Wczytuję...

TURNIEJ NOWOROCZNY!

Termin 6-7 stycznia, atrakcyjne nagrody, sztuczna trwa z certyfikatem FIFA, system 5+1, relacja foto i video, profesjonalni sędziowie i wzorowa organizacja. Czekamy na wasze zgłoszenia!

TURNIEJ HALOWY - ZGŁOŚ DRUŻ…

Zgłoś drużynę do HALOWEGO PUCHARU FANÓW 2018, zagraj w największym amatorskim turnieju w Polsce, przeżyj fantastyczną zabawę połączoną z dreszczykiem sportowej adrenaliny - SPRAWDŹ OFERTE…

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA…

Masz Telefon, Tablet i aktywne konto Google ? Sprawdź jak łatwo skonfigurować powiadomienia dla materiałów Video z kanału Liga Fanów TV.

SUBSKRYBUJ - LIGA FANÓW TV !

Mamy kanał YouTube! Liga Fanów, oprócz samych spotkań, zapowiedzi, wywiadów, newsów czy imprez, postanowiła pójść o krok dalej i śledzić nasze działania w najpopularniejszym serwisie z ma…

TURNIEJ NOWOROCZNY!
TURNIEJ HALOWY - ZGŁOŚ DRUŻYNĘ
LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA NA YOUTUBE
SUBSKRYBUJ - LIGA FANÓW TV !

AGRESYWNI POKAZALI SWOJĄ MOC!

03
Paź

Po wpadce TURa Ochoty z pierwszej kolejki nie ma już śladu. Konrad Kowalski i spółka pokonując Semper Invicta dali znać, że kampania o nazwie "obrona tytułu" rozpoczęła się na dobre. A co słychać na pozostałych poziomach rozgrywkowych? Komu udało się zmazać plamę sprzed tygodnia, a kto kontynuuje pikowanie w dół? Zapraszamy do lektury naszych pomeczowych relacji.

AGRESYWNI POKAZALI SWOJĄ MOC!

EKSTRAKLASA

W Ekstraklasie oczy większości obserwatorów były skierowane na TURa. Wszyscy chcieli wiedzieć, czy podopieczni Konrada Kowalskiego wrócili już na dobre do gry a porażka ze Scorpionem była jedynie wypadkiem przy pracy. Semper Invicta jawił się jako ciężki przeciwnik, który dodatkowo nieźle zaprezentował się na inaugurację. Do przerwy mamy minimalne prowadzenie TURa i widać trochę niepewności o końcowy wynik. Semper próbował jak mógł, ale w drugiej połowie uszło powietrze z ekipy Marcina Kowalskiego, czego efektem była pierwsza wiktoria mistrzów poprzedniego sezonu. Ostatecznie po kilku trafieniach doświadczonych graczy TUR wygrywa 7:3 i daje wyraźny sygnał, że wraca do gry!

Ciekawi również byliśmy jak przebiegnie weryfikacja Scorpiona na tle Agresywnych. Ci pierwsi mieli już na swoim rozkładzie jedną ekipę z Ochoty i zamierzali dopisać drugą. Nic z tego – niedzielna potyczka była bolesnym zderzeniem z potencjałem ekipy Andrzeja Niemirskiego a wynik 3:16 to najniższy wymiar kary, jaki mógł być. To bardzo zimny prysznic dla drużyny braci Żołnierskich. Na domiar złego stracili oni Piotra Krawczyka, który połamał sobie ręce upadając za boisko. To ogromna strata, która może mieć wpływ na wyniki kolejnych meczów z udziałem ekipy z Władysławowa. Natomiast Agresywni w takim składzie powinni chyba zdominować tę kampanię w lidze, bo choć to dopiero ich pierwszy mecz, to widać że drużyna jest w gazie i szybko się nie zatrzyma.

Kolejne punkty w Ekstraklasie zdobył z kolei GS Zabrodziaczek. Drużyna Marcina Paź po zwycięstwo nad Wolą, miała ambicje, by również z Moczymordami dopisać do swojego konta całą pulę. Mecz zakończył się ostatecznie remisem 2:2, gdzie do przerwy było 1:1. Grę prowadził GS a ekipa Roberta Kuleszy czekała na kontrataki i po jednym z nich bramkę strzelił będący w dobrej formie Konrad Szczepański. Z drugiej strony po raz kolejny świetne zawody zagrali Karol Paź i Patryk Babańczyk. A że i bramkarze mieli swój dzień, to remis wydaje się z przebiegu spotkania sprawiedliwym rozwiązaniem.

Sporo działo się także w konfrontacji Woli United z Promilem. Niestety Promil znowu miał problem ze składem, choć ci którzy grali zaprezentowali się bardzo dobrze. W pierwszej połowie bramek nie oglądaliśmy - aż do 18 minuty, kiedy to Maciej Galczewski - po przebitce na środku boiska - wpada w pole karne i otwiera wynik. Chwilę później sędzia odgwizduje zagranie ręką przed polem karnym i staje się coś, czego na Estadio de Grenady widzieć nie chcemy. Michał Pudło, który nie mógł się pogodzić z tą decyzją, w chamski i wulgarny sposób potraktował arbitra. Wszystko dokładnie opisaliśmy w plusach i minusach. Skończyło się to oczywiście czerwoną kartką i z perspektywy całego meczu zaważyło o końcowym rezultacie. Wola w przewadze strzeliła cztery bramki i bezpieczną przewagę dowiozła aż do ostatniego gwizdka.

 

I LIGA

W pierwszej lidze od zwycięstwa do zwycięstwa kroczy FC Górka. Tym razem w pokonanym polu podopieczni Mariusza Zgórzaka pozostawili Junaka. Pierwsze 25 minut było jeszcze naprawdę dobre w wykonaniu późniejszych przegranych, ale i tak to Górka prowadziła 2:1. Po przerwie z minuty na minutę rośnie przewaga gospodarzy, do tego świetnie w bramce spisuje się Czarek Łobodziński, co w konsekwencji daje pewny triumf i komplet punktów po 2 kolejkach. Junak gra nieźle, ale na tym etapie brakuje detali, które nie pozwalają na odniesienie przełomowego zwycięstwa.

Sześć „oczek" ma również na swoim koncie Mocno Wola. Patrząc na wynik (7:2) można powiedzieć, że starcie z KS Muranów było jednostronne i dominacja ekipy Rafała Jagóry nie podlegała dyskusji, ale to nie prawda. Choćby pierwsza odsłona i wynik do przerwy 2:1 mówi nam, że wcale lekko nie było. Ba! Muranów miał nawet ciut lepszy początek, lecz kilka okazji zmarnowanych przez ekipę Mikołaja Kozłowicza chyba trochę zdeprymowało drużynę. Do tego Mocno Wola powoli się rozkręcała a szczególnie dobrze prezentowali się Adrian Krzyżański i nowe wzmocnienia tej ekipy: Przemysław Zalewski i Michał Kielak. W przerwie dojechał także Kuba Krysiński, który wspomógł drużynę zaliczając 2 bramki i asystę. Muranów nie miał podobnych argumentów i musiał się pogodzić z drugą z rzędu porażką.

Niedobrze dzieje się też w Białowieskiej. Dariusz Jaskłowski i spółka znowu musieli przełknąć gorycz przegranej i tym razem nie ma mowy o przypadku. AnonyMMous posiadali więcej atutów i mimo że Białowieskiej w drugiej połowie udało się dojść przeciwnika, to ekipa Maćka Miękiny znacznie lepiej rozegrała końcówkę spotkania i mogła się cieszyć z całej puli. Anonimowi nie spuszczają więc nogi z gazu i gdybyśmy na tym etapie mieli wybierać kandydatów do awansu, to ten zespół znalazłby się w naszej wyliczance. Z kolei Białowieska musi się wziąć w garść, bo dystans do najlepszych zaczyna się regularnie powiększać...

Mecz walki oglądaliśmy natomiast między Saską Kępą a Bulbezem. Pierwsza połowa to ataki z obu stron a jedyne trafienie zaliczył gracz Saskiej i do przerwy pachnie niespodzianką. Po przerwie Bulbez budzi się, podkręca tempo i wyrównuje za sprawą Rafała Szewczyka. Następnie popularny „Szewa" pewnie strzela z rzutu karnego i wydaje się, że ekipa z Bemowa zgarnie trzy punkty. Saska gra jednak do końca i suma sumarum udaje jej się wyrwać jeden punkt. Najbardziej zawiedziony po meczu był bramkarz Bulbezu Marcin Osowski, który zdawał sobie sprawę, jak blisko było drugiego zwycięstwa z rzędu.

 

II LIGA

Przed sezonem wydawało nam się, że faworytem drugiej ligi będzie Old Eagles Koło. Niestety – ekipa Janka Drabika nie może wejść w sezonu i po laniu jakie dostała od Drunk Teamu, teraz musiała uznać wyższość ALPANa. Problemy ze składem znowu powodują, że próżno szukać nadziei na punkty i zamiast góry tabeli, jest zdecydowanie dół. Do przerwy mieliśmy jeszcze tutaj remis i z perspektywy składów obu drużyn, była to mała niespodzianka. Tyle że później Orzełkom zaczyna brakował sił i mecz kończy się zwycięstwem ALPAN 4:2. A mogło być wyżej, gdyby Kamil Poławski nie przestrzelił karnego.

A skoro o Drunk Teamie była mowa, to chłopaki ani myślą zatrzymywać się w swoim zwycięskim marszu. Tym razem Drunkersi w pokonanym polu pozostawili Kaczypryt, chociaż było to spotkanie równorzędnych rywali. W trakcie meczu akcje mieli raz jedni raz drudzy, ale większą kulturę gry widać było w Drunk Teamie. W drugiej połowie faworyci odskoczyli na 3:1 i mimo że Kaczypryt strzelił kontaktową bramkę, to za chwilę Piotr Zygiel ustalił wynik na 4:2. Przegrani znowu ulegają swoim rywalom w sposób minimalny i wydaje się, że kwestią czasu jest, gdy wreszcie otworzą swój dorobek. Natomiast w Drunk Teamie widać, że tercet Walo-Zygiel-Bartnik jest gwarancją zdobywania bramek a na razie spisuje się on bez zarzutu.

Efektowne zwycięstwo odnieśli w weekend przedstawiciele Tylko... Zwycięstwo. Chłopaki wreszcie mieli okazję w pełnej krasie zaprezentować nowe koszulki, i to od razu pod okiem naszej kamery. Trzeba przyznać, że zarówno stroje jak i gra wyglądały bardzo dobrze, a swój dzień miał Andrzej Morawski, który zdobył aż osiem goli! Niesprawiedliwe byłoby jednak kierować tylko do niego słowa uznania, bo cała drużyna zapracowała na ten sukces. Widać było duże zaangażowanie i nawet gdy trzy punty były pewne, to zawodnicy grali tak, jakby wciąż było 0:0. Byli szybsi od przeciwników, większość stykowych piłek padała ich łupem. Ich konsekwencja była godna podziwu. A Złączeni? Ta ekipa wciąż nie może odpalić. Były przebłyski jak ładna bramka z rzutu wolnego, ale w takim meczu każdy musi dać od siebie coś ekstra. Tutaj tego zdecydowanie zabrakło.

Interesujący pojedynek mieliśmy też ochotę zobaczyć między FC Melange a Wiernym Służewcem. Ci drudzy zjawili się dość licznie, co przy wąskiej kadrze rywala, gdzie brakowało kilku podstawowych zawodników, stawiało Melanżowników w trudnej sytuacji. A przynajmniej tak się wydawało... Pierwszą bramkę strzela właśnie Melange. Potem Wierny odpowiada dwoma golami, ale konkurent nie odpuszcza i wyrównuje po błędzie bramkarza. Ostatecznie do przerwy było 4:3. Z różnych powodów przed startem drugiej połowy Wiernego musiało opuścić trzech zawodników, w tym drugi bramkarz, który w starciu z napastnikiem odniósł poważną kontuzję. Mecz znacznie się zaostrzył i sędzia pokazał w sumie aż 4 żółte kartki, ale to tylko podkreśla, że nie było mowy o odstawieniu nogi. Bardzo dobre zawody zagrał Krzysztof Biały - strzelec 4 bramek dla Melanżu, które bardzo przyczyniły się do zwycięstwa tej ekipy. Wierny niby zaprezentował się ciut lepiej niż tydzień wcześniej, ale nadal widać, że czegoś tej drużynie brakuje. Chociaż z doświadczenia wiemy, że oni szczytową formę zawsze prezentują pod koniec rundy.

Na właściwe tory powraca też MixAmator. Po porażce z Tylko Zwycięstwo, Michał Fijołek i spółka zamierzali się błyskawicznie zrehabilitować i misję wykonali w stu procentach. Z porażką z rąk mistrza trzeciej ligi musieli pogodzić się Olimpijczycy. Co ciekawe – to oni prowadzili po 25 minutach gry, ale niestety dla nich, powtórzył się scenariusz z poprzedniego tygodnia. W finałowej odsłonie chłopaki opadli z sił, a MixAmator niczym rasowy bokser zaczął ich punktować. Skończyło się na sześciu ciosach, z czego trzy wyprowadził Mateusz Prokop, bezsprzecznie najlepszy zawodnik tego ciekawego pojedynku.

 

III LIGA

Liderem trzeciej ligi jest jak na razie LTM Warsaw. Chociaż być może stwierdzenie „na razie" nie najlepiej tu pasuje, bo widząc z jaką łatwością ten zespół wygrywa kolejne mecze, kto wie, czy nie mamy do czynienia z głównym faworytem tego poziomu rozgrywkowego. Teraz o sile Irka Webera i spółki przekonali się FC Rivers. Był to tak naprawdę mecz do jednej bramki, gdzie gospodarze, grający w nowych, efektownych strojach, nie dali Zielonym żadnych szans. Ale to po prostu nie mogło się inaczej skończyć, mając na uwadze potencjał ofensywny LTM oraz brak ławki rezerwowych u rywali. Wszystko wskazuje na to, że będzie to kolejny ciężki sezon dla podopiecznych Leszka Parzniewskiego...

Żadnej punktowej straty nie zaliczył też jeszcze Gang z Kabat. Ale znowu ta ekipa zwycięstwo odniosła w bólach. Płomień Bilbao poprzeczkę zawiesił bardzo wysoko i w pewnym momencie prowadził już nawet 2:0. Wydawało się, że Marek Szklennik i spółka mają tutaj wszystko pod kontrolą, ale ta zaczęła im się powoli wymykać. Gang zdobył bowiem kontaktową bramkę, gdzie przy okazji było trochę kontrowersji, bo gracze Bilbao sugerowali że jeden z zawodników przeciwnika pomógł sobie w tej akcji ręką. Sędzia akcję puścił, a zespół z Kabat złapał wiatr w żagle. Drużynę napędzał Maciej Pikiewicz i ostatecznie ze stanu 0:2, udało się zrobić 4:2. A mogło być wyżej, bo gospodarze trafili jeszcze w słupek i poprzeczkę. Sporo w tym meczu wybronił też bramkarz Płomienia Marek Szklennik, ale marne to pewnie pocieszenie dla Bilbao.

Swoje rytmu nie może również odnaleźć Virtualne Ń. Ferajna Marka Giełczewskiego liczyła na odrodzenie ze Skorpionsami, po przykrej porażce z Diabła Trzeci Róg, lecz misja zakończyła się klapą. Spotkanie było bardzo zacięte a poziom gry taki, że spokojnie te ekipy mogłyby powalczyć klasę wyżej. W pierwszej połowie trwała wymiana ciosów, którą minimalnie lepiej zniosły Skorpiony (4:3). Po krótkim odpoczynku sędzia zaprosił drużyny na drugą połowę, gdzie przewaga nadal należała do zespołu Arka Żołnierskiego. Sam kapitan prezentował się zresztą kapitalnie – strzelał, podawał i przyćmił gwiazdę przeciwników, Szymona Kolasę. Ten starał się jak mógł, ale efekty nie przyszły i wynik zamknął się w stosunku 7:5 dla Scorpionsów.

A zaledwie cztery bramki zobaczyliśmy w rywalizacji Diabła Trzeci Róg z Eleganckimi Chłopakami. Tylko jedną z nich zainkasowały Diabły, które miały wyraźne problemy z rozmontowaniem defensywy, na której czele stali bracia Marcin i Grzegorz Bączek. Gospodarze robili co mogli, ale doświadczenie Eleganckich wzięło górę i to też trochę pokazało, że Maciek Biernacki i spółka nie lubią grać z twardo prezentującymi się przeciwnikami. Dla nich najlepiej, gdy rywale preferują podobny styl do tego co oni, ale niestety – czasem gra się tak, jak pozwala przeciwnik. A Chłopaki zagrali „swoje" i zasłużenie sięgnęli po całą pulę.

Na koniec opisu tego poziomu zostawiliśmy sobie hit – Laga Taka kontra NieDzielni. Była to konfrontacja starych dobrych znajomych, którzy stoczyli w poprzednim sezonie pasjonującą walkę o brązowy medal. Teraz w uprzywilejowanej sytuacji stawialiśmy drużynę Radka Małeckiego, która dawno nie zaznała porażki i z racji ostatnio osiąganych wyników, tutaj też się na nią nie zapowiadało. A skończyło się małą niespodzianką! NieDzielni wygrali 2:0 i to mimo braku Artura Jaszczaka czy szybkiej kontuzji Grzegorza Kordasza. Lagerzy bili głową w mur, natomiast rywal był skuteczniejszy i taki triumf na pewno podbuduje morale w drużynie Marcina Aksamitowskiego.

 

IV LIGA

Ponieważ w czwartej lidze nie wszystkie drużyny rozegrały swój mecz, jak na razie liderem jest Deportivo, które w sobotę zremisowało z NiHooYa. Ogólnie był to bardzo dziwny mecz. La chickeno prowadzili tutaj w pewnym momencie 4:0! Zespół Piotrka Obroślińskiego wraca jednak z piłkarskich zaświatów i doprowadza do remisu, po czym traci bramkarza za bezmyślny faul przed polem karnym. Gospodarze nie chcieli się pogodzić z taką decyzja arbitra, chociaż była ona słuszna. Deportivo miało więc wszystkie atuty po swojej stronie i strzelając dwa kolejne gole, praktycznie zapewniało sobie zwycięstwo. Tyle że NiHooYa za sprawą Sebastiana Królikowskiego, w ostatniej minucie również odpowiada dubletem i kończy się remisem! Coś nieprawdopodobnego, ale jak widać Deportivo lubi nerwowe końcówki, choć w tym wypadku nie wszystko skończyło się tak, jakby chcieli Mateusz Tarnowski i spółka.

W drugim sobotnim meczu Young Guns podejmowali Shooting Stars. Gracze z Półwyspu Iberyjskiego przyszli tym razem w znacznie szerszym gronie niż przed tygodniem, chociaż trudno stwierdzić, czy diametralnie przełożyło się to na jakość gry. Od początku inicjatywa należała bowiem do rywali, którzy do przerwy prowadzili 5:1. W drugiej odsłonie gra była bardziej wyrównana, ale Młodym Strzelbom pasował taki scenariusz, bo oni wszystkich sił na szalę rzucać tutaj nie musieli. Ich zwycięstwo było więc pewne i zasłużone, ale jeżeli Shooting Stars przystosują się do naszego boiska i sędziowania, to jeszcze niejednej ekipie trochę strachu napędzą.

Pierwszy triumf na swoje konto zapisała też Truskawka na Torcie. A bardzo pomógł jej w tym przeciwnik, którym były FC Śmieci. Przy stanie 1:1 w niezrozumiały sposób zachował się zawodnik ekipy gości, który niegroźnej sytuacji zagrał ręką w polu karnym, czym sprezentował przeciwnikom rzut karny i otrzymał czerwoną kartkę. „Jedenastka" została pewnie wykorzystana, a jako że FC Śmieci przyszli na mecz bez zmian, to musieli grać nie tylko przez 10 minut, ale przez cały mecz o jednego mniej. Do przerwy Truskawka dołożyła jeszcze 3 gole i wynik brzmiał już 5:1. I tu trzeba pochwalić gospodarzy, bo zgodzili się na to, by zawodnik który otrzymał czerwoną kartkę wszedł ponownie na plac, by śmieci mogli dokończyć spotkanie w komplecie. Na wynik to jednak wpływu nie miało, a królem polowania okazał się autor pięciu gola dla zwycięzców – Dariusz Piwowarski.

Szansy na objęcia pozycji lidera w stawce nie wykorzystał NAF Genduś. Konrad Czarnomski i spółka przegrali z FC Radość, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że tutaj skończy się remisem. Ilekroć bowiem Radość wychodziła na prowadzenie, Genduś odpowiadał – wyłącznie za sprawą niezawodnego Michała Ochockiego. Ten scenariusz powtórzył się trzy razy, lecz na 10 minut przed końcem bramki strzela już tylko Radość, mimo że NAF zalicza jeszcze w międzyczasie trafienie w słupek. Mecz był wyrównany przez większą jego część, ale w końcówce lepsza skuteczność zespołu FCR przyczyniła się do zdobycia pierwszych trzech punktów.

A swój punktowy dorobek w końcu otworzyła Aleja Seksu i Biznesu. W pokonanym polu chłopaki zostawili Augusto Penguins, które miało zdecydowanie słabszą drugą połowę niż pierwszą i to zadecydowało o jej porażce. Dla Alei strzelanie rozpoczął Michał Szulim, za którego sprawą worek z bramkami rozwiązał się na dobre. Później Damian Repke został pokonany jeszcze czterokrotnie, natomiast Pingwinom udało się zdobyć wyłącznie trafienie honorowe. Ten zespół na pewno liczył na więcej, lecz w konfrontacji z twardo grającym oponentem, nie był w stanie zaprezentować pełni swoich atutów.

 

V LIGA

Na najniższym poziomie granie również rozpoczęło się w sobotę. Właśnie wtedy Co Gol Zmiana podejmowali FC Lituanikę. I mieli trochę pecha, bo gdyby nie obecność w obozie przeciwników Tomasa Pavtela, to prawdopodobnie zgarnęliby tutaj całą pulę. Lider Litwinów praktycznie w pojedynkę wypunktował rywali, którzy w przekroju całego spotkania wcale nie grali źle, ale często brakowało im szczęścia. A czy Litwini tym zwycięstwem zapoczątkują dłuższą serię? Poczekamy, zobaczymy.

W chłodny niedzielny poranek odbył się natomiast mecz Blok Ekipy ze Spartą. I od razu było widać, że ten dzień będzie obfitować w emocje, bo jak na piątoligowe starcie, był to pojedynek szybki i emocjonujący. Sparta po spacerku z zeszłego tygodnia szybko zobaczyła, że łatwo nie będzie a nie dysponując żadną zmianą musiała rozłożyć siły na cały mecz. Blok Ekipa mając kilku zawodników na zmianę gryzła z kolei trawę i walcząc przez 50 minut wygrała swój drugi mecz 6:5! Niby minimalnie, lecz naszym zdaniem, ten sukces nie był zagrożony i Blokersi właśnie zameldowali się w ścisłej czołówce rozgrywek!

A jaki przebieg miała rywalizacja FC Alfy z Miksturą? W pierwszej połowie dużo więcej klarownych sytuacji miała Alfa, jednak nie potrafiła zamienić tego na bramki. Za to większą skutecznością wykazali się przeciwnicy i to oni objęli prowadzenie. Jeszcze w pierwszej odsłonie Alfa nastawiła swoje celowniki i w końcówce strzeliła dwa gole, zasłużenie prowadząc do przerwy. W drugiej połowie karabinek zaciął się jednak na dobre i Mikstura po dwóch niewykorzystanych okazjach, wreszcie doprowadziła do remisu. Potem goście dołożyli jeszcze 2 bramki i to oni mogli celebrować zwycięstwo. Na pewno szkoda Alfy, bo mogła ten mecz zamknąć w pierwszej połowie, a tak powiedzenie o niewykorzystanych okazjach, znów znalazło odzwierciedlenie w rzeczywistości.

Zmianę nazwy proponujemy z kolei ekipie LandTech F.C. – tak naprawdę powinni się nazywać Remontada F.C. Na ich meczach nie da się bowiem nudzić. Tydzień temu urwali punkty w ostatniej akcji meczu, a teraz również wrócili z zaświatów. Do przerwy przegrywali z Warszawskimi Dzikami 1:4, by w drugiej wyciągnąć wynik na 6:5. Dziki jednak wybudziły się z letargu i najpierw wyrównali, by potem ładnym strzałem z woleja strzelić zwycięską bramkę. Tak więc może nie do końca ta pogoń za wynikiem w ostatecznym rozrachunku się powiodła, ale warto docenić zaangażowanie. W obu drużynach były wyróżniające się postaci. W LandTech po raz kolejny fajnie pokazał się Dawid Mally a w Dzikach Michał Piskorski.

Po opłakanym starcie (1:23 ze Spartą) trochę przebudzili się Pogromcy Poprzeczek. Wiadomo - początki bywają trudne i nie jedna drużyna, która dostawała tęgie lanie z czasem się wyrabiała i mamy nadzieję, że w tym wypadku też tak będzie. Pewne symptomy poprawy już widać, chociaż znowu nie przyniosło to nawet remisu. Tym razem lekcję Givovie dał Zakon Bonifratrów, który po utraconym zwycięstwie sprzed tygodnia w ostatniej akcji meczu, był bardzo zmobilizowany by wreszcie wygrać. I szło im dobrze, bo już do przerwy wygrywali 6:0. Po przerwie dołożyli jeszcze 4 trafienia i ogólne mecz cały czas był pod ich kontrolą. Wynik 10:1 mówi wszystko.

A na zakończenie zmagań w drugiej kolejce doszło do starcia Fatalnych z CompatibL. Było ono szczególnie zacięte w pierwszej połowie, gdzie padła tylko jedna bramka autorstwa Macieja Zaroda z Fatalnych. W drugiej połowie gracze z Bloku Wschodniego jakby opadli z sił, co Fatalni skrzętnie wykorzystali strzelając w tej odsłonie 5 bramek a gdyby byli trochę dokładniejsi, to mogłoby ich być dużo więcej. Przedstawiciele Compatibl widać że potrafią grać w piłkę, ale potrzebują trochę czasu na aklimatyzację a gol honorowy zdobyty piętką pokazuje, że potencjał zdecydowanie mają.

 


Zapraszamy na nasz profil na Facebooku, gdzie regularnie zamieszczamy newsy, zdjęcia, czy inne ciekawostki z naszych rozgrywek - www.facebook.com/LigaFanow.6tki

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
3 0

EKSTRAKLASA

Kolejka 9
Wybierz kolejkę:
2 0

I LIGA

Kolejka 9
Wybierz kolejkę:
1 0

II LIGA

Kolejka 9
Wybierz kolejkę:
2 0

III LIGA

Kolejka 8
Wybierz kolejkę:
1 0

IV LIGA

Kolejka 20
Wybierz kolejkę:
0 0

V LIGA

Kolejka 20

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi