Wczytuję...

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA…

Masz Telefon, Tablet i aktywne konto Google ? Sprawdź jak łatwo skonfigurować powiadomienia dla materiałów Video z kanału Liga Fanów TV.

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

Nie masz zespołu? Chciałbyś zagrać w Lidze Fanów? Uwielbiasz piłkę nożną? Wychodzimy naprzeciw waszym oczekiwaniom i proponujemy komfortowe rozwiązanie!

LIGA FANÓW NA INSTAGRAMIE

Masz Instagram? Obserwuj nas i bądź na bieżąco! Zobacz co tam znajdziesz z życia Ligi Fanów.

ZMIANY NA FACEBOOKU!

Na facebooku doszło do dużych zmian. Jedną z ich konsekwencji może być to, że przestaniecie widzieć nasze posty. Sprawdźcie jak się do tego przygotować, aby być z LIGĄ FANÓW na bieżąco!…

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA NA YOUTUBE
ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE
LIGA FANÓW NA INSTAGRAMIE
ZMIANY NA FACEBOOKU!

RAPORT MECZOWY - KOLEJKA 4. UZUPEŁNIAJĄCA

07
Lis

Mimo że w ostatnią niedzielę zagraliśmy mniej spotkań niż zwykle planujemy, to i tak emocji było co nie miara. Powroty z dalekiej podróży, pościgi, zwroty akcji i strzelaniny - to nie zapowiedź filmu akcji, a krótki rys tego, co działo się w ten weekend na Grenady. Cała liga wyraźnie wrzuciła wyższy bieg, ale my wierzymy, że nie jest to jeszcze maksymalny osiąg naszej maszyny. W końcu przed nami 3 decydujące kolejki rundy jesiennej. Zapraszamy na cotygodniowe podsumowanie piłkarskich wydarzeń w stolicy.

RAPORT MECZOWY - KOLEJKA 4. UZUPEŁNIAJĄCA


LIGA 1

LTM Warsaw na spotkanie z Drunk Teamem przyszedł w dość mocno osłabionym składzie. Brak takich zawodników jak Michał Dryński czy Łukasz Szala powodował, że musieli ich zastąpić zmiennicy. Jak wiemy jakościowo nie są oni na takim poziomie jak pierwsza szóstka drużyny Irka Weber, dlatego to była szansa dla Łukasza Walo i jego ekipy. Sam właśnie Łukasz w pierwszych fragmentach meczu miał wyborne okazje na strzelenie bramki, ale marnował wręcz stuprocentowe okazje. Jak nie wychodziło strzelanie, to wziął się za podawanie i to szło mu już znacznie lepiej, a że koledzy mieli swój dzień i byli skuteczni, to Drunk Team szybko objął prowadzenie i stopniowo powiększał swoją przewagę. W ekipie gości próbowali szarpać i ciągnąć grę Kamil Kuczewski i Dawid Pigiel , ale dobra dyspozycja obrony rywali nie pozwalała na stwarzanie zbyt wielu okazji. Do przerwy mamy wynik 6:2. Po zmianie stron szybka bramka LTMu daje nadzieję, że może w tym meczu jeszcze da się powalczyć o chociażby punkt. Piotr Zygiel szybko jednak wybija nadzieje gości. Dwoma mocnymi strzałami pokonał Andrzeja Gronosza i przy stanie 8:3 team Irka Webera wiedział, że nic już tu nie wskóra. Końcówka to kolejne bramki Drunkersów, a na sam koniec również kapitan wpisał się na listę strzelców. Gospodarze zasłużenie wygrywają i jest nadzieja na miejsce w środku tabeli na koniec rundy jesiennej. LTM musi zadbać o szerszy skład, bo gdy brakuje kilku zawodników z pierwszej szóstki, to nie jest w stanie grać na wysokim poziomie.

Drużyna Mixamatora zdecydowanie chciała przedłużyć serię zwycięstw w kolejnym starciu, a ekipa FC Niezłomnych, która jest drużyną pełną ambicji, nie satysfakcjonowała obecna pozycja w tabeli, w związku z tym spodziewaliśmy się, że żadna drużyna nie odpuści. W tym spotkaniu to gospodarze mogli czuć się lekkimi faworytami. Jednak determinacja i konsekwencja zdecydowały o tym, że to goście wyszli na prowadzenie.Dokładniej rzecz ujmując był to Taras Kobliuk, który jako pierwszy pokonał golkipera Mixamatora. Na 2:0 podwyższył duet Volodymyr Petruk – Taras Horynevskii. Kilka minut później bardzo blisko bramki kontaktowej były Miksy, ale obrońca gości wybił piłkę z linii bramkowej. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy jeden z zawodników FC Niezłomnych oddał mocny strzał, który bramkarz co prawda obronił, ale był już bez szans przy dobitce Andria Lysenko. Po pierwszych 25 minutach mieliśmy dość nieoczekiwanie 0-3 dla gości.Po przerwie do gry wszedł duet Żenia Baiew i Tomasz Stanisławski. Pierwsze trafienie dla gospodarzy zaliczył po przejęciu piłki pierwszy z zawodników. Druga bramka również należała do niego, a bardzo dobrym przeglądem pola popisał się Tomasz Stanisławski świetnie obsługując kolegę. Niedługo po tej bramce do wyrównania doprowadził Kamil Krupa, a podawał nie kto inny niż Tomasz Stanisławski, który rozgrywał tego dnia świetne zawody. Wkradająca się nerwowość w szeregach FC Niezłomnych doprowadziła do rzutu karnego dla Mixamatora, którego na bramkę zamienił Kamil Krupa. W ostatnich minutach zespół Michała Fijołka świetnie się bronił, a goście grający bez bramkarza stracili jeszcze bramkę w ostatnich sekundach spotkania. Miksy zaliczają świetny powrót z wyniku 0-3 na 5-3 pokazując mocny charakter

W roli faworyta hitu 1 ligi zdecydowanie plasowała się drużyna Papadensów, która dotychczas nie pozwoliła swoim rywalom wydrzeć ani jednego punktu i z kompletem zwycięstw liderowała w tabeli. Natomiast FC Hazard 86 chciał jak najszybciej zapomnieć o ostatniej porażce z Mixamatorem. Od początku spotkania drużyna Papadensów przejęła inicjatywę. Pierwsza bramka jednak padła dopiero, gdy na placu zameldował się Paweł Pająk, który posyłał piłkę do siatki po fenomenalnym uderzeniu z półwoleja. Miał również udział przy drugiej bramce, ale tym razem w roli podającego do Marka Wójcika. Jeszcze przed końcem pierwszej połowy na listę strzelców wpisał się Kamil Kuźniewski. W drugiej części spotkania ponownie goście narzucali rywalom swój styl gry, co dało im prowadzenie aż 1:5. Kolejne trafienia należały już tylko do zawodników FC Hazard 86. Pierwsze z nich zanotował Krzysztof Batorski po podaniu od Przemysława Alberskiego. Kolejne dwa gole to niestety niewybaczalne pomyłki golkipera gości, które z zimną krwią na bramki zamieniali kolejno Kamil Bassa, a następnie Krzysztof Batorski. Obie ekipy nie ustępowały i zamierzały walczyć o zwycięstwo. Znakomitą okazję do powiększenia przewagi miała drużyna gości. Otrzymała bowiem rzut karny, ale niestety nie został wykorzystany, a co warto podkreślić działo się to przy stanie 4:5 dla Papadensów. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić, jak mawiał klasyk i tak było w tym przypadku. Po podaniu Przemysława Alberskiego, Przemysław Rawa zapewnił swojej drużynie jeden punkt w tej rywalizacji ustalając wynik spotkania na 5:5. Hit nie zawiódł oglądaliśmy świetny mecz po którym Papadensy straciły swoje pierwsze punkty.

Z mocnym opóźnieniem rozpoczął się mecz Bulbezu Team Bemowo z Tiki Taką. Dość długo czekaliśmy na szóstego zawodnika zespołu Radka Małeckiego, lecz czas gonił nieubłaganie i koniec końców Tiki Taka rozpoczęła spotkanie o jednego gracza mniej. Radziła sobie nadzwyczaj dobrze z faworyzowanym Bulbezem, który nie miał w pierwszych minutach pomysłu na grę. W końcu strzelanie rozpoczął Maciek Paluchowski, ale nie zmieliło to zbytnio obrazu gry. Bulbez wciąż operował piłką, ale akcjom brakowało tempa, pomysłu i wykończenia. Po kilku minutach dojechał spóźniony Tikitaker i obie ekipy grały już w komplecie. Długo utrzymywał się wynik 1-0, lecz w końcu na parę minut zawodnicy z Bemowa się rozkręcili i szybko strzelili trzy kolejne bramki. To właściwie zamknęło mecz, bo o ile Tiki Taka mogła zawzięcie się bronić, o tyle z przodu ciężko było się przedrzeć, by strzelić choć jedną bramkę, nie mówiąc już o odrabianiu takich strat. Do przerwy Bulbez wpakował jeszcze 2 bramki i mieliśmy wynik 6-0. Po krótkim odpoczynku lepiej zaczęła Tiki Taka, ale bez powodzenia. Za to dużo swobodniej grał już Bulbez, który mając korzystny wynik, mógł sobie spokojnie rozgrywać piłkę. Ten zbytni spokój mógł ich nie raz zgubić, ale Tiki Taka nie potrafiła wykorzystać swoich okazji. Za to Bulbez w drugiej części dołożył jeszcze cztery trafienia, a głównym egzekutorem był Łukasz Żendzian. Mecz bez większej historii, wynik mógłby być znacznie wyższy po stronie zespołu z Bemowa, ale i tak najważniejsze są 3 punkty, dzięki czemu Bulbez utrzymał się na podium.

W ostatnim meczu 1 ligi coraz lepiej radząca sobie Górka podejmowała zespół Hiszpania Club de Futbol i trzeba odnotować, że zaczęła od mocnego uderzenia. Konrad Litwiniuk, grający ponownie w tym spotkaniu lotnego bramkarza, dostał piłkę w środkowej części boiska i uderzył mocno na bramkę rywala. Tor lotu piłki zmienił jeszcze stojący przy bramce Mateusz Godlewski i gospodarze objęli prowadzenie 1-0. W odpowiedzi najpierw wyrównał, a później wyprowadził Hiszpanów na prowadzenie Jonatan Martin. Mecz był niezwykle wyrównany, obie strony próbowały przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, jednak albo dobrze działały defensywy i nie dopuszczały do dogodnych okazji, albo dobrze spisywali się bramkarze. Jeszcze przed przerwą udało się Górce wyrównać, po niemal bliźniaczej akcji, po której padła pierwsza bramka. Konrad Litwiniuk mocno uderza w stroną bramki rywali, a Mateusz Godlewski stojąc obok słupka kieruje piłkę do siatki. Po premierowych 25 minutach mamy remis 2-2. Po przerwie z większym animuszem ruszyli do ataku Hiszpanie, wyprowadzając dobrą, szybką akcję zagraną w tempo, jednak mocny strzał jednego z graczy gości minął minimalnie słupek Górki. W dalszej części mieliśmy sporo walki, najbardziej poobijany po tym meczu będzie Piotr Wardzyński, który najczęściej faulowany lądował na murawie. Zawody wciąż nie pozostawały rozstrzygnięte, mimo szybkiego tempa meczu nikt nie potrafił znaleźć sposobu na trafienie do siatki rywala. W końcu po podaniu Konrada Litwiniuka, który zaliczył trzecią asystę, Jacek Staniszewski staje przed bramkarzem i strzela na 3-2. Mimo prób odrobienia straty to się nie udaje i Hiszpanie ponownie, mimo dobrego meczu, zostają bez punktów.

LIGA 2B

Nieco więcej spodziewaliśmy się po meczu na szczycie ligi 2B, gdzie liderująca Truskawka na Torcie podejmowała trzecią w tabeli ekipę Złączonych. Goście stawili się na Grenady jedynie z jedną zmianą, a wiedząc, że grają z dobrze ułożoną drużyną Tomka Cymermana zdawali sobie sprawę, że nie ma co ruszać do szaleńczych ataków, bo może nie starczyć sił na pełne 50 minut. Pierwsza część spotkania nas nieco rozczarowała. Właściwie obie drużyny nie były w stanie wypracować sobie dobrych okazji do strzelenia bramki. Jako pierwsi do siatki trafili Złączeni za sprawą Dominika Kostrzewy. Goście mogli się wtedy cofnąć na swoją połowę i czekać na kontry. Truskawka próbowała tworzyć akcje, ale brakowało dokładności, a przede wszystkim pomysłu grę. Na szczęście do remisu tuż przed przerwą doprowadził Tomek Cymerman, który uderzył mocno z dystansu i piłka odbijając się od słupka trafiła do siatki. W drugiej części Truskawka miała lekką przewagę, raz świetnie interweniował broniący w drużynie gości Bartłomiej Cylc, ale gra toczyła się podobnie jak w pierwszej części. Truskawce brakowało dokładności pod polem karnym rywala, natomiast Złączeni cofnięci i rozbijający ataki gospodarzy, również zbyt często nie angażowali bramkarza oponenta. Kluczowa dla losów spotkania okazała się akcja, w której przed polem karnym faulował Łukasz Wasiak, za co został upomniany żółtą kartką i 3 minutowym wykluczeniem. Do piłki podszedł Kuba Żmijewski, który podał do niepilnowanego Ashota Galstyana, a ten wpakował piłkę do siatki. Do końca meczu żadnej z drużyn nie udało się zdobyć bramki i zawody kończą się wygraną Truskawki 2-1. Z przebiegu meczu chyba remis byłby sprawiedliwym wynikiem, bo żadna ze stron nie przeważała w sposób znaczący.

W kolejnym meczu Deportivo la Chickeno, z Konradem Szkopińskim tym razem w roli trenera, podejmowało FC Rivers, którzy zaliczyli ostatnio 3 remisy z rzędu. Obu ekipom potrzebne były 3 punkty, by wciąż utrzymywać kontakt z czołówką ligi. W pierwszej części spotkania królowały stałe fragmenty gry. Z rzutu wolnego trafił Andrzej Milewski wyprowadzając Riversów na prowadzenie 0-1. Później dobrą okazję miał Michał Ściborowski, lecz zabrakło mu jednego tempa, by wpakować piłkę do siatki i ostatecznie, z ciężkiej już sytuacji, trafił jedynie w słupek. Goście w premierowych 25 minutach byli stroną przeważającą, ale na przerwę schodzili przy stanie 1-1. Otóż w polu karnym został faulowany Grzesiek Himkowski i sędzia zmuszony był podyktować „jedenastkę". Do karnego podszedł Ernest Woźniak i pewnie zamienił go na bramkę. W drugiej części zespół gości postanowił przekuć swoją przewagę na bramki. I tak na prowadzenie 1-2 wyprowadził swoją drużynę Mikołaj Pekowski, później na 1-3 po mocnym uderzeniu z dystansu trafił Andrzej Milewski. Następnie sam zamienił się w asystenta i podał Łukaszowi Komarowi który podwyższył na 1-4. Deportivo próbowało się odegrać, ale bardzo dobrze między słupkami spisywał się bramkarz Riversów, za co z resztą został doceniony przez rywala. W końcu i on skapitulował, kiedy to sytuację sam na sam wykorzystał Ernest Woźniak. Tego dnia Andrzej Milewski dobrze bił stałe fragmenty i po jego podaniu z rzutu rożnego drugą bramkę zdobywa Mikołaj Pekowski, nie pozwalając Czikenom na złapanie kontaktu. Bramka gospodarzy na 3-5 jedynie zmniejszyła rozmiar porażki i takim wynikiem kończą się te zawody.

Mecz ALPAN-a z Diabła Trzeci Róg był spotkaniem dwóch równorzędnych drużyn, które niestety, nie przyszły w optymalnych składach. Pewniej w pojedynek weszła drużyna ALPAN-a, która oddawała sporo strzałów, ale albo lądowały one obok bramki, albo dobre spisywał się bramkarz Diabłów, Mikołaj Grzelak. W końcu prezentujący nienaganną technikę Paweł Drewniak otworzył wynik spotkania i gospodarze prowadzili 1-0. Ten sam zawodnik został w dalszej części meczu ukarany razem z Maćkiem Biernackim żółtą kartką, za spięcie pomiędzy tymi graczami. Do wyrównania doprowadził Filip Rostecki i na przerwę obie drużyny schodziły z wynikiem 1-1. Po rozpoczęciu drugiej części spotkania fenomenalną akcją popisał się Kacper Wydra. Po minięciu trzech rywali skierował piłkę do siatki przeciwnika, wyprowadzając swoją drużynę ponownie na prowadzenie. Przy stanie 2-1, brakiem rozsądku popisał się Paweł Drewniak, który obejrzał drugą żółtą kartkę i zakończył swój udział w meczu. Może się cieszyć że nie była to bezpośrednia czerwień i skazał swoją drużynę nie na 10, a tylko na 3 minuty gry w osłabieniu. Jednak ta przewaga pozwoliła DTR wyrównać za sprawą Maćka Biernackiego. ALPAN jakoś przetrwał grę w pięciu bez kolejnych straconych goli, a gdy przebywali na placu już w komplecie, udało się przeprowadzić akcję na wagę trzech punktów. Wynik spotkania na 3-2 po dograniu piłki od Aleksa Petrosyana ustalił Marcin Kowalski, który najpierw mądrze się zastawił, a następnie skierował futbolówkę do siatki. Sędzia zakończył mecz, w którym po zaciętej rywalizacji górą okazał się ALPAN.

Ostre strzelanie zafundowały sobie ekipy Walking Dead i Alei Seksu i Biznesu. Obie miały problem z zebraniem składu i mecz rozpoczęły grając jedynie po pięciu. O dziwo, pierwszą bramkę zdobyli goście, ale były to miłe złego początki, bowiem niedługo potem wyrównał Krzysiek Kulibski rozpoczynając strzelanie swojej drużyny. Trupy rozkręciły się na dobre doprowadzając do wyniku aż 5-1. W międzyczasie dojechał spóźniony bramkarz Alei. Wtedy obie drużyny wpuściły na plac szóstych zawodników i mogły grać w komplecie. Goście zaczęli odrabiać straty i najpierw doprowadzili do wyniku 5-3, a do przerwy wynik brzmiał 6-5. Trupy nieco w szoku, bo wydawało się, że czeka ich łatwy i przyjemny mecz, a tymczasem Aleja podjęła rękawicę i zagrała przyzwoite pierwsze 25 minut. Wśród zawodników była nawet nadzieja na powalczenie o wygraną w tym meczu i to wcale nie bezpodstawna. Pierwsza część drugiej połowy to jednak kolejny okres świetnej skuteczności Walking Dead, którzy ponownie odskoczyli z wynikiem na parę bramek. Przy stanie 12-6 znów drużyny zamieniły się rolami i to Aleja zaczęła seryjnie strzelać, w tym przytrafił się jeden wykorzystany rzut karny. Strata z początku drugiej połowy była jednak zbyt duża i Trupy wygrały to spotkanie, choć kto wie, gdyby dłużej potrwało, może pogoń Alei zakończyłaby się sukcesem. Wśród gospodarzy jak zwykle niezwykle skuteczny był Krzysiek Kublibski, który zdobył 9 bramek, po stronie gości wyróżniał się Kamil Przychodni w 6-cioma trafieniami. Mecz kończy się wynikiem 14-10 i mimo porażki, Aleja zagrała najlepszy mecz w rundzie.

Lujwaffe Tarchomin, po zwycięstwie z Deportivo, podejmowali będących na fali wznoszącej Young Gunsów. Pierwsza połowa to wyrównane spotkanie, gdzie mimo wielu świetnych okazji, oglądaliśmy mało bramek. Wydawało się że o końcowym wyniku zadecyduje jedno trafienie. Dobre wrażenie sprawiał Mariusz Wądołowski, nowy zawodnik gości, który widać że jest dużym wzmocnieniem tej drużyny. Do przerwy mamy 2:1 dla drużyny z Tarchomina. Wszystko co najlepsze działo się w drugiej połowie. Gospodarze uzyskali, wydawałoby się, bezpieczną przewagę, ale jak sami o sobie mówią, żeby nie było za kolorowo, tylko oni potrafią roztrwonić przewagę i przegrać bądź zremisować wygrany mecz. Bardziej szczegółowo i dosadniej o całej drugiej połowie i ostatecznym finale tego spotkania można przeczytać na fanpage Lujwaffe. Moment przestoju w grze drużyny Dominika Kolasińskiego wykorzystali Gunsi. Doprowadzają do remisu i nadal ostateczny wynik jest sprawą otwartą. Luje jednak ponownie wychodzą na prowadzenie. Goście dążą do wyrównania, a w samej końcówce szczęście się do nich uśmiecha, a właściwie głupota Miłosza Majewskiego. Mamy remis i rzut wolny dla drużyny Marka Saneckiego. Zawodnik Lujwaffe odkopuje piłkę sędzia go upomina, a wesoły Miłosz zabiera piłkę ustawioną do stałego fragmentu i przestawia ją o trzy metry, gdyż uważa że nie z tego miejsca jest wolny. Żółta kartka i w osłabieniu jego drużyna gra już do końca meczu. Mamy za chwile bramkę na 6:7 iwiększość z zawodników już idzie po rzeczy, aby pakować się do domu. Ostatnie sekundy i strzał tak od niechcenia Maćka Bendy z własnej połowy lobuje bramkarza Gunsów Adriana Kłoskowskiego i mamy remis. Niesamowity mecz, ale do tego jesteśmy przyzwyczajeni, że gdy gra drużyna z Tarchomina, to zawsze zdarzy się coś o czym można długo pisać.

LIGA 3B

Mecz pomiędzy FC Nova Group a Jordankiem miał zdecydowanego faworyta. Jednak pierwsze fragmenty spotkania pokazały, że goście podjęli rękawice i chcieli korzystnie się zaprezentować. Gospodarze stwarzali sobie sytuacje, ale na początku jeszcze szwankowała skuteczność. Z biegiem czasu uaktywnił się Łukasz Wirski i to on rozpoczął strzelanie. Jordanek szukał akcji zaczepnych jednak w momencie, gdy nawet zdarzała się okazja do strzelenia bramki, to brakowało wykończenia. Do przerwy mamy 3:0, a tak niski wynik to zasługa Michała Baranowskiego stojącego w bramce gości. Zaliczył kilka znakomitych interwencji i dobrze grał na przedpolu, często asekurując swoich obrońców. Po zmianie stron worek z bramkami się rozwiązał. Duet Makus – Wirski był bezlitosny dla rywali , którzy opadli z sił i nie mieli już takiej dyscypliny w obronie jak w pierwszej połowie. Licznik zatrzymał się na czternastu bramkach ,co i tak było dość niskim wynikiem jak na ilość akcji bramkowych, którą mieli gospodarze. Jordanek w końcówce za sprawą Kuby Kuranowskiego zdobył gola honorowego ale i tak na pewno humorów to znacznie nie poprawiło. Trzeba szybko zapomnieć o tej porażce i powalczyć w kolejnym meczu o punkty. Nova Group czeka pewnie na starcie z liderem i od trzech kolejek widać, że są w gazie i gromią kolejnych rywali.

Od mocnego uderzenia zaczęli swoją rywalizację NieDzielni. Już na początku meczu stworzyli sobie kilka okazji, w tym raz od uderzenia jednego z zawodników zatrzęsła się poprzeczka. Po okresie sporej przewagi gospodarzy, do głosu zaczęli dochodzić zawodnicy NAF Genduś. W obu ekipach jednak na wysokości zadania stawali bramkarze. Kiedy znów lepiej grali Niedzielni padła pierwsza bramka, ale dla rywala. Po rzucie rożnym na 0-1 do siatki rywala trafił Adam Królak po podaniu Krzyśka Niewierkiewicza. Następnie mieliśmy okazje z jednej i drugiej strony, lecz ponownie trafili zawodnicy Gendusia. Michał Ochocki uderzył na bramkę i piłka po lekkim rykoszecie wpadła do siatki. 0-2 do przerwy. Po zmianie stron Niedzielni złapali kontakt z rywalem po mocnym uderzeniu z dystansu Artura Baradzieja- Szczęśniaka. W odpowiedzi Michał Ochocki mocno wstrzeliwuje piłkę w pole karne i obrońca Niedzielnych tak nieszczęśliwie interweniuje, że pakuje piłkę do własnej bramki. Trzeba przyznać że zawodnikom Niedzielnych udawały się strzały z dalszych odległości, bowiem w ten właśnie sposób na 2-3 strzelił Bartosz Komarczewski. Niestety po raz kolejny zawiodła defensywa gospodarzy, ponieważ po błędzie w obronie, bramkarz Niedzielnych fauluje rywala w polu karnym. Sędzia wskazuje na wapno, kapitan Gendusia pewnie wykorzystuje „jedenastkę" i kompletuje hat-tricka. Niedzielni nie składali broni i czekała nas jeszcze pasjonująca końcówka. Najpierw trafia Mateusz Nejman po kontrze, a później arbiter dyktuje rzut karny dla gospodarzy. Szansę na remis zaprzepaścił Artur Baradziej- Szczęśniak który nie wykorzystał karnego. Świetnie interweniował bramkarz parując piłkę na słupek. Ostatnie słowo należało do Gensusia. Po jednej z akcji tym razem obrońca wybija piłkę z linii bramkowej, a następnie przed utratą bramki chroni Marcina Aksamitowskiego słupek. Po naprawdę ciekawym meczu Genduś wygrywa 3-4.

W ramach kolejnego meczu z zaległej 4 kolejki Sparta podejmowała FC Albatros. Drużyna gości pomimo rozegranych 5 kolejek, wciąż czekała na pierwsze punkty w obecnym sezonie. Natomiast drużyna gospodarzy zamierzała gonić drużyny, które znajdowały się na podium. Niespodziewanie to ekipa FC Albatros objęła jako pierwsza prowadzenie. Bramkarz Sparty co prawda obronił mocny strzał, ale do bezpańskiej piłki ruszył Maciej Michalski i skierował ją do bramki. Goście niedługo cieszyli się z prowadzenia. Chwilę po bramce dla FC Albatros do wyrównania doprowadził Przemysław Rejmer po dograniu od Bartosza Chatysa. Mimo różnicy w tabeli mecz stał się zacięty. Po złym wybiciu piłki przez bramkarza Sparty znakomitej okazji nie wykorzystał jeden z zawodników z FC Albatros, który w sytuacji sam na sam strzelił obok bramki. Przed przerwą gospodarzy na prowadzenie wyprowadził, po asyście Krzysztofa Kowalskiego, Artur Markiewicz. Po wznowieniu gry to FC Albatros miał świetną okazję do wyrównania której nie wykorzystał, natomiast chwilę później na 3:1 podwyższył Krzysztof Kowalski. W kolejnych minutach spotkania obie ekipy miały dogodne sytuacje na strzelanie bramek, ale większą skutecznością popisali się gospodarze dokładając dwa trafienia. Oba były autorstwa Krystiana Szularza. Nadzieję gościom przyniósł jeszcze Bartek Kapsa strzelając bramkę na 5:2. Drużyna FC Albatros nie grała wcale gorzej, ale zdecydowanie brakowało im wykończenia. Sparta zaczęła bardziej nacierać co przyniosło im kolejne trafienie. Po raz drugi na listę strzelców wpisał się Krzysztof Kowalski. Ostatnia bramka należała w tym spotkaniu do gości, a dokładniej do Macieja Michalskiego. Ostatecznie mecz kończy się wynikiem 6:3 dla Sparty

Zgodnie z naszymi przewidywaniami, mimo coraz lepszej dyspozycji, FC Cuba Libre nie dało rady Narodowemu Śródmieściu. Choć wynik jest mocno jednostronny, pierwsza połowa nie wskazywała na to, że aż taką różnicą zakończy się to spotkanie. Rywalizacja była zacięta, ogólnie oglądaliśmy dobry mecz, rozgrywany w szybkim tempie, gdzie obie drużyny próbowały sobie stwarzać sytuacje bramkowe i dążyły do strzelenia gola. Po żółtej kartce dla Narodowego wydawało się, że bliżej upragnionego trafienia będzie drużyna Cuba Libre, ale nic bardziej mylnego. To właśnie podopieczni Marka Szklennika, grając w osłabieniu, otworzyli wynik spotkania po bramce Kamila Skwierczyńskiego. Niedługo potem mogli podwyższyć, ale z bliskiej odległości nie wbili piłki do siatki. W końcu na 0-2 podwyższył Damian Talarek i takim wynikiem skończyła się pierwsza część. Byliśmy przekonani, że w drugiej połowie zobaczymy równie wyrównane spotkanie, w której Cuba Libre, grające dobrze w premierowych 25 minutach, postraszy rywala, a być może ugra jakieś punkty. Niestety, gospodarzom nie udało się nawet strzelić jednej bramki, dzięki czemu dobrze broniący w tym spotkaniu Marcin Skwierczyński zachował czyste konto. Katami Cuba Libre okazali się Kamil Skwierczyński i Damian Talarek. Ten drugi zawodnik był postrachem defensywy rywala i w całym meczu zanotował 6 bramek i jedną asystę. Mecz kończy się wysokim wynikiem 0-11, ale menadżer Narodowego Śródmieścia nie był do końca zadowolony i powtarzał, że zarówno Damian jak i cała drużyna strzeliła za mało goli. To tylko pokazuje ambicje Narodowego, który pewnie będzie chciał zakończyć sezon bez porażki. Jak na razie idzie mu świetnie, bo to kolejny rywal który kończy z dwucyfrowych wynikiem straconych bramek. Z niecierpliwością czekamy zatem na pojedynek z FC Nova Group.

Trochę podobny przebieg, choć ze skromniejszym wynikiem, miał mecz Awantury Warszawa z FC Po Nalewce . Pierwsza część tego spotkania mocno wyrównana, obie drużyny dążyły do strzelenia bramki, mecz toczył się w szybkim tempie, gdzie było sporo walki o każdą piłkę. Pomimo niewielu goli w pierwszej części, ta rywalizacja mogła się podobać, widać było że zawodnicy dają z siebie wszystko. Wynik otworzył Sebastian Dominiak, natomiast na 2-0 podwyższył duet Grzesiek Himkowski – Mateusz Rozkres, gdzie pierwszy był strzelcem, a drugi podawał. Gdy wydawało się, że właśnie takim wynikiem skończy się pierwsza część, na strzał z dystansu zdecydował się kapitan FC Po Nalewce Łukasz Gaba i zdobył bramkę kontaktową. Chwile po tym jak piłka zatrzepotała w siatce sędzia odgwizdał przerwę. Byliśmy ciekawi jak bramka „do szatni" podziała na oba zespoły. Wydaje się że lepiej zareagowali zawodnicy Awantury, którzy znacznie dobrze weszli w drugie 25 minut gry. Przejęli inicjatywę w meczu i co najważniejsze, przełożyło się to na bramki. Najpierw na 3-1 podwyższył Patryk Szulak, później ten sam zawodnik wbił piłkę do siatki z najbliższej odległości. Na 5-1 po bardzo ładnym golu podwyższa Sebastian Dominiak, który później ustala wynik spotkania na 6-1 kompletując tym samym hat-tricka. Co warte odnotowania, zawodnicy FC Po Nalewce nawet przy wysokim prowadzeniu rywala nie zwalniali tempa i do końcowego gwizdka próbowali zmniejszyć straty, co niestety im się nie udało. Dzięki tej wygranej Awantura awansowała na trzecie miejsce w tabeli.

 

LIGA 4B

Aspirujące do podium Oldboys Derby podejmowało, ostatnią drużynę w tabeli Warsaw Raccoons. Goście po raz pierwszy zawitali w tym sezonie na Grenady, a wraz z nimi rzesza ich wiernych kibiców, którzy co tydzień dopingują swój zespół. Początki na Woli nie były jednak wymarzone, bo to gospodarze strzelili pierwsi gola, a w bramce świetnie spisywał się rumuński gladiator Andrei Negrea. Przez sporą część pierwszej połowy zachowywał czyste konto, a pokonał go dopiero Valentyn Boiko. Jeszcze przed przerwą Karol Daniel dał prowadzenie i radość oraz tumult zapanowały w sektorze kibiców gości. Oldboys Derby rozkręcało się z każdą minutą i widać było, że kolejne bramki są kwestią czasu. Do przerwy mamy wynik 1:2. Po zmianie stron kolejne bramki dokładają zawodnicy z Zielonej Białołęki i mimo, że ekipa Mateusza Gordona stara się złapać kontakt, to miała za mało argumentów swojej grze. Dwie bramki dokłada Hicham Labhija, ale są to trafienia, które tylko niwelują rozmiary porażki. Goście wygrywają 3:8 i meldują się w ścisłej czołówce. Warsaw Raccoons nadal bez punktów, choć gra wygląda coraz lepiej i mamy nadzieję, że chłopaki jeszcze zdobędą punkty tej jesieni.

W starciu Mobilisu z KP Jastrząb w roli nieznacznego faworyta widzieliśmy zespół gospodarzy, ale początkowa postawa gości mocno zachwiała wiarę w nasz typ. Jastrzębie, mimo że sporo osób jest kontuzjowanych, stawili się dość licznie na Arenę Grenady. Jak powiedział kapitan gości przed meczem, póki starcza im sił gra wygląda dobrze, ale wraz z upływającymi minutami rośnie przewaga rywali. Jakże prorocze były jego słowa w kontekście tego pojedynku. To właśnie Jastrzębie strzeliły jako pierwsze bramkę, a wynik otworzył Andrzej Świętochowski. Chwilę później Mobilis miał szansę na wyrównanie, ale ta sztuka się nie udała. Jak blisko gospodarze byli blisko gola niech świadczy fakt, że po niewykorzystanej sytuacji wszyscy równocześnie złapali się za głowy. Tymczasem na 0-2 podwyższył Mariusz Tarnowski. Gra Jastrzębi wyglądała dobrze i wydawało się, że są duże szanse na od dawna wyczekiwane punkty. Jednak jeszcze przed przerwą plan zaczął się sypać i najpierw Mobils zdobył bramkę kontaktową, a później wyrównał. Jastrzębie miały jeszcze szanse na gola, ale po strzale ze znaczniej odległości, piłka odbiła się od słupka. Do przerwy mieliśmy wynik 2-2 i czas na regeneracje dla obu ekip. Po zmianie stron prowadzenie dla Mobilsu wywalczył Grzegorz Domański i był to moment, w którym gospodarze przejęli inicjatywę. Jastrzębie coraz bardziej opadały sił i trudno im było zatrzymać rozpędzonego rywala. Głównym katem gości był Irek Kowal, który co i rusz rozmontowywał defensywę oponenta i zakończył mecz z dorobkiem 5 bramek i 2 asyst. Mecz kończy się wynikiem 11-2, choć pierwsza część zapowiadała bardziej wyrównany pojedynek.

Sądziliśmy że rywalizacja FC Alfy z CompatibL będzie zacięta, a tymczasem goście pokazali, że są w formie i nie dali szans oponentowi. Już początkowe minuty spotkania to wyraźna przewaga CompatibL, podczas których stworzyli sobie ze dwie dogodne sytuacje, ale wtedy jeszcze zabrakło wykończenia. W końcu pierwszą, ale jak się okazało, zdecydowanie nie ostatnią bramkę zdobył Anton Klymak. Niedługo później mógł ponownie pokonać Adama Tomaszewskiego, ale nie wykorzystał sytuacji sam na sam. W dalszej części meczu się zrehabilitował i trafił na 2-0. Anton był tego dnia największym zagrożeniem dla bramki rywala. Do przerwy mieliśmy pewne prowadzenie 0-4, po dobrej grze zespołu Andria Hryndy. Druga połowa nie różniła się zbytnio od pierwszej. CompatibL grał dobrze w defensywie, nie dopuszczając przeciwnika do klarownych sytuacji, a bramkarz pewnie bronił lecące w jego stroną piłki. Musiał skapitulować tylko raz, po golu Krzysztofa Wędrocha. Swój dorobek bramkowy znacznie powiększał za to Anton Klymak, który skończył zawody z dorobkiem 5 bramek i 2 asyst. Wraz z Vladem Yarmolenko i Volodymyrem Bindasem co i rusz rozmontowywali defensywę rywala. Dobrze spisujący się z obronie bracia Volin zapewniali spokój z tyłu i wyprowadzali kontrataki. Mecz kończy się wynikiem 1-9 i zastanawiamy się, co było przyczyną takiej postawy Alfy, która przecież dysponowała w tym spotkaniu dobrym składem. Każdej drużynie zdarzają się gorsze mecze i widocznie Alfie wypadł akurat na pojedynek z CompatibL.

Ciekawe spotkanie oglądaliśmy w wykonaniu Green Teamu i Tartaku. Stawka była duża, gdyż na tym poziomie rozgrywkowym kilka drużyn walczy o najwyższe laury. Lider, zespół Lucu Kończala, wygrywając powiększyłby przewagę nad rywalami. Gracze w zielonych trykotach nie zamierzali jednak ułatwiać Drwalom sprawy i sami mieli nadzieję na zwycięstwo. Pierwsza połowa zakończona remisem 2:2. Mecz cały czas był na styku, zarówno na tablicy wyników jak i na boisku, bo sędzia dawał grać zawodnikom stosując często korzyść, czego wszyscy nie rozumieli i niepotrzebnie atmosfera się podgrzewała. Na placu najlepsi byli Karol Grudniewski i Daniel Kurowski, którzy decydowali o sile ofensywnej swoich zespołów. Po zmianie stron widzieliśmy jak zawsze zmianę między słupkami Tartaku , ale gdy wynik nie był korzystny, do bramki powrócił Maciek Nuszkiewicz. Konrad Dudek zajął się energicznym dopingiem swoich kolegów, a nawet był aktywniejszy od Prezesa drużyny. Po końcowym gwizdku mamy remis 7:7. Rozczarowanie po jednej i po drugiej stronie ,ale podział punktów jak najbardziej sprawiedliwy. Tartak nadal liderem ,ale przewaga punktowa nad siódmą Alfą to tylko cztery oczka. Green Team tuż za podium ,ale z takim samym dorobkiem co trzeci Phoenix i już na tym etapie rozgrywek widać, że kilka zespołów będzie walczyć o podium w tym sezonie.

Kolejny niezwykle istotny mecz w kontekście pozycji w tabeli rozegrały Phoenix Warsaw i Mikrostrzelby. Już od początku spotkania widać było, że obie ekipy były zdeterminowane do walki o komplet punktów, choć zarówno w jednej jak i w drugiej drużynie brakowało kilku podstawowych zawodników. W pierwszej połowie drużyny skoncentrowały się bardziej na defensywie niż ofensywie, stąd nie oglądaliśmy praktycznie bramek. Jedyną strzeliły Mikrostrzelby, kiedy to po składnej akcji oszukały obronę rywali i Andrzej Gorzkowski nie miał nic do powiedzenia. Skromne 0:1 na półmetku rozgrywek. Po burzliwej naradzie i motywacyjnych przemowach golkipera gospodarzy w drugiej odsłonie Phoenix wziął się do roboty i najpierw wyrównał, aż w końcu wyszedł na prowadzenie. Goście grali asekuracyjnie jakby chcieli dowieźć skromną zaliczkę z pierwszych 25 minut. Gdy wydawało się że nic się już nie zmieni w końcówce pada bramka wyrównująca. Remis 2:2 i mamy kolejny podział punktów w tej lidze. Tak niski wynik to zasługa również bramkarzy, którzy kilka razy kapitalnie ratowali swoje drużyny w sytuacjach, gdzie każdy widział już piłkę w bramce. Po tej kolejce Mikrostrzelby zasidają w fotelu vice lidera, a Phoenix na są trzeciej pozycji.

MECZE ZALEGŁE

Niezwykle istotne dla Chemika Bemowo i Contry było zaległe spotkanie rozegrane w ostatni weekend. Pisaliśmy w zapowiedziach, że remis w tym spotkaniu nikogo nie będzie urządzał i już od pierwszych minut tego starcia widać było, że każdy walczy tu o komplet punktów. U gości brakowało Aleksandra Szyszki, gospodarze natomiast zaprezentowali kolejnych zawodników, którzy po raz pierwszy zagrali na Grenady. Szczególnie z nowych graczy wyróżniał się Tomasz Sieński ,który strzelił w całym meczu trzy bramki i zaliczył asystę. Lepiej spotkanie zaczęła Contra strzelając szybko gola. Jednak Chemik błyskawicznie odpowiedział i nadal żadna z drużyn nie osiągnęła znaczącej przewagi. Dawid Biela w ekipie gości rozkręcał się z każdą kolejną minutą. Na ponowne prowadzenie jednak wyprowadził ekipę Michała Raciborskiego Rafał Osiński. Radość nie trwała długo, bo gospodarze szybko wyrównują ,a przed przerwą udaje się zdobyć dwubramkową przewagę. 4:2 w połowie zmagań. Po zmianie stron Contra dąży do wyrównania i szybko to się udaje. Mamy pasjonującą końcówkę, gdzie drużyny strzelają bramki, a ciągle na tablicy wyników jest remis. Contra zdejmuje bramkarza i wprowadza zawodnika z pola, aby zawalczyć o zwycięstwo. Ta zmiana nic nie daje, a Chemik gdyby był bardziej dokładny, to mógłby na tej sytuacji skorzystać. Rozbrzmiał gwizdek kończący mecz i mamy remis 6:6. Gospodarze dzięki temu punktowi są tuż nad strefą spadkową ,a goście zajmują miejsce w połowie tabeli.

Drużyna Wawalions przed rozegraniem swojego zaległego meczu znajdowała się tuż nad strefą spadkową. Natomiast ekipa Tura Ochota goniła obecnego lidera, czyli drużynę East Wind. Bezapelacyjnym faworytem tego spotkania byli więc goście. Pierwsze minuty zdecydowanie należały do Tura Ochota. Swoją przewagę przypieczętowali dwiema bramkami, a autorem obu trafień był Marcin Konopka. Przy pierwszej bramce piłkę dogrywał mu Tomasz Kotus, a przy drugiej swój duży udział miał Bartek Osoliński. Wtedy to z większym animuszem do ataku ruszyli gospodarze. Pomimo gry w osłabieniu udało się im zdobyć przed przerwą bramkę kontaktową. Bramkarza gospodarzy po podaniu Dmytro Shuliaka pokonał Ihor Linchenko. Po 25 minutach mieliśmy skromny wynik 1:2. W drugą część spotkania ewidentnie lepiej weszli gracze Wawalions. Po genialnym podaniu od Volodymyra Humeniuka, Dmytro Shuliak wyszedł sam na sam z bramkarzem i pewnie go pokonał doprowadzając do wyrównania. Wywiązała się między drużynami wyrównana walka w meczu. Ekipie Tur Ochota udało się wywalczyć rzut karny, którego pewnie wykorzystał Paweł Tarnowski. Gracz, który wniósł ogromny spokój do gry swojej drużyny. Wawalions miało swoje okazje, ale piłka przelatywała zawsze tuż obok bramki. Wtedy na listę strzelców ponownie wpisał się Paweł Tarnowski po podaniu od Piotra Leśniewicza. Wynik meczu na 2:5 ustalił nie kto inny niż Paweł Tarnowski kompletując tym samym hattricka. Wawalion ponownie zagrali dobry mecz, lecz znów pozostali bez punktów.

W kolejnym zaległym spotkaniu Ekstraklasy naprzeciw siebie stanęły drużyny z drugiej piątki tabeli czyli FC Wilanów i Anonymmous. W tym meczu w drużynie gości debiutowało aż trzech nowych zawodników. Pierwsza część spotkania zdecydowanie należała do ekipy FC Wilanów. Strzelanie dla nich zaczął Kamil Kudelski po dograniu piłki od Artura Sieradzkiego, natomiast na 2:0 strzelił Łukasz Rostowski, któremu podawał Rafał Polakowski. Drużyna gospodarzy cały czas nie wychodziła z połowy przeciwnika. Na 3:0 podwyższył Sebastian Adamczyk. FC Wilanów wciąż nacierał, ale to gościom udało się strzelić kolejną bramkę, której autorem był Cezary Przybylak. W kolejnych minutach znów było widać przewagę w zgraniu u FC Wilanowa. Pozwoliło im to zapakować rywalom jeszcze trzy trafienia przed końcem pierwszej połowy. Do przerwy 6:1. Druga część spotkania była już nieco bardziej wyrównana. Pierwszą okazję po wznowieniu gry mieli goście, ale piłka obiła tylko słupek bramki. Kolejna akcja dała jednak Anonymmous! bramkę, której autorem był Marcin Taras. Następnie trafienie należało do Wilanowa, kiedy to Łukasz Rostowski wyrzucił piłkę z autu w kierunku pola karnego rywali, a Rafał Polakowski po strzale głową skierował ją do bramki. Na 8:2 ponownie piłkę do siatki skierował Rafał Polakowski. Goście jednak nie zamierzali składać broni. Trzecią dla nich bramkę zdobył Przemek Petrajtys po podaniu od Patryka Ułasiuka. Ostatnie minuty meczu to wymiana ciosów. Po bramce FC Wilanowa trafieniem odpowiadali goście i tak do się toczyło do wyniku 11:4, którym zakończyło się całe spotkanie.

W zaległym spotkaniu pomiędzy Przypadkowymi Grajkami a Graczami Gorszego Sortu od początku przewagę mieli goście. Właściwie już w pierwszych minutach powinni prowadzić 0-3, ale świetnie w bramce spisywał się Mateusz Tuzin, który miał w całym meczu kilka świetnych interwencji. W końcu musiał jednak skapitulować pod naporem rywala. Zaraz po bramce na 0-1 padła druga. Grajki nieco się otrząsnęły z tych początkowych minut i udało się złapać kontakt na 1-2 po bramce Mateusza Adamowicza. Był to okres nieco lepszej gry Przypadkowych, mogli nawet wyrównać, ale piłka trafiła w poprzeczkę. Z czasem ponownie do głosu dochodzili gracze GGS-u, mieli sporo akcji, zepchnęli rywala do defensywy, ale albo strzały lądowały obok bramki, albo znów dobrze spisywał się Mateusz Tuzin. Jeszcze w pierwszej części goście trafili w poprzeczkę, po czym piłka odbiła się od ziemi, ale nie przekroczyła linii bramkowej, choć innego zdania byli strzelający. Do przerwy utrzymał się wynik 1-2. Po rozpoczęciu drugiej połowy Łukasz Kulesza podwyższa na 1-3 i jego drużyna wciąż przeważa w meczu. Ponownie trafiają w poprzeczkę, kolejną paradą popisał się bramkarz Grajków. Wynik długo się nie zmienia, zawodnicy GGS-u wciąż prowadzą grę, Przypadkowi próbują kontr, ale te są szybko kasowane przez obrońców. W końcu na 1-4 podwyższa Jakub Mydłowiecki, który utrzymał piłkę w boisku w środkowej części i ruszył z indywidualną akcją, którą wykończył pewnym strzałem. Goście strzelają jeszcze jedną bramkę i mecz kończy się wynikiem 1-5. Gracze Gorszego Sortu byli stroną przeważającą, mieli więcej sytuacji i zasłużenie wygrali to spotkanie.

Zaległe spotkanie FURDUNCIO Brasil z LandTechem zapowiadało się emocjonująco chociażby z racji wielkich emocji z poprzedniego sezonu, które towarzyszyły wiosennej rywalizacji. Od pierwszej minuty widać było, że nikt tu nogi nie odstawi i każdy będzie chciał pokazać swoją wyższość. Mecz mimo dużego ciężaru gatunkowego był czysty, a jedyną żółtą kartkę dostał Rafael Andrade ,ale nie za faul, a za komentowanie decyzji arbitra. Skuteczny do bólu w pierwszych 25 minutach był Landtech, który strzelił dwie bramki i zasłużenie prowadził. Brazylijczycy starali się ,ale nie potrafili sforsować defensywy rywali, a strzały z dystansu Luciano Santany mijały bramkę Michała Kalinowskiego. Po zmianie stron nastąpiło przebudzenie graczy z Kraju Kawy. Strzelają kontaktową bramkę i zaczynają się coraz większe emocje. Gdy Brazylijczycy łapią kontakt, natychmiast Landtech odskakuje na bramkę przewagi. Jesteśmy świadkami wymiany cios za cios i trzeba przyznać, że piłkarsko był to świetny mecz na poziomie czwartej ligi. Mimo walki do końca, gospodarze ulegają minimalnie gościom 4:5. Kolejny raz świetne zawody zagrał Aleksander Kuśmierz który wyłączył z gry Rafaela Andrade. Ze strony Brazylijczyków na pewno zapamiętamy pięknego gola po znakomitym dryblingu Luciano Santany. Szkoda tylko, że po raz kolejny wina za wynik była zrzucana na sędziego ,który według nas sędziował bardzo dobrze i na pewno przyczyny porażki trzeba szukać w swojej grze, a nie w pracy arbitrów.

Z małym opóźnieniem rozpoczął się mecz pomiędzy Borowikami a FC Vietnam United. Goście stawili się tym razem w mocno okrojonym składzie, udało się zebrać na mecz jedynie 6 osób, w dodatku szósta osoba mocno się spóźniła. Zawodnicy Borowików wykonali miły gest w stosunku do rywala i oddali im jednego ze swoich graczy. Pierwsze minuty były dość spokojne, żadna ze stron nie stworzyła sobie klarownych sytuacji. Impas strzelecki przerwał dopiero Daniel Kaczmarek, który musiał jedynie dostawić nogę po składnej akcji Borowików. Gracze z Wietnamu mieli w pierwszej połowie jedną świetną sytuację, ale jakimś cudem piłka nie trafiła do siatki i bramkarz złapał piłkę na linii. Około 17 minuty dojechał jeden z graczy Vietnamu i gracz Borowików wrócił do swojej drużyny. Wtedy mecz nam się otworzył. Na 2-0 podwyższył Piotr Ułasiuk po indywidualnej akcji. Jeszcze w pierwszej części goście trafili na 2-1, ale szybka riposta rywala sprawiła, że na przerwę schodziliśmy przy stanie 3-1. Początek drugiej części to zdecydowana przewaga Borowików. Tuż po rozpoczęciu wynik podwyższa Sebastian Giera. Na 5-1 trafia Michał Koc z rzutu karnego, podyktowanego za wślizg w obrębie „jedenastki". Dopiero przy stanie 7-1 kolejną bramkę zdobyli Wietnamczycy, po dobrze rozegranym rzucie wolnym. Chwilę później straty do stanu 7-3 zmniejsza Rafał Podemniak mocnym strzałem z boku boiska. Od tego momentu spotkanie nieco się uspokoiło, i ostatnią bramkę zdobył Piotr Ułasiuk ustalając wynik na 8-3. Borowiki w końcu się przełamały i wygrały swój drugi mecz w rundzie, co ciekawe, obydwie victorie były na Arenie Grenady. Vietnam na swoje zwycięstwo musi jeszcze poczekać.

 

 

Mimo niezłej postawy Tylko Zwycięstwo wciąż pozostawało bez punktów na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Ich rywalem była FC Kebavita, więc było wiadomo, że o pierwsze punkty będzie ciężko. Miało to odzwierciedlenie na boisku, bowiem od początku zaatakowała drużyna gości, ale parokrotnie bardzo dobrze bronił Sergiusz Bienias. Z czasem do głosu zaczęła dochodzić ekipa braci Jałkowskich, lecz z kolei w bramce Kabavity na posterunku był Piotr Kalbarczyk. Taktyka zespołu Buraka Cana była prosta i okazała się skuteczna. Zawodnicy grający w białych koszulkach szukali w polu karnym prostopadłego podania do Barisa Kazkondu, a ten z obrońcą na plecach próbował się obrócić i oddać strzał lub zgrać futbolówkę do partnera. W ten właśnie sposób Kebavita objęła prowadzenie, a po bliźniaczej akcji mogło być 0-2, ale Baris trafił w słupek. Do przerwy mieliśmy wynik 0-1. Rezultat nie taki zły dla gospodarzy, więc jeszcze sporo mogło się wydarzyć w drugiej części. Po zmianie stron mieliśmy okres, w którym więcej działo się pod bramką Kebavity. Dobrze jednak spisywał się bramkarz, a ponad to brakowało nieco precyzji przy konstruowaniu akcji Tylko Zwycięstwo. To się zemściło, bowiem później goście podwyższyli prowadzenie do 0-3. Dopiero po trzeciej bramce gospodarze się przełamali i Szymon Jałkowski trafia dla TZ. W odpowiedzi mamy bramkę na 1-4 dla Kebavity. Następnie mieliśmy do czynienia z groźnymi rożnymi z obu stron. Skuteczniejsi  byli gospodarze, bowiem szczupakiem piłkę do siatki skierował Andrzej Morawski (bramka na 2-4), a z drugiej strony Obem Brain trafił jedynie w słupek. W dalszej części meczu był dokładniejszy, bowiem trafił w końcu do bramki TZ, hattricka ustrzelił Christian Namani i mecz kończy się wynikiem 2-6

Będąca w dobrej formie Contra podejmowała Moczymordy ,które po porażce z East Windem chciały jak najszybciej zapunktować, aby nie tracić kontaktu z liderem. Do składu powrócili Zbyszek Obłuski i Norbert Petasz ,ale brakowało Dominika Skorży ,który nabawił się kontuzji. Pierwsze minuty to szybkie dwie bramki. Dawida Bieli dla Contry i Zbyszka Obłuskiego dla Moczymord. Później mieliśmy żółtą kartkę dla Piotra Szurmińskiego, który niczym Jan Furtok chciał zdobyć bramkę ręką, jednak arbiter był czujny oraz  dobrze ustawion, więc zamiast gola mieliśmy żółtą kartkę. Contra jednak tej przewagi nie potrafiła wykorzystać. Gospodarze mieli kilka wybornych okazji ,ale tak jakby wystrzelali się w poprzednich dwóch kolejkach i nie byli już tak skuteczni. Niemoc przerwał Paweł Pająk strzelając w 22 minucie na 2:1. Taki wynik utrzymuje się do przerwy. Po zmianie stron niezawodny Zbyszek Obłuski doprowadza w 28 minucie do remisu. Mecz w tym momencie wyrównuje się i każda ze stron ma swoje okazje ,ale wynik 2:2 cały czas się utrzymuje. Widać było że każdy chce walczyć o pełną pulę i remis nikogo tutaj nie zadowoli. Gdy wydaje się że podział punktów jest realnym scenariuszem ponownie daje o sobie znać Zbyszek. Znowu piłka go szuka i w 46 minucie kompletuje hattricka w tym meczu. Rozpaczliwe ataki ekipy Michała Raciborskiego nie przynoszą efektu i po raz kolejny napastnik Moczymord daje tej drużynie cenne punkty. Z perspektywy meczu lepszym zespołem była Contra ,ale punkty pojechały w komplecie na Mokotów.

Tymczasem na drugim boisku East Wind walczył o utrzymanie się na szczycie tabeli Ekstraklasy, a przy korzystnych rezultatach, na powiększenie przewagi nad najgroźniejszymi rywalami. Ich przeciwnikiem był zespół Wawalions, którzy przystąpili do zawodów osłabieni brakiem nominalnego bramkarza oraz ich najlepszego zawodnika obecnego sezonu Volodymyra Humeniuka. Mimo takich osłabień goście nie prezentowali się źle na tle obecnego lidera rozgrywek. Co więcej, na początku mieli lepsze sytuacje do strzelenia bramki. Najpierw dali sygnał ostrzegawczy gospodarzom, kiedy to po źle rozegranym rożnym East Windu wyszli z kontrą, ale trafili jedynie w słupek. W końcu dopięli swego i Yurii Naidyshak otwiera wynik spotkania. To obudziło zawodników Sebastiana Dąbrowskiego. Najpierw Michał Nowak wyrównuje, a później dwukrotnie do bramki trafia Filip Junowicz i East Wind wygrywa już 3-1. Wawalions nie składali broni i złapali kontakt z przeciwnikiem po bramce Bohdana Mereshuka, który wstrzelił piłkę w pole karne, ta odbiła się po drodze od zawodnika i trafiła do siaki. Wynik na 4-2 do przerwy ustalił Sebastian Dąbrowski. Po zmianie stron lepiej prezentowali się zawodnicy Wawalions, mieli parę sytuacji, ale bez finalizacji. Skuteczniejsi byli rywale i na 5-2 trafił Damian Patoka. W późniejszej fazie meczu w grze obu drużyn wkradł się mały chaos, Wawalions nie wykorzystali swoich kontr, a East Wind grał nieco niedokładnie i nie potrafił wykorzystać  faktu, że rywal grał z lotnym bramkarzem. Obie drużyny strzeliły jeszcze po jednej bramce i wynik końcowy tego spotkania brzmiał 6-3.

Zarówno Anonymmous  jak i Chemik Bemowo przed spotkaniem miały na swoim koncie zaledwie po jednym punkcie. Stawialiśmy na Anonimowych wierząc, że zmobilizują się na ten mecz, wszakże obie drużyny dobrze się znają, bo rywalizowały często ze sobą w lidze bemowskiej. To co charakteryzuje obie ekipy to duża rotacja składu, co na poziomie Ligi Fanów nie pozwala na wymierne sukcesy. Lepiej w mecz weszli gospodarze i w 9 minucie objęli prowadzenie. W 19 minucie wyrównał Maciek Skurzyński i pierwsza połowa zakończyła się remisem 1:1. Żadna z drużyn nie osiągnęła znaczącej przewagi i widać było, że oba teamy nie chciały przegrać kolejnego meczu, co determinowało koncentrowanie się na defensywie. Po zmianie stron bramka Tomasza Łokietka otworzyła spotkanie. Chemik musiał zaatakować, ale gospodarze skutecznie się bronili. W 39 minucie Mariusz Sochań strzela na 2:2, a po chwili goście już prowadzą za sprawą Piotra Dzisiowa. Ekipa z Bemowa idzie za ciosem i na listę strzelców wpisują się Piotr Urbański oraz Maciek Skurzyński ,a drużyna Macka Miękiny ponownie w tym sezonie grałą jakby bez wiary w końcowy sukces. Tomasz Łokietek  w końcówce zmniejsza rozmiary porażki na 3:5. Anonimowi fatalnie zaczęli sezon i patrząc na poziom drużyn w Ekstraklasie, o utrzymanie będzie z taką grą ciężko. Chemik ma potencjał, ale nam wydaję się że potrzeba tej ekipie stabilizacji, aby Ci sami zawodnicy pojawiali się na meczach co tydzień, a wtedy jest szansa powalczyć być może nawet o podium.

Mistrz Tur Ochota podejmował FC Wilanów, który nareszcie zebrał solidny skład i miał podstawy do tego, by myśleć o zwycięstwie. Pierwsza połowa to rezultat, który zmieniał się dynamicznie. Gdy jedna drużyna strzelała, natychmiast druga odpowiadała i mieliśmy cały czas wynik na styku. Świetnie prezentował się Rafał Polakowski wspierany przez Łukasza Rostowskiego, który bardzo dobrze prezentował się na tle zawodników z Ochoty. Kapitalnie też bronił Jacek Żołnierski wielokrotnie ratując swój zespół przed stratą bramki. Do przerwy mamy wynik 3:4. Po zmianie stron za sprawą Rafała Polakowskiego mamy dwubramkową przewagę Wilanowa. Tur jednak cały czas atakuje i niweluje straty do jednego trafienia. Taka sytuacja utrzymuje się przez całą drugą połowę. Drużyna Konrada Kowalskiego nie jest w stanie osiągnąć jednak  remisu. Zaczynają się nerwy i niepotrzebne uszczypliwości. Sędzia jednak najbardziej aktywnych zawodników szukających zwarcia napomina kartkami. Sama końcówka to bramki Macieja Pawlickiego i Roberta Hankiewicza. Dwubramkowa przewaga na korzyść Wilanowa zostaje dowieziona do końca. Tur przegrywa po raz pierwszy i teraz będzie gonił lidera, a Wilanów pokazuje, że jeżeli się zbierze, to jest mocny. Szkoda że na początku sezonu ta drużyna miała takie problemy organizacyjne, bo przez to straciła kilka cennych punktów, które mogą zaważyć na pozycji tej ekipy na koniec sezonu.

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
2 0

EKSTRAKLASA

Kolejka 8
Wybierz kolejkę:
2 0

LIGA 1

Kolejka 8
Wybierz kolejkę:
4 0

LIGA 2A

Kolejka 8
Wybierz kolejkę:
1 0

LIGA 2B

Kolejka 8
Wybierz kolejkę:
2 0

LIGA 3A

Kolejka 8
Wybierz kolejkę:
2 0

LIGA 3B

Kolejka 8
Wybierz kolejkę:
4 0

LIGA 4A

Kolejka 8
Wybierz kolejkę:
3 0

LIGA 4B

Kolejka 8
Wybierz kolejkę:
4 0

LIGA 5A

Kolejka 8

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi