Wczytuję...

LEGIA ENERGY DRINK!

Przedstawiamy Wam naszego nowego partnera – dystrybutora energetyków LFC! Sprawdź szczegóły współpracy.

ZMIANY NA FACEBOOKU!

Na facebooku doszło do dużych zmian. Jedną z ich konsekwencji może być to, że przestaniecie widzieć nasze posty. Sprawdźcie jak się do tego przygotować, aby być z LIGĄ FANÓW na bieżąco!…

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA…

Masz Telefon, Tablet i aktywne konto Google ? Sprawdź jak łatwo skonfigurować powiadomienia dla materiałów Video z kanału Liga Fanów TV.

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

Nie masz zespołu? Chciałbyś zagrać w Lidze Fanów? Uwielbiasz piłkę nożną? Wychodzimy naprzeciw waszym oczekiwaniom i proponujemy komfortowe rozwiązanie!

LEGIA ENERGY DRINK!
ZMIANY NA FACEBOOKU!
LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA NA YOUTUBE
ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

REKORDOWO WYRÓWNANA KOLEJKA!

11
Kwi

11 kolejka Ligi Fanów nie była może zbyt bramkostrzelna, ale w jednym aspekcie okazała się rekordowa: tak wyrównanej serii spotkań jeszcze chyba nie było w historii Ligi Fanów. Na rozegranych 31 meczów, aż sześć zakończyło się podziałem punktów, a o rozstrzygnięciu kolejnych sześciu zadecydowała tylko jedna bramka. W miniony weekend na Estadio de Grenady widzieliśmy dużo walki, wiele zaangażowania i zwrotów akcji. Zapraszamy do lektury naszego posumowania.

REKORDOWO WYRÓWNANA KOLEJKA!

EKSTRAKLASA

Ekstraklasowe zmagania rozpoczęliśmy już w sobotę, od pojedynku GS ZabrodziaczekPromila Mokotów. Początek meczu to dwie szybkie bramki Promila, które chyba sprawiły że gracze z Mokotowa poczuli się za pewnie. To że wynik 2:0 jest wynikiem niebezpiecznym przekonali się już chwilę później, bo w parę minut stracili aż 3 bramki i teraz to oni musieli gonić wynik. Tego dnia Promil miał w swoich szeregach swojego najlepszego napastnika Bartka Kowalskiego, który stwarzał sobie wiele sytuacji i gdyby wykorzystał większość z nich, mecz rozstrzygnąłby się znacznie wcześniej. A tak Promil w drugiej połowie co prawda wygrywa 5-3 jednak splot wydarzeń sprawia że w końcówce ekipa Marcina Kowalskiego nie ma w swoich szeregach zawodników na zmianę i Zabrodziaczek spycha gości do głębokiej defensywy. Wynik do końca nie ulega zmianie i Promil utrzymał szanse na awans do grupy mistrzowskiej.

Z kolei Wola United liczyła na kolejne trzy punkty, ale tak naprawdę nie wiedziała czego może się spodziewać po swoim rywalu FC Kebavita, który debiutował na naszych boiskach. Początek meczu pokazał że ekipa Buraka Cana od razu chce się pokazać się z jak najlepszej strony. W szóstej minucie po składnej akcji goście wychodzą na prowadzenie. Na odpowiedź Woli nie trzeba było długo czekać, w dwie minuty Bartek Kostrzewa strzela dwie bramki. Do przerwy mamy bezpieczne prowadzenie ekipy Wojtka Żaka 4:2. Po przerwie gospodarze strzelają piątą bramkę i wydaje się że jest już po meczu. Ale Kebavita nie daje za wygraną, strzela dwie bramki, z czego szczególnie ta druga Aleksandra Michalczyka była niezwykłej urody i do końca meczu wciąż towarzyszą nam emocje. Ostatecznie Wola wygrywa po niełatwym meczu, ale jak to powiedział jeden z jej graczy, najważniejsze są trzy punkty. Kebavita natomiast pokazała się z dobrej strony i gdy w pełni przyzwyczai się do obietku przy Grenady, na pewno będzie niezwykle trudnym przeciwnikiem dla każdej drużyny.

Jeszcze emocje do końca nie opadły po meczu Woli i Kebavity, a już mieliśmy kolejny ciekawy pojedynek. Mistrza z poprzedniego sezonu Tura Ochotę podejmowała nieobliczalna i groźna dla każdego ekipa Moczymord. Obie drużyny stawiły się licznie na Grenady. Początek należał do Tura który do 20 minuty prowadził już 3:0 i wydawało się że mecz jest pod ich kontrolą. Ale Moczymordy są znane z tego, że niezależnie od wyniku walczą do ostatniej minuty i jeszcze przed przerwą udaje im się strzelić gola kontaktowego. Po przerwie Tur jakby stanął i czekał na koniec meczu, do tego ich bramkarz trochę niedokładnie rozgrywał piłkę, czym sprezentował jedną z bramek dla ekipy Roberta Kuleszy. Na 10 minut przed końcem mamy remis. Wtedy Tur budzi się z letargu i za sprawą Michała Jelińskiego znowu jest o jedno oczko lepsze. Ale największe emocje czekały nas dopiero w ostatniej minucie. Najpierw Moczymordy strzelają bramkę dającą im remis, wtedy Tur rzuca się do ataku zapominając o tyłach i to ekipa z Mokotowa ma sytuację na wygraną, a wcinka zawodnika przelatuje nad poprzeczką i mecz kończy się naszym zdaniem sprawiedliwym remisem.

Tempa nie zwalniają za to Agresywni Ochota. Sposób na ich pokonanie jest niczym święty Graal, każda drużyna w Ekstraklasie chciała by posiąść wiedzę, jak grać przeciwko ekipie Andrzeja Niemirskiego, jednak jedyną drużyną która regularnie jest w stanie urywać punkty Agresywnym jest ich rywal zza miedzy Tur Ochota. Semper Invicta mimo najszczerszych chęci nie był w stanie nawiązać walki z ekipą z Ochoty zwłaszcza że jak przyznał sam Andrzej w końcu nie mieli oni problemu ze składem. Agresywni byli lepsi zarówno w defensywie jak i ofensywie utrzymuje pozycję lidera Ektraklasy. Może gdyby celowniki graczy Sempera były lepiej wyregulowane i po przejęciach piłki trafiali z dystansu do opuszczonej bramki Michała Prażucha, może mogliby napędzić trochę strachu gościom, a tak muszą szukać swoich punktów w następnych meczach.

 

I LIGA

Chociaż to dopiero początek rundy, to z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że East Wind już osiągnął wyborną formę. Podopieczni Sebastiana Dąbrowskiego zmiażdżyli w sobotę Saską Kępę i wygrali aż 10:0! Trudno powiedzieć cokolwiek dobrego o ekipie Korneliusza Troszczyńskiego, bo i w obronie i w ataku wyglądało to bardzo słabo. Blok defensywny zbyt łatwo dopuszczał do zagrożenia pod własną bramką, z kolei napastnicy i pomocnicy Saskiej prześcigali się w marnowaniu fantastycznych okazji do zdobycia przynajmniej honorowej bramki. Słowa uznania trzeba też skierować w kierunku Damiana Karczmarczyka – golkiper East Wind bronił genialnie i potrafił wygrywać nawet sytuacje 2 na 1. Kilka razy pomogło mu szczęście, bo rywal przynajmniej czterokrotnie obił słupki lub poprzeczkę a gracze Saskiej sami nie mogli uwierzyć we własną indolencję. Jeden czy dwa gole różnicy by nie zrobiły, ale wynik wyglądałby dzięki temu choć trochę lepiej. Cóż – Saska musi szukać punktów kiedy indziej, natomiast East Wind wysłał sygnał, że nie zamierza pozwolić komukolwiek na przerwanie jego zwycięskiego marszu.

Zwycięską passę podtrzymali również zawodnicy z Bemowa. Niedziela 9 rano to wymarzona ostatnio pora dla Bulbezu. Junak też lubi poranne godziny gry, więc obie ekipy w solidnych składach stawiły się na meczu. Krzysiek Krzewiński zadbał o nowe stroje ,jak sam powiedział, od czegoś trzeba zacząć. Zabrzmiał pierwszy gwizdek i od razu jesteśmy świadkami ataków Bulbezu , który widać że jest tej wiosny mocny i udokumentował to do przerwy prowadząc 3:0. Ekipa z Bemowa kontrolowała mecz i było jasne, że powtórki z jesieni w tym meczu nie zobaczymy. Junak próbował, miał swoje okazje, ale był nieskuteczny. Po przerwie ekipa Michała Rychlika dopełniła formalności aplikując przeciwnikowi pięć bramek. Junaka stać było tylko na trafienie honorowe. W końcówce gra się niepotrzebnie zaostrzyła i sędzia musiał ostudzić gorące głowy zawodników. Gracz Bulbezu dostał czerwoną kartkę i następny mecz w lidze niestety zagra dopiero za dwa tygodnie. Tym bardziej jest to dla nas niezrozumiałe, bo mecz był już dawno rozstrzygnięty...

Do ciekawego pojedynku doszło w konfrontacji FC Górki i Białowieskiej. W meczu było dużo emocji, które nie do końca udało się utrzymać na wodzy, przez co zobaczyliśmy aż 3 żółte kartki. W tym meczu nikt nie odstawiał nogi, przez co widzieliśmy sporo fauli i pretensji do sędziego. Górka zagrała bez nominalnego bramkarza, stosując manewr z lotnym bramkarzem który tworzył przewagę w rozegraniu piłki. Nowa taktyka spisywała się dobrze, bo do przerwy udało się strzelić dwie bramki, nie tracąc przy tym żadnej. W drugiej połowie mecz się wyrównał jednak przewaga jaką wypracowali sobie gospodarze w pierwszej części wystarczyła, aby dowieźć korzystny wynik do końca. Białowieska nie zaprezentowała się źle, choć sporo energii włożyli w dyskusję z sędzią, m. in. mając pretensję o niepodyktowanie rzutu karnego w drugiej części spotkania. Górka natomiast wygrywa swój drugi mecz w tej rundzie i pytanie jak długo uda im się utrzymać tę passę?

Z kolei falstart tej wiosny zaliczyła ekipa Maćka Miękiny. Tydzień temu dostała tęgie lanie od Bulbezu, tym razem za mocny okazał się Muranów. Trzeba szybko podjąć drastyczne kroki,bo awans Annonymous do elity może niedługo pozostać kwestią marzeń. Muranów natomiast to drużyna himeryczna. Gdyby wszystkie mecze wyglądały tak jak ten z Anonimowym, to podium byłoby w zasięgu tej drużyny. Pierwsza odsłona to prowadzenie Muranowa 3:0. Po przerwie Anonimowi, chcąc szybko gonić wynik, zdejmują bramkarza i próbują zdziałać cokolwiek tworząc przewagę liczebną w polu. Zaliczka z pierwszej połowy i dobra gra przeciwko nowej taktyce Annonymous wystarczyła do zwycięstwa Mikołaja Kozłowicza i spółki. Duet Pająk-Trzciński to zawodnicy którzy tego dnia byli nie do zatrzymania. W najbliższy weekend drużynę Maćka Miękiny czeka pojedynek z rozdrażnioną Białowieską, tak więc trzeba się jak najszybciej otrząsnąć po tych dwóch nokautach.

Meczem zamykającym zmagania w I Lidze był pojedynek Mocno Woli i Hiszpania Club de Futbol. Spodziewaliśmy się tutaj wyrównanego pojedynku i nasze przewidywania znalazły odzwierciedlenie na boisku. Początek meczu to przewaga Hiszpanów, jednak ich napór nie przyniósł im gola. Wynik otworzyła Mocno Wola, co obudziło przybyszów w Półwyspu Iberyjskiego, którzy przed przerwą aż trzykrotnie znaleźli drogę do siatki rywali. W drugiej połowie gospodarze, mając korzystny wynik, cofnęli się do głębokiej defensywy oddając inicjatywę ekipie Rafała Jagóry, licząc na kontrataki. Taktyka nie przyniosła takiego efektu, jakiego zapewne się spodziewali, ponieważ drużyna z Woli wyrównała wynik meczu, a w końcówce, po kontrowersyjnym rzucie karnym wychodzi na prowadzenie 5-4, którego nie oddała do końcowego gwizdka. W meczu było sporo nerwów, które chyba powinny być wcześniej uspokojone przez sędziego żółtymi kartkami.

 

II LIGA

Zmagania w drugiej lidze rozpoczęliśmy od starcia ekipy Konrada Wrońskiego z ekipą braci Jałkowskich. Wynik 8:1 sugeruje że to był spacerek dla Tylko Zwycięstwo , ale tak do końca nie było. Chłopaki z Konstancina mieli swoje okazje, grali agresywnie, lecz tym razem doświadczenie, wybieganie i determinacja od pierwszej do ostatniej minuty gospodarzy wzięła górę. Pierwsza połowa to wynik 3:1 i właśnie bramka dla Kaczyprytu wzbudziła wiele emocji. Bramkarz Tylko Zwycięstwo twierdził że piłka nie przekroczyła linii bramkowej a że jeszcze nie dysponujemy systemem Goal Line, to czy tak było, tego już się nie dowiemy. Sędzia bramkę uznał i o tyle łatwiej pisać o tej kontrowersji, ponieważ wynik nie był na styku. W pierwszej połowie mieliśmy także sytuację, po której zderzyli się głowami dwaj zawodnicy w polu karnym Kaczyprytu. Niestety Andrzej Morawski miał rozciętą głowę i potrzebna była pomoc medyczna, a że to Tylko Zwycięstwo to drużyna zorganizowana w stu procentach to szybko obandażowała i opatrzyła kontuzjowanego gracza żona jednego z zawodników i na drugą połowę zawodnik był gotowy do gry. W drugiej połowie Tylko Zwycięstwo kontrolował sytuację na boisku i pewnie dowiózł korzystny wynik do końca, tym samym wciąż naciska na lidera tabeli, którym jest ekipa Łukasza Walo.

Po pierwszej kolejce pisaliśmy że Drunk Team nie jest jeszcze w gazie i historia z poprzednich sezonów, gdzie wiosny mieli słabsze, może się powtórzyć. W meczu ze Złączonymi jakby chcieli nam pokazać, jak bardzo się mylimy i pewnie pokonali chłopaków z Grodziska. Goście byli w stanie nawiązać walkę jedynie do momentu utraty pierwszej bramki. Potem worek z golami się rozwiązał, a zawodnikom Drunk Teamu tak bardzo się spodobało strzelanie, że umieścili piłkę także we własnej siatce. O przewadze jaką mieli może świadczyć fakt że strzelali nawet wtedy, gdy grali w osłabieniu. Do przerwy wynik brzmiał 5-1. Po przerwie ekipa Łukasza Walo nadal przeważała, a wpływ na to mógł mieć fakt że Złączeni nie dysponowali żadnym zawodnikiem na zmianę. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 11-2, a aż pięć bramek strzelił Michał Janowski. Z taką grą jak w miniony weekend mistrzostwo jest jak najbardziej w zasięgu Łukasza Walo i spółki.

Co się dzieje natomiast na wiosnę z FC Melange? Obstawialiśmy że Melanżownicy z marszu wejdą w zmagania po dobrym zimowym sezonie, a tymczasem najpierw ledwo wygrali ze Złączonymi a w swoim drugim meczu podzielili się punktami z Old Eagles Koło. Można to tłumaczyć brakiem Grzegorza Maca i Kamila Sadowskiego, czyli motorów napędowych FC Melange. A jak przebiegała ta rywalizacja? Zdecydowanie można to spotkanie określić jako pojedynek dwóch bramkarzy. Zarówno Bartosz Jakubiel jak i Sebastian Nowakowski nie raz i nie dwa ratowali swoje zespoły przed utratą bramki. Do przerwy prowadziły Orzełki i to zasłużenie, bo były drużyną lepszą. Widać było niepewność w grze obronnej ekipy Kamila Marciniaka, ale Orzełki nie były w stanie w pełni tego wykorzystać. Po przerwie Melażowi udaje się dwa razu wyrównać wynik meczu. Orzełki w końcówce mieli piłkę meczową i sytuację sam na sam, ale zawodnik za długo czekał z oddaniem strzału i w konsekwencji mecz kończy się remisem.

Ciekawi byliśmy nowej drużyny zawodników pochodzących z Ukrainy, którą miał sprawdzić MIxamator. Drużyna Krzyśka Niewierkiewicza ma w swoim składzie 4 graczy z Ukrainy ale niestety w ten weekend musieli sobie poradzić bez nich, bo u naszych sąsiadów trwały święta i wszyscy udali się do swoich rodzin. Kar-Bud też nie miał wszystkich graczy z tego samego powodu. Po inauguracyjnym meczu możemy z czystym sercem napisać, że wynik był na pewno gorszy niż gra. Pierwsza połowa to bramki jedynie dla ekipy z Mokotowa. Wyróżniającym się zawodnikiem był szczególnie Damian Starosta, który nakręcał akcje jak i sam strzelał gole. W drugiej odsłonie z każdą minutą widać było że gospodarze czuli się coraz lepiej na boisku, a goście nie mając zmian zwolnili tempo i starali się kontrolować mecz. Kar-Bud strzelił swojego debiutanckiego gola, ale ostatecznie przegrał z bardzo doświadczoną ekipą Mixamatora aż 1:7.

Żeby jeszcze liczyć się w walce o podium zarówno Wierny Służewiec jak i Alpan musiały wygrać to spotkanie. Pierwsza połowa to prowadzenie Alpana 2:0. Wierny atakował, a bramki strzelali podopieczni Rafała Dębskiego. Inna sprawa że Wierny do tego meczu przystąpił praktycznie bez nominalnych obrońców, co powodowało niemały chaos z tyłu. W przodzie też nic się nie kleiło, a gdy już pojawiały się sytuacje, to bramkarz Alpana bronił wszystko to co miał. W przerwie Wierny zdjął bramkarza i próbował tworzyć sobie przewagę przy rozegraniu piłki. Taktyka ta okazała się strzałem w dziesiątkę, bo Wierny zdobył bramkę kontaktową, później został podyktowany rzut karny pewnie wykorzystany przez Marcina Kowalskiego. Potem Wierni dołożyli jeszcze dwa trafienia i mecz ze stanu 0:2 ekipa Piotra Gratkowskiego przechyla na 2:4. W końcówce Adrian Pietrulewicz strzałem w okienko z wolnego daje kontakt Alpanowi, jednak Wierny dowozi jednobramkową przewagę i zgarnia trzy punkty.

 

III LIGA

Przed meczem liczyliśmy na wyrównany pojedynek Niedzielnych i Diabła Trzeci Róg. Gdy w szeregach Niedzielnych brakowało choćby takiego gracza jak Artur Jaszczak, a po przeciwległej stronie był kiler Diabłów Maciek Biernacki to wygrana gości stała się faktem. Do przerwy był remis, obie ekipy nie oszczędzały swojego zdrowia, czasami grając bardzo twardo, na granicy faulu. Jednak nie było żadnych sytuacji w których arbiter musiał by sięgać po kartki. Druga połowa to dwie bramki Diabłów, którzy zgarniają cenne trzy punkty w kontekście spokojnego utrzymania w lidze. Niedzielni muszą natomiast zadbać o większą liczbę graczy, tak jak w pierwszym meczu, gdyż widać było brak sił w końcówce.
Na niespodziankę w swoim meczu liczył Płomień Bilbao i początek jak najbardziej na to wskazywał, bo patrząc na grę obu zespołów, nie było widać dzielącej ich różnicy miejsc w tabeli. Drużyna Marka Giełczewskiego nie miała pomysłu na przeciwnika , ale że ma w swoich szeregach takiego zawodnika jak Szymon Kolasa. To właśnie wtedy, gdy nie szło drużynie, to on wziął na swoje barki ciężar gry i przed przerwą strzelił gola. Po przerwie Płomień nie prezentował się tak znakomicie jak w pierwszej połowie, czego efektem były kolejne bramki dla Virtualnego Ń. Widać było że po objęciu prowadzenia Virtualni grają swobodniej i ich przewaga na boisku stawała się coraz większa. W końcówce meczu miał miejsce nieprzyjemny incydent ze zdrowiem Marka Szklennika, który opisaliśmy już w Plusach i Minusach. Ostatecznie niespodzianki w tym meczu nie było, a wynik 0:4 z przebiegu gry wydaje się trochę nieadekwatny gdyż Płomień zasłużył chociażby na bramkę honorową

Laga Taka rzutem na taśmę zgarnia w miniony weekend trzy punkty choć Riversi postawili spory opór graczom Radka Małeckiego i na pewno widać, że Leszek Parzniewski i spółka nie składają broni i do końca będą walczyć o utrzymanie. Pierwsza odsłona to przewaga Lagi i dwubramkowe prowadzenie do przerwy, choć mogło być okazalej, gdyby nie nowy nabytek między słupkami Riversów. Piotr Michalik zagrał świetne zawody i na pewno będzie dużym wzmocnieniem na rundę wiosenną. Po przerwie Riversi ruszają w pogoń za rywalem i choć ostatecznie nie udaje się zdobyć nawet punktu, to jest to dobry prognostyk na przyszłość. Trzeba tylko zagrać na równym poziomie obie połowy. Laga natomiast musi umieć dobić rywala i zamknąć mecz, ale jesteśmy pewni że Radek Małecki już zrobił analizę tego co jest do poprawy na następną kolejkę.

W kolejnym spotkaniu doszło do starcia LTM Warsaw i Eleganckich Chłopaków. W zapowiedzi tego meczu twierdziliśmy, że może to być ciężkie spotkanie dla zawodników Irka Webera. Początek meczu był nieco ospały, obie ekipy jakby podeszły do siebie z respektem. Pierwsi przełamali się goście, jednak chwilę po wyjściu na prowadzenie, LTMowi udał się wyrównać za sprawą Roberta Lacha. Od tej pory worek z bramkami się rozwiązuje, a inicjatywę przejmują gospodarze. Do przerwy strzelają jeszcze 3 bramki, co mogło nieco podłamać drużynę braci Bączków. Po przerwie obraz gry się nie zmienia i LTM punktuje rywala, który próbuje gry z kontry, jednak dobrze w tym meczu spisuje się bramkarz Andrzej Gronosz. Mecz kończy się wynikiem 9-3 i nasuwa się pytanie czy ktoś jest w stanie zatrzymać rozpędzający się LTM?

Być może tą drużyną która będzie w stanie nawiązać równorzędną walkę będzie Scorpions. Pisaliśmy o tym w zapowiedziach że bracia Żołnierscy koncentrują się na III lidze i ciężko będzie ich zatrzymać. Ta sztuka w ten weekend nie udała się Gangowi z Kabat i nawet obecność Maćka Pikiewicza, którego nie było na meczu, mogłaby co najwyżej złagodzić rozmiar porażki. Pierwsza połowa to jednak niespodziewanie remis 1:1. Chłopaki z Kabat walczyli jak mogli i wyglądało to obiecująco. Po przerwie dominacja graczy Scorpionsa nie podlegała już dyskusji. Duet Adamczyk- Ilczuk w ofensywie był nie do zatrzymania. W tej odsłonie gracze z Władysławowa strzelili sześć bramek i pewnie wygrali mecz. Wszystkie trzy pierwsze drużyny wygrały swoje spotkania, różnica punktowa między nimi jest minimalna, więc walka o mistrzostwo będzie niezwykle emocjonująca.

 

IV LIGA

W jednym z wywiadów dla Ligi+ Extra Piotr Obrośliński mówił, że pora wreszcie wygrać jakąś ligę. Jeśli te słowa miały zostać zamienione w czyn, to starcie przeciwko Walking Dead jawiło się jako wiarygodny test możliwości NiHooYa. A jeśli tak, to nie wypadł on niestety pozytywnie. Początek był jeszcze niezły, piłka po jednym strzałów odbiła się nawet od poprzeczki, lecz później to rywale przejęli inicjatywę, a że mają oni w swoich szeregach graczy o nietuzinkowych możliwościach, to wynik zaczął przechylać się na stronę Patryka Raczyńskiego i spółki. Do przerwy było 3:1, ale gdy tuż po niej NiHooYa zaliczyło trafienie kontaktowe, wydawało się że ten mecz dopiero od teraz rozkręci się na dobre. Niestety – gracze w błękitnych koszulkach, choć bardzo się starali, to nie poszli za ciosem, a że mieli ogromne problemy z upilnowaniem Igora Petlyaka, to marzenia o przynajmniej remisie prysnęły. Szkoda, bo Walking Dead wcale nie zagrało wielkiego spotkania, ale to też pokazuje potencjał tej ekipy, która nawet grając na 70-80% możliwości, jest chyba poza zasięgiem wszystkim czwartoligowców.

W kolejnym sobotnim meczu w czwartej lidze byliśmy bardzo ciekawi potyczki Deportivo la chickeno z Aleją Seksu i Biznesu. Przypomnijmy, że była to powtórka spotkania z jesieni, gdzie ci drudzy wspomogli się zbyt dużą liczbą zawodników z Ekstraklasy i jako organizatorzy uznaliśmy, że najbardziej rozsądnym wyjściem z sytuacji, będzie rozegranie tego meczu jeszcze raz. Tym razem wszystko odbyło się zgodnie z procedurami, a końcowym zwycięzcą okazało się Deportivo. Aleja Seksu zaprezentowała się bardzo mizernie i fakt, że na przestrzeni 50 minut nie potrafiła zdobyć ani jednej bramki, dużo mówi o jej ofensywnym potencjale. Wojtek Żak co chwilę albo rozkładał ręce alb zakrywał nimi twarz, bo nie mógł uwierzyć, co wyprawiają jego koledzy z przednich formacji. Deportivo grało natomiast bardzo konsekwentnie, uważnie, cierpliwie i to wszystko złożyło się na dość pewne trzy punkty. Tym cenniejsze, że wywalczone bez Adriana Tarnowskiego, który jest przecież liderem ich bloku obronnego.

Długo musieliśmy czekać by zobaczyć jak po przerwie zimowej zaprezentuje się drużyna FC Radość. W pierwszych minutach pojedynku z Augusto Penguins wyglądało to naprawdę obiecująco. Gospodarze nieźle bili stałe fragmenty gry, które chyba były trenowane w zimę, a przynajmniej tak wyglądały. Optyczna przewaga nie przełożyła się na bramki, które strzelały Pingwiny (raz pomógł im zawodnik Radości który wpakował piłkę do własnej bramki) i z biegiem czasu to one przejmowały kontrolę nad meczem. Na przerwę drużyny schodziły przy prowadzeniu Pingwinów 1-3. W drugiej połowie widzieliśmy wyrównany pojedynek i obie drużyny strzeliły po dwie bramki. W końcówce meczu kilkukrotnie Pingwiny ratował swoimi interwencjami Damian Repke który miał spory udział w utrzymaniu korzystnego rezultatu w końcowym rezultacie Augusto nie bez trudu, ale zgarnia w tym meczu 3 pkt.

Pojedynek NAF Genduś i FC Śmieci był spotkaniem dwóch drużyn z dolnej części tabeli. Wynik tego spotkania był ważny w kontekście walki o uniknięcie spadku. Pierwsza połowa była wyrównana choć z lekką przewagą Gendusia. W pierwszej części ekipa Michała Ochockego trzykrotnie wychodzili na prowadzenie i trzykrotnie pozwalali rywalom na wyrównanie. Obie drużyny pojawiły się na Grenady w mocno okrojonych składach, do tego zawodnik Gendusia Grzegorz Gadziomski doznał kontuzji i musiał zejść z boiska, co było dużym osłabieniem dla gospodarzy. W drugiej połowie coraz większe zmęczenie gospodarzy wykorzystały w końcu FC Śmieci i wyszły po raz pierwszy na prowadzenie. W samej końcówce gospodarzy stać było na ostatni zryw i za sprawą Konrada Czarnomskiego udało im się wywalczyć jeden punkt, który de facto chyba nie zadowolił żadnej z drużyn.

Zakładaliśmy że Young Guns będzie chciał zrewanżować się za porażkę z jesieni, ale że aż tak zdominuje przeciwnika, tego się nie spodziewaliśmy. Początek jeszcze wyrównany do około 10 minuty był remis ,ale później błędy w obronie powodowały że ekipa Wojtka Jankowiaka zdeklasowała rywali. W rolę egzekutorów wcielili się Marek Sanecki i Rafał Badaczewski. Druga połowa to ostrzeliwanie bramki Rafała Kilińskiego i wynik 13:2 choć wysoki to okazał się najniższym wymiarem kary. Sprzedawcy Marzeń nie opuszczali w ten weekend Estadio de Grenady w najlepszych humorach i na pewno czekają na przyjazd z Kolumbii Juana Gutiereza, bo jak się okazuje z nim w składzie idzie im o wiele lepiej. Mamy nadzieję że Młode Strzelby nie wystrzelały się w ten weekend i zostawiły trochę amunicji na kolejne tygodnie w Lidze Fanów.

Deportivo la Chickeno na długo zapamięta ten weekend na Grenady. W sobotę odprawili z kwitkiem w powtórzonym meczu Aleję Seksu i Biznesu, a w niedzielę wygrali z pretendentem do tytułu Truskawką na Torcie . Głównym architektem tych zwycięstw był niewątpliwie Ernest Wożniak, ale cała drużyna była zdeterminowana do walki, a przecież rozegrać dwa tak ciężkie mecze w jeden weekend i do tego oba wygrać, to nie lada sztuka. Mecz sam w sobie mógł się podobać i do końca trzymał w napięciu. Truskawka grała trochę nerwowo jakby pogoń za wynikiem ich trochę paraliżowała. Deportivo do przerwy prowadziło skromnie 1:0 druga odsłona to po jednym trafieniu z obu stron i trzy cenne punkty zgarnia ekipa Mateusza Tarnowskiego zrównując się punktami z niedzielnym rywalem. Jeżeli wierzyć zdaniu że ofensywą wygrywa się mecze, a defensywą tytuły to mamy mocnego kandydata do złotego medalu w IV Lidze.

 

V LIGA

Mikstura była zdecydowanym faworytem rywalizacji z Landtech, ale pomni tego, co zespół Michała Kucharskiego dokonał przeciwko Zakonowi Bonifratrów, nie zamierzaliśmy odbierać mu szans w tej potyczce. Co więcej – przebieg meczu z Miksturą był w pewnym sensie podobny do tego z poprzedniego weekendu, bo Landtech znów był zmuszony do odrabiania strat, lecz tym razem nie był w stanie włączyć w drugiej połowie trybu „turbo", który pozwoliłby na zdobycie kolejnych trzech punktów. Przy stanie 0:3 graczom w czerwono-czarnych koszulkach co prawda udało się zdobyć pierwszą bramkę, ale za nią nie poszły kolejne. Co gorsze – Mikstura zauważyła, że golkiper oponentów ma ogromne problemy z górnymi piłkami i zaczęła to wykorzystywać, a jedną z bramek zdobył dla nich dalekim wykopem z „piątki" bramkarz! Mateusz Kot zanotował też asystę i przyczynił się do zasłużonego sukcesu liderów piątej ligi, którego triumf nie był nawet przez chwilę zagrożony. Landtech starał się jak mógł, ale tego dnia był po prostu zdecydowanie słabszy.

W drugim meczu V Ligi oglądamy aż 14 goli. Lituanica już tydzień temu zagrała dobry mecz z drużyną Compatibl, więc Fatalni którzy ograli Givovę wiedzieli że scenariusz z poprzedniej kolejki się nie powtórzy. Początek to kiksy bramkarza i obrony Litwinów i szybkie dwie bramki dla Fatalnych, które chyba uśpiły Damiana Racławskiego i spółkę. W końcu sprawy w swoje ręce wziął Adrian Pietrulewicz, który rozpoczyna swoje strzelanie i to o dziwo Litwini prowadzą do przerwy. Po przerwie trwa wymiana ciosów. Raz prowadzą Litwini a raz Fatalni. Gdy sędzia gwiżdże po raz ostatni mamy remis i z perspektywy całego meczu nikt nie powinien poczuć się pokrzywdzony.

W meczu Givovy Pogromcy Poprzeczek i Co Gol Zmiana czyli zespołów walczących o utrzymanie, zdecydowanym faworytem była ekipa gości. Do przerwy na tablicy widniał wynik 2:4 i to na pewno była spora niespodzianka, bo Givova wcale nie zamknęła się na własnej połowie, ale próbowała atakować rywala. Po przerwie było już mniej sił i ekipa Karola Urbańczyka dorzuciła kolejne trafienia pewnie zgarniając trzy punkty. U Givovy widać postępy, zaliczyli występ gdzie stracili tylko 8 bramek, co jest dużym progresem w porównaniu z poprzednią kolejką. Jednak wciąż przed tymi drużynami sporo pracy i pytanie czy są w stanie zagrozić wyżej notowanym rywalom.

Jak chociażby Sparcie która tym razem pojawiła się na Estadio de Grenady z kilkoma nowymi twarzami z składzie, choć z drugiej strony zabrakło kilku wiodących zawodników z jesienni. Podejmowali oni w niedzielny poranek FC Alfę i trzeba przyznać że byli zespołem dominującym. Raz po raz atakowali bramkę gości, ale naprawdę świetne zawody rozegrał bramkarz Alfy Uladzimir Letunovich. Fakt, w całym meczu pomagały mu również słupki strzeżonej przez niego bramki, ale trzeba oddać że kilkunastokrotnie ratował swój zespół przed utratą bramki. Do przerwy Sparta prowadziła 2-1. Po przerwie zawodnik Alfy popisał się świetnym strzałem z dystansu i doprowadził do remisu. W dalszej części spotkania mecz miał podobny przebieg jak w pierwszej połowie. Sparta atakowała, jednak brakowało jej wykończenia, a Alfa sporadycznie próbowała się odgryźć. Ostatecznie mecz zakończył się podziałem punktów z którego bardziej zadowoleni będą zawodnicy FC Alfy

Meczem na szczycie był jeden z ostatnich niedzielnych meczów, w którym Warszawskie Dziki podejmowały Blok Ekipę. Mecz był o tyle istotny, że mógł zbliżyć obie drużyny na jeden punkt lub oddalić na siedem. Pod presją była Blok Ekipa, która musi gonić swoich rywali znajdujących się na podium. Dziki pokazały mądry, cierpliwy football. Blok Ekipa dwoiła się i troiła w swoich staraniach, a gospodarze wyprowadzali za to zabójcze kontry i do przerwy prowadzili 3:1. W drugiej połowie obraz gry się nie zmienił, choć widać było że trudy tego spotkania dają się we znaki i z minuty na minutę tempo coraz bardziej siadało. Mimo starań nad poprawą wyniku Blok Ekipa przegrywa 5:2, a Dziki cały czas depczą po piętach liderującej Miksturze

Faworytem ostatniego spotkania był Zakon Bonifratów, ale musieli się dużo natrudzić żeby zdobyć choć jedno oczko w meczu z Compatibl. Pierwsza połowa to prowadzenie Białorusinów 3:1 i należy to podkreślić, w pełni zasłużone. Choć trzeba przyznać, że mieli trochę szczęścia, a i bramkarz Sergei Bubenko wybronił kilka sytuacji. Po przerwie ekipa Krysztofa Kurowickiego wzięła się do roboty i najpierw wyrównuje, a w końcówce po rzucie karnym wychodzi na prowadzenie. Niestety tylko minutę, bo Bialorusini wyrównują również po rzucie karnym. Desperackie ataki nie przynoszą żadnej ekipie powodzenia i mamy podział punktów według nas jak najbardziej sprawiedliwy

 


Zapraszamy na nasz profil na Facebooku, gdzie regularnie zamieszczamy newsy, zdjęcia, czy inne ciekawostki z naszych rozgrywek - www.facebook.com/LigaFanow.6tki

 

 

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
0 0

EKSTRAKLASA

Wybierz kolejkę:
2 1

I LIGA

Wybierz kolejkę:
1 1

II LIGA

Wybierz kolejkę:
4 0

III LIGA

Wybierz kolejkę:
0 0
Wybierz kolejkę:
5 1

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi