazła się FC Zoria Streptiv. Ekipa z Ukrainy przyszła do naszych rozgrywek, by rywalizować na wyższym poziomie sportowym i z pewnością może przyznać, że wyzwania  jakie niesie Liga Fanów są o wiele wyższe niż w innych konkurencyjnych rozgrywkach. Bilans czterech zwycięstw i czterech porażek nie jest satysfakcjonujący, ale mamy wrażenie, że w kolejnej rundzie ta ekipa będzie jeszcze mocniejsza i wyniki będą o wiele lepsze niż na jesieni. Warto zwrócić uwagę na fakt, że w składzie Zorii jest kilku zawodników o sporych umiejętnościach i jeżeli będzie przychodziła w najmocniejszych zestawieniu, to jest w stanie wygrać z każdym w tej lidze. Na razie, by myśleć o medalach, trzeba odrobić sześciopunktową stratę do podium, ale wiemy dobrze, że w naszej lidze dużo większe straty drużyny potrafiły odrabiać w rundzie rewanżowej.

Tyle samo punktów co Zoria ma na koncie Perła WWA, która mecze w tym sezonie wygrywała głównie z drużynami z dołu tabeli, z wyjątkiem minimalnej porażki z Cosmosem. Z ekipami z góry za to przegrywała i jeżeli myśli o czymś więcej niż pozycja w środku tabeli, to musi w rewanżach zdobyć o wiele więcej punktów. O tym, że ma potencjał do gry o najwyższe cele nie musimy nikogo przekonywać i wiemy, że na wiosnę Perła będzie groźna dla każdego. Nie ma co ukrywać, że przeskok z czwartej do trzeciej ligi to spora różnica, ale widać że chłopaki dają radę i odnaleźli się w tej lidze w przyzwoity sposób. Liderem drużyny jest Oliwier Tetkowski , który strzelił sporo bramek dla swojego zespołu. Od jego formy w rundzie rewanżowej będzie sporo zależeć, ale mamy wrażenie, że cały zespół robi kolejny progres w swojej grze i niewykluczone, że Perła powalczy o awans do drugiej ligi co nie będzie dla nas zaskoczeniem, bo ten zespół prezentuje zawsze solidny, wysoki poziom.  

Prezentacje drużyn z podium zaczynamy od trzeciej w tabeli Husarii Mokotów III. Ekipa Tomka Hubnera tak naprawdę może być zadowolona ze swojej gry i pozycji w tabeli, a mamy wrażenie, że w rundzie rewanżowej apetyt będzie jeszcze większy. Spora przewaga nad czwartą ekipą daje spokój i spory bufor bezpieczeństwa,  który w tej lidze może być kluczem do wywalczenia medali na koniec sezonu. Husaria tak naprawdę znacząco przegrała tylko z Kryształem, ale to jak sam kapitan ekipy z Mokotowa przyznał, było to wliczone w tej rundzie. Porażka z Fuszerką już niekoniecznie, a my sądzimy,  że w rundzie rewanżowej takich spotkań może być więcej. Oczywiście Husaria ma team,  który ma sporą jakość i sześć wygranych spotkań to potwierdza, ale rywale będący za nimi zrobią wszystko, by dogonić ich w tabeli. To, że są w tej lidze ekipy mające aspiracje na walkę o podium wiemy, a wspominaliśmy wielokrotnie, że już nie raz tabela potrafiła się wywrócić do góry nogami po rundzie rewanżowej. Kto nie wierzy, może sprawdzić w historii sezonów, jakie rozgrywane były w Lidze Fanów.

Pozycję wicelidera rozgrywek po rundzie jesiennej ma zespół Fuszerki. Nie ma co ukrywać, że ta ekipa była stawiana w gronie kandydatów do czołowych lokat. W naszej opinii nie zawiodła i jeżeli mielibyśmy wskazać słabszy moment na jesieni, to był to na pewno mecz  z Zorią. W pozostałych spotkaniach ta ekipa nie zawodziła i to dało znakomity wynik oraz świetną pozycję przed rundą rewanżową. Przede wszystkim ta drużyna tworzy kolektyw na boisku i każdy zawodnik dokłada cegiełkę do sukcesu całej ekipy. O mistrzostwo, wobec formy ekipy z Targówka, będzie ciężko, ale obrona drugiej pozycji będzie bardzo realna. Tak jak w przypadku Husarii nie wykluczamy, że może na wiosnę nie być takich wyników jak na jesieni, bo zespoły,  które będą goniły drużyny z podium będą zdeterminowane podwójnie i patrząc na mecze w tej rundzie widać, że nikt nikomu w tej lidze punktów za darmo nie będzie rozdawać.

Liderem w trzeciej lidze jest Kryształ Targówek,  który w tej rundzie nie przegrał spotkania. Jedynie remis z Sante był zaskoczeniem, ale tutaj chłopaki po prostu za bardzo się rozprężyli i stracili w końcówce trzy bramki. Nie ma co ukrywać, że trzecia liga  to nie poziom tej drużyny i miejsce chłopaków w Lidze Fanów jest zdecydowanie w innej, wyższej lidze. Na razie nie mają sobie równych i widać, że jakość piłkarska każdego zawodnika jest nie przypadkowa. Niezależnie kto jest na boisku, to gra wygląda podobnie i nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Czekamy na weryfikację potencjału przez mocniejsze zespoły i być może zgłoszenie się na Socca Warsaw Cup byłoby dobrym pomysłem, by zmierzyć się z najlepszymi ekipami w piłce sześcioosobowej w Polsce.

 

4 LIGA

 

Omówienie 4 ligi nie sposób nie zacząć od czołówki tabeli, a konkretnie od 3 zespołów, które po 8 meczach rundy jesiennej odrobinę uciekły reszcie stawki – Laga Warszawa, FC Dziki z Lasu i Husaria II Mokotów. Przede wszystkim trzeba powiedzieć sobie wprost, że 4 liga względem zeszłego sezonu, przeszła sporą metamorfozę. Kto by się spodziewał, że na czele po rundzie jesiennej zobaczymy… beniaminka! Laga Warszawa w tym sezonie jest wyjątkowo mocna i potwierdza, że forma z poprzednich lat nie jest w żadnym stopniu przypadkowa. Lagersi rozpoczęli od remisu, ale potem zaliczyli 7 zwycięstw z rzędu, więc to potwierdza, że w tym sezonie nie ma mocnych na zespół lidera, który zakończył jesień bez żadnej porażki w lidze. Ogromny wkład w ten sukces ma Hubert Szalski, który w 8 meczach zaaplikował rywalom 23 bramki i 8 asyst, więc można powiedzieć, że co trzecia bramka jest jego autorstwa.

Lagersom z całą pewnością nie odpuszczą w tym sezonie Dziki z Lasu, które po raz kolejny zajmują swoje ulubione drugie miejsce w lidze. Ta ekipa z każdym sezonem gra co raz lepiej, ale niestety po raz kolejny czegoś brakuje, żeby zajmować miejsce lidera swojej ligi. Mimo to, bilans 6-1-1, jest naprawdę imponujący, a jedyna porażka odniesiona z liderem, wstydu nie przynosi, tym bardziej, że różnica była jednobramkowa, więc już ostrzymy sobie ząbki na rewanż! Z całą pewnością Dziki z Lasu tworzą spójny kolektyw, gdyż mimo wysokiego miejsca w tabeli, ciężko jest znaleźć jednego zawodnika, który sam ciągnie wynik zespołu. Przede wszystkim największe znaczenie ma dla nich drużyna, więc liczymy, że w rundzie rewanżowej, nie odpuszczą i powalczą o swoje pierwsze złoto w Lidze Fanów. Jesteśmy również pod wrażeniem, że wszystkie drużyny z pierwszych trzech miejsc, mają mniej niż 20 bramek straconych na mecz, co w rozgrywkach ligi szóstek jest naprawdę dobrym wynikiem.

Żeby jednak nie czekać dłużej, czas przejść do tymczasowych brązowych medalistów, czyli Husarii Mokotów II. Wiemy dobrze, że chłopaki z Mokotowa mają tylu zawodników, że ze swoich zawodników mogliby stworzyć ze spokojem 2 zespoły w „jedenastkach”. Okazuje się jednak, że za ilością, idzie również jakość, więc musimy od razu wyjaśnić, że naszym zdaniem, Husaria II w debiutanckim sezonie radzi sobie naprawdę dobrze. Dość powiedzieć, że mimo tego, że zajmuje 3 miejsce, to ma zdecydowanie najlepszą ofensywę ligi. Strzelić 72 bramki w 8 meczach – sami przyznacie, to robi wrażenie. Średnia 9 bramek strzelonych na mecz nie wzięła się znikąd, jeżeli jednak spojrzymy do statystyk, to wyróżniających się graczy znajdziemy kilka. W zdobytych bramkach liderem jest jednak Patryk Borowski, który w dotychczasowych spotkaniach ustrzelił ich aż 19. Wierzymy, że Patryk do końca sezonu mocno będzie bił się o koronę króla strzelców.

Na czwartym i piątym miejscu po rundzie jesiennej znalazły się drużyny BJM Development i FC Popalone Styki. Obie ekipy mają po 13 punktów, a w meczu pomiędzy tymi zespołami padł remis 3:3. Widać, że w tym duecie do końca sezonu może się wiele zdarzyć, ale zajmijmy się najpierw zespołem BJM, który upodobał sobie bardzo remisy, gdyż w trakcie rundy jesiennej, zaliczył ich aż cztery, a trzeba pamiętać, że nie rozegraliśmy wszystkich spotkań. Sięgając do statystyk, możemy zobaczyć, że w meczach BJM rzadko pada duża liczba bramek. Nic dziwnego, bo ta drużyna słynie ze szczelnej defensywy, którą naruszyć potrafią tylko naprawdę solidne zespoły. W kontekście bramek i asyst ciężko mówić o jakimś jednym liderze, ale na pewno wynik Pawła Tamowskiego – 8 bramek i 4 asysty w 6 meczach musi robić wrażenie.

Co słychać u Popalonych Styków? W kontekście osiągnięć indywidualnych, nie przejdziemy obojętnie wobec wyniku Kamila Paszka, który strzelił 9 bramek i dodał do tego 3 asysty w 5 spotkaniach. Stanowi to prawie 1/3 wszystkich bramek zespołu, więc musimy być pod wrażeniem, tym bardziej, że wiemy, jak trudna i wymagająca jest 4 liga. Czy Popalone Styki stać na coś więcej, niż 5 miejsce? W naszej opinii tak, bo wiemy, że potencjał w tej ekipie jest ogromny, ale problemem często jest frekwencja i zmiany w składzie. Dość powiedzieć, że na liście graczy tylko jeden zawodnik był obecny na wszystkich spotkaniach swojej drużyny, a pozostali mają frekwencję na poziomie 50%, co na pewno nie ułatwia zadania w niektórych spotkaniach.

Ekipa Cieni, czyli FC Shadows nieźle zaczęła sezon i wydawało nam się, że mogą włączyć się do walki o awans. Niestety, druga część rundy i tylko 1 zwycięstwo sprawiło, że Shadows mają bliżej do strefy spadkowej, niż do awansu. Szkoda, bo to bardzo waleczna ekipa, złożona przede wszystkim z zawodników zza naszej wschodniej granicy. Wydaje się, że w rundzie wiosennej, będą musieli bardzo uważać, bo zaliczyli już przegraną z Panterą, która zajmuje 8 miejsce, więc jeszcze jedna wpadka i mogą się znaleźć za nimi w tabeli. Zobaczymy co przyniesie przyszłość, ale na pewno FC Shadows mają coś do udowodnienia, bo początek sezonu wskazywał na zupełnie inny potencjał.

Skoro szósty zespół ligi zaliczył gorszy koniec, to zupełnie inaczej sytuacja wygląda u graczy Oldboys Derby. Zespół złożony z doświadczonych zawodników przyzwyczaił nas do tego, że co sezon walczy o medal i czołowe lokaty na poziomie rozgrywkowym, na którym występuje. Tymczasem w ostatnim czasie sytuacja diametralnie się zmieniła i ten sezon był czymś nowym dla Oldbojów, bo realnie zajrzało im w oczy widmo spadku. Na szczęście udana końcówka rundy sprawiła, że reprezentanci Osiedla Derby zdołali zając miejsce gwarantujące utrzymanie, ale wiosna na pewno dla tej ekipy będzie gorąca. Pytanie, w jakiej formie będą tacy gracze jak Marcin Wiktoruk i Jacek Pryjomski, którzy od dawna stanowią trzon tej ekipy. Bez ich skuteczności, może być ciężko w walce o utrzymanie, bo… za ich plecami o 1 punkt mniej ma Pantera, czyli ekipa Mobilisu grająca pod nową nazwą i z nowymi zawodnikami w składzie. Tutaj przede wszystkim sporym zaskoczeniem jest fakt, że Pantera mając tak duży potencjał, nie przekłada tego niestety na dużą liczbę zdobytych bramek i plasuje się gdzieś w środku stawki w tym zakresie. Jeszcze gorzej wygląda gra w defensywie, a przecież każdy z zawodników grających z Panterą, na długo pamięta takich zawodników jak Paweł Janiszewski, który jest odpowiedzialny za całą linię defensywy. Dziwi więc fakt, że Pantera straciła aż 61 bramek, chociaż tłumaczy ich trochę fakt, że aż 19 dostali w ostatnim meczu z rezerwami Husarii. Gdyby nie to, wynik nie byłby najgorszy. Z całą pewnością stwierdzamy, że naszym zdaniem Pantera do końca będzie walczyła o utrzymanie, a wiosna często bywała lepsza w ich wykonaniu, więc kto wie… może nawet górna połowa tabeli?

Dziewiąte miejsce należy do zespołu CompatiBL. Można powiedzieć, że ich statystyki prowadzą do wniosku, że na każdą strzeloną bramkę, przypadają 2 stracone. Pamiętając zeszły sezon i waleczność tego zespołu, miejsce w tabeli stanowi dla nas spore zaskoczenie, bo tak źle nie było od dawna. Mimo to, nie ma co narzekać, bo 6 punktów w ligowej tabeli oznacza, że Białorusini wcale nie tracą wielkiego dystansu do przeciwników i jeden mecz może wszystko zmienić. Uważamy, że zespół z braćmi Volin w składzie na wiosnę znów się zmobilizuje, co tylko potwierdza, że w 4 lidze mamy ogromną rywalizację o utrzymanie, bo zaangażowanych jest w nią kilka drużyn, a miejsc gwarantujących spokój więcej nie będzie. Być może kluczem będzie urwanie punktów faworytom!

Na ostatnim miejscu w tabeli, z ujemnymi 2 oczkami znalazł się zespół Big Balls. Realnie rzecz biorąc, ta drużyna potrzebuje ostrego treningu i wzajemnego zgrania, żeby powalczyć jeszcze o utrzymanie. Kilka razy było blisko pierwszych punktów, ale niestety czegoś zabrakło i efekt jest jaki jest. Mamy nadzieję, że 4 liga przyniesie nam sporo emocji i radości z gry w rundzie wiosennej.bak naprawdę

5 LIGA

 

Dwóch uciekinierów i goniący peleton – tak można podsumować dotychczasowe zmagania w 5-tej Lidze Fanów. W układzie tabeli jest parę niespodzianek, jest też jedno bardzo duże rozczarowanie, ale na szczęście znalazło się także pozytywne zaskoczenie. Efektem jest dwóch wyraźnych kandydatów do walki o mistrzostwo oraz spory ścisk w środku tabeli, a także nieco odstająca punktowo strefa spadkowa i od tego obszaru zaczniemy nasze podsumowanie zmagań jesiennych.

Bardzo duże nadzieje pokładaliśmy w ekipie Igora Patkowskiego, Inferno Team. Bardzo szeroka, zgłoszona kadra, mnóstwo młodych i utalentowanych zawodników, ogranych w warszawskiej PlayArenie. Na papierze mieliśmy naprawdę bardzo solidnego kandydata do walki o medale, jednak praktyka odkryła dość ponurą rzeczywistość. O ile początek rundy to niestabilna forma, ale przynosząca wyrównaną rywalizację i nawet jeden komplet punktów, o tyle dalsze poczynania to niestety ogromne problemy z mobilizacją meczową. Efektem były wysokie porażki oraz to co najgorsze, czyli punkty oddane walkowerem. Liczymy, że na wiosnę Panowie przeprowadzą męską, wewnętrzną rozmowę o przyszłości zespołu i w końcu zobaczymy pełny potencjał Inferno Team, który pozwoli im powalczyć o utrzymanie.

Trudne realia wyższego poziomu ligowego stanowiły spore wyzwanie dla azerskiej ekipy Deluxe Barbershop. Panowie swoją nieustępliwością i twardym charakterem na boisku pokazali w zeszłym sezonie, że potrzebują wyższego szczebla ligowego, aby móc przetestować swoje prawdziwe możliwości. Trzeba im jednak oddać, że mieli ciężki start rozgrywek pod katem dobrania rywala, gdyż ekipa BM przez długi czas imponowała formą i zapowiadała się na faworyta do walki o złoto. Kolejne mecze to już bardzo wyrównana walka i niefortunnie stracone punkty po dwóch jednobramkowych porażkach. Dopiero w swoim piątym starciu, z FC Patriot, urwali pierwszy punkt, a kolejkę później, po pokonaniu Munji, świętowali premierowy komplet punktów. Końcówka jesieni potwierdziła brak szczęścia, gdyż po bardzo zaciętym pojedynku przegrali 4:5 z Bartolini Pasta, co było bezpośrednim powodem, dla którego Deluxe Barbershop spędzi zimę na przedostatnim miejscu. Liderami zespołu byli Farid Abdullayev oraz Parvin Pashayev, ale trzeba też wspomnieć o bramkarzu, Azizie Latifov, dzięki któremu wiele meczów było znacznie bardziej zaciętych, a jego interwencje utrzymywały wysoką dramaturgię spotkań.

Chyba nieco więcej oczekiwaliśmy od Bartolini Pasta, których trzeba zaliczyć do grona doświadczonych ekip 5-tej Ligi Fanów. Zwłaszcza po pierwszym meczu z bardzo mocnym Georgia Team, po istnym thrillerze zakończył się minimalną porażką „Makaroniarzy” 4:5 mieliśmy nadzieję, że pokażą jesienią klasę, a Michał Cholewiński w końcu rozwinie w pełni skrzydła. Niestety, mimo świetnego, ale jednak przegranego 3:4 meczu Munją, na pierwszy punkt musieli poczekać od do czwartej serii spotkań, a na pierwszą wygraną jeszcze kolejne dwa mecze, aczkolwiek była to wygrana walkowerem. Pierwsze, w pełni zasłużone zwycięstwo, po bardzo zaciętym meczu z Azerami, przyszło im świętować dopiero w ostatniej kolejce minionej rundy. Oby to był dobry prognostyk na wiosnę, bo aby się utrzymać na tym szczeblu, będą musieli wykrzesać z siebie nieco więcej.

Szeroka kadra, eksperymentalne ustawienia oraz obfitujące w mnóstwo bramek i sporo dramaturgii mecze, to najlepsza wizytówka ekipy Artura Kałuskiego, czyli A.D.S. Scorpion’. Pierwsze doświadczenia nowego sezonu mieli dość bolesne, gdyż dwie porażki na pewno nieco im podcięły skrzydła, jednak trzeba podkreślić, że z bardzo mocnymi rywalami. To co mogło podobać się już od samego początku w grze „Skorpionów” to bezkompleksowość i świetne w ich wykonaniu pierwsze odsłony meczu. W kilku spotkaniach zdarzyło się, że mimo prowadzenia np. 3:0 kończyli ostatecznie mecz bez punktów. Nie wiemy, czy to brak koncentracji, czy też roszady personalne i taktyczne w przerwie meczu, ale urwane punkty w drugiej części spotkania stały się zmorą tej ekipy. Na pochwałę na pewno zasługuje ich coraz lepiej pracująca defensywa. Widać utrzymywanie linii i tempa podążania za akcją, szczególnie w porównaniu z poprzednimi sezonami. Świetną formę pokazał weteran Paweł Poniatowski, ale nasze oczy skierowane są na Bartka Filipa, w którym upatrujemy czarnego konia w składzie A.D.S. na wiosnę. Czy powalczą o podium ? Taki jest na pewno cel, a i szanse są realne.

Mieszanka graczy dobrze znanych z FC Freedom, a także sporo nowych twarzy, a wśród nich przede wszystkim gracze zza naszej wschodniej granicy. Ukraiński FC Patriot, dopiero nabiera kształtu, ale już widzimy u nich cechy pozwalające śmiało postawić tezę, że będą walczyć o medale. Jesienią grali bardzo w kratkę. Gdy wygrywali, to raczej skromnie, a gdy już ponosili porażkę, to raczej solidną. Najwięcej emocji dostarczyli nam w starciu ze Sportowymi Zakapiorami, które to spotkanie przegrali co prawda 3:4, jednak nie byli w nim faworytem, a pokazali kawał solidnej piłki i ogromne serce do walki. Sercem i motorem taktycznym zespołu jest Vitaliy Kram, którego oglądaliśmy głównie przy konstruowaniu fakcji, dzięki czemu zgromadził 9 asyst, ale również pokazał, że potrafi strzelać i 7 razy pokonywał bramkarza rywali. Nie można pominąć także  Mykhailo Morykona, który z dziesięcioma trafieniami był najlepszym strzelcem „Patriotów”. Droga do podium jak najbardziej otwarta, jednak tylko pod warunkiem, że zobaczymy zespół z takim nastawieniem, jak miało to miejsce w minimalnie przegranym meczu z Zakapiorami, lub formę z początku rundy, gdy odesłali z kwitkiem weteranów z Old Eagles Koło.

Zajmująca po minionej rundzie 5-te miejsce Munja jest dostarczycielem skrajnych emocji od kilku sezonów. Potrafią przychodzić w bardzo silnym zestawieniu i wręcz zmiatać rywali z murawy, a czasem ledwo kleją składa i dają sobie wbijać dwucyfrową ilość bramek. Dość powiedzieć, że sezon zaczęli od pięciobramkowej wygranej z Inferno (9:4), aby tydzień później przegrać różnica 10 goli (3:13) z ekipą Old Eagles. Pozostając przy nierównej formie Munji, przechodzimy do drugiej części minionej rundy. Trzy sromotne porażki z rzędu, w których ich bramkarze byli pokonywani aż 29 razy, a następnie podniesienie się z popiołów i dwa doskonałe mecze z FC Patriot (6:5) oraz A.D.S. Scorpion’s (7:4) po których zakończyli rundę dubletem zwycięstw. Zauważyliśmy jednak pewną zależność. Gdy na meczach zjawia się Eryk Białecki, gra wygląda o wiele solidniej, a Eryk mocno trzyma porządek w formacji obronnej. Zatem nasza rada: stabilizacja frekwencji meczowej, regularne występy Eryka i szansa na promocję do wyższej ligi jest w zasięgu !

Tuż za strefą podium uplasowała się ekipa o najkrótszej nazwie w całej Lidze Fanów, czyli BM. Młody, pełen energii i z ogniem w oczach zespół składający się z bardzo ciekawej mieszanki etniczno-narodowościowej. Sporo graczy z Ukrainy, ale także z z Tadżykistanu i Mołdawii. Przebojowi, odważni i lubiący bawić się grą młodzi zawodnicy wiele razy pokazali, że namieszają w tej lidze. Początek sezonu w ich wykonaniu przypominał przejazd walcem, gdyż pierwsze cztery spotkania wygrywali dużą ilością bramek, strzelając średnio 9 bramek na mecz, a tracą nieco ponad 3. Jednak w połowie rundy coś się zacięło i po genialnej serii rozegrali 5 kolejnych spotkań w których zdobyli … tylko dwa punkty. Szczególnie szokująca była porażka z Georgian Team 0:9. Gracze BM w tym starciu kompletnie nie przypominali siebie samych, a gruzińscy weterani skrzętnie to wykorzystali. Liczymy, że na wiosnę swoją formę odbudują Treventino Onwaeze oraz Faizen Rahmatshoev i znów zobaczymy BM skutecznych i efektownych, bo na chwilę obecną wizja walki o mistrzostwo mocno się oddaliła.

Również i doświadczona ekipa Old Eagles Koło będzie musiała się sporo napracować, aby włączyć się w walkę o mistrzostwo. Nie wiemy prawdę mówiąc, czy taki cel ekipa Janka Drabika sobie postawiła, ale patrząc na dzielący ich od lidera dystans, jest to scenariusz dość prawdopodobny. Trzeba jednak zaznaczyć, iż swoją wysoką pozycję zawdzięczają głownie dobrej formie z początku jesieni. Mimo niefortunnego startu i porażki z FC Patriot (3:6) odbudowali się i zaliczyli imponującą serię czterech kolejnych zwycięstw, z których szczególnie zapamiętamy bardzo zacięte spotkanie z BM, wygrany przez „Orzełki” 5:4. To właśnie w tym meczu swoją klasę potwierdził najskuteczniejszy gracz ekipy z Woli, Mariusz Żywek, na którego koncie zapisaliśmy w protokołach 11 bramek i aż 13 asyst. Razem z Pawłem Lewandowskim oraz Przemkiem Długokęckim stanowili i sile swojego zespołu i większość spotkań, w których wystąpili w komplecie, zakończyło się ich wygraną. Czy wywalczą medal ? Nie będzie łatwo, ale stać ich na to !

Przechodzimy do wicelidera, którego gracze są jak wino ! Nie wypominamy zawodnikom Georgian Team wieku, ale powiedzmy sobie szczerze, w Lidze Fanów gra co najmniej kilku młodszych od nich o dwie dekady graczy. To nie zmienia jednak faktu, że ogromne pokłady talentu i umiejętności nadal drzemią w ich duszach i płyną razem z gorącą, gruzińską krwią. Z placu gry schodzili pokonani tylko raz i to po starciu z, jak się ostatecznie okazało, liderem po rundzie jesiennej. Pozostałe mecze to w większości wyraźne triumfy Gruzinów, a pierwsze skrzypce grali oczywiście Lasha Gabrichidze oraz Saba Lomia. Drugi z wymienionych graczy to istna zmora wszystkich 5-to ligowych defensorów. W siedmiu rozegranych spotkaniach aż 29 razy wpisywał się na listę strzelców, czym zapewnił sobie fotel lidera w klasyfikacji strzeleckiej. Jednak po graczu, który parę lat temu grał na najwyższym szczeblu gruzińskiej piłki klubowej można było się spodziewać świetnej dyspozycji. Jeden punkt straty do lidera, ogromny apetyt na mistrzostwo i wielka determinacja – naszym zdaniem to świetna mieszanka, aby odwrócić kartę na swoją stronę i zdobyć złoto, ale łatwo nie będzie, gdyż….

…będą musieli znowu stawić czoła Sportowym Zakapiorom. Jesienią zespół Patryka Kowalczyka, pełniącego, z uwagi na kontuzję, rolę managera, był nie do zatrzymania. Emocji w ich meczach nigdy nie brakuje, z uwagi na naprawdę twarde i trudne charaktery zawodników, jednak podkreślamy – w ich przypadku wszystko zostaje na boisku. Nieustępliwość, twarda gra i wzajemna, żołnierska mobilizacja, okraszona coraz lepszym zgraniem, dały Zakapiorom fotel lidera. Przede wszystkim odprawili najgroźniejszego rywala, Georgian Team (5:3), a także rozegrali świetne, pełne emocji spotkanie z Old Eagles Koło, w którym genialny mecz zagrał zdobywca hat-tricka Piotrek Maciuk. Z resztą Piotrek był jednym z najbardziej wyróżniających się graczy Zakapiorów, któremu koledzy mogą śmiało podziękować za pozycję w tabeli. Jednak jako ojca sukcesu trzeba wyznaczyć Daniela Lasotę. 25 trafień, 11 asyst, 36 punktów w „kanadyjce” to tylko statystyki, które nie oddają jego zaangażowania i stylu gry. Kilka naprawdę niesamowitych zagrań, w tym przepiękny bramki, czy też doskonała boiskowa percepcja przy asystach. Daniel był zdecydowanym liderem i wielokrotnie studził gorące temperamenty kolegów, dzięki czemu skupiali się na grze i wygrywali. Lider jak najbardziej zasłużony i nie możemy się doczekać ich rewanżu z Gruzinami, gdyż jest duża szansa, iż ten mecz przesądzi o mistrzostwie dla jednej z ekip!

6 LIGA

 

Święty Mikołaj już szykuje się do Świąt, a my jedziemy z podsumowaniem 6 ligi, która w tym sezonie nie narzeka na spokojne rozstrzygnięcia i nudę. Dość powiedzieć, że liderem po rundzie jesiennej jest ekipa, która zaliczyła fatalne wejście w sezon. Dwie porażki i nagle… całkowita odmiana! Tak długą drogę do liderowania w 6 lidze przeszła Mikstura, która po 2 porażkach, zaliczyła 6 zwycięstw. Zespół braci Jochemskich w tym sezonie w końcu gra na miarę swoich oczekiwań i możliwości, a prym wiedzie będący w fenomenalnej formie Rafał Jochemski. Popularny „Johny” strzelił już 20 bramek, a jego słynna lewa noga, sieje popłoch i spustoszenie w każdej defensywie rywali. Mikstura wygrała rundę jesienną przede wszystkim defensywą, bo tylko 21 straconych bramek pokazuje, że Alchemicy, w końcu strzegą swojej bramki jak należy.

Zdecydowanie gorzej w defensywie, za to lepiej w ofensywie prezentował się zespół wicelidera – After Wola. Ekipa, która w tej rundzie zdobyła 16 punktów i ma tylko 2 punkty straty do lidera, pokazała nie raz, nie dwa, że jeżeli tylko skład dopisze, to potrafią grać piękny futbol, na poziomie wyższym, niż ten, na którym grają. Co prawda zdarzyły się trudne momenty, jak kontuzja jednego z braci Czajka, ale to nie złamało zespołu i do końca rundy chłopaki wyglądali na boisku naprawdę mocno. Na pewno wicelider jest niezadowolony ze straty punktów z Wiecznie Drugimi, ale tak bywa, że czasem rywal ma dzień konia i potrafi ograć zespół z wyższych rejonów tabeli.

Na trzecim miejscu znalazł się FC Vikersonn, który zebrał tyle samo punktów co czwarci gracze Crimson Boys. Zawodnicy w pomarańczowych strojach po raz kolejny udowodnili, że potrafią być bardzo skuteczni, a ich siłą rzeczywiście jest kolektyw. Dość powiedzieć, że właśnie z bezpośrednimi rywalami w walce o 3 miejsce, w pierwszej kolejce wygrali 15:7, co tylko potwierdza, że nigdy nie wiadomo, z kim w trakcie sezonu będziesz walczył o awans do wyższej ligi. Niesamowitą formę ma Yevhen Syrotiuk, który 19 razy trafił do siatki i w ten sposób, stał się najlepszym strzelcem swojej drużyny. Ciekawostką jest to, że gdyby Vikersonn i Crimson nie przegrali meczów rozgrywanych w ramach zaległej kolejki, to być może ta tabela wyglądałaby zupełnie inaczej.

Jeżeli już jesteśmy przy Crimson Boys, to bardzo dobra runda za nimi. Chłopaki byli bezkompromisowi i przez 8 spotkań nie zaliczyli żadnego remisu, a to dało im 4 miejsce. Na razie są tuż za podium, ale 6 liga z całą pewnością charakteryzuje się tym, że niczego nie jesteśmy w niej pewni, bo przykład Mikstury potwierdza, że można być na dnie, żeby potem być na szczycie. Crimson Boys przegrali przede wszystkim wysoki ze wspomnianym Vikersonnem i Miksturą, która zlała ich aż 8:1. Mimo tego, chłopaki na pewno wyciągną wnioski, bo jak na razie widać, że mecze o podwyższonej temperaturze, nie najlepiej na nich wpływają i być może nie wytrzymują tego napięcia, które towarzyszy wyjściu na murawę i grze o medale. Ofensywa Crimsonów oparta jest przede wszystkim na Damianie Kucharczyku, Kacprze Urbanie i Piotrze Zielińskim, którzy odpowiadają łącznie za 38 z 47 bramek drużyny. To naprawdę spory wyczyn i musimy przyznać, że ich współpracę aż miło oglądać z boku boiska. Mamy nadzieję, że na wiosnę nie spoczną na laurach i będzie jeszcze lepiej.

Na miejscach 5 i 6 ekipy, które zgromadziły w tej rundzie po 13 punktów. Mowa tu o drużynach Więcej Sprzętu niż Talentu i Bad Boysach. Obie ekipy miały swoje lepsze i gorsze momenty, ale ostatecznie znalazły się w środku tabeli i mają dobrą pozycję wyjściową do ataku na pierwszą trójkę, bo tracą tylko po 2 punkty do 3 miejsca. Pamiętajmy, że nie rozegraliśmy całej rundy jesiennej, więc jeden mecz na wiosnę i… sytuacja w tabeli może się zmienić diametralnie. Wracając do zawodników WSnT, jest to ekipa, która z całą pewnością na boisku prezentuje się dobrze w defensywie. Co ciekawe, w tym sezonie ciężar zdobywania bramek rozkłada się na wszystkich zawodników, więc nie ma jednego super strzelca, który ciągnie wynik zespołu. Jak dobrze wiemy z innych lig, kolektyw to też ważna sprawa, więc przynajmniej do wiosny będziemy musieli poczekać, czy tak wyrównany skład, przyniesie sukces w postaci awansu. Za plecami Więcej Sprzętu niż Talentu czyha już wesoła ekipa braci Podobas z legendarnym Bartem, który kolejny już sezon zaszczyca nas swoją grą na boiskach Ligi Fanów. W tym sezonie widzimy, że nie ma problemów ze składem, a na pewno nie ma problemów z ofensywą. Maciej Pyrka ustrzelił aż 16 bramek, a cały zespół zdobył rekordowe na tym poziomie 59, co tylko potwierdza, że Żli Chłopcy atakują na całego swoich rywali. Problem polega na tym, że zimna aura im nie służy, bo poza ostatnią kolejką, w poprzednich 3 zdobyli tylko 1 punkt i spadli daleko za podium. Na szczęście strata punktowa nie jest zbyt duża, więc kto wie, może się okazać że wcale nie będą długo gonić czołówki?

Na 7 miejscu ekipa Piotra Kawki – Wiecznie Drudzy. Niezbadany jest potencjał tej ekipy, która notorycznie ma niestety problem z frekwencją. Piotrek w tym sezonie wziął ciężar zdobywania bramek na siebie, bo trafił aż 17 razy, ale niestety WD nadal zajmują dopiero 7 miejsce w tabeli. Szkoda, bo wiemy, że Wiecznie Drudzy akurat mają potencjał, a pamiętając ich świętowanie sprzed roku… liczymy, że jeszcze trochę się podniosą w tabeli. Na 8 miejscu KS Iglica Warszawa. Zawodnicy Radka Sówki walczyli dzielnie i w wielu spotkaniach nie brakowało im wiele, ale niestety… ostatecznie znów na wiosnę będą walczyli o utrzymanie. Szkoda, bo pamiętamy, jak Iglica grała o coś więcej i mobilizacja składu była wtedy ogromna. Teraz ze składem nie jest źle, ale nie przekłada się to niestety na wyniki, aczkolwiek liczymy, że przy poprawie skuteczności, zobaczymy ich w jeszcze lepszym wydaniu.

Skoro mowa o potencjale, to co mamy mówić o ekipie Kanonierów? Potencjał ogromny, wiele razy to udowadniali i druga połowa rundy jesiennej przyniosła przełamanie. Szkoda, że tak późno, bo niestety do awansu już druga daleka. Osiem punktów straty to chyba trochę za dużo, aczkolwiek wiosną rozegramy 10 kolejek, więc kto wie… może akurat do Kanonierów się szczęście uśmiechnie? Na pewno potrzebny jest spokój i opanowanie, bo jak Panowie myślą tylko o grze w piłkę, to zaczynają prezentować dużo wyższy poziom na boisku.

Na ostatnim miejscu Ciamajdy. Nowa ekipa, która na razie płaci trochę frycowe w pierwszym sezonie swojej gry w lidze. Mamy nadzieję, że chłopaki się nie zrażą, bo niejednokrotnie widzimy przebłyski lepszej gry, ale niestety nie przekłada się to na pełne 50 minut, a w momentach dekoncentracji, potrafią tracić bramki falami. Szkoda, bo widać, że umiejętności są, ale brakuje odrobiny zgrania. W 6 lidze na pewno zobaczymy jeszcze wiele emocji, ponieważ nic tu nie jest rozstrzygnięte. Nawet Ciamajdy mają prawo się podnieść i wrócić do walki o utrzymanie. W końcu wszyscy dobrze wiemy, że liga szóstek bywa nieprzewidywalna.

 7 LIGA

 

W 7 lidze spotkało się sporo drużyn, których historia w Lidze Fanów trwa w najlepsze od lat i mieliśmy nadzieję, że ten poziom rozgrywkowy będzie bardzo wyrównany. Generalnie, nasze przewidywania się sprawdziły, chociaż musimy przyznać, że zaliczyliśmy kilka zaskoczeń i ta tabela mogła wyglądać zupełnie inaczej, gdybyśmy mieli obstawiać przed sezonem. Zacznijmy jednak od początku i drużyny, która w tym sezonie przeszła ogromną metamorfozę. Mowa o Virtualnych Ń, którzy w poprzednich sezonach nie błyszczeli, a teraz są na samym szczycie tabeli! W 8 meczach zgromadzili 21 punktów, defensywa najlepsza w lidze, atak drugi najlepszy… Czy można chcieć czegoś więcej? Na pewno cieszy fakt, że Szymon Kolasa ma w końcu duże wsparcie w zdobywaniu bramek, bo Michał Płotnicki wykazuje się bardzo dużą skutecznością i dołożył 14 bramek do 21 bramkowego dorobku Szymona. Zwróćmy też uwagę, że jest spora grupa graczy, którzy przychodzą regularnie na mecze, a to też na pewno cieszy zawodników Virtualnych, którzy niejednokrotnie przegrywali przez brak zmian w poprzednich latach. Wygląda na to, że gracze w ciemnozielonych strojach, obrali kurs na awans i nie zamierzają z niego zboczyć ani na chwilę!

Skoro lidera już omówiliśmy, to przystępujemy do kolejnych miejsc, a tu ścisk jak w warszawskim metrze o poranku. W odległości 3 punktów w tabeli, znalazły się aż 4 drużyny, więc można powiedzieć, że akurat z dużą różnicą poziomów, nie mamy problemu w tej lidze. Zacznijmy od drużyn Bulbezu Team Bemowo i Zaruby United. Obie ekipy zebrały w tym sezonie po 17 punktów na swoim koncie, chociaż Bulbez upodobał sobie przede wszystkim remisy, których ma na koncie aż 4. Tutaj trzeba jasno powiedzieć, że passa meczów bez przegranej już chwilę trwa i jak znamy graczy z Bemowa, jeszcze trochę potrwa. Doświadczony skład wrócił jakiś czas temu do naszych rozgrywek i wygląda na to, że było warto, bo weterani Ligi Fanów walczą w tym roku o medale i awans o wyższej ligi. To tylko potwierdza, że jak masz motywację i skład, to można osiągnąć bardzo wiele. W Bulbezie dobrą rundę rozegrał Mariusz Kretkiewicz, który ustrzelił 10 bramek i jest to jedyna dwucyfrówka w tej ekipie. Skoro o Bulbezie powiedzieliśmy słów kilka, to teraz czas na Zaruby. Dwóch super strzelców – Andryi Voloshchuk i Valerii Rusal, niezła frekwencja i całkiem skuteczna defensywa. To wszystko spowodowało, że Zaruby po awansie z niższej ligi, w tym roku również biją się o awans. Podoba nam się też atmosfera na ich meczach, bo widać, że Liga Fanów bywa sposobem na spędzenie niedzieli przez całą rodzinę. Mamy nadzieję, że gracze w charakterystycznych różowych strojach nie odpuszczą ani na moment i będą w stanie utrzymać wysoką formę, mimo że za ich plecami czają się bardzo groźni Brazylijczycy z Furduncio. O tym, że ta ekipa postanowiła wrócić do nas, pisaliśmy już kilka razy i wygląda na to, że nie żałują. Na AWF wróciła brazylijska samba i przyniosła pewne zaskoczenie, bo zespół Furduncio zasłynął w tym sezonie raczej ze szczelnej defensywy, niż z bramkostrzelnej ofensywy. Mimo to, ekipa w Kanarkowym kolorze, znalazła się na 4 miejscu w tabeli i te 2 punkty straty do 2 miejsca, to tak naprawdę żaden dystans, więc po pierwszej rundzie wiosennej, mogą już się cieszyć z awansu na podium.

Podobnie sytuacja wygląda z Watahą, która na pewno pluje sobie teraz w brodę, za stracone punkty z Tartakiem. Zespół KK Wataha, to ekipa świetnych graczy, którzy często w meczach przeważają i kreują sobie sporo sytuacji, ale niestety skuteczność trochę kuleje. Jak ten aspekt zostanie poprawiony, to w naszej ocenie ta ekipa może cieszyć się z awansu na naszej gali podsumowującej sezon. W statystykach wyróżnia się oczywiście Maciej Lulka, który 11 razy trafił do siatki rywali i przewodzi w wewnętrznej klasyfikacji ekipy Watahy. Tyle o górnej połowie tabeli, a co słychać na dole? Tutaj 3 zespoły walczą o dwa miejsca premiowane utrzymaniem.

Tornado Squad uciekło rywalom na 1 punkt w ligowej tabeli, ale należy pamiętać, że ta drużyna ma rozegrane 9 spotkań. Ekipa Michała Nawrockiego ma swoje momenty, dla każdego przeciwnika potrafi być groźna, ale często niestety to nie wystarcza, żeby utrzymać prowadzenie do końca. Jedenaście punktów w 8 meczach wstydu nie przynosi, ale na pewno nie jest idealnym wynikiem. O punkcik mniej zebrały ekipy TRCH i Drunk Teamu. Gracze z Tarchomina na pewno są bardziej zadowoleni z końcówki, bo nadrabiali stracony na początku sezonu dystans i udało im się znaleźć ostatecznie na 7 miejscu, które jeszcze gwarantuje utrzymanie. To ważne, bo runda wiosenna w 7 lidze zapowiada się pasjonująco, a TRCH z tego co wiemy, na pewno zrobi wszystko, żeby móc powalczyć jeszcze o coś więcej, niż tylko utrzymanie. W końcu nie są oni przyzwyczajeni, żeby znajdować się w dolnych rejonach ligowej drabinki. Niestety na pierwszym miejscu „premiowanym” spadkiem znalazł się Drunk Team. Zespół Łukasza Walo bardzo dobrze zaczął, ale potem… forma gdzieś się ulotniła i mimo posiadania najlepszego ataku w lidze, problem z obroną przeważył w kilku meczach, a punktów zabrakło do zapewnienia sobie spokojnej zimy. Szkoda, bo wiemy, że potencjał jest, ale każdy punkt będzie trzeba sobie wywalczyć na wiosnę ciężką pracą. Jesteśmy jednak dziwnie spokojni, że Drunk Team nie spadnie, bo już to kiedyś widzieliśmy. Ta ekipa, gdy trzeba się zmobilizować, to naprawdę potrafi to zrobić.

Skoro o utrzymaniu mowa, to z całą pewnością w meczu o przedłużenie nadziei, Tartak sobie ją przedłużył przynajmniej do pierwszych kolejek. Brak nam słów, żeby opisać to, co się stało z tą ekipą. Zespół Luca Kończala w tym sezonie wygląda źle, bo o ile do przerwy te wyniki są niezłe, to drugie połowy to prawdziwa mordęga dla graczy Tartaku. Widać, że brak skuteczności i mocno przemeblowany skład nie pomaga, frekwencja też nie jest sprzymierzeńcem, ale wierzymy, że to się zmieni na wiosnę. Na razie zima będzie pracowita dla Drwali, bo ktoś te wszystkie choinki na Święta Bożego Narodzenia ściąć musi, więc zapewne po takim wysiłku, ich forma wzrośnie. Na ostatnim miejscu znalazła się ekipa FC Ballers. To drugie obok Tartaku negatywne zaskoczenie tego sezonu. Wydawało nam się, że Artiom Pastushyk zebrał taką ekipę, że będzie mógł walczyć nawet o awans. Tymczasem najgorszy atak i najgorsza defensywa w lidze, przegrana w meczu z Tartakiem i niestety tylko 1 punkt przez całą rundę. To nie brzmi jak przepis na sukces. Na szczęście musimy pamiętać, że gorzej już być nie może, więc wierzymy, że Ballersi zbiorą się do kupy i w rundzie wiosennej pokażą swoją waleczność, która skończy się jakimś sukcesem, a być może przy odrobinie szczęścia, nawet utrzymaniem. W 7 lidze nudy nie będzie, bo o ile Virtualni trochę odskoczyli, o tyle reszta nie będzie odpuszczać w żadnym meczu i do końca będziemy oglądać walkę o awans i utrzymanie. Wierzymy, że zespoły z dołu tabeli doskoczą do środka punktowo i zobaczymy wiele emocji w rundzie wiosennej, na którą już teraz serdecznie zapraszamy. 

 

8 LIGA

 

Bardzo zasłużona ekipa, pełna weteranów wraca do wysokiej dyspozycji, dzięki czemu zimę przesiedzą na fotelu lidera. Z kolei rewelacja zeszłego sezonu ze szczebla niżej, nie potrafi się odnaleźć w realiach wyższej ligi. Wszystko to okraszone niesamowitym ściskiem w tabeli – tak chyba można najszybciej podsumować stan 8-mej Ligi Fanów po rundzie jesiennej.

Niestety, ale zaczynamy od bardzo dużego rozczarowania. Hiszpański Galeon, w poprzednim sezonie zaprezentował się naprawdę dobrze, mimo niezbyt udanej końcówki sezonu. Widzieliśmy jednak, że potencjał drzemiący w tym zespole, a szczególnie w takich zawodnikach jak Mikołaj Zakrent, czy Jacek Fijałek, to naprawdę solidny kapitał do tego, aby powalczyć o medale. Niestety, absencja Mikołaja była widoczna aż nadto. Jedyne spotkanie jakie rozegrał przyniosło mu bardzo skromną zdobycz, a bez niego w składzie „Hiszpanie” byli ewidentnie osłabię w ataku. Do tego trzeba dodać brak szczęścia w zaciętych pojedynkach, które na początku sezonu nieznacznie przegrywali, a także urwane punkty w starciu z SHOT DJ (2:2), który to mecz powinni byli wygrać. Na swoim koncie zanotowali tylko jedno, ale za to okazałe zwycięstwo z Kozicami Warszawa (8:2), w którym z bardzo dobrej strony pokazał się Jura Lunio. Niestety, od swojego jedynego zwycięstwa zaliczali już tylko wyraźne porażki i mamy nadzieję, że ten trend odwrócą na wiosnę, bo widmo spadku zagląda w oczy wyjątkowo głęboko.

Illia Kopyl i jego Legion to z kolei drużyna dopiero budowana, jeżeli chodzi o występy w Lidze Fanów. Nie powiemy, że od postaw, ale Panowie muszą się jeszcze porządnie ograć na Arenach AWF i Grenady, aby  walczyć o coś więcej, niż utrzymanie. Niemniej, pokazali, że są bardzo ambitni i waleczni, szczególnie w starciach z SHOT DJ (2:2) oraz FC Polska Górom (6:7). Swoje jedyne zwycięstwo zanotowali w przechodzącym kryzys formy Hiszpańskim Galeonem, w którym zawodnikiem meczu został Vlad Barabash. To właśnie ten zawodnik, na spółkę z Denysem Dubovyi stanowili o sile ofensywy „Legionistów”, jednak jeżeli na wiosnę chcą liczyć się w walce o pozostanie na obecnym szczeblu rozgrywkowym, muszę swoim napastników nieco odciążyć. Na razie muszą pogodzić się z zimą spędzoną w strefie spadkowej.

Wesoła i niesamowicie pozytywna ekipa SHOT DJ zanotowała chyba największy zjazd formy ze wszystkich uczestników 8-mej Ligi Fanów i piszemy to z dużym smutkiem. W pierwszych czterech meczach widzieliśmy znaną z poprzednich sezonów radość gry, skuteczność i co najważniejsze, punkty w każdym z tych spotkań. Szczególnie dobre wrażenie gracze ekipy Elliego Rosińskiego pozostali po sobie w wygranym 4:2 z Na2Nóżkę i sądziliśmy, że zakończa jesień w górnej części tabeli. Niestety, ale od swojego najlepszego meczu zaliczyli zjazd formy i do końca rundy, w czterech spotkaniach zdobyli już tylko jeden punkt, zaliczając między innymi bolesną porażkę na koniec Listopada z Mareckiwi Wygami (3:13). Mimo dobrej dyspozycji Marcela Winiarskiego i Jeremiego Szymańskiego było widać, że reszta zespołu nie do końca potrafi odnaleźć dobry rytm meczowy, co skutkowało błędami w obronie i straconymi bramkami, a w konsekwencji porażkami. Czego potrzebują „Didżeje” aby wrócić do formy z początku rundy ? Na to pytanie musza sobie odpowiedzieć sami na jednym ze zgrupowań w ciepłych krajach.

Opuszczamy strefę spadkową i przechodzimy do ekipy, która wróciła do naszych struktur po rocznej absencji. Mowa o BRD Young Warriords, których powrót na właściwe obroty, póki co, rodzi się w bólach. Widać jednak światełko w tunelu, gdyż po solidnej porażce z Warsaw Gunners FC (1:11) w środku sezonu, rozegrali trzy naprawdę dobre, zacięte spotkania, z których jedno dość niespodziewanie wygrali. Mowa o starciu z FC Polska Górom (6:3), a podczas którego świetne zawody rozegrali Marek Sanecki oraz Maciek Karczewski. Szczególnie forma Marka odblokowała się po tym spotkaniu, a udowodnił to jeszcze w ostatnim meczu, zremisowanym z Kozicami Warszawa (7:7), gdy na listę strzelców wpisał się aż czterokrotnie. Czy jednak siła BRD może opierać się na Marku Saneckim ? Umiejętności, siły i charakteru mu nie brakuje, jednak trzeba pamiętać, że nastolatkiem już nie jest i trzeba go nieco odciążyć z formacji ofensywnej. Lekkie przeorganizowanie taktyki przez przerwę zimową i jesteśmy pewni, że „Młodzi Wojownicy” jeszcze włącza się do walki o górną część tabeli, premiowaną udziałem w Pucharze Ligi Fanów.

Nie ukrywamy, że w przypadku Kozic Warszawa nawet nie próbowaliśmy strzelać, jaką formę zaprezentują w tym sezonie. Ich wcześniejsze zmagania były potwornie nieregularne i na zmianę przeplatały je sromotne porażki, a potem niespodziewane triumfy. Jedno jest pewne i tego trzymamy się cały czas: mają technikę, młodość, zapał, zdolnych graczy, ale nie potrafią tego porządnie zebrać do kupy i przekuć na adekwatne do potencjału wyniki. Mając w swoim składzie Kacpra Naporę i Valentine’a Chekwube robią w każdym meczu naprawdę dużo zamieszania pod bramką rywali, ale nie do końca potrafią utrzymać skupienie i monolit w obronie, przez co tracą dużo więcej bramek, niż powinni. Punkty niestety wówczas uciekają, a razem z nimi maleją szanse w walce o medale. Nie przekreślamy jednak ich w walce o krążki, gdyż strata do strefy podium jest naprawdę niewielka. Muszą jednak dobrze przeanalizować takie mecze jak z BRD Young Warriors (7:7) w którym remis ostatecznie trzeba uznać za sukces, gdyż do porażki brakło naprawdę niewiele. Z niecierpliwością czekamy na ich występy wiosną !

Górną część tabeli otwierają znani z twardych charakterów gracze Mareckich Wyg. Pozwolimy sobie w tym miejscu na mały żarcik: ich forma jest pewna, jak śmierć i podatki. Sprostujmy jednak, że biorąc pod uwagę całokształt minionej rundy, zaprezentowali się bardzo solidnie  i mecze, w których byli faworytami, wygrali po świetnej grze. Z kolei w starciach, w których mimo wszystko nie stawialiśmy ich w roli faworytów, tracili punkty, aczkolwiek w spotkaniach takich jak z FC Polska Górom (7:8) oraz Saską Kępą (6:8) punkty zostały im wyrwane w istnych, piłkarskich thrillerach. O sile ofensywnej decydowali Szymon Pietrucha oraz Łukasz Dąbrowski, ale chyba gracze z Marek zgodzą się, że bez ich bramkarza, Mateusza Buciora, o kilka zwycięstw byłoby o wiele trudniej. Mateusz jest wyróżniającym się golkiperem w 8-mej Lidze Fanów, a o jego umiejętnościach przekonali się chociażby gracze Na2Nózkę, w meczu z którymi Mareckie Wygi wyrwały punkt głównie dzięki świetnej postawie swojego kolegi między słupkami. Droga do walki o medale na wiosnę jest jak najbardziej otwarta, trzeba jedynie chociaż raz pokonać ekipę z wyższego miejsca, wbrew dotychczasowemu trendowi.

O tym, jak przeskoczenie do wyższej ligi wpływa na trudność gry, przekonali się na pewno zawodnicy Na2Nóżkę. Jako przykład weźmy Kacpra Berę, który w poprzednim sezonie był pewniakiem do zdobywania goli i asyst w każdym rozegranym meczu. Realia wyższej ligi to przede wszystkim lepiej zorganizowana obrona rywali, której zarówno Kacper, jak i jego koledzy nie potrafili z taką łatwością forsować. N2N zanotowało na swoim koncie największą ilość najbardziej zaciętych pojedynków, gdyż aż cztery z ich spotkań kończyło się jednobramkowym zwycięstwem albo remisem, aczkolwiek w innych meczach również nie doświadczyliśmy pogromów. Stabilna forma, odpowiedzialna gra to coś, co rzadko się ogląda w zespołach z tak młodymi graczami i jest to godne podziwu. Trzeba będzie chyba jednak dodać szczyptę szaleństwa do gry i uwierzyć, że tak jak w niższej lidze, tak i w tej są w stanie sięgnąć po medale, chociaż rywale znacznie mocniejsi.

Skoro mowa o medalach, to wchodzimy w strefę podium a tam, na trzecim miejscu ekipa pasjonatów brytyjskiego futbolu, miłośników Arsenalu Londyn, czyli ekipa Arka Trwogi – Warsaw Gunners FC. Pozwolimy sobie nieco złamać chronologię wydarzeń i zaczniemy od końcówki rundy w ich wykonaniu, gdyż ona się okazała kluczowa w kontekście miejsca, które ostatecznie zajęli po rundzie jesiennej. W ostatniej kolejce „Kanonierzy” stoczyli bowiem bezpośrednią walkę o miejsce wicelidera z FC Polska Górom. Emocji w tym meczu było bardzo dużo, a wynik był kwestia otwartą przez całe spotkanie, a Gunnersi zostali zmuszeni do postawienia wszystkiego na jedną kartę w końcówce spotkania, co niestety się zemściło. Ostatecznie, po genialnym widowisku ich rywale wygrali (2:4), ale widzieliśmy w oczach graczy tej ekipy, że na rewanż czekają z zaciśniętymi zębami i zrobią wszystko, by poczuć słodki smak zemsty. Co do wcześniejszych spotkań, jedno jest pewne: w starciach, gdzie byli faworytami – gromili, natomiast tam, gdzie stawialiśmy ich w roli underdoga, stoczyli bardzo wyrównane batalie, zatem na meczach Warsaw Gunners FC o stawkę nigdy nie ma nudy. W swoich szeregach mieli trzy kluczowe postacie: kapitana, Arka Trwogę, który poza dobrą grą dbał o morale i ogładę swoich graczy, a także odpowiedzialnych za siłę ofensywną Wiktora Ziółkowskiego i Sebastiana Lisockiego. Podkreślamy jednak, że skład Gunnersów jest szeroki i wyważony, a każdy gracz doskonale zna swoją rolę. Jeżeli Arkowi uda się wprowadzić perfekcjonizm, do którego dąży, to tytuł mistrzowski może trafić w ich ręce!

Nie będzie to jednak proste zadanie, bo póki co doskonale z formą wstrzelili się zawodnicy FC Polski Górom. Ekipa o nazwie zadziwiająco podobnej do sztandarowego powiedzenia Mariusza Pudzianowskiego kłopoty kadrowe z poprzedniego sezonu, ma już chyba za sobą, a co więcej, wśród graczy, którzy na stałe zagościli w ich składzie, widać dużo jakości piłkarskiej. Drugie miejsce okupowane przez tą ekipę w trakcie przerwy zimowej nie jest przypadkiem. Bardzo dobre przygotowanie fizyczne większości graczy widać gołym okiem. Dynamiczne akcje, twardy kontakt i wszechstronność to atuty, które sprawiły ligowym przeciwnikom mnóstwo problemów. Na wyróżnienie na pewno zasługuje Kacper Kowalski, którego umiejętności, naszym skromnym zdaniem, spokojnie wystarczą na grę o kilka poziomów wyżej. Również świetnie prezentował się Grzesiek Milewski, który podobnie jak Kacper doskonale odnajdywał się w ataku „Polaków”. Recepta na utrzymanie się w walce mistrza jest naszym zdaniem prosta: utrzymanie obecnej frekwencji, obecność na wszystkich meczach Kacpra i Grześka i wiara w zdobycie złotego krążka.

O takich powrotach do czasów świetności, jaki zaliczyła Saska Kępa, marzy wiele ekip. Pamiętamy z poprzednich sezonów ekipę Kornela Troszczyńskiego w stanie, w których zlepienie składu graniczyło z cudem. Kłótnie na boisku, pogromy, niska frekwencja…To na szczęście już przeszłość. Gracze Saskiej Kępy na nowo budują swój wizerunek, a jako że ich trzon stanowią dobrze znani weterani, świetnie to wpływa na ich morale. Bardzo nas cieszy widok równo rozłożonej odpowiedzialności w zespole. Gdy spojrzymy na statystki, gołym okiem widać, że sukces tej drużyny tkwi nie w indywidualnościach, ale w zgraniu zespołowym. Przy 50 strzelonych bramkach zaliczyli aż 39 asyst, co oznacza, że wizja i rozglądanie się za dobrze ustawionym kolegą są bardzo ważną częścią ich występów. Wciąż nadal jest nad czym pracować, gdyż dwukrotnie schodzili z placu gry pokonani. O ile porażka z siedzącymi im na ogonie graczami FC Polska Górom (6:11) nie była szokiem, o tyle w starciu z BRD Young Warriors nie spodziewaliśmy się ich porażki (2:5). Niemniej, pokazali klasę i charakter w takich starciach jak przeciwko Mareckim Wygom (8:6) oraz Warsaw Gunners FC (4:3), którzy jak wiadomo podchodzą do spotkań bardzo poważnie. Saska Kępa musi jednak być bardzo czujna na wiosnę. Ścisk w tabeli jest bardzo duży, a więc nawet ekipy z dolnej części tabeli wciąż „czują krew”, zatem zapowiada się bardzo interesująca walka o medale w rundzie rewanżowej !

9 LIGA

 

W 9 lidze lider znacznie odskoczył od reszty stawki, ale peleton goniący GLK nie ma zamiaru zwalniać co zapowiada nam ciekawą wiosnę. O awans, poza liderem, będzie się biło  pięć zespołów, natomiast walka o pozostanie na tym poziomie obejmuje na ten moment cztery ekipy.

Na pierwszym miejscu rozgrywki zakończyła ekipa GLK. Nie jest to specjalnym zaskoczeniem, bowiem w kadrze tej ekipy mogliśmy zobaczyć doskonale nam znanych zawodników, którzy w poprzednim sezonie, z powodzeniem, występowali w barwach Awantury Warszawa. I właśnie chociażby bracia Dominiak, Mateusz Rozkres czy Damian Sawicki byli w tej rundzie zawodnikami, którzy wiedli prym w zespole lidera. Na osiem meczów tylko raz stracili punkty – po remisie z Varsovią, a tak nie było teamu, który znalazłby sposób na GLK. Nie oznacza to jednak, że w każdym meczu łatwo zdobywali punkty. Chociażby Nagel, Łazarski czy ADP postawiły trudne warunki GLK i wcale nie jest przesądzone, że w rewanżach nie padnie inny wynik niż jesienią. GLK to przede wszystkim dobrze zorganizowana defensywa, spośród wszystkich drużyn stracił najmniej bramek, a do tego może pochwalić się również najlepszą ofensywą. Kluczem do sukcesu jest może niezbyt szeroka, ale za to wyrównana kadra, z wszechstronnymi zawodnikami, potrafiącymi zarówno bronić jak i kreować sytuacje bramkowe. Sześć punktów przewagi nad drugim zespołem to sporo, ale wiemy też, że pozostałe ekipy również prezentują wysoki poziom.

Chociażby ADP Wolska Ferajna, która rundę zaczęła kapitalnie. Nie przypominamy sobie tak dobrego startu w wykonaniu teamu Kamila Jagiełły. W pięciu meczach zaliczyli cztery wygrane i jeden remis, co dało im na tamten moment pozycję wicelidera. Przede wszystkim mogła się podobać gra tego zespołu – zawodnicy skupili się na wydarzeniach na boisku, nie było wzajemnych pretensji, które mogliśmy oglądać w poprzednich kampaniach. To zdało egzamin i nawet dwie porażki w końcówce rundy nie zdołały popsuć tego, co udało się wypracować w ciągu całej rundy. Do tego Wolska Ferajna na sam koniec pokazała charakter i wygrała bardzo ważny mecz z Rodziną Soprano, co ponownie pozwoliło ulokować się ADP na drugim miejscu. Skuteczny w tej rundzie był Mateusz Nejman, a postawa chociażby Bartka Oleksiewicza czy Oskara Nieskórskiego w dużym stopniu wpłynęła na tak dobry wynik ADP tej jesieni. Liczymy, że ten trend utrzyma się również wiosną i Wolska Ferajna powalczy, być może, nawet o mistrzostwo.

Na trzecim miejscu dość nieoczekiwanie znaleźli się Elitarni Gocław. Nieoczekiwanie po części dlatego, że dość mało przekonywująco weszli w sezon. Wygrali co prawda podczas inauguracji z Rodziną Soprano, ale akurat w tym meczu rywale przegrali bardziej sami ze sobą. Potem zaliczyli dwie porażki, które zepchnęły team z Gocławia na dół tabeli, aż w końcu przyszedł mecz z Varsovią, który był niejako punktem zwrotnym dla Elitarnych. Wtedy to zespół Mariusza Głębockiego, zagrał chyba najlepsze zawody w tej rundzie, cudów między słupkami dokonywał Yurii Trush, z zawodnicy z pola wykorzystali niemal wszystkie okazje. Od tego momentu Elitarni już tylko raz przegrali – z Hetmanem, notując przy okazji kolejne trzy zwycięstwa. Jest więc sporo powodów do optymizmu i podobnie jak w poprzednich latach Elitarni znów mogą zakończyć ligowe zmagania w okolicach podium. Patrząc na wykręcone liczby, najlepiej pod tym względem zaprezentowali się Grzegorz Bednorz, który przecież  częściowo występował również jako bramkarz, oraz Łukasz Eljasiak, ale na wyróżnienie zasługuje również postawa Marcina Brzozowskiego oraz Wojciecha Sekulaka, którego forma znacznie wzrosła w końcówce rundy.

Tuż za podium uplasowała się Rodzina Soprano. Uzbierała ona tyle samo punktów co Elitarni, ale gorsza pozycja jest pokłosiem przegranego bezpośredniego pojedynku. Akurat team Grześka Bogdańskiego nie mógł zaliczyć początku sezonu do najlepszych. Dwie porażki w trzech pierwszych kolejkach, do tego mało przekonująca gra nie zwiastowała tego, że skończą rundę tak wysoko. Od czwartej kolejki wiele się zmieniło. Rodzina Soprano zaliczyła cztery wygrane mecze z rzędu i dopiero w ostatnim starciu musieli znów uznać wyższość rywala. Ostateczny bilans 5-0-3 nie jest taki najgorszy, szczególne biorąc pod uwagę fakt, że część zawodników musiała się zgrać ze sobą, a na to potrzebowali trochę czasu. Widać to też po progresie, jaki w trakcie rundy zanotowała ta drużyna. Ponownie wiele zależy od dyspozycji Krzyśka Kulibskiego, który zarówno pod względem bramek jak i asyst lideruje w swoim teamie, ale chociażby Krzysiek Mikulski czy Patryk Komola są wydatną pomocą przy działaniach ofensywnych. Bez wątpienia Rodzina Soprano nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i celem na ten sezon będzie awans do wyższej ligi.

Na piątej pozycji mamy zespół Nagel i na ten moment wydaje się, że jest to odpowiednie miejsce dla tej drużyny. Team Radka Przybylskiego wykręcił bilans 4-1-3 z tym że wygrywał jedynie z zespołami, które zakończyły rundę za nimi. Jedyny punkt jaki zdobyli z zespołem wyżej notowanym to ten po remisie z ADP Wolską Ferajną, z pozostałymi poniósł porażkę, jednak w większości przypadków nie były to porażki wysokie - dwukrotnie ulegli zaledwie jedną bramką. Najwyższą przegraną zaliczyli w spotkaniu z Elitarnymi Gocław, ale jak sami przyznali, był to ich najgorszy mecz w rundzie, gdzie po dobrym początku przyszło zbyt duże rozprężenie i do tej pory bez zarzutu działająca defensywa kompletnie nie była w stanie przeciwstawić się rywalowi. Właśnie na formację obronną można zwrócić szczególną uwagę, bo, obok GLK, Nagel stracił najmniej bramek w lidze. Ogólnie zaprezentował się jako team bardzo poukładany taktycznie i zdyscyplinowany. Możemy w nim wyróżnić, oprócz kapitana Radosława Przybylskiego, Maksimo Stesiuka czy Kamila Komorowskiego. Nagel ma niezłą pozycję wyjściową przed rundą rewanżową, ale jeśli chce powalczyć o strefę medalową musi wygrywać także z zespołami z czołówki.

Dość niespodziewanie na szóstą lokatę spadła Varsovia. Ta doświadczona ekipa była na początku sezonu wymieniana w gronie kandydatów do mistrzostwa i nasze przypuszczenia miały odzwierciedlenie w osiąganych przez tą drużynę wynikach. Trzy wygrane z rzędu, do tego dość przekonywujące, dały fotel lidera. Dobre funkcjonował duet Karol Mroczkowski – Kamil Łukasik, który był autorem znacznej większość bramek zdobytych przez Varsovię, do tego dobrze między słupkami spisywał się Bartek Gebhardt. Schody zaczęły się od porażki z Elitarnymi w czwartej kolejce. Od tego momentu udało się wygrać jedynie z zamykającym tabelę Force Fusion, jeszcze remis z GLK można uznać za dobre osiągnięcie, bo Varsovia jest jedyną ekipą, która była w stanie urwać punkty liderowi. Niestety plaga kontuzji nie pozwoliła tej ekipie na rozegranie meczu w ostatniej kolejce z Nagel, co poskutkowało również ujemnym punktem i właśnie to miało największy wpływ na taki zjazd w ligowej tabeli. Niemniej jednak, w naszej ocenie Varsovia pozostaje zespołem, który wiosną będzie się bił o najwyższe cele.

Tuż nad strefą spadkową uplasował się Hetman FC. Jest to pewnym zaskoczeniem, bo akurat po tej drużynie spodziewaliśmy się nieco więcej. Na papierze skład wyglądał naprawdę obiecująco, widzieliśmy w nim wielu doświadczonych zawodników, grających w przeszłości, ale i obecnie, w znacznie wyższych ligach. Przed sezonem wydawało się, że będzie to zespół, który powalczy o awans, a być może nawet i o mistrzostwo, ale rzeczywistość zweryfikowała te założenia. Hetman w tej rundzie wygrywał zaledwie trzykrotnie, w tym dwukrotnie z zespołami ze strefy spadkowej. To za mało, by walczyć o wyższe cele, ale jest pewne światełko w tunelu, bo potencjał tej drużyny nadal przecież pozostaje spory, a sześć punktów jakie dzielą ją od strefy medalowej może być dość szybko odrobione. Wiele tu zależy od samego Hetmana, bo porażki, wyłączając tą ostatnią z GLK, nie były aż tak wysokie i w rundzie rewanżowej karta może się odwrócić. Jeżeli tacy zawodnicy jak Arkadiusz Kibler czy Marcin Banasiak będą pojawiać się częściej na meczach, gra może wyglądać o wiele lepiej, a Grzesiek Himkowski, który był najjaśniejszą postacią Hetmana w tej rundzie, zyska dodatkowe wsparcie na boisku.

Listę zespołów ze strefy spadkowej otwierają Mistrzowie Chaosu. Nie mieli oni łatwej przeprawy w tej rundzie i niejako jako nowy zespół w rozgrywkach płacą „frycowe” na samym początku. Wiele było takich sytuacji w których po słabszej pierwszej rundzie, drużyny „odpalały” i na wiosnę prezentowały się o wiele lepiej. Tak może być w tym przypadku, bo Mistrzowie Chaosu, poniekąd wbrew nazwie, wyglądają na drużynę poukładaną. Problem w tym, że rywale w tej lidze prezentują naprawdę wysoki poziom i o dobre wyniki jest tu zwyczajnie trudno. Udało się  wygrać z bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie i to było minimum, jakie musieli osiągnąć Mistrzowie, by na wiosnę utrzymać spore szansę na pozostanie w 10 lidze. Poza tym zagrali całkiem niezłe zawodny z Rodziną Soprano, gdzie przegrali zaledwie jedną bramką i dało się zauważyć, że im bliżej końca rundy, tym dyspozycja Czempionów była coraz lepsza. Do dobry prognostyk na wiosnę, bo choć plany na zdobycie medali raczej trzeba będzie odłożyć na kolejny sezon, to na pewno doświadczenie zdobyte w tym sezonie zaprocentuje w przyszłości.            

Na przedostatnim miejscu znaleźli się zawodnicy Łazarskiego. Początek rundy był bardzo słaby wykonaniu tej ekipy. Trzy wysokie porażki raczej nie zapowiadały dobrego sezonu dla tej drużyny, trochę zaczęło się to zmieniać w czwartej kolejce, gdzie ulegli, ale już minimalnie, liderującemu GLK. Potem przyszła piąta z rzędu przegrana z Mistrzami Chaosu, czyli z rywalem, z którym mieli teoretyczne największe szanse na przełamanie. Gdy wydawało się, że Łazarski może pozostać tej jesieni bez choćby punktu, dość niespodziewanie wygrali z ADP Wolską Ferajną, a następnie z Hetmanem! Spora w tym zasługa Yago Campo i Inigo Erro, którzy w dużym stopniu odmienili oblicze Łazarskiego. Pierwszy dał spokój na bramce, drugi znacznie większe pole manewru w ofensywie. Czasem tak jest, że w drużynie brakuje paru elementów, które pozwalają na lepsze funkcjonowanie zespołu i takimi brakującymi ogniwami była wspomniana wyżej dwójka. Kapitan Łazarskiego musi więc zabiegać, by pozostali oni w zespole również na wiosnę, a jeżeli nie ma takiej możliwości, poszukać zawodników o podobnych umiejętnościach.

Czerwoną latarnią 9 ligi został Force Fusion. Niestety nie będą tej rundy wspominać najlepiej, być może założenia przed sezonowe były zupełnie inne, ale podobnie jak w przypadku Mistrzów Chaosu, zespół z Ukrainy jesienią zbierał cenne doświadczenie, bo stawka drużyn w 9 lidze po prostu okazała się za mocna. Force Fusion miał jednak i dobre momenty. Udało im się wygrać z Rodziną Soprano, zagrali całkiem nieźle przeciwko ADP czy Elitarnym Gocław. Tych momentów było jednak zbyt mało, ale liczymy, że wiosną ta ekipa zaliczy znaczny progres. Utrzymanie jest w zasięgu, jeszcze nie przekreślalibyśmy definitywnie tej drużyny. Ruslan Yakubiv czy Dawid Paradowski prezentowali się dobrze w tej rundzie i być może wiosną pociągną zespół to lepszych wyników.

 

10 LIGA

 

W 10 lidze podobnie jak w 9 mamy jednego, głównego faworyta do zdobycia mistrzostwa, pięć drużyn, które będą na wiosnę biły się o awans i cztery, które na ten moment są zamieszane z walkę o utrzymanie.

Niekwestionowanym liderem tego poziomu jest Bejern. Komplet zwycięstw w 8 meczach to wynik, który osiągnęły w tym sezonie zaledwie dwa zespoły na przestrzeni całej Ligi Fanów. Ale nie ma się czemu dziwić, bo Bejern to drużyna, która jest bardzo dobrze poukładana taktycznie z kilkoma wybitnymi jednostkami, które w poszczególnych meczach robiły znaczącą różnice. Przede wszystkim mowa tu o Dominiku Trzaskowskim, który dołączył do drużyny przed sezonem. Dominik nie raz i nie dwa w obecnej edycji stawał na wysokości zadania i swoimi świetnymi interwencjami pomagał zespołowi w kluczowych momentach. To tego dodajmy zabójczy ofensywny duet Filip Pławiak – Tomasz Skórka, który potrafił rozmontować każdą defensywę w tej lidze. Nie możemy jednak zapominać o pozostałych zawodnikach, którzy wykonują w każdym meczu mniej efektowną, ale za to niezwykle ważną pracę w na boisku i bez ich zaangażowania nie byłoby tak dobrego wyniku. Bo to też nie jest tak, że Bejern deklasował każdego rywala, wygrywając wysoko w każdym spotkaniu. Obecny lider też musiał się w tej rundzie mocno wysilić  i nie wszystkie zwycięstwa przychodziły łatwo, jak chociażby to z…

FC Po Nalewce. Przez długi czas wydawało się, że team Łukasza Gaby dotrzyma kroku Bejernowi, ale ostatecznie skończyło się na aż 8 pkt starty. Kluczowe było starcie właśnie w ostatniej kolejce, bo to ono zadecydowało, że ta strata urosła do tak dużych rozmiarów. I nie ma co ukrywać, jeżeli lider utrzyma taką formę również na wiosnę, to będzie bardzo trudno go dogonić. Nalewkowicze mogą być względnie zadowoleni ze swojej dyspozycji w rundzie jesiennej, aczkolwiek przewaga nad pozostałymi zespołami walczącymi o awans jest znikoma lub wręcz żadna. To o tyle zaskakujące, że przez niemal całą rundę FC Po Nalewce było wymieniane jako główny rywal Bejernu, a ostatecznie nawet awans może stanąć pod znakiem zapytania. Na pewno Nalewkowicze mogą żałować meczu z Bęgalem, z którym podzielili się punktami i Kresowią, gdzie mogli pokusić się o lepszy wynik. Bardzo dobrą rundę ma za sobą Dmitry Balysh, lider klasyfikacji strzelców i kanadyjczyka. Na swoim poziomie zagrał Michał Piątkowski, Łukasz Gaba czy Sławek Ogorzelski i jeżeli przez zimę forma nie zniknie, to FC Po Nalewce może spokojnie obronić drugie miejsce.

Na ostatnim stopniu podium uplasował się zespół Heavyweight Heroes. Jak ich zapamiętamy z tej rundy? Na pewno jako specjalistów od futbolowych thrillerów. Trochę na własne życzenie, bo z tego co można było zauważyć, często słabo wchodzili w mecz, przez co już na początku tracili parę goli, które potem, z lepszym lub gorszym skutkiem, musieli odrabiać. Nie wiemy skąd taki brak koncentracji szczególnie przed pierwszym gwizdkiem, ale jest to element, który „Grubasy” powinni przepracować zimą. Nie mamy nic przeciwko żeby ich mecze, jak do tej pory, trzymały w napięciu, bo zwyczajnie przyjemniej się takie spotkania ogląda, ale jeżeli chcą powalczyć w tym sezonie o awans, muszą się w tym elemencie poprawić. Bo o ile udało im się skutecznie odrobić stratę w rywalizacji z Na Wariackich Papierach czy Oldboys Derby II, to już FC Po Nalewce okazało się zbyt doświadczoną drużyną, by dało sobie wydrzeć zwycięstwo z rąk. Ale jest i druga strona medalu. Taka pogoń za wynikiem, do tego skuteczna, buduje pewność siebie zespołu i w trudnych chwilach zawodnicy zawsze mogą mieć z tyłu głowy, że z każdej opresji można wyjść cało.

Tuż za podium, ale z taką samą liczbą punktów, znalazł się team Adriana Pagasa. Zespół Na Wariackich Papierach raczej nie był wymieniany w gronie głównych kandydatów do awansu, ale druga część rundy była w jego wykonaniu całkiem niezła. Z jesieni pozostał im do rozegrania mecz z FC Po Nalewce i będzie to kluczowe spotkanie dla układu tabeli. Ogólnie NWP zaprezentował się w tej rundzie jako zespół bardzo poukładany, gdzie każdy wie jakie ma zadania na boisku i wywiązuje się z nich w miarę możliwości bez zarzutu. Dobrze funkcjonuje defensywa, a gdy ma gorszy dzień, jak w starciu z Bęgalem, to na posterunku jest bramkarz Konrad Sochacki. Sporą startą na pewno była kontuzja Kamila Sierdzińskiego, ale kapitan zespołu szybko znalazł zastępstwo w postaci Mateusza Sieciechowicza, który wydatnie pomógł w wygraniu dwóch ostatnich meczów. Jeżeli obaj panowie będą do dyspozycji na wiosnę, to NWP może mocno zamieszać w czołówce ligi.

Na piątym miejscu uplasował się absolutny debiutant w naszych rozgrywkach FC Patetikos. Hubert Kalkowski po latach powrócił do Ligi Fanów z własną drużyną i po pierwszej rundzie może myć w miarę zadowolony. Pięć zwycięstw, trzy porażki to może nie jest bilans, który brałby w ciemno przed startem ligi, ale z drugiej strony nie bardzo jest na co narzekać. „Patetyczni” musieli uznać wyższość jedynie zespołów z podium, a i tak do drugiego miejsca mają zaledwie oczko starty. Jak wspomnieliśmy, dla nich to premierowy sezon w Lidze Fanów i często ta pierwsza runda jest na tzw. przetarcie. Stąd możemy wysnuć wniosek, że wiosną możemy obejrzeć jeszcze lepszą wersję Patetikos, którzy mogą aktywnie włączyć się do walki o awans do wyższej klasy rozgrywkowej. Wyróżniającymi się postaciami w tej ekipie jest wcześniej wspomniany Hubert Kalkowski oraz Amadeusz Rachel, którzy w głównej mierze odpowiadają za ofensywne działania.

W podobnym tonie możemy wypowiedzieć się o zespole Kresowi Warszawa. Ta drużyna również debiutuje w naszych rozgrywkach, ale piłkarsko pozostawiła po sobie całkiem niezłe wrażenie. Rundę zakończyła z równym bilansem czterech zwycięstw i czterech porażek. Do podium brakuje im czterech punktów, ale nie jest to strata, której nie dałoby się szybko odrobić, choć na początku może to być o tyle trudne, że zaległym spotkaniem w przypadku tej ekipy jest rywalizacja z Bejernem. Kresowia może pochwalić się najlepszą ofensywą w lidze, ale trzeba też zaznaczyć, że połowę tych bramek zdobyła w dwóch meczach – z FFK Oldboys i Dynamo Wołomin. Nie umniejszamy jednak tego osiągnięcia, bo zdobyć ponad dziesięć goli w jednym meczu też trzeba umieć. Jest to więc dobry prognostyk przed rundą rewanżową, bo podobnie jak w przypadku Patetikos uważamy, że Kresowia na wiosnę może prezentować się jeszcze lepiej i ma ku temu argumenty. Maksat Torayev czy Aleksander Martyniuk potrafią  strzelać bramki, a Włodzimierz Kazakow pokazał, że ma zmysł do gry kombinacyjnej, także Kresowia będzie w rundzie rewanżowej niewygodnym rywalem.

Tuż nad strefą spadkową uplasował się WKS Bęgal. Początek sezonu jednak nie wskazywał na to, że team Emila Łebskiego tak zakończy rundę. Zaczęli z wysokiego „C”, bo od wysokiej wygranej nad FFK Oldboys II, potem podział punktów z FC Po Nalewce również był całkiem niezłym wynikiem. Porażkę z Bejernem wszyscy raczej musieli sobie wrzucić w koszty, ale wygrana nad Dynamo Wołomin dawała 7 pkt w 4 meczach i miejsce tuż za podium. Niestety, druga część rundy zupełnie nie poszła po myśli Bęgala. Cztery mecze, cztery porażki, sukcesywny spadek w ligowej tabeli – tak wyglądała rzeczywistość tego zespołu, który nie powiększył już swojego dorobku ani o jeden punkt. Gdzieś zacięła się ofensywa tego zespołu, w trzech ostatnich meczach zaledwie czterokrotnie pokonywała bramkarza rywala, a chociażby w przegranym meczu z  Na Wariackich Papierach tych sytuacji mieli bardzo dużo. Wygląda na to, że w tej edycji trzeba będzie się skupić przede wszystkim na walce o utrzymanie, a dopiero w następnym kroku, przy korzystnych wynikach, będzie można pomyśleć o walce o miejsce dające start w Pucharze Ligi Fanów, bo strefa medalowa wydaje się na ten moment zdecydowanie poza zasięgiem.

Pierwszym zespołem, który znajduje się z strefie spadkowej jest Dynamo Wołomin. Urwisy od samego początku nie miały łatwo i choć z każdym meczem ich dyspozycja wyglądała coraz lepiej, to jednak sześć porażek z rzędu sprawiło, że raczej w tym sezonie pozostanie im jedynie walka o utrzymane. Długo wydawało się, że i pozostanie w 10 lidze będzie problematyczne, ale ekipa z Wołomina wygrała dwa arcyważne z ich punktu widzenia mecze z FFK Oldboys i Oldboys Derby II. Dzięki temu do bezpiecznej strefy tracą zaledwie 1 pkt, a jeżeli na wiosnę zaliczą parę korzystnych rezultatów mogą pomyśleć nawet o wyższych lokatach. Co ciekawe pomimo miejsca w strefie spadkowej, przedstawiciele Dynamo całkiem nieźle prezentują się w statystykach indywidualnych. Dwóch zawodników jest w pierwszej dziesiątce najlepszych strzelców, Adam Domidowicz jest na podium w klasyfikacji SuperStar ( i to pomimo zaledwie pięciu występów), a Michał Matyja prowadzi w klasyfikacji asystentów i jest drugi w Kanadyjczyku. Potencjał w Dynamo jest więc spory, trzeba to jeszcze przekuć na lepsze wyniki drużynowe i kto wie, wiosna być może będzie należała do młodego teamu z Wołomina.

Dużym zaskoczeniem jest obecność w strefie spadkowej drugiego zespołu Oldboys Derby. Nie ma co ukrywać, występ Oldbojów na wszystkich trzech frontach jest daleki od oczekiwań i być może w trakcie zimowej przerwy dojdzie do głębokiej analizy tego, co poszło nie tak tej jesieni.  Oldboje mają taki sam bilans jak Dynamo:  sześć porażek i zaledwie dwa zwycięstwa. To na pewno nie jest rezultat, jaki zakładali sobie przed sezonem i jesteśmy przekonani, że team z Osiedla Derby będzie na wiosnę chciał pokazać, że to jedynie wypadek przy pracy. Bo potrafili przecież walczyć jak równy z równym z Bejernem,  FC Po Nalewce czy pozostałymi zespołami. Na pewno cieniem kładzie się ostatnia porażka z Dynamo, która mocno skomplikowała sytuację Oldbojom. Jest więc sporo do poprawy i przepracowania, ale też nie ma co załamywać rąk – pozostałe ekipy wcale nie są poza zasięgiem drużyny Rafała Wieczorka, a żądni rewanżu Oldboje będą niezwykle trudnym rywalem na wiosnę.

Na ostatnim miejscu uplasowała się drużyna FFK Oldboys II i naprawdę trudno liczyć tu na coś więcej niż tylko grę o honor. Oldboje nie wygrali żadnego meczu, ba, nie dość, że nie zdobyli nawet punktu, to jeszcze w związku z oddanym walkowerem jesień kończą z ujemnym dorobkiem. Ale też nie ma się co dziwić, bo zawirowania w tym zespole były dość spore. Przede wszystkim kontuzje – to główna bolączka tego teamu, bo przez mniejsze i większe urazy jeszcze przed startem sezonu wypadło z gry kilku zawodników. W trakcie rozgrywek trzeba było łatać dziury, a wiadomo, potrzeba też czasu, by zgrać ze sobą zawodników, którzy grają ze sobą po raz pierwszy. Z biegiem czasu sytuacja zaczęła się stabilizować i to przekładało się na lepszą dyspozycję na boisku. Wciąż to jednak za mało jak na realia tego poziomu i w zimę trzeba będzie poszukać jakiś wzmocnień, by podjąć rywalizację na wiosnę. Mimo wszystko szanujemy, że pomimo trudności Oldboje niezrażeni wychodzili na boisko i w każdym meczu dawali z siebie wszystko. Wyróżniającą się postacią był Adam Gołda i jeżeli koledzy dostosują się poziomem do swojego lidera, to będą mogli powalczyć w rundzie rewanżowej.

11 LIGA

 

Falstart „dinozaurów” Ligi Fanów, świetna dyspozycja innej, bardzo doświadczonej i zasłużonej ekipy naszych rozgrywek, a także trudna przeprawa przez rundę jesienną ekipy, która przyzwyczaiła nas do okupowania głównie górnej części tabeli. Do tego trzeba dorzucić młode, bardzo ambitne ekipy, które już sporo namieszały, a na wiosnę na pewno powrócą ze zdwojoną siłą oraz podniesienie się z popiołów po spadku ze szczebla wyżej. W 11-tej Lidze Fanów na nudę narzekać nie można, szczególnie, że wycieczkę ze strefy spadkowej do strefy medalowej można odbyć w ciągu zaledwie dwóch kolejek !

Na pierwszy ogień pod naszą analizę idzie ekipa Broke Boys. W swoich szeregach mają kilka twarzy, które doskonale kojarzymy z występów w innej, obecnie występującej w 11-tej Lidze Fanów drużynie – FC Torpedo. Rozłam kadrowy oznaczał, że nowopowstała ekipa będzie musiała swoje taktyczne podwaliny budować od nowa, a to zajęło im trochę czasu. Początki były dla białorusko-ukraińskiej ekipy bardzo trudne, gdyż pierwsze cztery spotkania przegrywali dużą ilością bramek, a w ich poczynaniach oglądaliśmy sporo chaosu. Szczególnie blok obronny wymagał poprawienia, gdyż dwukrotnie kończyli mecz ze stratą ponad 10 bramek. Nie brakowało natomiast wigoru, szybkiego tempa spotkań i finezji, a także popisu umiejętności technicznych, których młodym „Brokersom” nie brakowało. Pod koniec rundy widzieliśmy znaczną poprawę w ich grze, czego efektem była najpierw minimalna porażka z najsilniejszą ekipą ligi, Złączonymi (4:5), a następnie wywalczony punkt z bardzo solidnym rywalem, tureckim Red Rebels (6:6). W tym meczu Broke Boys powinni byli zgarnąć komplet punktów, gdyż prowadzili aż 4:1, jednak zabrakło koncentracji. Na wiosnę będziemy patrzeć z bardzo dużym zainteresowaniem na rozwój ich gry i walkę o utrzymanie.

Tylko jedno zwycięstwo na swoim koncie zanotowali kolejni uczestnicy FC Wombaty, w szeregach których są dobrze znane twarze z dużo wyższych szczebli rozgrywkowych. Mowa m.in. o Robercie Śmigielskim, który w poprzednich latach zakładał trykot ekstraklasowej FC Gorlickiej. Niestety obejrzeliśmy go tylko w dwóch spotkaniach, w tym w zwycięskim starciu z Joga Bonito (3:0). Jego doświadczenie i charyzma były kluczowym elementem dyspozycji Wombatów, a brak Roberta w składzie był mocno widoczny. Sympatyczna ekipa stawiała przede wszystkim na radosny futbol, nieco poświęcając defensywę, czego konsekwencją były liczne, stracone bramki i najgorszy bilans bramkowy w lidze. Bardzo byśmy chcieli, aby zimę spędzili na szlifowaniu zgrania i utwardzaniu bloku obronnego, a na wiosnę wyszli zdeterminowani w walce o utrzymanie, gdyż do tej pory, poza jednym wygranym meczem, wyraźnie ustępowali swoim rywalom. Dysponują bardzo szerokim składem, więc wierzymy, że odpowiednie role i zadania nadane poszczególnym graczom, mogą dać pożądany efekt.

Borowiki są bardzo dobrze znane i rozpoznawalne w naszych rozgrywkach, gdyż grają z nami już kilka dobrych lat, mając na koncie m.in. mistrzostwo jednego ze szczebli. Tym skład rozgrywek sprawił, że mieli bardzo trudne zadanie i tak naprawdę kręcili się w okolicach środka tabeli, aby ostatecznie, z nieznaczną stratą punktową, skończyć jesień na krawędzi strefy spadkowej. Siła ofensywna, oparta na Dawidzie Bilskim i Piotrku Jankowskim miała nieco mniejszą moc rażenia, niż w poprzednim sezonie, głównie dlatego, iż rywale byli nieco lepiej poukładani w defensywie, a i świetnym bramkarzy wśród przeciwników nie brakowało. Po trudnym starcie sezonu i dwóch porażkach, mieli okres odbudowy i świetnej gry, gdy w czterech kolejnych meczach zdobyli 10 z 12 możliwych punktów. Szczególnie ich okazałe zwycięstwo z FC Torpedo (5:1) po świetnej, zespołowej grze, zrobiło wrażenie na pozostałych uczestnikach. Spodziewaliśmy się po tym meczu rozkwitu formy, jednak z powrotem do twardych, ligowych realiów, sprowadzili ich, rozkręcający się z każdym meczem zawodnicy KS Lipinek Łuzyckich (1:6). Rundę zakończyli bardzo wyrównaną, ale niestety przegraną batalią z liderem, Złącznymi, jednakże ich gra napawa optymizmem przed rundą wiosenną i odważnie stwierdzamy, że Borowiki włączą się jeszcze do walki o podium.

Nieco więcej spodziewaliśmy się po ekipie Joga Bonito, która w swoich szeregach ma doświadczonych i bardzo solidnych zawodników. Mateusza Hnatio czy Grześka Szostaka nie trzeba raczej przedstawiać zbyt wielu osobom, dlatego nieco dziwi zimowanie w dolnej części tabeli, ale po kolei. Zaczęli bardzo dobrze, odprawiając solidnych Borowików (5:4). Porażkę z FC Wombatami (0:3) należy potraktować jako wypadek przy pracy, gdyż w tym starciu kompletnie nic im nie wychodziło. Wyciągnęli jednak wnioski, czego efektem była seria dwóch meczów bez porażki. Remis z KS Centrum (6:6) to był istny thriller i jedno z ciekawszych spotkań minionej rundy na tym szczeblu. Zjazd formy nastąpił w listopadzie, szczególnie efektywność ofensywy znacznie zmalała. Trzy porażki z rzędu, w których „Jogersi” zdobyli tylko jedną bramkę, było kombinacją wręcz szokującą. Zaliczyli natomiast bardzo pozytywną niespodziankę na koniec zmagań, gdyż mimo bardzo skromnego składu, pokonali jednego z pretendentów do medali, FC Melange (9:5). Jasne jest jednak, że mają problemy kadrowe, ale liczymy, że frekwencja i forma dopiszą na wiosnę.

Red Rebels, czyli turecko-turkmeńska mieszanka gorącej krwi, od początku udziału w naszych rozgrywkach walczą zawsze o podium. Co prawda ich kapitan, Cem Ocak, w minionej rundzie nie mógł zagrać z powodu kontuzji, ale to wyłoniło innego lidera, jakim stał się Azamat Bazarov. Świetny egzekutor, gdyż 20 razy wpisywał się na listę strzelców, ale też potrzebny jako lider na murawie, doskonale wywiązywał się ze swojej roli. W tej rundzie obejrzeliśmy tez nową twarz, a bardzo ciekawym graczem okazał się Hemra Gurbanov. Atletyczny skrzydłowy „Rebeliantów” wniósł sporo ożywienia i podniósł tempo rozgrywanych akcji, zatem na wiosnę będziemy mu się przyglądać. Co do formy, to poza świetnym startem i wygraną z FC Wombatami (11:4) mieli bardzo ciężką przeprawę w kolejnych trzech starciach, w których zdobyli tylko dwa punkty. Trzeba jednak oddać, że remisy FC Torpedo (5:5) oraz Złączonymi (4:4) to były swoiste szlagiery jesieni na tym szczeblu. Pokazali w tych meczach zatem, że z ekipami z absolutnej czołówki radzą sobie świetnie, a potwierdzili to pokonując FC Melange (4:3). Mimo wszystko, miejsce w dolnej części tabeli jest zdecydowanie dla nich za niskie i na wiosnę widzimy ich w walce o medale.

Górną część tabeli rozpoczynamy od bardzo ciekawego zespołu, który już latem zwrócił na siebie naszą uwagę. Mowa o KS Centrum, którego trzon stanowią bardzo młodzi, zdolni i posiadający ogromny potencjał gracze. Już minionej jesieni pokazali, że potrafią napsuć krwi dużo bardziej doświadczonym graczom, odsyłając „na tarczy” między innymi Red Rebels (5:2). Stoczyli tez arcyciekawe spotkanie z FC Melange, które co prawda ostatecznie przegrali (0:1), ale pokazali się z bardzo dojrzałej strony, szczególnie w defensywie. Ciężko wskazać jednoznacznie wiodącą postać w ich szeregach, gdyż ich siłą jest zespołowość, jednak wyróżnić należy Maćka Ciołka, Kacpra Morusa i Gustka Kowalskiego, którzy mogą się pochwalić bardzo przyzwoitymi statystykami, oraz którzy byli najczęściej wskazywani przez rywali jako zawodnicy meczu. Finezji, odwagi, attycyzmu nie brakuje i jesteśmy przekonani, że na wiosnę będą bardzo poważnym kandydatem do włączenia się w walkę o mistrza.

Chyba największe, i to pozytywne zaskoczenie, to gracze KS Lipinek Łużyckich. Początek sezonu mieli fatalny, gdyż tak trzeba nazwać pogrom w meczu ze Złącznymi (0:16). Na całe szczęście, to traumatyczne zdarzenie ostatecznie zbudowało charakter i solidną postawę Lipinek na resztę rundy jesiennej. Już tydzień później pokonali mocnych, tureckich „Rebeliantów” (6:3), a w kolejnym meczu rozgromili FC Wombaty (8:1). Sprawili też mała niespodziankę pokonując lekko faworyzowanych graczy Joga bonito (3:1). Ich świetna postawa pozwoliła na uplasowanie się tuż za podium, z niewielką stratą punktową do „pudła”. Naszą uwagę zwrócili szczególnie Maciek Mazurak oraz Filip Senski. Pierwszy z graczy to przykład człowieka, który nie kręci niebotycznych statystyk, ale swoim opanowaniem, wizją i umiejętnością przewidywania ruchów rywali wprowadzał ogromny spokój i dawał jakość w grze swojej drużyny. Z kolei Filip to rasowy napastnik, ale także solidny wizjoner w konstruowaniu akcji ofensywnych, którego udział w atakach znacznie zwiększa szansę na zdobycie bramki. Oby ich forma rosła i stabilizowała się, gdyż wróżymy tej ekipie wiele sukcesów na przestrzeni lat gry w Lidze Fanów.

Najniższy stopień podium na zimę przypadł „dinozaurom” Ligi Fanów, czyli ekipie FC Melange. Łukasz Słowik zebrał na ten sezon ekipę dobrze znanych twarzy, których wiek jest tylko liczbą, gdyż w duszy i w nogach nadal mają po 20 lat. Zajęło trochę czasu, zanim rozkręcili się na dobre, gdyż zaczęli od małego falstartu, przegrywając na inaugurację z FC Torpedo (3:5). Potem jednak było lepiej. Pięć zwycięstw z rzędu, w tym kluczowe i rozegrane w dramatycznych okolicznościach ze Złączonymi (5:4). Warto podkreślić, że w tym starciu „Melanżownicy” przegrywali już 1:4, aby ostatecznie zgarnąć komplet punktów, zatem klasyczna remontada. Końcówka rundy to już niestety załamanie formy. Stojący w bramce legendarny Bartek Jakubiel, mimo świetnej dyspozycji, momentami bezradnie rozkładał ręce patrząc na poczynania kolegów z pola i trudno mu się dziwić. O ile porażka z Red Rebels (3:4) nie przyniosła hańby, bo był to mecz na naprawdę niezłym poziomie, o tyle porażka w ostatnim meczu z Joga Bonito (5:9), które ledwo zlepiło skład na ten mecz, była niewytłumaczalna. Oby przez zimę Panowie sobie wyjaśnili nawzajem, gdzie leżą problemy, bo w innym przypadku plan na pierwsze mistrzostwo w historii klubu może się oddalić.

O drugim miejscu można powiedzieć tyle, że jest tam ekipa, która dokładnie miała się tam znaleźć. FC Torpedo prezentowało przez całą jesień dość stabilną formę, chociaż nie zabrakło wpadek, takich jak chociażby porażka z Borowikami aż 1:5. Niemniej, posługując się piłkarskim żargonem – to co mieli wygrać, wygrali i mogą się cieszyć z fotelu wicelidera. Duża zasługa w wynikach zespołu przypadła ofensywnemu trio Kyrylo Kud, Oleh Ilnytskyi oraz Oleksandr Tovchyha. Niesamowite jest to, że wymienieni gracze to mieszanka młodości i przebojowości oraz dużego doświadczenia Oleksandra. Jak widać, taki miks zadziałał, a Oleksander swoim spokojem i nieustępliwością dawał świetny przykład młodszym kolegom. Nie zobaczyliśmy jesienią na murawie charyzmatycznego kapitana „Torped”, Andrzeja Barana, który zmaga się z kontuzją, ale zapewnił nas, że na wiosnę wraca do boju i to z tytułem doktorskim, jaki niedawno obronił – gratulacje ! Wracając do spraw czysto piłkarskich, utrzymanie formy z minionej rundy może być kluczem do zdobycia medalu na koniec sezonu i obstawiamy, że tak się wydarzy. Kwestia tylko, jakiego koloru ten medal będzie !

Lider. Odrodzenie. Zaskoczenie. Te trzy słowa najlepiej odzwierciedlają drogę, jaką przebyli gracze Złączonych. Z małymi przerwali obecni w Lidze Fanów prawie 10 lat, wrócili z zaświatów piłkarskich i to w świetnym stylu. Przez całą rundę tylko raz schodzili pokonani z boiska, a miało to miejsce w dość kuriozalnych okolicznościach, gdyż prowadzili już aż 4:1 z FC Melange, by ostatecznie pozwolić rywalom na odwrócenie losów spotkania i ostatecznie przegrać 4:5. Gdyby nie ta wpadka, ich przewaga nad resztą stawki byłaby naprawdę imponująca, a tak wynosi tylko 3-4 punkty na zespołami z miejsc 2 oraz 3. Niemniej, pokazali świetną postawę, dojrzały futbol i ogromną wolę walki o punkty. Zdecydowanie najmocniejszym punktem zespołu był Piotrek Gipsiak, który zarówno strzelał (20 bramek) jak i kreował okazje strzeleckie (12 asyst). Kiedy grali w duecie z Łukaszem Wasiakiem, obrońcy rywali przezywali koszmar, a bramkarz przeciwników sięgał do bramki po piłkę wyjątkowo często. Fotel lidera w pełni zasłużony, a ekipa Złączonych jest na najlepszej drodze do zdobycia złotego medalu 11-tej Ligi Fanów. Czy uda im się utrzymać pierwsze miejsce ? Wiosna pokaże !

 

12 LIGA

 

W 12 lidze rozgrywki zdominowały zasadniczo 2 ekipy, pomiędzy którymi powinna rozstrzygnąć się kwestia mistrzostwa, ale za to w środku stawki jest niezwykle ciasno i nie zdziwimy się, jeśli w rundzie wiosennej padnie kilka zaskakujących wyników, a przetasowania w tabeli będziemy oglądać co kolejkę.

Najgorzej na tym poziomie rozgrywek poradzili sobie AFC Niezamocni. Ekipa, która dołączyła do naszych rozgrywek w sezonie letnim już wtedy przekonała się, że na boiskach AWFu łatwo nie jest, choć trzeba uczciwie napisać, że trafiła na niezwykle trudną grupę. Wydawało się nam, że przydzielenie Niezamocnych do 12 ligi da chłopakom możliwość sprawdzenia się z drużynami na nieco bliższym poziomie, ale i tutaj okazało się, że poziom rozgrywek do najłatwiejszych nie należy i należy się ostro napracować, aby mieć wyniki. A wymęczony remis z NieDzielnymi i zwycięstwo z Wszedło w ostatniej, zimowej kolejce to rezultat raczej mało optymistyczny. W przerwie zimowej Niezamocni mają się nad czym zastanawiać. Może potrzebny jest intensywny trening drużynowy lub jakiś błyskotliwy transfer, bo póki co drużyna ta zmierza w kierunku spadku do niższej ligi.

Zaledwie oczko wyżej znalazło się Bagstar Wszedło i w tym wypadku możemy już mówić o zaskakującej i niespodziewanej sytuacji. W poprzednim sezonie Wszedło zaprezentowało się bardzo dobrze i awansowało z trzeciego miejsca. Oczekiwania wobec ekipy Rafała Jagóry były więc dość wysokie, ale chyba nikt nie spodziewał się aż tak kiepskiego rezultatu tej drużyny. Dobrą forma wciąż błyszczy Filip Pacholczak, a na dodatek do składu dołączył Piotr Parol i obaj panowie postarali się o sporą ilość goli, jednak reszta zespołu dużo gorzej radziła sobie z pokonywaniem golkipera przeciwnika. Mamy też wrażenie, że nieobecność rewelacji poprzedniego sezonu, czyli Cezarego Szczepanka sporo odjęła z jakości Wszedło, a potwierdzeniem naszych przypuszczeń jest największa ilość straconych goli na tym poziomie rozgrywkowym. Kapitan Wszedło musi wykorzystać przerwę zimową na przeorganizowanie zespołu, bo przygoda z 12 ligą może skończyć się równie szybko, jak się zaczęła.

Kolejne dwa zespoły to Ajaks Warszawa i NieDzielni. W wypadku tych ekip mamy do czynienia z ciekawą sytuacją, ponieważ obie zgarnęły 7 punktów, a wobec nierozegranego meczu między sobą i tożsamego bilansu bramkowego liczy się ilość strzelonych goli. I tutaj minimalnie lepszy jest Ajaks. Jest to pierwszy sezon w karierze tej drużyny i trzeba przyznać, że jest to ekipa nieco nieobliczalna. Po pierwszym meczu mieliśmy wątpliwości, czy chłopaki poradzą sobie na tym poziomie, bo wysoka przegrana z Lisami nie wróżyła zbyt dobrze, ale już tydzień później Ajaks zremisowało 3:3 z Shitable, by w kolejnej kolejce znów wysoko przegrać, a w jeszcze kolejnej minimalnie ulec liderowi. Można powiedzieć, że zawodnicy Ajaksu łapią doświadczenie i z meczu na mecz pokazują coraz więcej potencjału - ostatecznie udało się ograć Niezamocnych i wysoko pokonać Wszedło. Sporo jeszcze do poprawy, ale przy utrzymaniu stałej formy jest spora szansa, że Ajaksowi uda się wydostać ze strefy spadkowej. W przypadku NieDzielnych sytuacja jest nieco odmienna, bo ekipa Marcina Aksamitowskiego zna boiska Ligi Fanów od lat, a na dodatek wystawiła dwa składy, gdzie ten z 12 ligi w teorii miał być silniejszy, a na pewno lepiej zgrany. Na początku sezonu kapitan NieDzielnych deklarował, że będą oni walczyli o co najmniej piąte miejsce nagradzane udziałem w pucharze, jednak może się to okazać dużo trudniejsze niż pierwotnie sądzili. Wprawdzie różnica punktowa do środka tabeli, a nawet trzeciego miejsca podium nie jest duża, bo raptem 6 punktów, jednak nieregularna forma NieDzielnych nie gwarantuje dobrych wyników. Dodatkowo trzeba poćwiczyć skuteczność w napadzie, bo najlepszy strzelec drużyny Artur Jaszczak znajduje się dopiero w drugiej dwudziestce najlepszych strzelców i być może na tym musi skupić się na drużyna, aby na wiosnę odnosić więcej sukcesów.

Przeskakujemy o jedno oczko w tabeli, ale tym razem różnica punktowa jest już nieco większa, bo WEITI United przegania wspomniane ekipy o 5 punktów. Dla Elektroników jest to trzeci występ w Lidze Fanów, ale dopiero pierwszy raz mają okazję sprawdzić swoje umiejętności w formacie dwurundowym i zakończenie rundy jesiennej na szóstym miejscu na pewno powoduje u nich lekki niedosyt. Oczywiście różnice punktowe w środku tabeli nie są wyraźne, co więcej do podium dużo nie brakuje, ale trzeba uszczelnić blok defensywy, bo choć WEITI jest trzecią drużyną z największą ilością strzelonych bramek, to ostatecznie zakończyło zmagania jesienne z ujemnym bilansem bramkowym. Aż czterech zawodników znalazło się w pierwszej 15 najlepszych strzelców, a mowa tu o Szymonie Auguściku, Kazimierzu Lipskim, Adamie Szumadzie i Antku Kwietniewskim, co pokazuje, że talentów w tej drużynie nie braknie. Dodatkowo Szymon wspiął się na szczyt klasyfikacji asystentów i będzie o to miano walczył z Karolem Kowalskim z Wilanowa i Kubą Skwirtniańskim z Essing Gorillaz. Po stronie WEITI United stoi młodość i fantazja, chłopaki są głodni sukcesów i z każdym występem coraz bardziej doświadczeni. Sądzimy, że w rundzie wiosennej forma tej ekipy będzie tylko rosnąć.  

Zgarniając zwycięstwo w bezpośrednim spotkaniu z WEITI na 5 miejscu uplasowało się Sportano Football Club. Ta drużyna debiutowała u nas w zeszłą wiosnę w systemie jednorundowym i mimo ciężkich początków okazała się solidną ekipą, a solidność ta i korzystny zbieg okoliczności ostatecznie wywindowały wtedy Sportano na drugie miejsce w tabeli. Apetyty były więc dość spore, ale widać, że team  Kamila Dąbrowskiego okrzepł już na boiskach AWFu i ponownie ma patent na znalezienie się w czołówce. Do podium brakuje raptem punktu, a drugie miejsce, choć już nieco bardziej odległe, jest w zasięgu przy sporej dawce szczęścia. Na jesieni Sportano zaliczyło tylko jedno potknięcie ulegając Wszedło, ale poza tym przegrywało tylko z faworytami, którzy ostatecznie wskoczyli na wyższe pozycje w tabeli. Filip Motyczyński wysoko zaszedł we wszystkich klasyfikacjach indywidualnych, sporo trafień dołożyli również  Łukasz Rysz i Paweł Bala, ale bilans bramkowy Sportano jest koniec końców ujemny. Trzeba nieco uszczelnić obronę i na tym powinni skupić się zawodnicy Sportano, aby w rundzie wiosennej być jeszcze groźniejszą drużyną.

Na czwartym miejscu przezimuje Shitable, ale dzieje się tak tylko dlatego, że ukraińsko-białoruski team przegrał bezpośredni mecz z drużyną okupującą miejsce 3. Jest to bardzo ciekawy projekt, który rok temu wystartował jako poboczna drużyna Luki Danylenko i kilku zawodników grających w innych ekipach. Tym razem udało się ściągnąć sporo nowych osób i w efekcie utworzyła się bardzo silna i bramkostrzelna drużyna, ze sporym potencjałem i twardym charakterem. Szczególnie udanym transferem okazał się Fedir Ivanchenko, który nie tylko został najskuteczniejszym strzelcem swojej drużyny, to na dodatek depcze po piętach liderowi klasyfikacji strzelców. W poprzednim sezonie różnie bywało z dyspozycją tej drużyny, ale obecnie Shitable utrzymuje stabilną formę i co ważne – uległo tylko drużynom, który ostatecznie znalazły się wyżej w zestawieniu 12 ligi. W rundzie rewanżowej nie będzie już efektu zaskoczenia i według nas Shitable jest teamem, który najbardziej może namieszać w górnej części tabeli.

Na najniższy stopień podium z 13 punktami na koncie wdrapały się Lisy Bez Polisy. Musimy przyznać, że jak na debiutancki sezon w Lidze Fanów ekipa Roberta Prządki radzi sobie całkiem nieźle. Widać jeszcze pewne niedociągnięcia, bo mecze w których traciła punkty były jak najbardziej w zasięgu, ale Lisy szlifują umiejętności i zdobywają doświadczenie, które może okazać się kluczowe na wiosnę. Motorem napędowym drużyny jest niewątpliwie Damian Borkowski, który z szalonym wynikiem 24 strzelonych goli samotnie przewodzi klasyfikacji strzelców, a dodatkowe kilka asyst zagwarantowały mu również miejsce w kanadyjczyku. Dogonienie lidera wydaje się już niemożliwe, ale za to drugiego w tabeli Warsaw Wilanów brakuje już tylko 6 punktów i przy odrobinie szczęścia srebro jest w zasięgu, choć trzeba się mieć na baczności, bo drużynom ze środka tabeli również niewiele brakuje do podium i każde potknięcie może być wyjątkowo bolesne. Wszystko nogach i rękach chłopaków w pomarańczowych trykotach.

A wspomniany FC Warsaw Wilanów po remisie z Lisami i przegranej z liderem uplasował się na drugim miejscu w tabeli. Ekipa Kuby Świtalskiego już od dłuższego czasu wykazuje się solidnością i stabilną formą, przez co z każdym kolejnym sezonem dochodzi coraz wyżej. Po raz kolejny nie zawiódł Karol Kowalski, który jak zwykle błyszczał skutecznością i ostatecznie uplasował się na trzeciej pozycji w klasyfikacji strzeleckiej, ale koledzy z drużyny nie próżnowali i zarówno kapitan Wilanowa jak i Marcin Sieradzki oraz Piotr Wdowiński dołożyli swoje „pięć groszy” do zdobyczy bramkowych. Do lidera brakuje 5 punktów i wierzymy w to, że Wilanów włączy się jeszcze w bój o mistrzostwo 12 ligi,  szczególnie, że drużyna ta już nie raz potrafiła zaskoczyć i ograć wyżej notowanego rywala, a runda wiosenna z reguły obfituje w tego typu niespodzianki.

Na pierwszym miejscu z imponującym dorobkiem 24 punktów zameldowali się Essing Gorillaz. Choć jest to ekipa, która rozgrywa swój pierwszy sezon w Lidze Fanów, to trzeba przyznać że jak na debiutantów Goryle pokazali się wprost rewelacyjnie. Są jedną z dwóch drużyn w całej Lidze Fanów, które wygrały wszystkie spotkania w tej rundzie, do tego totalnie zdominowali swój poziom rozgrywkowy i zakończyli jesienne zmagania z największa ilością strzelonych i najmniejszą straconych goli. Co ciekawe najskuteczniejszy zawodnik Gorillaz czyli Filip Wolski uplasował się dopiero na 6 miejscu klasyfikacji strzeleckiej, ale to potwierdza, że w drużynie tej nie brakuje talentów i niemal każdy zawodnik dołożył swoją cegiełkę do ostatecznego sukcesu, a ostatecznie aż siedmiu z nich znalazło się w pierwszej trzydziestce najlepszych strzelców 12 ligi. Przewaga nad drugą drużyną w tabeli to bezpieczne 5 punktów i Essing Gorillaz są w tej chwili głównym kandydatem do zdobycia tytułu mistrzowskiego, a każdy inny scenariusz byłby dla nas zaskoczeniem, choć nie raz byliśmy świadkami sensacyjnych wyników w rundzie wiosennej i jeśli Goryle chcą podnosić puchar za pierwsze miejsce, nie mogą pozwolić sobie na niespodziewane straty punktów.  

 

13 LIGA

 

W 13 lidze tabela podzieliła się na dwie części. W pierwszej z nich znalazły się trzy drużyny, które prawdopodobnie będą się biły między sobą o mistrzostwo, w drugiej znajdują się zespoły, dla których, przynajmniej na ten moment, pozostanie walka o czwartą lokatę. Na samym finiszu rundy jesiennej miało dojść do trójmeczu pomiędzy ekipami z podium, ale w związku z wcześniejszym zakończeniem rundy, pojedynek Furduncio z Wystrzelonymi otworzy zmagania w rundzie rewanżowej. I właśnie te dwie drużyny liderują ostatniemu poziomowi Ligi Fanów mając na swoim koncie po 20 punktów.

Na pierwszym miejscu zakończyli rundę gracze Wystrzelonych – do pewnego momentu byli oni chyba najbardziej pechową drużyną w lidze, bo ich pojedynek z Piwem Po Meczu był przekładany aż dwukrotnie: raz wraz z całą kolejką z powodu ulewy, drugi raz z powodu awarii światła na Arenie Grenady. Jeśli dodamy do tego wcześniejszy walkower od ASAP Vegas wyjdzie nam, że obecny lider miał około miesięczną przerwę w rozgrywkach. I to chyba nie do końca wpłynęło pozytywnie na ich dyspozycję, bo gdy już wszyli na boisko po tak długiej pauzie, stracili po raz pierwszy punkty remisując z Gentlemanami. Drugi raz taka sytuacja miała miejsce, gdy już udało im się rozegrać feralny mecz z Piwoszami – tam również doszło do podziału punktów. Były to jednak zaledwie dwa potknięcia, bo do pozostałych występów trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Wystrzeleni wygrywali pewnie, niekiedy wręcz deklasując swoich oponentów. W ich szeregach można wyróżnić, przede wszystkim Witka Kalinowskiego, wicelidera klasyfikacji strzelców, lidera klasyfikacji asystentów i siłą rzeczy kanadyjczyka, który brał udział przy ¼ wszystkich bramek zdobytych przez jego zespół. To wszystko sprawia, że team Karola Rodaka stał się naturalnym faworytem do wygrania tego poziomu, choć tuż za nim uplasowali się…

… Brazylijczycy z Furduncio. Reprezentanci Kraju Kawy zebrali tyle samo punktów co Wystrzeleni i ustępują im tylko gorszym bilansem bramkowym. Pojedynek tych dwóch zespołów byłby absolutnym meczem na szczycie, ale o tym, kto bardziej zasłużył na fotel lidera po rundzie jesiennej przekonamy się dopiero na wiosnę. A jak zatem wyglądała pierwsza część sezonu w wykonaniu Brazylijczyków? Na pewno nie była tak efektowna jak rywala, ale za to równie efektowna. Również mają na koncie dwa remisy – z Gentleman Warsaw Team i Green Team oraz sześć zwycięstw. Furduncio ma swój własny styl, który jest niezwykle trudny dla przeciwników. Głównym atutem Canarinhos jest niewątpliwie bramkarz – Bruno Martins i nie jest to zdanie na wyrost, ale w naszej ocenie jest to najlepszy golkiper na tym poziomie rozgrywkowym. To właśnie jego sposób gry ma największy wpływ na taktykę Brazylijczyków, który długo utrzymują się przy piłce, w dużym stopniu wykorzystując przy rozegraniu Bruno. W taki sposób grają najlepsze drużyny na szóstkach, bo nie jest to łatwa sztuka – jeden błąd może od razu zamienić się na bramkę, a Brazylijczycy stracili ich najmniej w całej stawce –zaledwie 14. Do tego Bruno Martins sam miał udział przy sześciu golach dla swojej ekipy. Na uwagę zasługuje także dyspozycja Carlitosa Moreiry, który obecnie jest liderem klasyfikacji strzelców. Podsumowując – dyscyplina taktyczna i granie według wypracowanych schematów niekoniecznie może nam się kojarzyć z krajem z Ameryki Południowej, aczkolwiek w tym przypadku znakomicie zdaje egzamin.

Na trzecim miejscu znaleźli się gracze Piwa Po Meczu – długo byli drużyną niepokonaną w całej lidze, do ostatniej kolejki przystępowali z sześcioma zwycięstwami, ale niestety, terminarz nie był dla nich łaskawy i w ostatniej jesiennej kolejce musieli rywalizować zarówno z Wystrzelonymi jak i Furduncio. I to było chyba kluczowe w ich przypadku, bo o ile z tymi pierwszymi jeszcze udało się zremisować, to już w starciu z Brazylijczykami zwyczajnie zabrakło im sił, po tak wyczerpującym pierwszym meczu. Jakby potoczyły się ich losy, gdyby nie musieli nadrabiać zaległości, tego już się nie dowiemy. Jednak ich sytuacja nie jest taka zła jakby mogło się wydawać – do dwóch pozostałych drużyn mają zaledwie punkt straty, a przecież jeszcze będą one mierzyły się w bezpośrednim starciu. W pozostałych spotkaniach raczej nie mieli problemu z rywalami – wygrywali dość pewnie i te zwycięstwa raczej nie pozostawiały złudzeń, kto był lepszy w tych starciach.  Pamiętamy że w zeszłym sezonie często zawodnicy w trakcie spotkania zmieniali się na bramce, teraz Piwosze mają ten komfort, że ta pozycja się ustabilizowała. Do tego lepsza frekwencja też działa na korzyść Piwoszy, a tacy zawodnicy jak Rafał Wiercioch czy Michał Świercz znaczącą podnieśli poziom tej ekipy i naszym zdaniem Piwo Po Meczu jeszcze nie powiedziało ostatniego słowa w walce o tytuł.

Tuż za podium uplasował się Szereg Homogenizowany. Przed sezonem zastanawialiśmy się jakie oblicze tej drużyny zobaczymy w tej edycji – to z jesieni zeszłego roku w którym wygrywali mecz za meczem czy z wiosny, gdzie złapali znaczną obniżkę formy. Pierwszy mecz wydawał się dobrym prognostykiem na sezon – imponująca wygrana nad Pogromcami Poprzeczek mogła robić wrażenie, aczkolwiek były to miłe złego początki. Potem przyszły dwie porażki, w tym jedna bardzo dotkliwa z Wystrzelonymi, ale wtedy jeszcze nie było wiadomo, że będzie to zespół, który tak zaskoczy formą. Ostatecznie Szereg kończy jesienne zmagania z równym bilansem: czterech zwycięstw i czterech porażek, z tym że trzy z nich to przegrane z drużynami z podium. Czwarta to mecz z drugim zespołem Niedzielnych i wydaje się, że tylko o to spotkanie mogą mieć do siebie pretensje podopieczni Artura Moczulskiego. Do trzeciego miejsca Szereg traci 7 pkt. do lidera oczko więcej. Przed nami jeszcze cała runda rewanżowa plus jeden mecz z jesieni, a wiemy, że wiosną może się wiele odmienić, ale Szereg musiałby przede wszystkim nawiązać rywalizacje z zespołami z podium, by odrobić te straty. Za mocni na słabszych, za słabi na mocnych takie sformułowanie ukształtowało się w trakcie rundy i chyba na ten moment najlepiej obrazuje dyspozycję Szeregu. 

Piąte miejsce przypadło Green Teamowi. Liczyliśmy, że tym razem Zieloni zagrają o coś więcej niż środek tabeli, przed startem rozgrywek wydawało się, że właściwie każda drużyna jest w ich zasięgu. Jeżeli prześledzimy wyniki tej drużyny, to niemal w każdym meczu rywalizacja kończyła się różnicą jednej – dwóch bramek. Spadek formy jest zauważalny w końcówce rundy. O ile porażka z Wystrzelonymi raczej nie jest wielkim zaskoczeniem, o tyle przegraną z Pogromcami już można rozpatrywać w kategorii niespodzianki. I właśnie punktów z tego meczu czy też rywalizacji z Oldboys Derby III na samym początku sezonu, w tym momencie brakuje Green Teamowi, by włączyć się do walki o medale. Na plus ma pewno możemy zaliczyć remis w Brazylijczykami, bo doskonale wiemy, jak wymagający jest to przeciwnik. To pokazuje też, że Zieloni są w stanie powalczyć z wyżej notowanymi rywalami i daje to im jakieś nadzieje na wiosnę, na poprawę swojej pozycji w tabeli. Na ten moment zajmują miejsce gwarantujące start w Pucharze Ligi Fanów i chyba muszą przede wszystkim bronić tej pozycji, bo o dziwo, przewaga nad pozostałymi zespołami jest bardzo nikła.

 Chociażby za nimi plasują się Pogromcy Poprzeczek ze stratą zaledwie jednego punktu.  To może być ich najlepszy sezon w historii, a przecież na początku nic na to nie wskazywało. Zaliczyli najgorszy start od dawna i nie chodzi tu o porażki, a o styl jaki prezentowali w pierwszych meczach. Apogeum była przegrana z trzecim zespołem Oldboys Derby. W tej rywalizacji nie wychodziło im kompletnie nic, zostali wręcz deklasowani w tym klasyku i to chyba przelało czarę goryczy. Potem z pomocną przyszły niebiosa, bo przez ulewny deszcz ich spotkanie z Green Teamem zostało przełożone, a sami Pogromcy przeszli niesamowitą metamorfozę i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki ich gra odmieniła się o 180 stopni. Po czterech porażkach z rzędu, w kolejnych czterech meczach trzykrotnie wygrywali i tylko raz musieli uznać wyższość rywala. Udało im się pokonać po dobrych spotkaniach Niedzielnych II, ASAP Vegas i wcześniej wspomniany Green Team. Właśnie mecz z Zielonymi był uznany przez wielu zawodników za najlepszy mecz w historii Pogromców, a nawet porażka z Brazylijczykami ujmy nie przynosi. Mogą oni czuć niedosyt, że runda już się skończyła, bo siłą rozpędu jeszcze pokonaliby Piwo Po Meczu. Letnie transfery okazały się strzałem w dziesiątkę i jeżeli Pogromcy solidnie przepracują zimę, to mogą być języczkiem u wagi w tej lidze.

W odmiennych nastrojach mogą być zawodnicy Oldboys Derby III. Oldboje zaczęli sezon wyśmienicie i wydawało się, że w tej edycji mogą powalczyć nawet o czołowe lokaty. Wygrana na inaugurację z Green Teamem, potem minimalna porażka z Brazylijczykami, remis z Niedzielnymi II i chyba najlepszy mecz w tej rundzie przeciwko Pogromcom Poprzeczek – tak wyglądała pierwsza część rundy w wykonaniu Oldbojów i chyba tylko podział punktów z NieDzielnymi był rysą na dyspozycji teamu z Osiedla Derby. Można było odnieść wrażenie, że tam wszystko idzie w dobrym kierunku: wysoka frekwencja na meczach, poszczególni zawodnicy w bardzo dobrej formie – to wszystko przełożyło się na całkiem obiecujące wyniki i wzrost apetytów przed dalszą częścią sezonu. Niestety, po czwartej kolejce coś na dobre zacięło się ekipie Przemka Białego. Dość niespodziewanie przegrali z ASAP Vegas, poniekąd przez kiepską sytuację kadrową, gdzie w ostatnim momencie wypadło im kilku graczy. I to był moment zwrotny w tej rundzie, bo kolejne mecze to już równia pochyła. Trzeba wziąć jeszcze poprawkę na to, że w drugiej części jesiennych zmagań Oldboje mierzyli się z zespołami z czołówki, co może nieco usprawiedliwić cztery porażki z rzędu, ale sami zawodnicy pewnie nie są zadowoleni ze swojej dyspozycji. Kontuzje i węższa kadra, to raczej zadecydowało o słabszej formie w końcówce.

Tyle samo punktów co Oldboje zdobyli gracze NieDzielnych II. Nie będziemy ukrywać, że przed sezonem właśnie tą ekipę widzieliśmy raczej w gronie drużyn, która będzie kręcić się w okolicach wirtualnej, na ten moment, strefy spadkowej. W końcu niemal cały trzon, stanowiący rok temu o sile tego zespołu, gra ligę wyżej, a poprzedni sezon i tak przecież zakończyli w środku tabeli.  Długo więc musieli czekać na swoje pierwsze zwycięstwo – po pięciu kolejkach mieli na swoim koncie zaledwie 1 pkt, właśnie wywalczony z teamem z Osiedla Derby. Z drugiej strony, raczej mierzyli się z zespołami, w rywalizacji z którymi nie byli zaliczani do grona faworytów, stąd trudno było oczekiwać znacznie lepszych wyników. Przełamanie, dość niepodziewanie, przyszło w starciu z Szeregiem Homogenizowanym, w którym to NieDzielni zagrali koncertowo wygrywając aż 9:4. Drugie zwycięstwo przypadło na ostatnią kolejkę, w której pokonali Gentleman Warsaw Team, dzięki czemu ich sytuacja przed rundą wiosenną wcale nie jest taka zła, jakby można było się spodziewać. W zanadrzu mają jeszcze mecz z zamykającym tabelę ASAP Vegas, a że starta do piątego miejsca, dającego możliwość startu w Pucharze Ligi Fanów, jest niewielka, stwierdzenie NieDzielni w pucharach nie wydaje się takie absurdalne.

Na więcej w tej edycji na pewno liczyli gracze Gentleman Warsaw Team. To, że zajęli oni przedostatnie miejsce po rundzie jesiennej jest sporym zaskoczeniem, bo nie raz widzieliśmy bardzo dobre mecze w wykonaniu tego zespołu. W pewnym momencie zaczęliśmy nawet pisać o szklanym suficie, którego Dżentelmeni nie mogą przebić, ale jak inaczej można spojrzeć na fakt, że drugi sezon z rzędu gra zupełnie nie idzie w parze z wynikami. Z jednej strony wygrali tylko jeden mecz z Pogromcami Poprzeczek w drugiej kolejce, z drugiej potrafili zremisować z Brazylijczykami z Furduncio czy Wystrzelonymi, które to drużyny zajęły dwa pierwsze miejsca i nie przegrały jeszcze meczu. Jedno zwycięstwo, trzy remisy, cztery porażki – to dorobek Dżentelmenów, z tym warte zauważenia jest to, że trzy przegrane były zaledwie jedną bramką i tylko Piwo Po Meczu wygrało bardziej zdecydowanie. Nie będzie zatem przesadą stwierdzenie, że w tej lidze jest jakaś drużyna poza zasięgiem Dżentelmenów – z każdym byli w stanie powalczyć, ale mało kiedy byli w stanie przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Wyróżniającymi się graczami byli na  pewno bramkarz Jakub Augustyniak, oraz Paweł Domański – Piotr Loze, którzy w dużej mierze odpowiadali za działania ofensywne.

Na ostatnim miejscu znalazł się debiutant w naszych rozgrywkach ASAP Vegas. Wydawało się, że w przypadku tej ekipy z każdym meczem powinno być coraz lepiej, ale nie do końca te przewidywania się sprawdziły. Mieli na początku trudny terminarz, ale mimo porażek, jak na zupełnie nową drużynę, pozostawiali po sobie całkiem niezłe wrażenie. Tym bardziej sądziliśmy, że czas będzie działał na ich korzyść. Niestety, po części kontuzje pokrzyżowały im plany, bo raz nawet z tego powodu musieli oddać walkowera. Światełkiem w tunelu wydawała się wygrana, po bardzo dobrym meczu, nad Oldboys Derby III, ale jak się potem okazało, było to jedyne zwycięstwo w tej rundzie. ASAP-owi udało się jeszcze zremisować z Gentlemanami, ale oglądając tą drużynę w akcji jesteśmy przekonani, że stać ich na znacznie więcej. Jeżeli więc zdrowie dopisze, czego im z całego serca życzymy, to ich obecna pozycja w tabeli może okazać się bardzo myląca. Sami zapowiadali ambitną walkę w drugiej rundzie, tak więc wiosenne zmagania mogą okazać się nadzwyczaj ciekawe nawet na ostatnim szczeblu Ligi Fanów.

 

Data utworzenia artykułu: 2023-12-08 18:36
Facebook
Tabela
Poz Zespół M Pkt. Z P
6   FC Kebavita 8 9 3 5
2   Gladiatorzy Eternis 8 19 6 1
5   ALPAN 8 15 5 3
4   TUR Ochota 8 16 5 2
9   Warsaw Bandziors 8 3 1 7
8   Explo Team 8 6 2 6
3   FC Otamany 8 18 6 2
7   In Plus & Pojemna Halina 8 8 3 5
10   Esportivo Varsovia 8 3 1 7
1   EXC Mobile Ochota 8 20 6 0
Social Media
Youtube SUBSKRYBUJ



Reklama