Wczytuję...

TURNIEJ NOWOROCZNY!

Termin 6-7 stycznia, atrakcyjne nagrody, sztuczna trwa z certyfikatem FIFA, system 5+1, relacja foto i video, profesjonalni sędziowie i wzorowa organizacja. Czekamy na wasze zgłoszenia!

TURNIEJ HALOWY - ZGŁOŚ DRUŻ…

Zgłoś drużynę do HALOWEGO PUCHARU FANÓW 2018, zagraj w największym amatorskim turnieju w Polsce, przeżyj fantastyczną zabawę połączoną z dreszczykiem sportowej adrenaliny - SPRAWDŹ OFERTE…

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA…

Masz Telefon, Tablet i aktywne konto Google ? Sprawdź jak łatwo skonfigurować powiadomienia dla materiałów Video z kanału Liga Fanów TV.

SUBSKRYBUJ - LIGA FANÓW TV !

Mamy kanał YouTube! Liga Fanów, oprócz samych spotkań, zapowiedzi, wywiadów, newsów czy imprez, postanowiła pójść o krok dalej i śledzić nasze działania w najpopularniejszym serwisie z ma…

TURNIEJ NOWOROCZNY!
TURNIEJ HALOWY - ZGŁOŚ DRUŻYNĘ
LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA NA YOUTUBE
SUBSKRYBUJ - LIGA FANÓW TV !

EFEKTOWNA WYGRANA KS MURANÓW!

09
Paź

Powoli zbliżamy się do półmetka rundy jesiennej. Trzy mecze to wystarczająco dużo, by dać się poznać z negatywnej lub pozytywnej strony, ale nie na tyle dużo, by jasno określić, kto będzie się bronił przed spadkiem, a kto powalczy o medale. W końcu w piłce czasem wystarczy jeden przełomowy mecz. Czy komuś udało się taki zaliczyć w ostatni weekend? Sami możecie wyciągnąć wnioski po lekturze naszego cotygodniowego podsumowania.

EFEKTOWNA WYGRANA KS MURANÓW!

EKSTRAKLASA

Zmagania 3.kolejki w Ekstraklasie rozpoczęliśmy od meczu sobotniego – Moczymordy podejmowały Wolę United. W pierwszej połowie Wola była lepsza i konkretniejsza i w pewnym momencie zasłużenie prowadziła 2:0. W końcówce straciła jednak bramkę z rzutu karnego, co mogło wpłynąć na kondycję psychiczną zawodników przed finałową odsłoną. I faktycznie – Moczymordy złapały wiatr w żagle, miały okazję na remis i gdy wydawało się, że bramka dla nich wisi w powietrzu, kapitalną przewrotką popisał się Bartek Kostrzewa! To nie podłamało ekipy Roberta Kuleszy – zawodnicy w białych koszulkach konsekwentnie dążyli do odrobienia strat i ich wytrwałość została nagrodzona. Najpierw zrobiło się 2:3, później 3:3, a była okazja by wygrać! Wola również dysponowała piłką meczową, lecz stanęło na remisie, co mimo wszystko wydaje się być sprawiedliwym rezultatem. Najważniejsze, że mecz był czysty, ciekawy i było w nim naprawdę dużo piłkarskiej jakości.

Dwa spotkania Ekstraklasy rozegraliśmy również w niedzielę. W pierwszym z nich Agresywni rywalizowali z Promilem. Zespół z Ochoty tydzień wcześniej odprawił z kwitkiem Scorpiona, a teraz – przychodząc w galowym garniturze – nie dał najmniejszych szans Promilowi. Widać, że Andrzej Niemirski chce odzyskać tytuł w tym sezonie, bo na meczach jest 8-10 graczy gotowych do gry, których każda ekipa chciałaby mieć u siebie w drużynie. Co do samego meczu to wynik 15:4 mówi wszystko. Promil grał bez 11 graczy, którzy z różnych przyczyn nie mogli dojechać na mecz. Ci co przyjechali dali z siebie wszystko i do przerwy było „tylko" 2:5, ale później brak sił dał o sobie znać i skończyło się na porażce różnicą jedenastu bramek...

Wiele sobie z kolei obiecywaliśmy po rywalizacji dwóch beniaminków. Zarówno Scorpion, jak i Semper dopiero oswajają się z Ekstraklasą, ale mają już na swoim koncie po zwycięstwie i w niedzielę chciały dołożyć kolejne. O końcowym wyniku zadecydował początek meczu - szybkie bramki Sempera spowodowały, że ekipa Marcina Kowalskiego grała spokojniej, bo miała bezpieczną przewagę. Skorpion po stracie Piotra Krawczyka musi sobie jakoś radzić i szkoda, że obudził się tutaj dopiero po przerwie, bo nawiązał walkę, ale czasu na więcej niż honorowa porażka po prostu nie starczyło. Potrzebnych punktów trzeba więc poszukać kiedy indziej.

 

I LIGA

W pierwszej lidze pierwszym meczem trzeciej serii był ten między Hiszpanami a Białowieską. Działo się tu naprawdę sporo, bo ci pierwsi prowadzili już 2:0 i przy takim też wyniku, czerwoną kartkę w ekipie gości otrzymał Paweł Żurkiewicz. Wydawało się, że przybysze z Półwyspu Iberyjskiego mają w swojej dłoni wszystkie argumenty, by odnieść zwycięstwo, ale wtedy zaczęły się schody. Za chwilę żółtą kartkę za faul poza polem karnym otrzymuje Tomas Frutos. Białowieska korzysta z sytuacji, gdzie składy są wyrównane i ze stanu 0:2, wychodzi na 3:2! Ale w drugiej odsłonie Hiszpanie nie dają za wygraną i dzięki dwóm bramkom z rzędu, Raul Prasznik i spółka znów są bliżej zwycięstwa. Rywal wykorzystuje wtedy opcję gry z lotnym bramkarzem i to przynosi bramkowy skutek. Później prosty błąd w obronie i Białowieska znów prowadzi! Przegrywającym zaczyna się spieszyć i wtedy przytrafiają im się kolejne pomyłki, które konkurent bezlitośnie wykorzystuje. Białowieska wygrywa ostatecznie 7:4 i po dwóch porażkach z rzędu, chyba na dobre wraca do gry.

Podobną konstatację co wyżej, moglibyśmy napisać w stosunku do East Wind. Podopieczni Sebastiana Dąbrowskiego w końcu otworzyli swój punktowy dorobek ogrywając Junaka. Ten mecz dla przegranych zaczął się fatalnie, bo kontuzji szybko doznali dwaj podstawowi zawodnicy i mimo że to Junak jako pierwszy dwukrotnie zaatakował groźniej, to East Wind dał się wyszumieć oponentowi a później bezlitośnie go punktował. Po 25 minutach było 4:0, co chyba spowodowało rozluźnienie w szeregach zdobywców Pucharu Lata. Junak grał natomiast bardzo ambitnie, starał się atakować pressingiem na całym boisku i był moment, gdzie faworyci musieli się wziąć w garść, to ten mecz mógł im uciec. Chłopaki w porę się jednak obudzili i w końcowym rozrachunku zasłużenie wygrali. Ale Junak ze swojej postawy może być zadowolony i gdyby grał zawsze tak, jak w drugiej połowie, to jego miejsce w tabeli byłoby znacznie wyższe niż to obecne.

A jaki scenariusz miał hit pierwszej ligi między Bulbezem a Mocno Wolą? To był naprawdę niesamowity pojedynek, z wieloma zwrotami akcji. Mocno Wola bez trzech ważnych zawodników, którzy z powodu choroby nie byli w stanie podjąć rywalizacji. Bulbez z Maćkiem Paluchowskim, który pierwszy raz w tym sezonie pojawił się na Estadio de Grenady. Do przerwy prowadzenie ekipy Rafała Jagóry. W drugiej połowie najpierw remis, a potem gol na 3:2 dla Bulbezu. W końcówce gol na wagę punktu popularnego „Bienia" i mamy sprawiedliwy remis, po znakomitym spektaklu w wykonaniu obu ekip. Oby więcej takich spotkań!

Emocje do samego końca były również w potyczce między AnonyMMous a FC Górką. Rozpoczęła się ona z kilkunastominutowym opóźnieniem, bo Anonimowym brakowało jednego zawodnika, a rywale zgodzili się poczekać, aż przeciwnik uzupełni skład. Gdy już gospodarze byli w komplecie, rozpoczęła się walka. Do przerwy wynik brzmiał 2:2, a po niej szalał Michał Głębocki, który łącznie zdobył wszystkie gole dla ekipy Maćka Miękiny. Na nic to się zdało, bo ostatecznie rzutem na taśmę - goniąc cały czas wynik - wygrała Górka 5:4. To był dreszczowiec z happy endem dla ekipy Konrada Litwiniuka. Po meczu na osłodę chłopaki z Tarchomina wręczyli obiecane trunki ekipie Maćka Miękiny za walkę do końca w zeszłym sezonie, dzięki czemu zdobyli mistrzostwo II ligi. Dla przegranych było to jednak marne pocieszenie, bo na remis zdecydowanie tutaj zasłużyli.

Bardzo zaskoczyło nas z kolei to, co działo się w ostatnim meczu pierwszej ligi. Rywalizowała w nim Saska Kępa, która w pierwszych dwóch meczach radziła sobie nieźle i Muranów, który po dwóch porażkach był dla nas zagadką. Ale jak się okazało chłopaki Mikołaja Kozłowicza odpalili chyba na dobre, bo w ten weekend rozbili Saską aż 9:0, panując na boisku niepodzielnie, dysponując szerokim składem a ich lider Karol Trzciński wreszcie miał kolegów grających na wyższym poziomie. Saska robiła co mogła, ale nawet honorowa bramka nie chciała wpaść. Cóż, takie mecze też się zdarzają i podopieczni Korneliusza Troszczyńskiego muszą o nim po prostu jak najszybciej zapomnieć.

 

II LIGA

Złączeni vs Kaczypryt – ta para jako pierwsza z drugiej ligi zaprezentowała swoje możliwości w ostatni weekend. Niestety – nie był to wielki mecz, chociaż z drugiej strony, dla jednych i drugich liczyły się przede wszystkim punkty, a nie styl. Złączeni grali bez zmian, co miało swoje przełożenie na końcowy rezultat. W drugiej połowie przytrafił im się bowiem lekki kryzys, szybko stracili dwa gole pod rząd i mimo że zdobyli bramkę kontaktową, nie byli w stanie wyrównać. Kaczypryt, który wykazywał tutaj zdecydowanie więcej chęci do gry, w końcowym fragmencie przypieczętował swoje zwycięstwo, dzięki czemu mógł się cieszyć z historycznego triumfu w rozgrywkach Ligi Fanów.

A swojego dorobku wciąż nie może otworzyć Old Eagles Koło. W trzeciej kolejce nie zapowiadało się, że coś może się w tej kwestii zmienić, bo rywalem tego zespołu był MixAmator. Ekipa Michała Fijołka już raz w tej kampanii przegrała i nie zamierzała ponownie tracić punktów. Do przerwy mamy prowadzenie Mixamatora 2:1. Choć Michał Zieliński dostał czerwoną kartkę i ekipa Janka Drabika miała przewagę, to zdobyła w tym okresie tylko jedną bramkę, co miało swoje konsekwencje. Po przerwie Mixamator lepiej wytrzymał trudy spotkania a ekipa z Koła opadła z sił. Zawodnicy w czerwonych koszulkach wykorzystali słabszy moment Orzełków, strzelili 3 bramki i zgarnęli całą pulę. Old Eagles w kryzysie są już pogrążeni na dobre.

O spadku formy nie ma mowy w obozach Tylko Zwycięstwo i FC Melange. Jedni i drudzy grają na początku sezonu bardzo dobrze i choćby z tego względu zastanawialiśmy się, kto zapisze bezpośrednią potyczkę na swoje konto. Mecz okazał się bardzo wyrównany. Obie ekipy walczyły na całego i miały przy tym mocne kadry, choć w ekipie Kamila Marciniaka brakowało Mateusza Żurkowskiego i Kamila Sadowskiego, co trochę nadwątliło ich ofensywę. Pierwsza połowa to minimalne prowadzenie TZ 1:0. Druga to wymiana ciosów a ponieważ jeden celny więcej oddało TZ, to oni minimalnie zwyciężają. A Andrzej Morawski znowu pokazuje instynkt kilera zdobywając 4 gole i po raz kolejny udowadnia, jak ważnym jest ogniwem swojego zespołu.

Nogi z gazu nie spuszcza również Drunk Team. W meczu z Olimpijczykami, obydwie ekipy zagrały to, do czego nas w tym sezonie przyzwyczaiły. W pierwszej połowie lekką przewagę mieli Olimpijczycy - nie przełożyło się to jednak na zdobyte gole, które strzelał Drunk Team. Druga połowa to coraz bardziej zarysowująca się przewaga Drunkersów. Jako że Olimpijczycy przyszli na mecz tylko w 6, a jak zdążyliśmy zauważyć kondycja nie jest mocną stroną tych chłopaków, to ciężko było tu myśleć choćby o remisie. Udało się jedynie strzelić bramkę honorową. A Drunk Team widać że gra swoje i pokazuje, iż warto było dać mu szansę grania w lidze wyżej, bo po trzech meczach ma komplet punktów i nie ma w tym odrobiny przypadku.

A jaki przebieg miała rywalizacja Wiernego z Alpanem? Mecz zapowiadał się jako spotkanie dwóch równych zespołów, i taki był. Na boisku było sporo walki. Więcej sytuacji miał Wierny, ale udało mu się wykorzystać jedynie trzy. ALPAN natomiast nie mógł przebić się przez szczelną obronę rywala i schodził na przerwę z jedną zdobytą bramką po strzale z dystansu. W drugiej połowie do ALPANu doszedł bramkarz Piotr Zduński, który grał wysoko i próbował stworzyć przewagę. Jego koledzy mieli jednak rozregulowane celowniki. Wierny zagrał lepiej niż w poprzednich meczach i może to oznaczać że powoli łapie rytm, a nowi zawodnicy coraz lepiej się zgrywają z drużyną. Ale czy tak jest faktycznie – pokażą następne kolejki.

 

 

III LIGA

Na pierwszy triumf w sezonie nie może się doczekać FC Rivers. „Zieloni" w sobotę powinni jednak wygrać z Eleganckimi Chłopakami, bo praktyczne cały mecz prowadzili! 2:0, 4:2, mieli też niezliczoną liczbę prób, w których do szczęścia brakowało dosłownie milimetrów. Eleganccy nie załamywali się i w końcówce, po fantastycznej pogoni, zdołali wyszarpać całą pulę. Można stwierdzić, że szczęście FC Rivers zatrzymywało się w tym spotkaniu na słupkach i poprzeczce. Taka porażka na pewnie nie poprawi morale w ekipie Leszka Parzniewskiego, ale jeżeli chłopaki wstrzelą się w bramkę, to będą jeszcze w tej rundzie groźni.

Również różnicą tylko jednej bramki zakończył się mecz Virtualnego Ń z Lagą Taką. Był on wyrównany i raczej nie obfitował w klarowne sytuacje bramkowe. Wydaje się że lekką przewagę w pierwszej połowie miała Laga, ale wynik do przerwy brzmiał 1:1. Po zmianie stron obraz meczu się nie zmienił. Lagerom brakowało skuteczności, choć po bramce Adama Szatańskiego objęli w końcu prowadzenie, za to Virtualni chyba to co mieli to wykorzystali. Najpierw doprowadzili do wyrównania, by na minutę przed końcem ładnym strzałem Bartosz Kaca dał gospodarzom pełną pulę. Laga nie mogła się pogodzić z takim rozstrzygnięciem i z przebiegu meczu faktycznie zasłużyła na przynajmniej remis, ale za jakiś czas nie będzie to miało żadnego znaczenia. Wynik poszedł w świat.

O kolejnym spotkaniu, gdzie rywalizowali Płomień Bilbao z NieDzielnymi, pisaliśmy już w „plusach i minusach" kolejki. Ci drudzy mogli tutaj wygrać bez gry, bo Płomień nie zamierzał wychodzić na plac o jednego mniej. Marcin Aksamitowski i spółka podjęli decyzję, że lepiej w takim razie również wystąpić w pięciu, co ostatecznie źle się dla nich skończyło. Po 25 minutach było jeszcze 1:0 dla nich, ale końcówka meczu należała do oponentów, którzy zdobyli dwie bramki i wygrali. Szanujemy jednak postawę NieDzielnych, bo mało kto na ich miejscu zdecydowałby się na podobny krok. Brawo!

Dość jednostronne widowisko oglądaliśmy zaś między Diabła Trzeci Róg a Gangiem z Kabat. W zapowiedziach przedmeczowych stawialiśmy na Diabły, mimo że w poprzednich meczach to Gang dwa razy wygrywał. Przełamanie nie nastąpiło i praktycznie już po pierwszej połowie taki przebieg wydarzeń można było uznać za pewny. Ekipa z Kabat prowadziła bowiem 3:0 i miała pełną kontrolę. Po przerwie wciąż w natarciu był Gang a gospodarze nie mieli pomysłu jak się postawić rozpędzonemu rywalowi. Być może brak płynności w grze był spowodowany dużą ilością ludzi na zmianę, bo w ten weekend gospodarze stawili się prawie pełnym składem. Nie mniej Gang w drugiej połowie dołożył 2 bramki, a Diabły stać było jedynie na bramkę honorową w ostatniej akcji meczu. Widocznie ten przeciwnik Maćkowi Biernackiemu i spółce po prostu nie leży.

 

 

IV LIGA

Na czwartym poziomie dwa mecze w jeden weekend zagrała FC Radość. Drugi z nich – z Walking Dead – zostanie powtórzony (więcej o tym w plusach i minusach), natomiast w pierwszym podopieczni Piotrka Radelczyka wygrali z NiHooYa. Triumfatorzy długo nie mogli się odkleić bramkowo od przeciwników, bo ilekroć wychodzili na prowadzenie, ci również szybko odpowiadali. Ale w drugiej połowie Radość wykorzystała wąski skład ekipy Piotrka Obroślińskiego i zdobywając naprawdę piękne bramki, odprawiła z kwitkiem dużo bardziej doświadczonego konkurenta. Szkoda, że w HiHooYa zabrakło Łukasza Girjotasa, bo z nim to spotkanie mogło być jeszcze bardziej emocjonujące.

Żadnych emocji nie było natomiast w konfrontacji Shooting Stars z NAF Genduś. Tych pierwszych było łącznie czterech, drugich pięciu i z góry wiedzieliśmy, jak to wszystko się skończy. Sędzia co chwilę wskazywał na środek boiska, odgwizdując bramkę któregoś z zawodników. Zwykle był to Michał Ochocki, który łącznie zainkasował osiem goli i pięć asyst. Jego koledzy z zespołu również mocno podreperowali swoje dorobki, chociaż takie „widowisko" reklamy Lidze Fanów na pewno nie zrobiło. Szkoda, że już w trzeciej kolejce jedni i drudzy musieli się zmagać z takimi kłopotami kadrowymi.

Horror (jak zwykle) przeżyliśmy natomiast w meczu z udziałem Young Guns. Młode Strzelby po raz kolejny w tym sezonie miały trzy punkty na wyciągnięcie ręki, ale nie skorzystały z okazji i tylko zremisowały z FC Śmieci. Do przerwy wynik brzmiał 3:0, później było jeszcze 4:1, ale nonszalancja zawodników Young Guns spowodowała, że rywal wrócił do meczu. Nie do upilnowania był szczególnie Rafał Jewdokimow, który ustrzelił hat-tricka i był głównym sprawcą tego, że mieliśmy takie emocje w końcówce. Śmieci doszły bowiem na 4:4 i miały nawet szansę na piątą bramkę. Także Young Guns w końcówce za sprawą Marka Saneckiego o mało nie przechyliły szali zwycięstwa na swoją korzyść, ale nie udało się. A po końcowym gwizdku Młode Strzelby tylko uśmiechały się pod nosem. Ciężko stwierdzić, ile ten zespół musi mieć dobrych okazji, by wygrać mecz bez utrudniania sobie życia.

W trudnych warunkach odbyło się natomiast spotkanie Deportivo la chickeno z Augusto Penguins. W niedzielę pod wieczór znacznie się ochłodziło, co mogło być sprzymierzeńcem Pingwinów :) Tak się zresztą stało, bo Augusto kontrolowali mecz przez cały czas, mieli więcej zmienników i jakość ich gry była na niezłym poziomie. Do tego cały czas ich kapitan przypominał o taktyce jaką ustalili przed meczem i pozycjach każdego z graczy. Deportivo walczyło jak mogło, ale to nie był ich dzień a że brakowało kilku graczy takich jak Ernest Woźniak, to trzeba było pogodzić się z porażką...

Wątpliwości kto jest lepszy, nie było także w meczu Alei Seksu i Biznesu z Truskawką na Torcie. Ci drudzy wygrali tutaj zdecydowanie a ich szybkie akcje siały popłoch w defensywie gospodarzy. Do przerwy było 2:0, a po niej wiele się nie zmieniło, bo wciąż kontrolę mieli zawodnicy Truskawki, którzy nie mieli kłopotów z dowiezieniem trzech punktów do samego końca. Strzelanie bramek było rozłożone tutaj na kilku zawodników, więc można stwierdzić że siłą tej drużyny jest kolektyw i nie jest ona uzależniona od (nie)obecności jednego czy dwóch graczy. Z kolei Aleja grała bez pomocy zawodników z wyższej Ligi i to było widać gołym okiem.

W niedzielę drugi swój mecz w ten weekend rozegrali chłopaki z NiHooYa. W zapowiedziach pisaliśmy, że ze Sprzedawcami Marzeń spodziewamy się zaciętego boju i faktycznie tak było, ale tylko w pierwszej połowie. Nie wiemy bowiem co się stało ze Sprzedawcami w drugiej odsłonie, ale po wyniku można stwierdzić, że chyba zostali w szatni. Zespół Piotra Obroślińskiego na dobre odpalił a sam „Żabbson" ustrzelił hat-tricka. Motorem napędowym gości był Marcin Branowski - strzelec 2 bramek i asystent przy kolejnych trzech. Sprzedawcy muszą się szybko otrząsnąć po tej lekcji i wyciągnąć wnioski, bo ich sytuacja staje się powoli nie do pozazdroszczenia.

 

V LIGA

Na najniższym poziomie zmniejszyła nam się liczba niepokonanych drużyn. Było to jednak nieuniknione, bo choćby w sobotę rywalizowały ze sobą Mikstura i Warszawskie Dziki, a więc zespoły, które do tego momentu zgromadziły komplet punktów. Po bezpośrednim starciu, taki komfort zachowała Mikstura, która wygrała 6:2. Tylko w pierwszej połowie Dziki stanowiły realne zagrożenie, a im dalej w mecz, to było widać, że chłopakom brakuje pomysłu na grę. Z kolei gospodarze mieli w swoich szeregach Marka Bogdańskiego, który rozegrał kapitalne zawody i był ojcem zwycięstwa. Chociaż tak naprawdę cała drużyna Mikstury zagrała naprawdę nieźle, co przy chaotycznych Dzikach, po prostu musiało się skończyć ich pewnym zwycięstwem.

Dziewięć oczek na dziewięć możliwych mają też Fatalni. W weekend Damian Racławski i spółka rozprawili się z Zakonem Bonifratrów. Jak na wczesną porę rozgrywania tego meczu (8:00) kadry obu ekip były liczne, przez co rezerwowi obu ekip krzyczeli że są zmiany i trzeba biegać na całego. Do przerwy 3:1 dla Fatalnych, ale po krótkim odpoczynku istniała już tylko jedna ekipa. Kapitan zwycięzców mógł być zadowolony, bo jego koledzy strzelili jeszcze sześć bramek nie tracąc żadnej i pewnie zgarnęli kolejne 3pkt. Zakonnicy w drugiej połowie byli jakby zagubieni, a gdyby nie bramkarz Maciej Miśkiewicz to mogło się to skończyć znacznie, znacznie gorzej...

Ostry mecz, ale nie brutalny odbył się między CompatibL a Spartą. Tutaj od pierwszej do ostatniej minuty mieliśmy twardą walkę o każdy centymetr boiska. W premierowej odsłonie jedyna bramka dla Sparty to strzał z daleka i piłka na śliskiej nawierzchni wypadła z rąk bramkarza Compatibl i wtoczyła się do siatki. Wcześniej Sergiej Bubenko kilka razy świetnie interweniował, ale tym razem nie miał szczęścia. Po przerwie Sparta wypunktowała rywala i mecz skończył się wynikiem 5:0. Gracze Daniela Malka muszą poprawić skuteczność, bo mieli kilkanaście okazji, dwukrotnie dochodzili do sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale wszystko to na nic. Z kolei Sparta wraca na właściwe tory i powoli dobija do czołówki.

Trzeci mecz i trzecie zwycięstwo – to bilans Blok Ekipy. Ale mecz z Co Gol Zmiana wcale nie był dla ferajny Krzyśka Balickiego łatwy. Faworyci prowadzili tutaj 2:0, ale poczuli się chyba zbyt pewnie i zostali za to skarceni (2:2). Domyślamy się, że w przerwie trochę męskich słów padło. W drugiej połowie ekipa Karola Urbańczyka dzielnie się trzymała, ale nie dysponując zmianami opadła z sił i skończyło się na porażce 2:4. Warto odnotować, że przy stanie 2:2 klasę pokazał Rafał Jagóra, wykańczając precyzyjnym strzałem akcję całej drużyny. Co Gol Zmiana musi na pewno zadbać o frekwencję, bo szkoda, gdy wysiłek z całego spotkania, jest marnowany w samej końcówce. Temu spokojnie można było zapobiec.

Od trzeciej z rzędu przegranej nie uciekli z kolei Pogromcy Poprzeczek. FC Alfa już w poprzednim meczu była blisko zdobycia pierwszych punktów, jednak zabrakło jej skuteczności pod bramką rywala a w ten weekend mierzyła się zespołem, który dopiero nabiera doświadczenia i to było widać. Pogromcy robili co mogli, do przerwy przegrywali „tylko" 4:7 i mimo że widać progres w ich grze, to jest to wciąż zdecydowanie za mało. Alfa nauczona poprzednimi spotkaniami, które przegrywała minimalnie, tym razem poprawiła swoją skuteczność i w ostatecznym rozrachunku strzeliła aż 13 bramek, zdecydowanie pokazując swoją wyższość. Kto wie - być może chłopaki odblokowali się na dobre i właśnie rozpoczęli swój marsz w górę tabeli? Pożyjemy, zobaczymy.

 


Zapraszamy na nasz profil na Facebooku, gdzie regularnie zamieszczamy newsy, zdjęcia, czy inne ciekawostki z naszych rozgrywek - www.facebook.com/LigaFanow.6tki

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
3 0

EKSTRAKLASA

Kolejka 9
Wybierz kolejkę:
2 0

I LIGA

Kolejka 9
Wybierz kolejkę:
1 0

II LIGA

Kolejka 9
Wybierz kolejkę:
2 0

III LIGA

Kolejka 8
Wybierz kolejkę:
1 0

IV LIGA

Kolejka 20
Wybierz kolejkę:
0 0

V LIGA

Kolejka 20

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi