Wczytuję...

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA…

Masz Telefon, Tablet i aktywne konto Google ? Sprawdź jak łatwo skonfigurować powiadomienia dla materiałów Video z kanału Liga Fanów TV.

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

Nie masz zespołu? Chciałbyś zagrać w Lidze Fanów? Uwielbiasz piłkę nożną? Wychodzimy naprzeciw waszym oczekiwaniom i proponujemy komfortowe rozwiązanie!

LIGA FANÓW NA INSTAGRAMIEE

Masz Instagram? Obserwuj nas i bądź na bieżąco! Zobacz co tam znajdziesz z życia Ligi Fanów.

ZMIANY NA FACEBOOKU!

Na facebooku doszło do dużych zmian. Jedną z ich konsekwencji może być to, że przestaniecie widzieć nasze posty. Sprawdźcie jak się do tego przygotować, aby być z LIGĄ FANÓW na bieżąco!…

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA NA YOUTUBE
ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE
LIGA FANÓW NA INSTAGRAMIEE
ZMIANY NA FACEBOOKU!

RAPORT MECZOWY - KOLEJKA 1.

25
Wrz

Aż chce się krzyknąć: "Nareszcie!". Co prawda koniec lata nie jest być może najlepszym powodem do radości, jednak dla nas, organizatorów, kibiców i fanów to czas, w którym swój come back na ligowe boiska ma również Liga Fanów. 89 drużyn, ponad 1400 uczestników mamy nadzieje sprawi, że z każdym tygodniem sezon 2019/2020 będzie nabierał rozpędu. A jak to było w ubiegłym tygodniu? Zapraszamy na cotygodniowe podsumowanie piłkarskich wydarzeń w stolicy.

RAPORT MECZOWY - KOLEJKA 1.

 

EKSTRAKLASA

Już na początku zmagań w Ekstraklasie mieliśmy ciekawy pojedynek. W zapowiedziach mocno nie doszacowaliśmy zawodników Tylko Zwycięstwo, uznając ich za zespół o klasę słabszy niż mistrz Ligi Fanów – Tur Ochota. Jak się okazało, zamiast łatwego zwycięstwa, gdzie pytaniem pozostawało to, jak wysoko mistrz pokona rywala, zobaczyliśmy zacięty pojedynek, w którym o końcowym wyniku zadecydowały ostatnie minuty. Mecz zaczął się zgodnie z przewidywaniami, od przewagi w grze i szybkiej bramki dla Tura. Tylko Zwycięstwo próbowało grać uważnie w defensywie i kontratakować. Wyrównanie padło jednak po stałym fragmencie gry, kiedy to po rzucie rożnym, strzałem głową, piłkę do siatki skierował Andrzej Morawski. Radość z remisu nie trwała długo, bo Paweł Tarnowski ponownie wyprowadził Tura na prowadzenie 1-2. I tak właśnie przebiegał ten mecz, goście strzelali, a gospodarze gonili. Morawski znów ucieszył kolegów strzałem na 2-2, ale moment radości nie trwał długo, bo mistrz odpowiedział tym samym. Po przerwy 2-3. W drugiej części zespół z Ochoty miał kilka sytuacji, ale dobrze spisywała się defensywa TZ. W czasie jednej z akcji Tura udało się przejąć piłkę, z kontrą wyszedł Morawski i ustrzelił hat-tricka. Podczas dalszego przebiegu spotkania znów Tur wyszedł na prowadzenie 4-3, ale po dość kuriozalnym golu ponownie mieliśmy remis. Przy stanie 4-4, na 5 minut przed końcem, ekipa braci Jałkowskich chyba podświadomie cofnęła się, chcąc utrzymać wynik, oddając pole Turowi. Zawodnikom tego zespołu nie trzeba było mówić, co mają z tym faktem zrobić i w końcówce strzelili 2 bramki, które dały im wygraną. Mimo porażki, Tylko Zwycięstwo pokazało się z dobrej strony, pokazując, że i w Ekstraklasie można powalczyć z najlepszymi.

Również ciekawy pojedynek obejrzeliśmy w starciu Moczymord z Wawalions. Początek meczu to kilka efektownych akcji i ze 3 dogodne sytuacje do strzelenia gola przez gości, jednak dobrze w bramce zespołu z Mokotowa spisywał się Adam Rutka. Po początkowej dominacji Wawalions, do głosu zaczęli dochodzić zawodnicy Moczymord. I tak, już w 6 minucie wynik otworzył niezawodny Zbyszek Obłuski. Jeszcze w pierwszej części rezultat podwyższył Łukasz Widelski i na przerwę obie drużyny schodziły przy stanie 2-0. Po zmianie stron goście próbowali odwrócić losy meczu, ale ich ataki nie przyniosły skutku. Moczymordy natomiast, mając korzystny, wynik nie forsowali zbytnio tempa, starając się raczej długo utrzymywać przy piłce i spokojnie konstruować akcje. W drugiej części wynik nie uległ zmianie i Moczymordy dowiozły, dość niski jak na 6-ski, wynik do końcowego gwizdka. Na pewno czyste konto bramkarza, jak i pierwsze 3 punkty satysfakcjonuje zespół z Mokotowa. Jak powiedział kapitan Wawalions w pomeczowym wywiadzie, to jeszcze nie była pełnia możliwości jego zespołu. Tym bardziej jesteśmy ciekawi, jak się pokażą w następnych meczach, skoro w okrojonym składzie byli w miarę równorzędnym rywalem dla Moczymord.

Ostatnim meczem Ekstraklasy był pojedynek East Windu z Kebavitą. Kebavita aspiruje do czołowych lokat i na początku pojedynku z zespołem, który ma się bić o mistrza, prezentowała się naprawdę nieźle. Stworzyła sobie kilka sytuacji bramkowych, ale zabrakło w tym wszystkim wykończenia. Trzeba też oddać, że dobrze w bramce East Windu spisywał się Damian Karczmarczyk i to głównie dzięki niemu drużyna nie straciła bramki w pierwszej części. Nieskuteczność strzelecka Kebavity jeszcze przed przerwą się zemściła, kiedy to dwukrotnie, w krótkim odstępie czasu, piłkę do siatki posłał Damian Patoka. Do przerwy 2-0 dla ekipy Sebastiana Dąbrowskiego.W drugiej połowie gospodarze dołożyli kolejne 3 bramki i na 10 minut przed końcem mieliśmy 5-0. Po meczu? Nic bardziej mylnego! Przebudza się Baris Kazkondu i w 7 minut strzela 5 bramek i znów mamy emocje w końcówce. Najpierw jego 4 trafienia doprowadziły do stanu 5-4, ale w strzelecki popis zawodnika Kebavity wmieszał się Damian Patoka, dzięki czemu East Wind odskoczył na 6-4. To zapewne uratowało 3 pkt gospodarzom, bo Baris chwilę później dokłada swojego 5 gola i znów mamy tylko jedną bramkę przewagi. Kropkę nad i postawił Maks Himel ustalając wynik na 7-5. Kebavita pozostawiła po sobie dobre wrażenie i być może, gdyby w bramce stał nominalny bramkarz, wynik mógłby być zgoła inny.

LIGA 1

Już pierwsza rywalizacja w I lidze dała nam nadzieję na sezon pełen ciekawych spotkań. Co prawda chwilę musiało potrwać, zanim Drunk Team i Papadensy złapią odpowiedni rytm na boisku po letniej przerwie, bo początkowe minuty to mały chaos z obu stron. Po początkowej niedokładności, akcje zaczęły się zazębiać i to debiutujący w naszej lidze Papadensy objęli prowadzenie w meczu. Później z dystansu podwyższył Paweł Pająk, ale Drunkersi dość szybko złapali kontakt, dzięki bramce kapitana – Łukasza Walo. Goście raczej w pierwszej połowie przeważali, atakując bramkę przeciwnika jak nie po zespołowych akcjach, to po indywidualnych popisach zawodników. Drunk Team z kolei raczej próbował akcji zaczepnych przy kontratakach. Bramki na 1-3 i 1-4 dały Papadesom bezpieczną przewagę, której nie oddali już do końca spotkania. Dobre zawodny rozgrywał Maciej Kurpias, który nie dość, że czterokrotnie asystował, to jeszcze zdobył ładną bramkę strzałem zewnętrzną częścią stopy, a takiego trafienia dawno nie widzieliśmy. Po szalonej pierwszej części, w drugiej długo nie padała bramka, a sama gra też nieco siadła. W końcu po długich minutach oczekiwania, goście ustalili wynik na 3-8 i zgarnęli premierowe 3 pkt w swoim debiucie. Z tego co słyszeliśmy, to jeszcze nie była pełnia możliwości Papadensów, więc ciekawi jesteśmy, co pokażą w następnych kolejkach.

Tymczasem, na boisku obok, toczył się pojedynek Bulbezu Team Bemowo z FC Hazard 86. To spotkanie miało swojego faworyta i nie byli nim zawodnicy z Bemowa, którzy przyszli na mecz jedynie w sześciu. Powracający do Ligi Fanów Michał Maliński zebrał w swojej ekipie naprawdę ciekawych i dobrych zawodników, i przed meczem sądziliśmy, że to właśnie Hazard powinien wygrać w swoim debiucie. W ciągu meczu to głównie goście atakowali, a Bulbez starał się zdziałać coś z kontrataku. Tymczasem, to właśnie po źle rozegranym rożnym z kontrą wyszli rywale i Przemysław Rawa otworzył wynik meczu. W dalszej części spotkania Zawodnicy Hazardu nie mogli wstrzelić się w bramkę Marcina Osowskiego . Jako że jego koledzy też nie potrafili wypracować sobie dogodnej sytuacji, golkiper Bulbezu postanowił uderzyć z dystansu i po rękach bramkarza, piłka znalazła się w siatce, dając remis 1-1.Nie udało się tego wyniku dowieźć do przerwy, bo tuż przed gwizdkiem kończącym pierwszą część do bramki ponownie trafił Rawa. Po zmianie stron kilka akcji miał Bulbez, ale ponownie błąd w rozegraniu piłki sprawił, że rywale przejęli piłkę, a kontra Hazardu okazała się zabójcza. Ta bramka nieco podłamała zawodników z Bemowa, a dodatkowo grając bez zmian, coraz szybciej opuszczały ich siły. Po kolejnej akcji Hazardu, Przemysław Rawa strzela hat-tricka i ustala wynik meczu na 1-4. De facto Bulbez sam sobie winien porażki, bo fatalne błędy w rozegraniu były bez skrupułów wykorzystane przez rywala, a nie mając nikogo na ławce, ciężko jest odrabiać straty z tak dobrym rywalem.

W następnym meczu I ligi siły mierzył LTM Warsaw z kolejną drużyną, która powraca do Ligi Fanów, jaką jest Tiki Taka. Niestety, na boisku nie mogliśmy zobaczyć kilku ważnych zawodników tej ekipy, co poniekąd miało wpływ na wynik meczu. Jeszcze pierwsza połowa była w miarę wyrównana, ale wraz z upływem czasu, coraz większą przewagę miała drużyna LTM-u. Wynik, po pewnym czasie, otworzył dobrze spisujący się tego dnia Łukasz Szala, ale na odpowiedź Tiki Taki nie musieliśmy czekać długo. Chwilę później ponownie trafił Szala, a zawodnicy rozstrzelali się na dobre na 5 minut przed końcem. Wtedy do na 3-1 podwyższył Kuczewski, ale ponowny kontakt złapał Rafał Osiński. Kiedy wydawało się, że na przerwę obie ekipy będą schodziły przy stanie 3-2, bramkę do szatni Tiki Tace wpakował Maks Himel. Przez pewien czas w drugiej odsłonie obie ekipy ponownie nie mogły się wstrzelić. Później swoją pierwszą bramkę w barwach LTM-u zdobył, coraz lepiej czujący się na boisku, Artur Markiewicz. Obie drużyny upodobały sobie za to trafianie do siatki szczególnie w końcówce spotkania, bo w ostatnich 10 minutach od stanu 6-2 LTM trafił aż pięciokrotnie czy trzech golach rywali. Były to właściwie trafienia bramka za bramkę, raz z jednej, raz z drugiej strony. Wynik mógł być okazalszy, gdyby gospodarze wykorzystali wszystkie dogodne sytuacje, ale i tak trio Dryński – Kuczewski – Szala może się po tym spotkaniu pochwalić hat-trickiem, a LTM świetnym początkiem sezonu.

Bardzo dobry mecz zobaczyliśmy podczas rywalizacji Hiszpania Club de Futbol z Mixamatorem. Naszym zdaniem, może spokojnie kandydować do miana meczu całej 1 kolejki Ligi Fanów. Całe spotkanie rozgrywane było w szaleńczym tempie. Obie ekipy grały świetnie zawody, dobrze spisywały się wszystkie formacje. Do przerwy mieliśmy wynik 0-0, jakże rzadko spotykany na szóstkach, ale nie oznacza to, że okazji do zdobycia bramki brakowało. Zdecydowanie rywale nie bali się atakować, ale poniekąd taki wynik to świetna gra bramkarzy, którzy byli w świetnej formie. W drugiej części nadal obie ekipy nie zamierzały odpuszczać, mecz wciąż był otwarty i rozgrywany w szybkim tempie. Wynik spotkania otworzył dopiero w 40 minucie Kamil Krupa, który oddał bardzo mocny strzał zza pola karnego i dobrze się spisujący Tomas Frutos musiał w końcu skapitulować. Hiszpanie rzucili się do obrabiania strat, jednak wciąż nie mogli przełamać formacji obronnej Miksów. Dopiero na 4 minuty przed końcem pojawia się przed nimi niebywała szansa, gdyż Mixamator musi grać w podwójnym osłabieniu, po żółtych kartkach dla bramkarza i zawodnika z pola. Między słupkami musiał stanąć inny gracz, ale świetnie sobie poradził, nawet parę razy zaliczając dobre interwencje. Mixamatorowi udaje się przetrwać tę hiszpańską nawałnicę, a w dodatku po raz kolejny daje o sobie znać Kamil Krupa, który przechwytuje piłkę i strzela na 2-0! Zawodnicy z Półwyspu Iberyjskiego byli w szoku, że tak potoczył się ten mecz i nie wykorzystali tylu sytuacji, natomiast Miksy cieszyły się z wywalczonych 3 punktów. Za tę obronę i cały występ, należą im się wielkie brawa, bo przeciwnik był z najwyższej półki.

Niedawny ekstraklasowicz, FC Górka, podejmował rewelację II-giej ligi poprzedniego sezonu, zespół FC Niezłomnych. O ile gospodarze to już uznana marka, o tyle goście, swoją coraz lepszą grą, stale budowali swoją reputację. Worek z bramkami otwiera się za sprawą weterana gospodarzy, Piotrka Wardzyńskiego. Gra jest bardzo wyrównana, aczkolwiek to zespół gospodarzy zdaje się dyktować warunki gry, podczas gdy Panowie z Ukrainy próbują sił w kontratakach. Jeden z nich wychodzi wręcz wybornie, kiedy po podaniu Sergieja Kovala gola zdobywa gwiazda gości - Taras Kobliuk. O swoich niemałych umiejętnościach gry nogami przypomina wówczas bramkarz Górki - Konrad Litwiniuk. Otóż postanowił on wyprowadzić piłkę na środek boiska i potężnym strzałem pokonać golkipera rywali ! Takie zagranie dodało skrzydeł jego kolegom i po raz drugi na listę wpisał się popularny "Wardzyn" i mamy 3:1. W odpowiedzi bardzo ładną indywidualną akcją popisuje się Taras Kobliuk, który po przedryblowaniu kilku rywali, z bliska wykańcza akcję. Końcówka pierwszej części meczu to jednak przewaga Górki i popis gry Pawła Czapskiego, który najpierw dokładnie dogrywa do Mariusza Zgórzaka, a następnie sam wciela się w rolę egzekutora, ustalając wynik pierwszej połowy na 5:2. Zmiana stron przyniosła strzelecki impas. Został on jednak przełamany po tym, jak do wykonania rzutu wolnego podszedł Taras Kobliuk i pewnym strzałem pokonał dobrze spisującego się Konrada Litwiniuka. Ostatnie słowo należało jednak do "Wardzyna", który skompletował hattricka i ustalił wynik spotkania na 6:3. Zasłużone trzy punkty lądują na koncie FC Górki, ale musimy przyznać, że zespół gości walczył jak równy z równym, co mamy nadzieję, jest zapowiedzią dobrego sezonu w ich wykonaniu.

LIGA 2A

Pierwszy gwizdek, oznaczający rozpoczęcie zmagań w jubileuszowej, 20-stej edycji Ligi Fanów, rozbrzmiał przed pojedynkiem Junaka z Virtualnym Ń. Obie ekipy przyszły na inaugurację w dość licznych składach i ciekawi byliśmy, jaką formę prezentują te zespoły. Junak spadkowicz z I ligi musiał się mierzyć nie tylko z rywalem, ale i mianem faworyta, przynajmniej na papierze. Pierwsza połowa przebiegała po myśli i pod dyktando gości. Kolejne ataki Junaka w końcu przyniosły oczekiwany rezultat i po bramkach Krzyśka Krzewińskiego i Łukasza Wesołowskiego ich zespół prowadził 2-0. Virtualni wyglądali tak, jakby ze względu na wczesną porę przespali pierwszą połowę. Marek Giełczewski próbował zmotywować swoich zawodników do walki i jak się okazało zrobił to bardzo skutecznie. W drugiej części jego zespół jakby się obudził ze snu i rozpoczął swoistą remontadę. Junak natomiast tracił werwę i impet, z jakim grał w pierwszej części, oddając pole rywalowi. Ten nie miał litości dla gospodarzy i w drugiej części wpakował aż 4 bramki, przy tym nie tracąc ani jednej po swojej stronie. Ostateczny wynik to 2-4 i Virtualni mogą się cieszyć z 3 pkt. Duży udział w sukcesie Virtualnych miał duet Płotnicki – Kolasa. Już poprzedni sezon pokazał, że ta dwójka jest gwarantem bramek. Świetny powrót zespołu Marka Giełczewskiego zasługuje na szacunek i wielkie brawa, natomiast Junak musi wyciągnąć wnioski, by nie powtórzyła się sytuacja, w której roztrwaniają wysiłek z pierwszej połowy.

W rywalizacji Mocnego Melodramatu z FC Melange faworytem spotkania wydawali się gospodarze. W końcu kilku zawodników tej ekipy jeszcze rok temu grało w Ekstraklasie, więc tym bardziej zespół z Woli wydaje się na tym poziomie bardzo mocny. W dodatku FC Melange stawił się na Grenady bez nominalnego bramkarza, czołowego obrońcy i pomocnika w głównej mierze odpowiedzialnego za konstruowanie akcji, więc nie wróżyliśmy tej ekipie dobrego wyniku. I nie pomyliliśmy się, bo mecz był jednostronny i Mocny Melodramat był po prostu o klasę lepszym zespołem. Już po pierwszej połowie prowadził 4-0. Po zmianie stron bramkę na 4-1 strzelił Kamil Pietrzykowski, ale to wciąż gospodarze byli stroną dominującą, niekiedy bawiącą się już pod bramką rywali.Nie za wiele pracy miał Sebek Nowakowski broniący bramki MM, natomiast z przodu szalał Michał Kielak, który zaliczył w tym spotkaniu 4 bramki i 3 asysty. Właściwie to on, razem z Sebastianem Cuchem, zamknęli tę rywalizację strzelając 4 bramki między 30 a 34 minutą. Dopiero pod koniec meczu FC Melange strzela jeszcze dwie bramki zmniejszające straty. Najpierw Kamil Marciniak z karnego, a później Łukasz Słowik ustala wynik meczu na 11-3. Rozmiar wygranej M. Melodramatu odzwierciedla w pełni przebieg meczu, a ta ekipa wyrasta na faworyta do końcowego triumfu. Natomiast to spotkanie pokazało, że bez 2-3 ważnych ogniw w zespole, gra Melanżowników wygląda zupełnie inaczej i potrzeba, by najważniejsi zawodnicy przychodzili jak najczęściej, by wyniki były lepsze.

Patrząc na historię pojedynków Wiernego Służewca i Jogi Bonito ten mecz miał zdecydowanego faworyta. Jednak w porównaniu do poprzedniego sezonu, obie drużyny przystąpiły do rywalizacji znacznie odmienione. Joga musiała sobie radzić bez Artura Markiewicza, który robił sporą robotę w poprzednim sezonie, natomiast Wierny przyszedł w dość solidnym składzie, choć paru nazwisk również brakowało. Początek spotkania to szybkie otworzenie wyniku przez Kamila Leśniewskiego, po dobrym, mocnym strzale. Jednak solidna gra Wiernego w pierwszej połowie poszła po części na marne, bo nie popisał się bramkarz zespołu ze Służewca i po jego błędzie mieliśmy remis. Przed przerwą obie ekipy strzeliły jeszcze po bramce i na odpoczynek gracze schodzili przy wyniku 2-2. Tuż po zmianie stron ponownie błysnął Leśniewski, tym razem kierując piłkę do bramki po strzale głową, wykańczając dośrodkowanie Odowskiego. W dalszej części meczu długo żadna ze stron nie mogła pokonać bramkarza rywali . Ten impas przerywa Hubert Wolak, który po rajdzie środkiem boiska podwyższa na 4-2, dając w miarę bezpieczne prowadzenie swojemu zespołowi. Joga miała kilka dogodnych sytuacji, ale zawiodła skuteczność i 3 punkty zasłużenie zgarnia zespół Wiernego Służewca.

Mikołaj Kozłowicz i jego FC Karmelicka, po spadku z I-szej ligi, chcieli dobrze zacząć sezon. To zadanie jednak nie należało do łatwych, gdyż na "dzień dobry" przyszło im walczyć z rewelacją ligi repasażowej - Chłopcami z Bródna Sebastiana Ulewicza.Początek spotkania ułożył się po myśli ekipy z Muranowa, która objęła prowadzenie po strzale Bartka Chylińskiego. Reszta pierwszej połowy należała jednak do gości, którzy po golach Roberta Bajdały, Maćka Frąckiewicza oraz Mariusza Łukasika zapewnili sobie prowadzenie 1:3. Drugą odsłonę pojedynku bardzo dobrze rozpoczęli jednak gospodarze. Najpierw po ogromnym zamieszaniu w polu karnym i dobitce, piłkę do siatki skierował Albert Białkowski, a następnie oglądaliśmy ładną akcję kombinacyjną, w której Kuba De Stafano wyłożył piłkę do wbiegającego w pole karne Witka Jasińskiego i mieliśmy 3:3. Dosłownie minutę więcej zajęło Karmelickiej wyjście na prowadzenie, gdy po podaniu Witka Jasińskiego gola na 4:3 zdobył Bartek Chyliński. Czym jednak jest charakter i dobrze ułożona noga, pokazał nam Mariusz Łukasik z ekipy gości. Najpierw jego uderzenie po ziemi dało ponowny remis (4:4) a następnie piękny strzał rogalem zza pola karnego znalazł drogę do siatki gospodarzy. Ekipa z północnego wschodu Warszawy jeszcze raz znalazła sposób na rozmontowanie obrony rywali i po końcowym gwizdku mogli cieszyć się z upragnionego zwycięstwa 4:6.

Dobrze w swój pierwszy mecz weszła Saska Kępa, wyprowadzając dwa mocne ciosy, gdzie pierwszą okazję po podaniu Łukasza Borkowskiego wykorzystał Mariusz Libudzki, a następnie strzelec pierwszego gola asystował przy trafieniu Piotra Orłowskiego i dość szybko było już 2:0. Jednak im dalej w mecz, tym gorzej dla Saskiej, która przystąpiła do rywalizacji z bardzo okrojoną ławką rezerwowych, mając zaledwie jedną osobę na zmianę. Warszawska Ferajna była chyba lekko w szoku, bo na pewno nie spodziewała się takiego świetnego początku swojego rywala. Z czasem goście dochodzili do siebie, powoli osiągając przewagę. Do przerwy Ferajna zdołała wyrównać, a nawet wyjść na jednobramkowe prowadzenie po golu Konrada Pietrzaka i dwóch trafieniach Tomasza Hankiewicza.Druga część spotkania to już gra do jednej bramki. Drużynie gospodarzy na pewno nie zabrakło ambicji, ale niestety, przede wszystkim, kondycji. Dla Ferajny trafiali kolejno: Kaszczak, Domański, Galan i ponownie Domański. Świetne zawody rozegrał także pomocnik drużyny Warszawskiej Ferajny Patryk Stefaniuk inkasując 4 asysty w tym spotkaniu. Robił co mógł bramkarz Saskiej Kępy, więc bez komentarza nie może przejść również jego interwencja przy stanie 2:6, gdzie wybronił świetnie pierwszy strzał, a potem fenomenalnie instynktownie obronił dobitkę. Warszawska Ferajna zgarnia 3 punkty i co tu ukrywać, ta młoda ekipa przede wszystkim te punkty wybiegała. Nie wiadomo jak potoczyłyby się losy tego spotkania, gdyby w drużynie gospodarzy było więcej zawodników na zmianę.

LIGA 2B

Deklasacja – to słowo najlepiej oddaje wydarzenia na boisku w starciu Alei Seksu i Biznesu ze Złączonymi. Gospodarze, tuż przed startem ligi, mieli niemałe zamieszanie w drużynie, co po części pewnie wpłynęło na ich postawę na boisku. Nie mniej jednak Złączeni byli tego dnia w świetnej formie. Już na samym starcie otrzymali 2 prezenty od obrony rywali, ale dwukrotnie kierowali piłkę obok bramki. Wynik otworzył Dominik Kostrzewa, po asyście Piotra Gipsiaka, a chwilę później panowie zamienili się rolami i było już 2-0. Gol na 3-0 padł po golu samobójczym i coraz pewniejszym się wydawało, że ten mecz zawodnicy Alei zapamiętają na długo. Do przerwy skończyło się na 5-0 dla Złączonych, którzy większą część pierwszej części grali na dużej intensywności. Drugą połowę zaczęli również z przytupem, bo chwilę po wznowieniu załadowali 2 bramki. Dalsza część meczu to kolejne trafienia Złączonych, których łączna ilość wyniosła aż 11! Przy czym ich bramkarz nie za wiele miał do roboty, bo napastnicy Alei atakowali dość sporadycznie i nie potrafili sobie wypracować dogodnej sytuacji. Gra zespołu z Grodziska mogła się podobać, właściwie Złączeni nie mieli tego dnia słabego punktu i każdy z zawodników zagrał bardzo dobre, równe zawody, pracując na boisku od 1 do 50 minuty. Jesteśmy ciekawi czy uda im się to powtórzyć w kolejnych meczach.

Chwilę później na boisko wyszedł ubiegłoroczny mistrz III ligi czyli Deportivo la Chickeno oraz 4 ekipa II ligi poprzedniego sezonu – ALPAN. Wśród gospodarzy zabrakło Konrada Szkopińskiego, ale jak się okazało, ciężar gry i strzelania bramek skutecznie wzięli na siebie inni zawodnicy. Już po paru minutach Dimitri Podgorny atomowym strzałem z połowy boiska pokonał Sebastiana Figlewicza i Deportivo objęło prowadzenie 1:0. Na odpowiedź drużyny Alpana nie musieliśmy długo czekać, bowiem Michał Podobas strzela na remis. Kolejne minuty meczu, to walka obu drużyn o każdy centymetr boiska, dużo wymian piłki i skradania się pod bramkę przeciwnika. Można było odnieść wrażenie, że drużyny stoją na tak podobnym poziomie, że remis utrzyma się do końca spotkania, jednak w pewnym momencie coś się w drużynie Alpana zacięło, co Deportivo zaczęło boleśnie punktować kolejnymi trafieniami. Najpierw Patryk Królak, a chwilę później po raz kolejny Dmitri Podgorny trafiają do bramki Alpana i do przerwy na tablicy mamy wynik 3:1 dla gospodarzy. W drugiej połowie przewaga Czikenów zaczyna być coraz bardziej widoczna, zarówno w wyniku jak i w stylu gry. Mateusz Tarnowski trafia na 4:1, natomiast Alpan oblega i atakuje bramkę rywala, ale razi nieskutecznością. Dopiero pod koniec udaje się nieco podgonić wynik, dzięki golom Kacpra Stępnia i Armanda Ręczyna. Tempo meczu wzrasta, ale Deportivo udaje się zachować bezpieczną przewagę i ostatecznie zwycięża 7:4 zgarniając komplet punktów.

W międzyczasie na drugim obiekcie rozgrywało się spotkanie pomiędzy Lujwaffe Tarchomin, a Truskawką na Torcie. Mecz rozpoczął się od mocnego uderzenia gospodarzy – Damian Dobrowolski strzelił z dystansu, jednak na posterunku czujny był Michał Mikołajczuk. Wynik meczu po kilku minutach otworzył jednak zawodnik gości - Michał Mech wykorzystał mocne, prostopadłe podanie od Karola Gorczycy. Gospodarze odpowiedzieli jeszcze przed przerwą, gdy Marcin Konopka z ostrego kąta umieścił piłkę pod poprzeczką. Wynik 1:1 nie zadowalał żadnej ze stron, ponieważ obie nie wykorzystały dogodnych sytuacji do podwyższenia wyniku. W drugiej połowie drużyny próbowały zaskoczyć rywali strzałami z dystansu, jednak do bramki trafiali już tylko zawodnicy w czerwonych strojach. Na rozstrzygnięcie losów spotkania nie trzeba było czekać do ostatniego gwizdka sędziego. W ciągu pięciu minut Cezary Stępniak dwukrotnie pokonał bramkarza Lujwaffe zapewniając Truskawce prowadzenie 1:3. Gospodarze nie składali broni i próbowali zaskoczyć Michała Mikołajczuka, jednakże oddawane uderzenia skutecznie blokowali obrońcy gości. W ostatnich minutach spotkania Karol Gorczyca przypieczętował zwycięstwo Truskawki na Torcie bramką po kontrataku, ustalając wynik spotkania na 1:4. Zawodnicy gospodarzy mogą czuć spory niedosyt, ponieważ konstruowanym przez nich akcjom brakowało wykończenia. Kiedy wydawało się, że gracze Lujwaffe mają dogodną sytuację do strzelenia bramki, dobrze zorganizowana obrona Truskawki za każdym razem stawała na wysokości zadania. Duża w tym zasługa świetnie czytającego grę Jakuba Żmijewskiego, który błyszczał również w ataku, konwertując przejęcia, w dogodne sytuacje dla kolegów z drużyny.

W zeszłym sezonie spotkania Young Guns z Diabła Trzeci Róg były wyjątkowo zacięte, więc i tym razem spodziewaliśmy się podobnego obrotu spraw. Obie drużyny przystąpiły do meczu w dość okrojonych składach – w drużynie pomarańczowych zabrakło nominalnego bramkarza Adriana Kłoskowskiego, za to w drużynie Diabłów nieobecni byli podstawowi zawodnicy formacji obronnej, przez co obie ekipy od samego początku meczu grały bardzo uważnie. Pierwsi na prowadzenie wyszli gracze Maćka Biernackiego, który strzela gola z kontry, po podaniu Mikołaja Grzelaka. Kilka minut Później Young Guns odpowiada trafieniem Ernesta Wójcika, ale to gracze w czerwonych koszulkach schodzą na przerwę z jednobramkowym prowadzeniem, po udanej akcji duetu Czarek Uziębło – Patryk Marciniak. W drugiej połowie zawodnicy Strzelb wzięli sobie do serca nazwę swojej drużyny i rozpoczęli ostrzeliwanie bramki Mikołaja Grzelaka, ale bramkarz Diabłów bronił jak natchniony, kilka razy popisując się umiejętnościami, na które przeciwnicy reagowali z niedowierzaniem. Na dodatek Czarek Uziębło dwa razy wpisał się na listę strzelców. Przy stanie 1:4 Diabły nieco odpuściły pola, dzięki czemu Adam Zachwieja i Paweł Kamiński w końcu znaleźli drogę do bramki DTRu. Mając w pamięci mecz z zeszłego sezonu, w którym Gunsom udało się wyrównać w dosłownie ostatniej akcji meczu, Diabły rzuciły się do dramatycznej obrony i nie szczędząc siły i zdrowia dowieźli wynik do końca i zgarnęli 3 punkty.

Meczem kończącym zmagania w lidze 2B był pojedynek FC Rivers z Walking Dead. W tym spotkaniu spodziewaliśmy się wyrównanej rywalizacji, niestety zespołowi z Mokotowa nie udało się zebrać składu, przez co od pierwszego gwizdka musieli grać bez zmian. Początek meczu to fatalny błąd bramkarza zielonych, który wykorzystuje Dominik Ludwiczek i mamy 0:1 dla Trupów. O dziwo bramka ta nie podcięła skrzydeł Riversom, którzy podjęli walkę, ale tylko raz byli bliscy zdobycia gola w pierwszej połowie, kiedy to piłka obiła dwa słupki i ostatecznie została wybita przez obrońcę. Spokojna, mądra gra Trupów w obronie i zabójcza skuteczność trio Kulibski-Petlyak-Bilyavskiy powoduje, że do przerwy mamy na tablicy wyników aż 0:6. W drugiej odsłonie zmęczenie spowodowane brakiem zmian daje o sobie znać i Trupy wbijają kolejne trzy bramki. Warto odnotować, że wspomniane wcześniej trio ustrzeliło w sumie 8 goli i zaliczyło 7 asyst. Honorowego gola dla Riversów strzela Paweł Kutyłowski, co należy uznać za fenomen, ponieważ Paweł występował tego dnia na pozycji bramkarza. Walking Dead pewnie wygrywa to spotkanie i inkasuje trzy punkty, a kapitan Riversów zdecydowanie musi poprawić frekwencję w drużynie, żeby myśleć o wysokiej lokacie w tabeli ligi 2B.

LIGA 3A

Od pierwszych sekund spotkania KS Iglicy Warszawa z Orzełami Stolicy widać było, że obie strony są dobrze zorganizowane. Jak się okazało, kluczem do sukcesu okazały się stałe fragmenty gry oraz zimna krew pod bramką rywala. Wynik dla Orzełów otworzył Maciej Kiełpisz, przepięknym uderzeniem z rzutu wolnego w samo okienko bramki. Goście spokojnie bronili wyniku, przed powoli rozpędzającą się Iglicą. Jednak zamiast doprowadzić do remisu, gospodarze stracili kolejną bramkę, tym razem po rozegraniu rzutu z autu. Po tym golu Orzeły nabrały pewności siebie, stosując coraz bardziej agresywny pressing, który przyniósł dwukrotnie skutek jeszcze przed przerwą, po golach Jana Wnorowskiego. Początek drugiej połowy przebiegał pod dyktando gości, którzy dalej prowadzili świetne spotkanie. Dopiero przy stanie 0:5 zawodnicy Iglicy znaleźli sposób na defensywę drużyny Orzełów. Gospodarze również zaczęli stosować pressing, generując liczne okazje bramkowych. Sygnał do ataku miał stanowić gol Roberta Kędzierskiego, po asyście Mateusza Fejchera. Jednak już po niecałej minucie goście ponownie wytrącili rywali z rytmu, wychodząc spod pressingu i punktując na 1:6. .Walcząca o honor drużyna gospodarzy zbliżyła się na wynik 3:6, jednak końcówka meczu ponownie należała do Orzełów. Najpierw wrzutkę Kurkusa wykorzystał Ciołek, natomiast całe spotkanie niczym klamrą spiął Maciej Kiełpisz, który w ostatnich minutach ponownie pokonał bramkarza Iglicy bezpośrednio z rzutu wolnego, tak jak zrobił to jeszcze przy stanie 0:0. Drużyny nie odstawały od siebie tak mocno, jak wskazuje na to wynik. O zwycięstwie gości zadecydowała przede wszystkim spokój i dyscyplina, dzięki której cały czas, konsekwentnie, realizowali swój plan na ten mecz.

Kolejnym spotkaniem rozgrywanym w ramach ligi 3A był pojedynek Green Lantern z ADP Wolska Ferajną. Mecz rozpoczął się od prowadzenia gości. Bramkę na 1:0 dla Wolskiej Ferajny zdobył Czarek Majewski po podaniu Adama Szczygielskiego. Zanim gospodarze doszli do siebie po straconej bramce, przegrywali już 0:2. Krótko rozegrany rzut wolny zamienił na gola Adam Szczygielski. Niekorzystny wynik podziałał jak płachta na byka na Mikołaja Wysockiego, który jeszcze przed przerwą skompletował hat-tricka. Zawodnik Green Lantern był nie do zatrzymania w tym meczu, pokazując pełen repertuar zagrań – jego umiejętności były szczególnie widoczne w czasie indywidualnych rajdów bokiem boiska oraz dwójkowych akcjach z Kubą Kublikiem i Maksem Naporą. Wysocki wyróżniał się także w defensywie, stanowiąc dla graczy gości przeszkodę nie do przejścia w środkowej strefie boiska. Wolska Ferajna otrząsnęła się dopiero przed przerwą, kiedy Adam Szczygielski zdobył bramkę na 3:3 uderzeniem z rzutu wolnego. Druga połowa obfitowała w dużo walki w środku pola i żadna ze stron nie potrafiła zdobyć przewagi. Kiedy po ładnej akcji dwójkowej Bartek Brudzyński zdobył bramkę na 4:3 dla gości, gospodarze szybko wyrównali na 4:4. Dopiero w ostatnich dwóch minutach Green Lantern przechyliła szalę zwycięstwa na swoją korzyść, kiedy Wysocki położył bramkarza i po raz piąty wpisał się na listę strzelców. W ostatnich sekundach meczu Adrian Rzepecki ustanowił wynik spotkania na 6:4. Obie drużyny zapewniły widzom niesamowite widowisko. Mikołaj Wysocki dał niesamowity pokaz umiejętności, czym przyćmił Adama Szczygielskiego, który również rozegrał świetne zawody. Jeśli gwiazdy Green Lantern oraz ADP Wolskiej Ferajny utrzymają formę z meczu otwarcia, to obie drużyny powinny bić się o najwyższe cele w lidze.

Mecz spadkowiczów z II ligi czyli Gangu z Kabat i Old Eagles Koło zostanie zapamiętany jako spotkanie, w którym padł chyba najszybszy gol w historii Ligi Fanów. Sędzia gwiżdże początek meczu, Piotr Parol oddaje potężny, ale precyzyjny strzał ze środka boiska i piłka ląduje w siatce. Gol ten wywołał niemałą konsternację zarówno wśród zawodników obu drużyn jak i kibiców i obserwatorów. Dalszy przebieg spotkania do legendy już raczej nie przejdzie. Po kilku minutach bramkę dla Old Eagles dokłada Mariusz Żywek i mamy już 0:2. Gang odpowiada trafieniem Szymona Pierzaka, który umieszcza piłkę w siatce po pięknym podaniu Karola Żurawskiego, ale był to dla zawodników z Kabat zasadniczo jedyny jasny punkt tego spotkania. Z każdą minutą było widać, że brakuje im pomysłu na rozmontowanie obrony Orzełków, za to przeciwnicy budowali przewagę na boisku dokładając kolejne bramki i schodząc na przerwę z bezpiecznym wynikiem 1:4. Druga połowa to już niemal pełna kontrola ze strony zawodników z Koła. Ataki Gangu rozbijają się o szczelną obronę Orzełków, a Sebastian Nowakowski popisuje się kilkoma dobrymi interwencjami. Ostatecznie Old Eagles dokładają jeszcze 2 gole, natomiast Gang odpowiada jednym trafieniem Adriia Lysenko i mecz kończy się wynikiem 2:6. Kiepski występ ze strony drużyny z Kabat można wytłumaczyć słabą frekwencją, bo wiemy, że kiedy drużyna ta zbierze dobry skład, jest w stanie powalczyć z drużynami z górnych części tabeli. Za to forma Old Eagles napawa optymizmem i jeśli drużynie tej uda się utrzymać solidność i skuteczność, jaką pokazali w tym spotkaniu, powrót do ligi wyżej może stać się faktem.

Bardzo ciekawe spotkanie oglądaliśmy w potyczce Bękartów Warszawy z dobrze znaną Miksturą. Spodziewaliśmy się bardzo zaciętego spotkania i dokładnie takie dostaliśmy. Pierwsze minuty dość ostrożne, raczej próba wybadania rywala. Jako pierwsi receptę na defensywę przeciwników znaleźli goście, którzy po zagraniu Damiana Patoki do Mateusza Pawlika otworzyli wynik spotkania. Następnych kilkanaście minut do sporo walki w środku pola, a próby ofensywne rozbijały się na wysokości pola karnego obu stron. Niestety dla Mikstury, błąd popełnił ich bramkarz, a bez litości wykorzystał to Kiril Tsvirko, który ustalił wynik pierwszej części spotkania na 1:1. Po zmianie stron o swoich bardzo wysokich umiejętnościach rozgrywania przypomniał Patryk Zych, który idealnie dograł do Damiana Patoki, a ten niczym profesor wykończył akcję. Wyjście na prowadzenie musiało nieco rozkojarzyć obronę gości, gdyż po sporym błędzie do piłki dopadł Max Prantisov i wyrównał stan meczu (2:2). Czym są "Stadiony Świata" przypomniał nam popularny "Pato", którego potężne uderzenie z woleja znalazło drogę do bramki oponentów. Nie odpuszczały jednak Bękarty. Epizod świetnej gry pozwolił im nie tylko wyrównać po golu Aleska Bendkowskiego, ale także za sprawą bardzo walecznego Kirila Tsvirko wyjść na prowadzenie 4:3 na kilka minut przed końcem. Napór ze strony Mikstury był potężny, ale bardzo długo nie przynosił skutku. Wreszcie, dosłownie w ostatniej sekundzie meczu, bramkę dającą podział punktów zdobył Maciek Dylewski, który wykorzystał dokładne podanie Patryka Zycha. Podział punktów sprawiedliwy, a kibice mogli się cieszyć ze świetnego spektaklu.

Zakon Bonifratrów przyzwyczaił nas do przeplatanej formy, jednak w końcówce zeszłego sezonu zdawało się, że ta w końcu się ustabilizowała, co dawało nadzieję na dobre występy w sezonie 2019/2020. W spotkaniu z Elitarnymi Gocław czekała ich nie lada przeprawa, gdyż goście byli autorami kilku niespodzianek na wiosnę, a więc widowisko zapowiadało się wybornie. I nie zawiedliśmy się. Już w pierwszej połowie widzieliśmy bardzo wyrównaną walkę, a otwarcie wyniku było niemałej urody. Zwany "Najlepszą lewą nogą na Podlasiu" Jerzy Kurowicki przymierzył i pięknym strzałem....prawą nogą umieścił piłkę w samym okienku, zdejmując pajęczynę z siatki. Radość z gola dość szybko jednak przygasił gol Łukasza Dawida, który wykorzystał dobre podanie Jacka Wójtowicza. "Zakonnicy" poczuli smak prowadzenia jeszcze przed przerwą, kiedy skutecznie dobijał Kuba Kutyła. Elitarni jednak mają w swoich szeregach człowieka od zadań specjalnych, czyli wcześniej wspomnianego Łukasza Dawida, który po zagraniu Łukasza Girjotasa zapewnił ekipie z Gocławia remis po pierwszej odsłonie (2:2). Druga część spotkania to zwieńczenie umiejętności strzeleckich Łukasza Dawida w postaci gola na 3:2, dającego mu na konto hat-tricka. Szkoda jednak, ze tak wspaniały występ nie natchnął jego kolegów, a rywali. Najpierw bramkę na 3:3 zdobywa Marek Konopko, a tuż przed końcowym gwizdkiem, turlającą się równoległe do linii brakowej piłkę do siatki wślizgiem wciska Marcin Stachacz, dając prowadzenie ekipie Adama Artypowicza 3:4. Ten wynik nie uległ już zmianie i Zakon zaczyna sezon od kompletu punktów.

LIGA 3B

Pierwszy zespół Awantury Warszawa to mieszanka dobrze znanych nam twarzy, ze świeżym zaciągiem zawodników spoza Ligi Fanów. Naprzeciwko nich stanęli gracze Narodowego Śródmieścia, którzy stawili się bardzo licznie i mocno zdeterminowani, by ten sezon okazał się pełen sukcesów. Mecz rozpoczął się wyśmienicie dla gości, którzy po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Damiana Brzezińskiego, a za sprawą wykończenia Łukasza Wiśniewskiego objęli prowadzenie. Chwilę później stan meczu wyrównali "Awanturnicy" po akcji dwójkowej Jakub Radzikowski – Artur Dębski, gdzie pierwszy z nich akcję kreował, a drugi skutecznie egzekwował. Od tego momentu inicjatywa została przejęta przez "Narodowców", którzy, po dobrej grze zwłaszcza Damiana Brzezińskiego w rozgrywaniu (w całym meczu cztery asysty), wyszli na prowadzenie 1:4, a następnie 2:5. Jednak jeszcze przed przerwą obudziła się ekipa gospodarzy, która wyciągnęła wynik do jednobramkowej straty po dwóch golach Patryka Królaka i pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 4:5. Dobry wynik dla Awantury mógłby być w zaciągnięcie ręki, gdyby po zmianie stron wysokich obrotów nie włączył nowy nabytek ekipy Marka Szklennika - Adam Biegaj. Popularny "Edi" do wcześniejszego trafienia dołożył jeszcze dwa, kompletując tym samym hat-tricka. Show skradł jednak wcześniej wspominany Damian Brzeziński, który poza 4 asystami, również trzykrotnie wpisał się na listę strzelców. Ten zawodnik zanotował doskonałe spotkanie, dzięki któremu, w dużej mierze, zespół ze Śródmieścia rozpoczął sezon od zwycięstwa w wymiarze 6:9

Bardzo ciekawy pojedynek zobaczyliśmy w starciu Sparty z FC Jordankiem. Ekipa z Pragi postarała się o kilka wzmocnień, do tego paru zawodników zobaczyliśmy po dłuższej nieobecności i wydaje się, że z taką paką będą mogli powalczyć o wysoką pozycję na koniec sezonu. Jednak mecz nie rozpoczął się po myśli gospodarzy, bo to Jordanek za sprawą Adriana Kościeszy objął prowadzenie. Trochę trwało zanim Sparta się otrząsnęła i uruchomiła swój, niemały z resztą, potencjał ofensywny, i Krzysiek Kowalski po raz pierwszy zapisuje się w protokole jako zdobywca bramki. Na pięć minut przed przerwą ponownie wychodzi na prowadzenie Jordanek, ale tym razem odpowiedź rywala jest znacznie szybsza i po pierwszej połowie padł wynik 2-2. Po zmianie stron to Sparta wychodziła na prowadzenie, a goście musieli gonić wynik. Najwięcej emocji doświadczyliśmy w końcówce tego meczu. Bramkarz Sparty dostaje żółtą kartę, wywiązała się dyskusja z sędzią, przez chwilę gra jest wstrzymana, ale ostatecznie z boiska schodzi golkiper gospodarzy. Wynik jest na styku, ale udaje się bez większych strat wyjść z osłabienia. Do 47 minuty był remis 4-4 i gdy wydawało się, że spotkanie skończy się podziałem punktów, sprawy w swoje ręce wziął Krzysztof Kowalski, który razem Krystianem Szularzem w 3 minuty zdobyli 3 bramki (Krzysiek -2, Krystian -1) i tą piorunującą końcówką zapewnili drużynie komplet punktów. To był bardzo dobry mecz z obu stron, Jordanek pokazał że nie jest byle jaką drużyną i jeszcze w tej lidze zawalczy z najlepszymi.

Ciekawie zapowiadało się spotkanie Niedzielnych z FC Albatros. Zespół Marcina Aksamitowskiego zebrał się w dość sporej liczbie osób, podobnie jak ich rywale. Początek spotkania to wymiana ciosów pomiędzy ekipami, choć przewaga FC Albatros z upływem czasu się powiększała. W zespole gości szwankowała skuteczność, bo choć stwarzali sobie więcej sytuacji, to albo strzelali niecelnie, albo w dobrze ustawionego bramkarza rywali. Z kolei u gospodarzy robotę z przodu robił w głównej mierze Mateusz Nejman, na którego barkach ciążyła w większości gra ofensywna Niedzielnych. Ten już w pierwszych minutach dał znać, że potrafi się urwać rywalowi, gdy uderzył mocno w poprzeczkę. Za drugim razem już był bezbłędny i otworzył wynik meczu. Jeszcze w pierwszej połowie strzelił na 2-0 i z takim wynikiem obie ekipy schodziły na przerwę. Szok w ekipie Albatrosów, bo właściwie to oni stwarzali sobie więcej okazali. Druga część zaczęła się od skompletowania hat-tricka przez Nejmana i dalszych ataków jego rywali. Co nie udało się po zespołowych akcjach, udało się po indywidualnym popisie zawodnika gości i Albatrosy złapały kontakt. Mieli dodatkową szansę na gonienie wyniku, bo za faul został wyrzucony z boiska jeden z zawodników Niedzielnych, ale, paradoksalnie, to właśnie Niedzielni wyszli z kontrą i w osłabieniu podwyższyli wynik na 4-1. Do końca spotkania Albatrosom udało się odrobić jedną bramkę i mecz zakończył się wynikiem 5-3. Niekiedy ataki zespołu Konrada Kostrzewy przypominały walenie głową w mur, bo brakowało skuteczności lub dobrze się spisywał w bramce Aksamitowski. O wyniku zadecydowała po prostu lepsza skuteczność.

Dobrze znane twarze, pod nową nazwą, czyli FC Nova Group, dawniej znane jako FC Radość, podejmowali zespół, który po raz pierwszy zaprezentował nam się na Pucharze Lata - mowa o FC Cuba Libre Tomka Kowalczyka. Pierwsze kilka minut było bardzo obiecujących w kontekście ciekawego spotkania, gdyż oglądaliśmy wymianę ciosów godnych siebie rywali. Strzelanie dla gospodarzy rozpoczął Michał Tomaszczyk. Chwilę później wyrównującego gola zdobył wspomniany wcześniej kapitan "Kubańczyków". Walka trwała jeszcze chwilę, gdy po golach Mateusza Materny i po raz kolejny Tomka Kowalczyka było 2:2. Od tego momentu jednak inicjatywa została całkowicie przejęta przez ekipę "Novych", głównie za sprawą świetnie spisującego się Łukasza Wirskiego. Jeszcze przed przerwą ten zdolny gracz ustrzelił hat-tricka, a jego zespół wyszedł na znamienne prowadzenie 7:2. Druga połowa to kontynuacja dominacji gospodarzy. Łukaszowi świetnie wtórował Mateusz Materna, który w całym spotkaniu zdobył cztery gole i dwie asysty. Wracając do Łukasza Wirskiego - wykręcił on niesamowite liczby. Do sześciu strzelonych bramek, dołożył trzy asysty. Po stronie Cuba Libre szczególnie jeden zawodnik dokonał niecodziennego czynu, a konkretnie bramkarz - Daniel Kosiński. Otóż mimo puszczenia bardzo dużej ilości bramek, zdołał aż trzykrotnie wyjść obronną ręką przy rzutach karnych ! Nie uchroniło to jednak jego ekipy od sromotnego lania w wymiarze 15:4. Trzymamy kciuki za lepszą formę z kolejnych starciach, a FC Nova Group gratulujemy doskonałego startu.

FC Po Nalewce to zespół równie nieprzewidywalny, co liczby toto-lotka. W starciu z NAF Genduś zapewnili nam, a już na pewno sobie, mnóstwo pozytywnych, jak i tych mniej przyjemnych emocji. Zacznijmy od tego, za co warto pochwalić ekipę Łukasza Gaby, a konkretnie za pierwszą połowę. Zaczynają jak lawina - 3:0 po trzech akcjach, w których świetnie zaprezentował się duet Łukasza Gaba i Sławek Ogorzelski. Szczególnie drugi z Panów nam zaimponował, gdyż tylko w pierwszej części spotkania brał udział przy wszystkich golach, dwukrotnie kreując akcję oraz tyle samo razy skutecznie ją wykańczając. W odpowiedzi oglądamy dwa trafienia "Gendusiów" i mamy 4:2 do przerwy. Wszystko zdaje się iść zgodnie z planem FCPN. Druga połowa to skuteczny pościg gości, którzy dzięki świetnej grze, głównie Michała Ochockiego, doprowadzają do remisu (4:4). Gospodarze jeszcze raz odskakują na dwie bramki (6:4), ale znów zostają dogonieni (6:6) po fantastycznym strzale głową Ochockiego. Ten sam zawodnik na spółkę z Krzyśkiem Niewierkiewiczem ciągnie swój zespół w stronę kompletu punktów, dając prowadzenie 6:8. Szansę na kontakt, w postaci rzutu karnego wykorzystuje Łukasza Gaba i na kilka minut przed końcem jest 7:8. Świetną szansę na uratowanie jednego punktu mają zawodnicy Nalewki, jednak piłkę po strzale, z linii brakowej, wybija golkiper NAF Genduś. Była to ostatnia akcja tego spotkania, i cenne zwycięstwo pada łupem gości.

LIGA 4A

Jubileuszowy sezon Ligi Fanów na Estadio Picassa otworzyło spotkanie Przypadkowych Grajków z Munją. Jesienne zmagania lepiej rozpoczęły Przypadkowe Grajki, które objęły prowadzenie po bramce Macieja Krupińskiego. Wynik szybko wyrównał Robert Zając, po podaniu od Michała Sztajerwalda. Przed końcem połowy ujrzeliśmy jeszcze jedno trafienie -Maciej Krupiński ponownie umieścił piłkę w siatce gości, tym razem po wrzutce Michała Maciuszonka. Przypadkowe Grajki po zmianie stron nie zwolniły tempa, strzelając bramkę na 3:1 po efektownej dwójkowej akcji duetu Piotr Pieńkowski – Mateusz Adamowicz. Munja wielokrotnie próbowała zaskoczyć żółto-niebieskich potężnymi strzałami z dystansu, jednak dobra dyspozycja Mateusza Tuzina ratowała gospodarzy. Szczególnie niebezpieczne były petardy Michała Sztajerwalda, które nie znalazły jednak drogi do bramki. Po serii nieskutecznych prób z dystansu, gości poderwał do boju Robert Zając, dobijając strzał sparowany przez bramkarza, zmniejszając straty do stanu 3:2. Po chwili jednak Przypadkowe Grajki odskoczyły ponownie na bezpieczny dystans. Maciej Krupiński wykazał się instynktem strzeleckim i po raz trzeci pokonał bramkarza gości, najlepiej odnajdując się w zatłoczonym polu karnym. Nadzieję na korzystny wynik dla gości przywróciła bramka Mateusza Kryckiego na 4:3, którą ciężko wypracował Michał Konopka. Niesiona ambicją Munja postawiła wszystko na jedną kartę, za co przypłaciła w ostatnich minutach meczu, gdy Piotr Pieńkowski zaliczył dwie asysty w kontratakach Przypadkowych Grajków. Bramki po jego podaniach ustaliły końcowy wynik na 6:3 dla gospodarzy. Był to dobry start w sezon Przypadkowych Grajków, Munję natomiast zapamiętamy przede wszystkim z ich rażącej nieskuteczności, która zbyt często zamykała im drogę do bramki rywali.

Druga drużyna Awantury Warszawa nie była raczej faworytem w spotkaniu z ubiegłorocznym mistrzem V-tej ligi, Furduncio Brasil FC. Chociaż goście przystępowali do meczu bez podstawowego bramkarza oraz bez swojego kapitana, Rafaela Andrade, to dalej byli uznawani za mocnego rywala. To właśnie Brazylijczycy otworzyli wynik spotkania, gdy po akcji Rafaela Krogera świetną sytuację wykorzystał Diego Caballero. Odpowiedź gospodarzy przyszła jak grom z jasnego nieba, a autorem wyrównania był Sebastian Dominiak. Wówczas własne konto strzeleckie otworzył "Polski Kanarek", czyli polak występujący w drużynie Canarinios - Vincenty Docent, strzelając swojego pierwszego gola. "Canarinhos" nie utrzymali jednak prowadzenia do przerwy, gdyż gola wyrównującego zdobył Maciek Zarod i mieliśmy 2:2. W drugiej połowie dopalacze odpalił Sebastian Dominiak, którego dwa trafienia pozwoliły Awanturze wyjść na solidne prowadzenie (4:2), równocześnie zapewniając temu napastnikowi hat-tricka. Gospodarze starali się odpowiadać trafieniem na każdą bramkę gości. Po golu Lorenzo na 4:3, tym samym odwdzięczył się Maciek Zarod i wydawało się, że Awanturnicy dowiozą zwycięstwo do końca. Wtedy jednak w ekipie Furduncio nastąpił przełom. Najpierw rzut karny wykorzystany przez Luciana Sant'Ane, a potem dwa rajdy na bramkę strzeżoną przez Marcina Kabańskiego w wykonaniu Vincentego Docenta zakończone trafieniami i Brazylijczycy zapewniają sobie w ostatnich minutach cenne trzy punkty, wygrywając 5:6 ! Trochę szkoda ekipy gospodarzy, bo trzeba przyznać, że swoja postawą zasłużyli na chociaż jeden punkt. Co do gości - szał radości po ostatnim gwizdku to istny karnawał.

Po tym, jak w rundzie wiosennej zeszłego sezonu prezentował się LandTech FC, upatrywaliśmy w nim faworyta w starciu z Graczami Gorszego Sortu, chociaż ciężko nam było cokolwiek powiedzieć o drużynie gości. Fakt był jednak taki, że w ekipie gospodarzy zabrakło kilku kluczowych graczy , stanowiących o sile zespołu w poprzednim sezonie. Szczególnie szybko jakość zespołu gospodarzy zweryfikował duet Łukasz Kulesza i Jakub Mydłowiecki. Każdy z Panów dwukrotnie umieszczał piłkę w siatce rywali, a wynik do przerwy dość dobitnie wskazywał, kto tego dnia jest w lepszej dyspozycji - 4:0 i chyba tylko dlatego, że kilkoma dobrymi interwencjami popisał się bramkraz "Techów", Michał Kalinowski. Po zmianie stron goście spokojnie prowadzili grę aż do stanu 6:0, kiedy w ich szeregi wkradło się rozkojarzenie. Efektem tego były trzy bramki gospodarzy autorstwa Kacpra Figury oraz dwukrotnie Jakuba Korpysza i mieliśmy "tylko" 6:3. Jednak świetna dyspozycja, jaką prezentował wcześniej wspomniany Łukasz Kulesza sprawiła, że "Gorszy Sort" nie musiał się zbytnio przejmować próbami dogonienia wyniku przez rywali. Napastnik ten, w całym spotkaniu, aż pięciokrotnie wpisywał się na listę strzelców, a także kilka razy popisywał się ostatnim podaniem do kolegów. Sam mecz niestety bez większej historii, gdyż przewaga gości była aż nadto widoczna, a wynik 5:12 nie pozostawia złudzeń, kto był lepszy. Taka duża ilość bramek to także wynik nastawienia na wesoły, ultra-ofensywny futbol obu ekip, cieszący oko widza.

W rywalizacji LTM-u Warsaw II i BRD Young Warriors spodziewaliśmy się wyrównanego spotkania i pierwsze minuty potwierdziły nasze przypuszczenia. Początek meczu można by opisać prostymi słowami – piłkarskie szachy. Przez pierwsze minuty trwała raczej senna atmosfera, bramkarze obu ekip nie musieli się wykazywać zbyt często swoimi umiejętnościami, a gra skupiła się raczej w środkowej części boiska. Dopiero po kilku minutach przewagę zyskali gracze Young Warriors i szybko strzelając trzy bramki, schodzili na przerwę z bezpiecznym wynikiem 0:3. W drugiej połowie przewaga Młodych Wojowników rosła z każdą minutą, kolejne trafienia zaliczyli Michał Walo i Mariusz Fiodorow. Podrażnieni takim wynikiem zawodnicy Irka Webera coraz śmielej atakowali bramkę Warriorsów, ale ani Krzysztof Kulibski, ani żaden z zawodników w białych koszulkach, nie byli w stanie pokonać świetnie dysponowanego Adriana Kloskowskiego. Niemoc zawodników LTMu przeradzała się powoli we frustrację, aż w końcu wybuchła w postaci przykrego i w gruncie rzeczy niepotrzebnego incydentu. Na 7 minut przed końcowym gwizdkiem, kiedy wynik spotkania był już niemal ustalony, emocje wzięły górę i doszło do przepychanek, które zakończyły się czerwoną kartką dla Irka Webera i żółtą dla Adriana Kłoskowskiego. W obrazie gry niewiele to zmieniło, Warriors kontrolowali to, co działo się na boisku, ale pod koniec meczu udało się Mariuszowi Kowalskiemu zdobyć honorową bramkę dla LTMu II i ustalić wynik na 1:7. BRD Young Warriors pokazało, że jest zespołem, który jeśli utrzyma formę z pierwszego meczu, może śmiało powalczyć o najwyższe miejsca w tabeli ligi 4A. Wierzymy, że dla drugiej ekipy LTMu mecz ten był tylko potknięciem i potencjał sportowy swoich zawodników pokażą już w kolejnym spotkaniu.

Ligową rywalizację zamykał mecz kolejki pomiędzy OKS-em Nowy Raków, a ADP Wolską Ferajną II. Obie ekipy wystąpiły w przedsezonowym Pucharze Lata, w którym zaprezentowali się z dobrej strony, choć to OKS zaszedł w tym turnieju znacznie dalej. Wiedzieliśmy jednak, że czeka nas wyrównane spotkanie, dwóch równorzędnych rywali. Z początku obie drużyny podeszły do siebie z dużym respektem wiedząc, że każdy błąd może skończyć się utratą bramki. W końcu te drużyny znają się z poprzedniej edycji i wiedzą na co je stać. Początkowo, mimo braku klarownych sytuacji bramkowych, lekką przewagę miała Wolska Ferajna. Na prowadzenie ADP wyprowadził Mateusz Nejman, który pewnie wykorzystał rzut karny. OKS musiał śmielej zaatakować, ale albo dobrze funkcjonowała obrona ADP, albo czujnie bronił bramkarz. Defensywę rywala udało się przebić dopiero tuż przed przerwą i mieliśmy remis 1-1. W drugiej części aktywniejsza była Wolska Ferajna, a przede wszystkim Daniel Guba, który ponownie wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. W związku z tym Nowy Raków musiał mocniej zaatakować. Choć nadal przeważała Ferajna, to ta przewaga z czasem stawała się coraz mniejsza. OKS w końcu dopiął swego i Piotr Czaja wyrównuje na 2-2, zdobywając efektowną bramkę. Podział punktów, po bardzo dobrym meczu, wydaje się być sprawiedliwy, choć pewnie nie satysfakcjonuje żadnej z drużyn. Z taką grą na pewno obie ekipy będą się biły o awans i medale.

LIGA 4B

Dużo chaosu widzieliśmy w pierwszych chwilach meczu pomiędzy Warsaw Raccoons, a Green Teamem, który otwierał rywalizację w lidze 4B . Było sporo niedokładności i strat po obu stronach, a lepiej w tym chaosie odnaleźli się gospodarze, którzy dość szybko objęli prowadzenie, a potem jeszcze podwyższyli wynik na 2-0. To zmusiło Green Team to grania ataku pozycyjnego, a gospodarzom pozwalało na próby kontrataków. Jednak od stanu 2-0, w głównej mierze przeważał zespół w zielonych strojach, ale ich skuteczność w pierwszej części nie była ich największym atutem. Dość napisać że w czasie pierwszych 25 minut trzykrotnie trafili piłką w poprzeczkę, a do tego, głównie kierowali futbolówkę w bramkarza, niż w przestrzeń wokół niego. Do przerwy udało się zmniejszyć straty do wyniku 2-1. Po zmianie stron, mimo że Green Team wciąż stwarzał sobie sporo okazji, przez dłuższy okres czasu nic nie wpadało do siatki. Strzelecki impas przerwał Daniel Kurowski doprowadzając do remisu. Po tej bramce poszło już znacznie lepiej z dalszym strzelaniem a hat-tricka w tym meczu dla Zielonych zdobył Krzysiek Krawczyk. Raccoons stać było już tylko na zmniejszenie porażki do stanu 3-6, choć gdyby nie strzelecka niemoc przeciwnika, mogłoby się skończyć o wiele wyżej.

W samo południe rozpoczęło się spotkanie Compatibil oraz Mikrostrzelb, jednakże tylko jedna ze stron przyszła na ten pojedynek uzbrojona. Wynik szybko otworzył duet zawodników gości. Najpierw Kuba Kościan zdobył bramkę po tym, jak Dominik Kubicki odebrał piłkę na połowie przeciwnika, natomiast przy dwójkowej akcji na 2:0 zamienili się rolami. Przy prowadzeniu drużyny przyjezdnej, zawodnicy obu drużyn okopali się na swoich pozycjach. Żadna ze stron nie była w stanie przebić się przez defensywę rywala, a strzały były oddawane z dystansu lub ostrych kątów. Około osiemnastej minuty, kiedy wydawało się, że w takim stylu będzie kończyła się pierwsza połowa spotkania, po raz kolejny przypomnieli o sobie zawodnicy gości. Mikrostrzelby wyprowadziły dwa szybkie uderzenia i w ciągu 30 sekund podwyższyły prowadzenie do czterech bramek. Najpierw Kubicki podręcznikowo przyjął na klatę piłkę wrzuconą z autu i uderzył nie do obrony z woleja, natomiast chwilę po wznowieniu przejął piłkę i dograł ją do Martina Harmonego, który zamienił podanie na bramkę. Pod koniec połowy Anton Klymak zdobył gola na 1:4 po indywidualnej akcji, nieznacznie zmniejszając dystans do drużyny Mikrostrzelb. Druga część spotkania w dalszym ciągu przebiegała pod dyktando gości, którzy spokojnie kontrolowali wynik. Ataki Compatibil przybrały nieco na sile, ale ich strzały padały z nieprzygotowanych pozycji, nie podnosząc ciśnienia bramkarza przyjezdnych. Doczekaliśmy się natomiast kolejnych dwóch trafień Mikrostrzelb, na które gospodarze byli w stanie odpowiedzieć tylko drugim golem Klymaka w ostatnich minutach spotkania. Mecz zakończył się wynikiem 2:6 a show skradł Dominik Kubicki, który zakończył spotkanie z iście pokerowym fullem – trzema bramkami i parą asyst.

Kolejnym meczem rozgrywanym w ramach 1 kolejki ligi 4B na Arenie Picassa było starcie między drużyną Mobilis, a Phoenix Warsaw FC. Mimo pewniejszego początku gospodarzy, to goście jako pierwsi objęli prowadzenie, a ten pierwszy cios zadał Sebastian Biernacki po podaniu od Michała Gogóła. Po stracie bramki zawodnicy Mobilisu lekko się cofnęli, jakby dając sobie czas na obmyślenie planu na ogranie defensywy rywala. Przyniosło to oczekiwany skutek, a pierwszy znak do ataku padł od Łukasza Kacprzaka. To właśnie ten zawodnik mógł cieszyć się z bramki dającej jego drużynie wyrównanie. Pewniejsza i bardziej przemyślana gra po stronie zawodników Mobilisu zapewniła im prowadzenie jeszcze w pierwszej połowie, w której dołożyli dwa gole. Przy obu trafieniach swoje trzy grosze dołożył Mateusz Socha. Grający z numerem „7" zawodnik wszedł z ławki, aby najpierw asystować przy trafieniu kolegi zespołu, a potem cieszyć się ze swojego premierowego gola w obecnym sezonie. W drużynie Phoenix musiało paść parę mocnych słów, bo na drugą połowę wyszli odmienieni. Druga część to zdecydowanie popis dwóch graczy: Marka Rakowskiego i Daniela Karskiego. To oni napędzali swoją drużynę, której nie dość, że udało się odrobić straty, to jeszcze wyszli na prowadzenie, którego nie oddali już do końca. Udało się wyjść z niewesołej sytuacji, ale nie oznacza to, że Mobilis złożył broń. To znacznie lepsza postawa w drugiej połowie pozwoliła Phoenix FC na zdobycie 3 pkt. Co warte podkreślenia wynik na 4:8 ustaliła Karolina Figiel, tym samym zapisując się w historii jako pierwsza kobieta, która zdobyła bramkę w Lidze Fanów.

Chwilę po tym meczu na murawę weszli zawodnicy FC Tartak i Oldboys Derby. Od pierwszych minut widać było, że gospodarze znacznie pewniej czują się na boisku i dość szybko objęli prowadzenie, po trafieniu Jakuba Kawęckiego i asyście Rafała Smolika. Zawodnicy Oldboys'ów nie przejęli się za bardzo stratą bramki i po chwili, po przebitce Karola Daniela, doprowadzili do remisu, studząc nieco zapędy drużyny gospodarzy. Jeszcze przed końcem pierwszej części spotkania do siatki ponownie trafił Karol Daniel po asyście Valentyna Boiko, dając swojemu zespołowi upragnione prowadzenie. Na drugą połowę obie ekipy wyszły zmotywowane, nikt nie miał zamiaru odstawiać nogi, przez co gra była dość ostra, ale nikt nie odpuszczał, tylko walczył na całego. Pierwszą groźną okazję po zmianie stron miał zawodnik Tartaku, ale pomylił się nieznacznie i piłka uderzyła w słupek bramki. Mecz stał się bardzo wyrównany, ale czym jest piłka bez kibiców? Zagorzali, najmniejsi fani Oldboys Derby, dopingowali swój zespół przez całe spotkanie, co wzniosło zawodników tej ekipy na wyżyny swoich umiejętności. Mimo, że musieli przez 3 minuty grać w osłabieniu po żółtej kartce dla jednego z graczy, udało im się utrzymać prowadzenie, a poza tym, później zainkasowali kolejne trafienie. Tym razem w roli egzekutora, pomimo ostrego kąta, był Damian Jelonek, a w roli podającego Patrycjusz Kurek. Mecz zakończył się wynikiem 1-3 i komplet punktów zgarnął zespołów Oldboys Derby niesiony dopingiem swoich kibiców. Tartak na pewno miał inne wyobrażenie o inauguracji sezonu, ale nie pozostaje nic innego, jak zakasać rękawy i walczyć o punkty w kolejnych spotkaniach.

Meczem zamykającym rywalizację w lidze 4B była rywalizacja FC Alfy z KP Jastrząb. W zapowiedziach stawialiśmy na FC Alfę argumentując to boiskowym doświadczeniem zawodników w niebieskich strojach i nie pomyliliśmy się. Wprawdzie drużyna Jastrzębia stawiła się w szerokim składzie, a Alfa grała z tylko jedną zmianą, ale na boisku nie było widać takiej różnicy. Co więcej, zawodnicy gospodarzy przez cały mecz wyglądali dużo żywiej, cofali się do obrony całą drużyną i skutecznie atakowali z kontr, o czym świadczą dwie asysty bramkarza Adama Tomaszewskiego. W pierwszej połowie nie działo się zbyt dużo. Jastrząb atakował, ale chłopakom zabrakło pomysłu na przełamanie dobrze zorganizowanej obrony Alfy, która mądrze oszczędzała siły. Co więcej gracze w niebieskich koszulkach wbili 3 bramki, w tym jedna bramka Krzysztofa Porębskiego zasługuję na wyjątkowe uznanie. Przed przerwą udaje się jeszcze trafić do bramki Mariuszowi Tarnowskiemu z Jastrzębia i pierwsza połowa kończy się wynikiem 3:1. W drugiej części zawodnicy Michała Dyderskiego nie odpuszczali do końca, ale zabrakło im skuteczności, za to gracze Alfy wbijali kolejne bramki. Krzysztof Porębski ustrzelił hat-tricka, Artur Jurek trafił dwa razy i przewaga Alfy zaczęła być nie do dogonienia. Pod koniec meczu Adrianowi Farynie udaje się jeszcze przedrzeć przez obronę niebieskich i pewnym strzałem pokonał Adama Tomaszewskiego i ustalił wynik na 8:2. Jesteśmy pełni podziwu dla zawodników Alfy, którzy swoją postawą udowodnili rację zasady: „jakość ponad ilość" . Z drugiej strony, każda porażka jest nawozem sukcesu, więc zawodnicy Jastrzębia nie mają co opuszczać głów i jeśli tylko wyciągną odpowiednie wnioski z tego spotkania, będą w stanie pokazać się w Lidze Fanów z lepszej strony.

LIGA 5A

Rywalizację w Lidze 5A otworzył mecz pomiędzy Borowikami a A.D.S. Scorpions. Goście to młoda drużyna, która pomimo porażki zaprezentowała się całkiem nieźle i u poszczególnych zawodnikach widać, że pojęcie o piłce mają. Niektórzy z nich decydowali się na indywidualne popisy swoich umiejętności, ale muszą też pamiętać, że zagrania powinny być nie tylko efektowne ale i efektywne. Jak to połączyć pokazał im zawodnik Borowików Sebastian Giera, który strzelił wszystkie bramki swojego zespołu i zdecydowanie zasłużył na miano zawodnika meczu. Już w pierwszej części zdołał skompletować hat-trika, a uczynił to między innymi wrzucając futbolówkę za kołnierz bramkarza, czy perfekcyjnie wykorzystując sam na sam. Scorpions próbowali się odgryźć rywalowi jednak tego dnia defensywa Borowików była trudna do przejścia, a w bramce dobrze grał Michał Jędrak, który swoją drogą zaliczył w tym meczu aż 2 asysty. W drugiej części nadal lepsze wrażenie robiły Borowiki, a swój stan bramkowy do 5 podwyższył Sebastian Giera. Scorpionom udało się jedynie zdobyć bramkę honorową, ale wydaje że przyszłe mecze mogą być lepsze. Jest to młoda drużyna która dopiero zbiera jakże cenne doświadczenie która na pewno zaprocentuje w przyszłości.

Dalsze pojedynki ligi 5A odbyły się na arenie Picassa, gdzie rywalizowały dobrze nam znane i zupełnie nowe drużyny. O ile zespół Pogromców Poprzeczek swoją sławą ustępuje chyba tylko Realowi Madryt, o tyle o drużynie Szukamy Sponsora nie wiedzieliśmy kompletnie nic. Goście sami chyba też przeżyli szok bojowy, gdyż w pierwszej połowie kompletnie nie potrafili się odnaleźć. Dowodem tego była niemoc strzelecka przez 22 minuty pierwszej połowy - jest to o tyle godne odnotowania, że dla ekipy Tomka Mazurka był to jeden z najlepszych wyników z czystym kontem w historii ! Sami zawodnicy Pogromców całkiem nieźle radzili sobie w ofensywie. Po dwóch golach Mateusza Niewiadomego prowadzili 2:0, co było dla nich na tyle niekomfortowe, że aż nieswojo się czuli w roli drużyny prowadzącej w spotkaniu. Na szczęście szklankę zimnej wody na ostudzenie zapału podał im Krzysztof Westenholz, który pięknym strzałem zza pola karnego, przy słupku, ustalił wynik pierwszej odsłony na 2:1.Druga połowa to - tutaj cytat : " Starzy, dobrzy Pogromcy". Niestety taktyka na "lagę" do przodu nie zdawała już egzaminu, a zawodnicy "Poszukiwaczy" coraz śmielej sobie poczynali, raz po raz punktując średnio zorganizowaną obronę rywali i kiepsko dysponowanego bramkarza. Świetnie prezentował się Marcin Sojczyński, który lekko mijał swoich rywali w drodze do bramki, lub sprytnie kreował okazje. W całym meczu zanotował cztery asysty i dwa trafienia. Zawodnikiem meczu wybrano Kamila Lepiankę, który przy swoim nazwisku zapisał dwa trafienia oraz tyle samo asyst. Bramkę na otarcie łez dla gospodarzy ustrzelił jeszcze Norbert Plak, a całe spotkanie zakończyło się wynikiem 3:10

Mecz pomiędzy FC Albatros, a Ekipą Remontową przyniósł nam również sporo emocji. Pierwszą, stuprocentową okazję miała drużyna Albatrosów, ale w doskonałej sytuacji, zawodnik tego zespołu posłał piłkę nad pustą bramką. Jak to się mówi, co się odwlecze, to nie uciecze i tak było w tym przypadku, bo to gospodarze wyszli na prowadzenie po trafieniu Kacpra Kędra. Wyrównanie przyszło po stałym fragmencie gry. Po faulu przed polem karnym do piłki podszedł Norbert Bilski i silnym strzałem pokonał bramkarza Albatrosów, zakładając mu przy okazji tzw. siatę. Ekipa Remontowa poszła za ciosem i wyszła na prowadzenie 1-2 po tym, jak Tomasz Aleksiejuk minął bramkarza i skierował piłkę do pustej już bramki. Rywale nie pozostali dłużni i jeszcze przed końcem pierwszej połowy zdążyli wyrównać. Po 25 minutach gry wynik brzmiał 2-2 i patrząc na poczynania obu zespołów w pierwszej części, byliśmy przekonani, że w drugiej odsłonie emocji nam nie zabraknie. A w niej zawodnicy obu teamów nie zwolnili tempa i próbowali zdobyć bramkę na różne sposoby. Przy stanie 3:3 o mały włos nie zobaczyliśmy bramki kolejki, a być może i sezonu, kiedy to po rzucie rożnym jeden z zawodników FC Albatros złożył się do przewrotki, ale jego strzał niestety minął bramkę rywala. Obie drużyny walczyły na całego, wymieniały ciosy, akcja szła za akcją. Właściwie wynik tego meczu mógł iść w każdym kierunku, ale Ekipa Remontowa miała w swoim składzie świetnie broniącego bramkarza i Norberta Bilskiego który miał dobry przegląd pola. To w głównej mierze oni zadecydowali o wygranej Ekipy 7-4.

W ostatnim meczu ligi 5A Polskie Drewno nie pozwoliło wzbić się wysoko Orłom Zabraniecka. Poleciało natomiast sporo wiórów, ale jak mogłoby być inaczej, kiedy w swojej ekipie ma się tercet na miarę słynnego, choć byłego już BBC. W Polskim Drewnie byli to: Suwała, Kubit i Urbańczyk, którzy w tym meczu pokazali swoje duże umiejętności w przeglądzie pola. Nie bali się brać ciężaru gry na siebie, dzięki czemu skończyli mecz z niezłymi liczbami. Najlepszym bilansem po tym spotkaniu będzie mógł się pochwalić Marcin Suwała mając na koncie 4 trafienia przy 2 asystach, następnie Paweł Kubit z hattrickiem oraz 2 asystami, aż wreszcie Karol Urbańczyk z 1 bramką i 2 asystami. Właściwie zwycięstwo Polskiego Drewna nie podlegało ani przez moment wątpliwości, bowiem kontrolowali cały przebieg spotkania, nie dając rozwinąć skrzydeł Orłom i pakując im aż 11 bramek. Jest to najlepsze rozpoczęcie Drewniaków od kiedy występują w Lidze Fanów i z taką grą zapewne będą bili się o awans. Jeżeli chodzi o zespół z Zabranieckiej, to zaliczyli w inauguracyjnym meczu falstart, zdobywając w meczu jedynie honorowe trafienie Piotra Jurkiewicza po jego indywidualnej akcji. Trzeba wyciągnąć wnioski i jak najszybciej zapomnieć o pierwszym meczu.

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
1 0

EKSTRAKLASA

Kolejka 4
Wybierz kolejkę:
2 0

LIGA 1

Kolejka 3
Wybierz kolejkę:
0 0

LIGA 2A

Kolejka 4
Wybierz kolejkę:
6 2

LIGA 2B

Kolejka 3
Wybierz kolejkę:
1 0

LIGA 3A

Kolejka 4
Wybierz kolejkę:
4 1

LIGA 3B

Kolejka 3
Wybierz kolejkę:
6 0

LIGA 4A

Kolejka 4
Wybierz kolejkę:
1 0

LIGA 4B

Kolejka 3
Wybierz kolejkę:
3 0

LIGA 5A

Kolejka 4

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi