Wczytuję...

LIGA FANÓW NA INSTAGRAMIEE

Masz Instagram? Obserwuj nas i bądź na bieżąco! Zobacz co tam znajdziesz z życia Ligi Fanów.

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

Nie masz zespołu? Chciałbyś zagrać w Lidze Fanów? Uwielbiasz piłkę nożną? Wychodzimy naprzeciw waszym oczekiwaniom i proponujemy komfortowe rozwiązanie!

ZMIANY NA FACEBOOKU!

Na facebooku doszło do dużych zmian. Jedną z ich konsekwencji może być to, że przestaniecie widzieć nasze posty. Sprawdźcie jak się do tego przygotować, aby być z LIGĄ FANÓW na bieżąco!…

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA…

Masz Telefon, Tablet i aktywne konto Google ? Sprawdź jak łatwo skonfigurować powiadomienia dla materiałów Video z kanału Liga Fanów TV.

LIGA FANÓW NA INSTAGRAMIEE
ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE
ZMIANY NA FACEBOOKU!
LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA NA YOUTUBE

MAJÓWKA PEŁNA PIŁKARSKICH EMOCJI!

07
Maj

Chodź długi weekend majowy dla większości oznacza wyjazdy i odpoczynek, w Lidze Fanów nie zwalniamy tempa i zarówno 28 kwietnia jak i 5 maja rozegraliśmy kolejną serię gier. Na boisko wybiegły drużyny od II do VI ligi i mimo że pauzowała ekstraklasa czy 1 liga emocji na Grenady nie zabrakło. Oddajemy w wasze ręce podsumowanie 21 kolejki. Zapraszamy do ciekawej lektury!

MAJÓWKA PEŁNA PIŁKARSKICH EMOCJI!

EKSTRAKLASA

Pierwsze zaległe spotkanie w ekstraklasie obfitowało w grad goli. Zarówno Przełom jak i East Wind postawiły na ofensywę, nie przykładając się zbytnio w defensywie, przez co mieliśmy wiele sytuacji pod obiema bramkami. W pierwszej odsłonie strzelali tylko goście i wypracowali sporą przewagę dla drużyny Sebastiana Dąbrowskiego ,który musiał wobec nieobecności etatowego bramkarza, Damiana Kaczmarczyka, stanąć między słupkami. Trzeba przyznać że kilka interwencji miał znakomitych i pierwsze 25 minut zachowywał czyste konto. Rozluźnieni prowadzeniem goście w drugiej połowie odpuścili trochę i gospodarze strzelili kilka bramek. Jednakże cały czas wynik był pod kontrolą i na boisku pojawili się zawodnicy, którzy normalnie grają mniej minut. Ostatecznie pewne trzy punkty zdobywają goście, a 8 goli zdobywa Damian Patoka , który walczy o koronę króla strzelców i widać było, że zależało mu na jak największej ilości bramek w tym spotkaniu. Niestety mieliśmy też kontuzję Adriana Dąbrowskiego, który musiał opuścić boisko przy pomocy kolegów z drużyny i mamy nadzieję, że jeszcze pojawi się w tym sezonie na murawie. Przełom mimo ambitnej walki i kilku zmian nie potrafił sprawić niespodzianki i mimo że na utrzymanie nie ma szans, to mamy nadzieję że powalczy w następnych kolejkach, choćby o jedno zwycięstwo na poziomie ekstraklasy.

Kolejną okazję mieli już tydzień później, jednak zaległe spotkanie FC Kebavity i Przełomu miały zdecydowanego faworyta. Początek meczu był zaskakujący ,bo gospodarze długo nie mogli narzucić swojego stylu gry. Przełom w każdym praktycznie meczu gra innym składem i obawialiśmy się, że może po raz kolejny zaliczyć wysoką porażkę zwłaszcza, że pełen skład zebrali już po godzinie, w której planowo miał rozpocząć się mecz. W początkowej fazie spotkania wyglądało to nieźle i tliła się nadzieja na powalczenie z wyżej notowanym rywalem. Z biegiem minut sprawy w swoje ręce wziął Baris Kazkondu i po jego akcjach gospodarze zaczęli strzelanie. Do przerwy mamy wynik 4:1. Goście mieli swoje okazje i naprawdę w ofensywie wyglądali dobrze. Sęk w tym, że trafili na dobrze dysponowanego Piotra Kalbarczyka ,który miał kilka naprawdę fantastycznych interwencji. Po przerwie obraz gry się nie zmienił. Lepsza piłkarsko była Kebavita i spokojnie dowiozła korzystny wynik do końcowego gwizdka. Przełom musi poprawić grę w defensywie, bo to kolejny już mecz gdzie po prostych błędach ten zespół traci bramki. Kebavita szans na medale raczej nie ma ,ale ma przed sobą kilka prestiżowych meczy z takimi ekipami jak East Wind ,Wilanów czy Tur gdzie znając ambicje Buraka Goncuoglu, będzie chciał, żeby jego drużyna zagrała jak najlepiej i wygrała.

II LIGA

Joga Bonito w starciu z Laga Taką była zdecydowanym faworytem. Jednak na pewno Grzegorz Szostak i jego koledzy nie myśleli, że czeka ich tak trudna przeprawa, by zdobyć komplet punktów. Radek Małecki postarał się tym razem i zebrał naprawdę solidny skład z kilkoma młodymi ciekawymi zawodnikami. Na murawie zameldował się także dawno nie widziany Ashot Galstyan i kilku doświadczonych zawodników. Ta mieszanka rutyny z młodością napędziła sporo strachu rywalom. Pierwsza połowa to mądra gra obronna gości i szybkie kontrataki, co było sporym zaskoczeniem dla gospodarzy ,którzy nie mogli sforsować obrony Lagi. Dopiero w końcowej fazie pierwszej połowy udało się strzelić bramki, a i tak w drugiej trzeba było odrabiać straty, bo goście do przerwy mieli jedno bramkową przewagę. Po zmianie stron duet Markiewicz - Sala zadecydował o zwycięstwie Jogi. Niestety kontuzji w końcówce meczu doznał Radek Małecki, który w starciu z napastnikiem rywali wykręcił sobie kolano i nie mógł dalej grać. Laga za wszelką cenę dążyła do wyrównania ,ale nadziała się na kontrę ,która ustaliła wynik meczu na 6:4. Brawo za walkę i dobry mecz dla gości, jak widać ta ekipa w nowej formule z młodymi zawodnikami może być groźna dla każdego, ale to raczej melodia przyszłości, bo obecny sezon jest do zapomnienia. Joga podtrzymuje zwycięską passę i może spokojnie myśleć o nadchodzących kluczowych meczach sezonu.

Gang z Kabat już powoli oswaja się z myślą, że nie uda mu się obronić przed spadkiem. Skoro przegrali z zespołami z którymi rywalizują o pozostanie w lidze, tym ciężej będzie im zdobywać punkty z zespołami wyżej notowanymi. W minionej kolejce mieli szanse na zapunktowanie, ale pojawili się jedynie w pięciu. Mimo to nie chcieli oddać walkowera i zagrali o okrojonym składzie, za co należą im się pochwały. Co więcej przynajmniej w pierwszej połowie wcale nie było widać, że grają o jednego zawodnika mniej. Złączonym udało się strzelić jedynie 2 bramki i pierwsza część zakończyła się wynikiem 2-0. Co było jednak do przewidzenia, w drugiej odsłonie coraz bardziej było widać zmęczenie u zawodników z Kabat i worek z bramkami nieco się rozwiązał. Patrząc na okoliczności, końcowy rezultat 7-1 nie wygląda aż tak źle i Gang może mieć pretensje tylko do siebie, bo gdyby przyszedł w takim składzie jak na poprzednie pojedynki, to miałby szanse by zawalczyć o jakieś punkty. A tak spadek jest raczej przesądzony. Złączeni za to niewielkim nakładem sił zdobywają 3 punkty i umacniają się w środkowej części tabeli.

LTM Warsaw na spotkanie z Riversami przybył bez kilku podstawowych zawodników. Jednak mimo tych absencji ma na tyle szeroki i wyrównany skład, że był faworytem do zwycięstwa. Początek był piorunujący w wykonaniu Krzyśka Kulibskiego. Pierwsze trzy bramki jego autorstwa pokazały, że tego dnia to on może być bohaterem tego spotkania. Riversi jakby zaskoczeni szybką stratą bramek nie potrafili skutecznie w pierwszej połowie przeciwstawić się przeciwnikom. Do przerwy mamy 1:4 na tablicy wyników. Po zmianie stron nie brakuje walki i chęci pogoni za korzystnym wynikiem ze strony Leszka Parzniewskiego i jego kompanów, ale mimo kilku wybornych sytuacji nie zdołali dogonić rywali. Świetne zawody oprócz Krzyśka Kulibskiego zagrał również Andrzej Gronosz, który bronił niesamowicie i jego postawa spowodowała, że gospodarze muszą szukać punktów w kolejnych meczach. Goście po raz kolejny pokazali że są zdeterminowani do tego aby zdobyć mistrzostwo, a gospodarze mają utrzymanie zapewnione i w kolejnych meczach powalczą, tylko, albo i aż, o jak najwyższe miejsce na koniec sezonu.

Bardzo ważne spotkanie rozegrał Wierny Służewiec, mierząc się z Old Eagles Koło. Obie ekipy walczą o utrzymanie i ich bezpośredni pojedynek traktowany był jako ten z cyklu za 6 punktów. Lepiej w spotkanie weszli gracze ze Służewca i to oni jako pierwsi strzelili bramkę. Orzełki próbowały atakować ,ale napastnicy byli niedokładni i często brakowało ostatniego podania pod bramką przeciwników. Co więcej w pierwszej połowie nie oddali ani jednego celnego strzału. Gospodarze grali dobrze w obronie i czekali na swoje okazje. Bartosz Koncki świetnie grał w środku pola, a w obronie duet Gratkowski, Adamczyk czyścili wszystko. Po zmianie stron ekipa Janka Drabika musiała gonić trzy bramkowy deficyt. Po kilku męskich słowach goście wzięli się do roboty. Wydawałoby się pewne zwycięstwo zaczęło wymykać się z rąk Michała Odowskiego. Kolejne trafienia nakręcały gości do jeszcze lepszej gry. Końcówka bardzo emocjonująca. Zawodnicy gospodarzy desperacko bronili swojej bramki ,ale dowieźli skromne zwycięstwo do końca. Orzełki mają już sporą stratę do miejsca gwarantującego utrzymanie w lidze i margines błędu w pozostałych meczach bardzo się skrócił. Wierny zaliczył kolejne zwycięstwo, które przybliża tą drużynę do pozostania w drugiej lidze.

W meczu rozegranym awansem pomiędzy LTM Warsaw a Old Eagles Koło na samym początku doszło do niemałej sensacji. Co prawda pierwszy akcent czyli strzał w poprzeczkę należał do zespołu Irka Webera jednak chwilę później trzy bramki zdobyły Orzełki i to one w pierwszych minutach nieoczekiwanie prowadzili 3-0! W dalszej części meczu LTM próbował odrobić straty w ataku pozycyjnym, a rywale nastawili się na kontry. W końcu obrona Orzełków po raz pierwszy skapitulowała, jednak na trafienia rywali odpowiadali tym samym. Do stanu 2-5. Potem na boisku istniał już tylko jeden zespół. LTM jeszcze w pierwszej części odrobił straty i do przerwy mieliśmy już 5-5. Po zmianie stron siła ofensywna LTM-u z Michałem Dryńskim na czele dała o sobie znać i praktycznie każdy strzał lądował w siatce gości. Ostatecznie skończyło się wynikiem 12-5. O ile LTM nie „dojechał" na pierwsze minuty, o tyle później rozkręcili się na dobre, a zawodnicy z Koła z każdą minutą opadali z sił i nie potrafili utrzymać tempa gry. Na pewno nie był to też mecz bramkarzy, którzy nie za bardzo pomogli swoim zespołom, stąd też tak wysoki wynik.

Niezłomni w obecnej kolejce mieli bardzo silnego rywala. Warszawska Ferajna to solidna ekipa ,która zamierzała powalczyć o punkty z vice liderem rozgrywek. I już sam początek meczu pokazał że team Mykoli Melnyka będzie musiał się wspiąć na wyżyny swoich umiejętności, aby zgarnąć komplet punktów. Początkowo wszystkie akcje zarówno jednej jak i drugiej ekipy kończyły się niecelnymi strzałami bądź obaj bramkarze nie dawali się zaskoczyć. Niemoc strzelecką przełamał niezawodny Taras Kobliuk. Po chwili dograł kapitalną piłkę do Vadyma Butenki i zrobiło się 2:0. Mieliśmy również trafienie Warszawskiej Ferajny lecz gol nie został uznany z powodu faulu. Dwubramkowa przewaga Niezłomnych do przerwy. Po zmianie stron goście próbują odrabiać straty. Mają swoje okazje ,ale tego dnia szwankowała skuteczność, a i Vitaliy Yashchuk bronił kapitalnie. Mimo że obie ekipy stworzyły sobie sporo sytuacji, to żadna nie potrafiła strzelić bramki w drugiej odsłonie . Trzy punkty zapisują Niezłomni i nadal są tuż za LTMem. Warszawska Ferajna po raz drugi na wiosnę gra na Grenady i nie strzeliła na tym obiekcie jeszcze gola przegrywając z Orzełkami i Niezłomnymi do zera.

Alpan na mecz z Virtualnym Ń przybył w bardzo solidnym składzie i widać, że jeżeli taki skład utrzyma się w następnym sezonie, to będzie drużyna która powalczy nawet o mistrzostwo ligi. Obecnie strata jest duża i drużyny z podium musiałyby seryjnie przegrywać mecze żeby ekipa Rafała Dębskiego miała szanse na medale. Virtualni z kolei stawili się w nie najmocniejszym składzie. Brakowało Michała Płotnickiego czy Sebastiana Chrzanowskiego który doznał kontuzji i może się w tym sezonie już na boisku nie pojawić. Gwizdek sędziego ledwo wybrzmiał, a już mieliśmy 2:0 dla Alpana. Bartek Podobas dwa razy w ten sam sposób oszukał obronę gości. Bardzo dużo spustoszenia siał także Piotr Lach ,który wyróżniał się w ofensywie gospodarzy. W pierwszej połowie nic nie układało się Virtualnym. Szybko stracone bramki i czerwona kartka za faul taktyczny na wychodzącym na czystą pozycję przeciwnikiem ustawiła przebieg spotkania. Do przerwy mamy wynik 7:1. W drugiej połowie ekipa Marka Giełczewskiego próbowała odrabiać straty. I trzeba przyznać że była lepsza od Alpana ,który mając wynik spuścił z tonu. Strata jednak była za duża i gospodarze zgarniają trzy punkty meldując się na czwartej lokacie. Virtualnym mecz się nie ułożył ,ale brawo za walkę do końca o jak najlepszy wynik.

 

III LIGA

Rywalizację w III lidze rozpoczął mecz Niedzielnych i Truskawki na Torcie, czyli zespołu broniącego się przed spadkiem, z pretendentem do tytułu mistrzowskiego. Właściwie pierwsza część nie wskazywała na to, że oba teamy mają zupełnie inne cele. Wydaje się nawet że więcej sytuacji miał zespół Marcina Aksamitowskiego, jednak jak zwykle dobrze między słupkami spisywał się Michał Mikołajczuk, który w premierowych 25 minutach nie dał się pokonać. Jego zespół z kolei to co miał, to wykorzystał i na przerwę schodził przy wyniku 0-2. Po zmianie stron obecny lider szybko strzelił dwie kolejne bramki i przejął kontrolę nad meczem. Niedzielni w głównej mierze próbowali indywidualnych akcji, ale nie przynosiły one wymiernego efektu. Truskawka za to, po neutralizacji ataków rywala, przystępowała do kontr i powiększała przewagę. Ostatecznie rywalizacja kończy się wynikiem 2-8. Zespół nieobecnego tego dnia Tomka Cymermana, może nie zagrał wybitnego meczu , ale na pewno mądrze punktował rywala.

Meczem do jednej bramki była rywalizacja Young Guns z Narodowym Śródmieściem. Liczyliśmy że goście po ostatnim przełamaniu i wygranym po dłuższym okresie meczu, pójdą za ciosem i przynajmniej powalczą z wyżej notowanym rywalem. Takiej nadziei nie miał Marek Szklennik, który przeczuwał co się stanie w tym meczu. Początek to szybkie otwarcie Young Guns, ale wisienką na torcie była bramka wyrównawcza skąd inąd... Łukasza Wiśniewskiego. Łukasz mocnym strzałem posłał piłkę w samo okienko bramki i bezdyskusyjnie jego gol został przez nas uznany bramką kolejki. Jednak był to jedyny tego dnia pozytywny akcent Narodowego Śródmieścia, gdyż potem istniała już tylko jedna drużyna. Chwilę po bramce Łukasza dwa razy na listę strzelców wpisał się Rafał Dobrosz i po niespełna 5 minutach mieliśmy 3-1 dla Młodych Strzelb. Do końca pierwszej połowy dorzucili jeszcze 2 trafienia i do przerwy wynik brzmiał 5-1. Po zmianie stron trafiali już tylko zawodnicy Young Guns i to aż dziesięciokrotnie! A mogłoby być o wiele więcej, gdyby nie bramkarz gości Marek Jarczewski, który nie miał nic do powiedzenia przy straconych bramkach, ale co nieco udało mu się jeszcze wyjąć. Zawody kończą się wynikiem 15-1 i szkoda, że ta rywalizacja była aż tak jednostronna.

Znacznie mniej piłki, a więcej gadania i gry faul mieliśmy w meczu ADP Wolskiej Ferajny i Deportivo la Chickeno. Na początku kluczowy zawodnik Deportivo – Konrad Szkopiński minął jak tyczki obrońców ADP i mocnym strzałem pokonał bramkarza rywali. Chyba nie mogli tego przeboleć zawodnicy gospodarzy, bo od tego momentu głównie skupiali się nie na piłce, lecz właśnie na Konradzie. Ten też nie pozostawał dłużny i raz wyleciał z żółtym kartonikiem za spięcie z rywalem po faulu na nim, a w drugiej części sam brzydko faulował rywala, przez co po dwóch żółtych i czerwonej kartce zakończył przedwcześnie swój udział w meczu. Po stronie Wolskiej Ferajny z kolei kartkami ukarani byli za podobne przewinienia Czarek Majewski i Damian Cenkal. Do wymiany zdań pomiędzy zawodnikami obu drużyn doszło również w przerwie i trwały nawet podczas drugiej części, więc temperatura była wysoka od początku do końca spotkania. Jeżeli chodzi o rzeczy czysto piłkarskie to Czikeny były zespołem zdecydowanie lepszym i nie podlega to dyskusji. Deportivo więcej czasu niż rywale poświęcili grze w piłkę i to przyniosło wymierne korzyści. Niekiedy rozklepywali obronę rywali w taki sposób, że wystarczyło tylko dostawić nogę, by zdobyć bramkę. Mecz kończy się wynikiem 2-7 I zespół Mateusza Tarnowskiego nie poddaje się w walce o mistrzostwo.

Elitarni Gocław mierzyli się z Walking Dead i patrząc na formę obu drużyn, zapowiadało się dobre widowisko. Trupy cały czas myślą o medalach w tym sezonie i patrząc na zasoby ludzkie jakimi dysponują, to szanse na taki scenariusz są jak najbardziej prawdopodobne. Gospodarze po pokonaniu Deportivo chcieli ograć kolejną silną ekipę. Pierwsze minuty to walka głównie w środku pola i żadna z ekip nie potrafiła pokonać dobrze spisujących się bramkarzy. Niemoc pierwsi przełamali Elitarni i dokładając trafienie Łukasza Eljasiaka po fantastycznym rajdzie przez całe niemal boisko, na przerwę schodzili z korzystnym dla siebie wynikiem. 2:0 na półmetku rywalizacji. Druga odsłona to pogoń za wynikiem gości. Początkowo wydawało się, że Trupy nie poradzą sobie ze szczelną dobrze funkcjonującą obroną. Jednak w końcu udało się przełamać defensywę gospodarzy i w szalonej końcówce goście strzelają zwycięską bramkę. Niedowierzanie Elitarnych, którzy grali dobry mecz i nie zdobyli nawet punktu. Radość po drugiej stronie tym bardziej że przez 40 minut nic nie wskazywało, że mecz dla ekipy Łukasza Mietza skończy się happy endem.

Zarówno FC Po Nalewce jak i ekipa IJaToSzanuję liczyła na punkty w tej rywalizacji. Goście niestety tego dnia nikogo na zmianę nie mieli, co ograniczało ich możliwości i sił do walki musiało starczyć na pełne 50 minut. Brak Arka Kazimierczaka czy Daniela Backiela czyli zawodników ,którzy praktycznie zawsze są na meczach była widoczna na boisku. Pierwsza połowa wyrównana i żadna z drużyn nie osiągnęła znaczącej przewagi. Goście mądrze się bronili koncentrując się na defensywie, jednocześnie czyhali na kontrataki. Remis do przerwy 1:1. Po zmianie stron worek z bramkami się rozwiązał. Gospodarze mając szerszą kadrę odskoczyli na kilku bramkową przewagę i mimo że goście starali się walczyć i w końcówce odrobili trochę strat, to ostatecznie nie zdołali zdobyć choćby punktu. I Ja to Szanuje musi koniecznie zadbać o lepszą frekwencję na meczach, aby mieć jeszcze szanse na utrzymanie. Ich strata jest coraz większa do bezpiecznej pozycji w tabeli i trzeba koniecznie zacząć wygrywać. Fc po Nalewce powinni spokojnie utrzymać się w lidze i patrząc na potencjał tej ekipy, kolejny sezon powinien być dużo lepszy w ich wykonaniu.

Najbardziej emocjonujący i najlepszy piłkarsko mecz rozegrały zespoły Diabła Trzeci Róg z Eleganckimi Chłopakami. Ekipa Maćka Biernackiego jest w kapitalnej formie i na wiosnę prezentuje się znakomicie. Rywal jak na skład jakim dysponuje, to mówiąc delikatnie zawodzi. Wszakże tacy zawodnicy jak Adam Biegaj , Piotr Krawczyk czy Sebastian Adamczyk powinni być gwarantem sukcesów na poziomie trzeciej ligi. Sam mecz był szalony. Gospodarze jako pierwsi strzelili szybko bramkę , ale nie potrafili zdominować rywala i ten po słabszym początku zaczął przejmować inicjatywę. Akcje często kreował Piotr Krawczyk ,lecz jego koledzy marnowali stwarzane sytuacje. Remis 2:2 po 25 minutach. Po zmianie stron znowu Diabły wychodzą na prowadzenie , ale Eleganci w drugiej odsłonie mają zdecydowaną przewagę na boisku. Trwa ostrzeliwanie bramki Mikołaja Grzelaka ,który tego dnia zaliczył świetne zawody i głównie dzięki niemu ten mecz nie był rozstrzygnięty aż do końcowego gwizdka. Goście w końcówce wychodzą na prowadzenie i wydaje się że cały trud gospodarzy pójdzie na marne. Dosłownie w ostatniej akcji meczu pada remis po golu Pawła Szydziaka. Cóż za mecz! Brawa dla obu drużyn za jedno z najlepszych spotkań w tej lidze w tym sezonie.

IV LIGA

Zarówno Przypadkowe Grajki jak i NAF Genduś walczą o utrzymanie w lidze. Każdy mecz jest z perspektywy obu ekip niezwykle ważny, a zwycięzca tego pojedynku mógł znacząco przybliżyć się do bezpiecznej pozycji w tabeli. Walka od początku o każdy centymetr boiska. W ekipie gości jak zawsze grę na swoje barki starał się brać Michał Ochocki. Gospodarze jednak nie odstawali, a napastnika Gendusia postanowił przypilnować kapitan Przypadkowych Czarek Klimkowski. Pierwsza połowa zakończona remisem 2:2. Po przerwie nadal oglądaliśmy wyrównany mecz gdzie o końcowym wyniku mogła zadecydować jedna bramka. I taki scenariusz się sprawdził. Goście minimalnie wygrywają i wchodzą na miejsce gwarantujące utrzymanie , ale jeszcze na pewno muszą być czujni, bo jeszcze sporo meczy do końca, a przewaga nad strefą spadkową jest minimalna. Gospodarze zaliczyli kolejną porażkę i muszą się obudzić, bo spadek do piątej ligi zaczyna coraz bardziej zaglądać im w oczy. A że potrafią grać to pokazali chociażby w jedynym wygranym meczu na wiosnę z Aleją Seksu i Biznesu czyli liderem czwartej ligi.

Wspomniany lider Aleja Seksu i Biznesu z kolei podejmowała Spartę. I myśleliśmy że goście postawią wyżej poprzeczkę ekipie z Woli. Tymczasem już na początku meczu widać było, że ekipa Krzyśka Nałęcza grała jakby bez wiary w to, że można powalczyć z wyżej notowanym rywalem. Brak było pomysłu na grę, a silni obrońcy gospodarzy skutecznie wybijali z uderzenia napastników gości. Doświadczeni gracze Alei nie pozwalali na rozwinięcie skrzydeł przeciwnikom i konsekwentnie wykorzystywali wszystkie błędy w obronie Sparty. Końcowy wynik 6:0 to najniższy wymiar kary. Gdyby gospodarze byli bardziej skuteczni to wynik mógłby być nawet dwucyfrowy. Sebastian Żółkowski czy Wojtek Żak z łatwością stwarzali sobie sytuacje strzeleckie. Doświadczenie i rutyna dały kolejne trzy punkty w tym sezonie. Pewne zwycięstwo Alei i potwierdzona pozycja lidera tego poziomu rozgrywek. Sparta natomiast marzenia o medalach musi chyba odłożyć na kolejny sezon , a środek tabeli to na ten moment pewnie szczyt możliwości tej drużyny.

Szaloną końcówkę zafundowały nam drużyny Iglicy Warszawa I Augusto Pengiuns. Ale po kolei. Wynik meczu otworzył Mateusz Rozkres strzałem z przewrotki, choć może nie było to czyste uderzenie, ale ważne że piłka znalazła drogę do siatki. Przez dłuższy okres Iglica próbowała ataku pozycyjnego, a Pingwiny czekały na okazję do kontrataku. Na 1-1 zawodnik gospodarzy zdobył bramkę po mocnym strzale z dystansu w samo okienko. Jednak na przerwę zwycięscy schodzili goście po akcji Rozkres – Zarod. W drugiej części Pingwiny strzeliły kolejne dwie bramki i przez dłuższy okres meczu utrzymywała się 2-3 bramkowa przewaga. Iglica nie bardzo miała pomysł jak przełamać rywala, a już momentem w którym można było zwątpić w dobry wynik była akcja przy stanie 3-6, kiedy to wybijając „piątkę" bramkarz Iglicy podał piłkę rywalowi, który pewnie zamienił prezent na bramkę. To co się potem działo można określić mianem cudu. Po golu na 4-7 bramkarz Pingwinów stał się bardzo elektryczny i najpierw puścił bramkę po strzale z połowy boiska, potem piłka po kolejnym uderzeniu wtoczyła się do bramki. Dosłownie w ostatniej akcji meczu, na fali entuzjazmu całej drużyny i wiary w choćby remis, jeden punkt uratował Michał Wszeborowski! 3 bramki padły w przeciągu 3 minut! Wielkie brawa dla Iglicy za walkę do końca. Dla Pingwinów to nie pierwszy taki mecz w tej rundzie, gdzie gubią punkty w ostatnich sekundach meczu, więc trzeba na przyszłość wyciągnąć wnioski.

Bardzo byliśmy ciekawi tego pojedynku i tego, jak Melodramat poradzi sobie z zespołem, który ma aspiracje na minimum podium. Takim rywalem była Mikstura. Jak się okazało zespół Jacka Orłowskiego to na ten moment zbyt wysokie progi dla gospodarzy. Goście byli lepiej poukładaną drużyną, swobodnie między rywalami operował piłką Filip Junowicz, skuteczni pod bramką rywala był Patryk Zych i Rafał Jochemski, pewnie w obronie grał Dariusz Jochemski. To wystarczyło by zneutralizować większość atutów Melodramatu z super strzelcem Piotrem Borsem na czele. Po pierwszej połowie Mikstura wygrywała 1-3. Po zmianie stron mecz stał się nieco bardziej zacięty, ale i tak przewaga z pierwszej części okazała się bezpieczna i zwycięstwo gości nie podlegało wątpliwości. Tym samym zespół Bartosza Figata przerwał dobrą passę i choć był drużyną gorszą, to można z optymizmem patrzeć na dalszą część sezonu. Mikstura umacnia się na 3 miejscu i choć o wyższą pozycje może być ciężko to awans powinien być wywalczony.

Mecz Radości z Zakonem zapowiadał się niezwykle ciekawie. Obie drużyny mają szanse na podium w tym sezonie i bezpośredni pojedynek mógł mieć kluczowe znaczenie na koniec sezonu. Goście pamiętali pewnie sromotną porażkę z jesieni i chcieli po pierwsze zrewanżować się za nią, po drugie utrzymać przewagę nad gospodarzami w tabeli. Niestety pierwsza połowa nie zapowiadała realizacji tych planów. Radość była lepsza, bardziej agresywna na boisku i przede wszystkim skuteczniejsza pod bramką rywali i zasłużenie prowadziła 3:1. Początek drugiej połowy nie zapowiadał diametralnej zmiany wyniku. I pewnie sami zawodnicy gospodarzy nie wiedzą jak to się stało, że mając mecz pod kontrolą dali sobie wyrwać zwycięstwo. Autorem i jednym z bohaterów który zadecydował o kapitalnym finiszu Zakonników był Jerzy Kurowicki. Asystował, strzelał i miał duży udział w szaleńczym pościgu za wynikiem swojej ekipy. Udany weekend dla gości, Jerzy zgarnął miano MVP, a drużyna cenne trzy punkty i pozostanie w grze o medale. Radość szanse na podium matematyczne ma i trzeba jak najszybciej zapomnieć o tym meczu i skoncentrować się na kolejnych.

V LIGA

Chyba najciekawszym meczem V ligi było spotkanie rozpoczynające rywalizację na tym poziomie, czyli starcie Landtechu z OKS Nowy Raków. Gospodarze grali bez zmian i mogli w dalszej części meczu nieco opaść z sił, ale jak pokazała ta rywalizacja, nie miało to absolutnie miejsca. Z początku było dużo walki, fauli, ale i okazji z jednej i drugiej strony. Wynik otworzył OKS i była to jedyna bramka strzelona przez zawodnika z Nowego Rakowa, a mimo to do przerwy wynik brzmiał 2-2. Na 1-2 piłkę do własnej siatki skierował Dawid Mally. Na remis udało się Lantechowi strzelić chwilę później, zaraz po wznowieniu. Kluczowa była żółta kartka tuż przed gwizdkiem na przerwę. Po zmianie stron gospodarze musieli wyjśćna boisko o jednego mniej, co szybko wykorzystał zespół Cezarego Dudka strzelając 2 bramki. Kapitan sam podwyższył wynik na 2-5 i wydawało się w tym momencie że już po meczu. Nic bardziej mylnego. Ze stanu 2-5 Landtech wyciągnął wynik na 6-5! Głównie za sprawą Damiana Ciszka, który w tym meczu strzelił 4 bramki i zanotował asystę. Nowy Raków był w szoku przez taki obrót sprawy. Nie udało im się nawet wyrównać w momencie, w którym żółtą kartką ukarany został bramkarz rywali. Kluczowa była ostatnia akcja meczu. W polu karnym OKSu padł zawodnik Landtechu domagając się rzutu karnego. Gwizdek sędziego jednak milczał i Nowy Raków ruszył z kontrą po której wyrównali. Sędzia chwilę później gwiżdże po raz ostatni i ten spektakl kończy się wynikiem 6-6.

Arcyważny pojedynek na piątym szczeblu stoczyły ekipy Munji i Compatibl. W walkę o podium jest zaangażowanych kilka zespołów i zwycięzca tego meczu mógł wskoczyć na trzecią lokatę. Początek to szybkie dwa trafienia gospodarzy. Zespół z Białorusi jakby nie dojechał na spotkanie i już od początku musiał odrabiać straty. Jednak w miarę szybko goście otrząsnęli się z letargu i jeszcze przed przerwą zdołali nawet objąć prowadzenie. Szczególnie dobrze spisywał się Anton Klymak ,który sprawiał dużo problemów obrońcom Munji. Po przerwie gdy podopieczni Andrii Hryndy podwyższyli prowadzenie wydawało się że mecz jest już pod kontrolą ekipy Compatibla. Gospodarze nie dają za wygraną i atakują do końca. Z kolei goście zaliczają kolejny przestój w grze co mści się w końcówce. 6:5! I po raz kolejny okazuje się że nie ma wyniku ,który jest bezpieczny na szóstkach. Munja wygrywa i melduje się na trzeciej lokacie. Compatibl ze stratą trzech oczek do podium musi walczyć w kolejnych meczach o punkty.

Green Team to jedna z dwóch ekip która znalazła patent na Funducio Brasil w tym sezonie wygrywając z nimi na jesieni. Dodatkowo smaczku tego spotkania dodawał fakt pojedynku dwóch czołowych napastników ligi Daniela Kurowskiego i Rafaela Andrade. Goście niestety wobec kontuzji jakie nawiedziły ten team, grali bez zmian, co miało wpływ na obraz tego spotkania. Szybko okazało się że gracze z Kraju Kawy nie zamierzali popełnić błędów z pierwszego meczu i od razu zaatakowali rywali. Szybkie bramki spowodowały, że spotkanie ułożyło się kapitalnie dla gospodarzy ,którzy kontrolowali grę i stopniowo powiększali przewagę. Błyszczeli szczególnie Rafael Araujo i Eduardo Silva. Wcześniej wspomniani napastnicy byli jakby w cieniu i żaden z nich nie wyróżniał się na boisku. Swoje wybronił także Willi Olvedo. Goście wobec takiej postawy bramkarza i całej drużyny Funducio nie strzelili nawet bramki honorowej. Skończyło się 10:0 dla gospodarzy i wynik ten jak najbardziej przykry dla Green Teamu, ale sprawiedliwy. Brazylijczycy zmierzają po mistrzostwo, a goście zapewne utrzymają się w lidze co wydaje się w zasięgu tej ekipy.

Do niemałej niespodzianki doszło w spotkaniu FC Tartak i Orły Zabraniecka. Gospodarze jeszcze przed świętami dość niespodziewanie ograli CompatibL i wróciły nadzieje by znaleźć się na koniec sezonu w pierwszej szóstce. Tymczasem plany te popsuły Orły które nie potrafiły wygrać meczu od 10 kolejek, a ostatnie punkty zdobyły w listopadzie z ... Tartakiem. Do przerwy goście prowadzili 0-1, a to tylko za sprawą dobrej postawy Konrada Dudka stojącego między słupkami. Konrad kilka piłek odbił ratując swój zespół przed stratą większej ilości bramek. Po zmianie stron Tartak wziął się nieco w garść doprowadzając do remisu. Nie pomógł im jednak drugi bramkarz, który złym wybiciem sprezentował rywalom piłkę, a Ci z prezentu skrzętnie skorzystali. Najjaśniejszą postacią w Orłach był Marcin Taras z którym nie potrafili poradzić sobie obrońcy Tartaka, i nawet go podwajając, często nie potrafili odebrać mu piłki. Ostatecznie mecz kończy się wynikiem 2-3, pomimo dużej chęci na przynajmniej wyrównanie stanu bramek, ta sztuka nie udała się zespołowi Lucu Kończala. Kiepska passa Orłów została przełamana, za to Tartak ponownie traci punkty w rundzie wiosennej i górna część tabeli nieubłaganie ucieka tej drużynie.

Po majówce w ramach rozgrywek V ligi do rywalizacji przystąpiły drużyny Pogromców Poprzeczek i Polskiego Drewna. W jesiennym meczu pomiędzy tymi zespołami dość pewnie górą byli goście i tak też było i tym razem. Pogromcy bez nominalnego bramkarza, mimo że w składzie jest ich dwóch (obaj kontuzjowani, jeden z nich wystąpił w polu) musieli wylosować kto stanie miedzy słupkami. Mieli przeczucie żeby wylosować 3 na wszelki wypadek, i właśnie tych trzech wylosowanych szczęśliwców broniło dostępu do bramki. Polskie Drewno grało bez zmian, a najwięcej kłopotów sprawił duet Marcin Suwała – Mateusz Winnicki, którzy praktycznie we dwóch rozmontowali całą obronę rywala. Do przerwy padł wynik 1-5, a honorową bramkę w pierwszej części strzelił Bartłomiej Rafał. Po zmianie stron Polskie Drewno dalej przeważało i strzeliło kolejne pięć bramek, a po stronie Pogromców udało się strzelić dwa gole. Nieźle zaprezentował się w drużynie gospodarzy Daniel Karpiński, który przynajmniej naszym zdaniem,był najjaśniejszą postacią w swojej drużynie. W ostatecznym rozrachunku Polskie Drewno wygrywa 3-10, ale ten wynik nie zmienia za wiele w pozycji tych drużyn w tabeli.

Do bardzo ciekawego pojedynku doszło pomiędzy FC Alfą a ADP II. Wynik spotkania otworzył Mateusz Nejman, ale w dalszej części meczu niewielką przewagę miała Alfa, jednak nie potrafili pokonać Piotra Serafimowicza który popisał się paroma fajnymi interwencjami. Nieskuteczność rywala wykorzystał ponownie Nejman i mieliśmy 0-2. Zespół Artura Jurka potrafił się jednak podnieść i najpierw złapali kontakt na 1-2 po tym jak przy próbie interwencji z piłką minął się bramkarz, a potem tuż przed przerwą wyrównali na 2-2 po rzucie wolnym. W drugiej części hat-trika skompletował wcześniej wspomniany Nejman, ale to co zrobił jego rywal Piotr Jankowski strzelając na 3-3 zasługuje na największe uznanie. Mijał swoich rywali jak tyczki wkręcając kolejnych obrońców ADP II i wielka szkoda że nie mógł dokończyć zawodów, po tym jak ponownie dał swojej drużynie remis (tym razem na 4-4). Wtedy to przy strzale dającym bramkę, został sfaulowany i musiał przy pomocy kolegów opuścić boisko. Pod koniec meczu na 5-4 dla Alfy strzelił Krzysztof Wędroch i wydawało się że Wolska Ferajna zostanie bez punktów. Błąd w obronie wykorzystał jednak Daniel Guba i ADP uratowała remis, patrząc po przebiegu meczu raczej sprawiedliwy.

 

VI LIGA

Jako pierwsze z ekstraklasy na boisko wybiegły ekipy Górki i Moczymord. Patrząc na składy obu ekip to widać było kilka absencji po obu stronach. Brak etatowego bramkarza czy choćby Konrada Litwiniuka, który często stawał miedzy słupkami był sporym utrudnieniem dla taktyki gospodarzy. Goście szybko zaczęli budować swoją przewagę i na bramki nie musieliśmy długo czekać. Do przerwy mamy 3:0 i wydaje się, że wszystko jest pod kontrolą graczy z Mokotowa. W pierwszej odsłonie mieliśmy też jedną kontrowersję. Po rzucie z autu padła bramka autorstwa Roberta Kuleszy. Jak się okazuje, sędzia nie zauważył że zawodnik Moczymord wrzucił piłkę z boiska, co spowodowało trochę nerwowości w szeregach Górki, która nie mogła pogodzić się z tym, że sędzia był zasłonięty przez zawodników i popełnił taki błąd. W drugiej połowie mamy gola kontaktowego dla Górki i jeszcze co najmniej dwie dobre sytuacje dla gospodarzy, aby odwrócić wynik. Adam Rutka jednak w tym sezonie pokazuje ,że jest pewnym punktem swojej drużyny i więcej razy nie dał się zaskoczyć. Moczymordy wygrywają, choć ich gra nie była rewelacyjna, ale być może optymalna forma przyjdzie na najważniejsze mecze w sezonie. Górka nadal czeka na pierwsze zwycięstwo w sezonie…

 

Większych emocji nie mieliśmy w starciu Przełomu z Turem Ochota. Dość szybko goście pokazali, że będzie to mecz do jednej bramki. Praktycznie każdy błąd rywala bezlitośnie wykorzystywali napastnicy Tura, od samego początku pokazując kto jest lepszy na boisku. Do przerwy mamy 0:6. Po zmianie stron, mając mecz pod całkowitą kontrolą, goście spuścili trochę z tonu. Ich akcje często kreował bramkarz Paweł Wysocki, co pozwoliłogospodarzom zdobyć po kontrach bądź po składnych akcjach i strzałach do pustej bramki, cztery gole. Na inaugurację  ekipa Konrada Kowalskiego zdobywa trzy punkty i tak naprawdę czekamy na przeciwnika ,który zweryfikuje formę obecnego lidera. Przełom ma kilku nowych zawodników i ciężko powiedzieć na co stać tą drużynę. Na tle utytułowanego przeciwnika wypadli blado, ale niewykluczone, że jeszcze w tej rundzie faworytom punkty zabiorą.

 

Jednostronnie wyglądał pojedynek GS Zabrodziaczka z East Windem.  Mieliśmy nadzieję że gospodarze nawiążą walkę, tym bardziej że na Grenady pojawili się w szerokim składzie. Na ich nieszczęście okazało się, że goście są w znakomitej formie i dość szybko pokazali im, że nie ma dla nich innej możliwości jak komplet punktów w tym meczu. Bardzo dobre zawody zagrał kapitan Sebastian Dąbrowski ,który harował zarówno w defensywie jak i ofensywie. Korzystnie zaprezentował się także Maks Himel ,który szybkością gubił rywali i stwarzał dobre okazje dla swoich kolegów. Do przerwy mamy wynik 1:5. Po przerwie dominacja gości była jeszcze większa i ostatecznie zakończyło się na dwucyfrowym wyniku. GS próbował stwarzać sobie sytuacje ,lecz często przegrywał pojedynki z rywalami i widać było, że przygotowanie fizyczne, szybkość i technika na wyższym poziomie jest u graczy East Windu.  Gospodarze muszą się najprawdopodobniej skoncentrować na walce o utrzymanie w lidze, a goście zapewne powalczą o medale.

Niezwykle ważny w kontekście walki o czołowe lokaty był pojedynek Kebavity z Anonymmous. Pamiętamy z jesiennej potyczki, że gospodarze grali bez bramkarza ,a na domiar złego po czerwonej kartce musieli grać w osłabieniu. Przegrali  i teraz chcieli się zrewanżować. Mając chyba najlepszy skład w tym sezonie, szanse na komplet punktów były duże, tym bardziej, że goście nie mieli kilku podstawowych zawodników. Brak chociażby Michała Głębockiego, jednego z najskuteczniejszych zawodników, na pewno nie pozwalał optymistycznie patrzyć na taktykę meczową. Szybko swoje umiejętności pokazał na placu Adnan Fheelbum ,który swoją techniką powodował chaos w szykach obronnych Anonimowych. Kluczowa akcja w meczu ma miejsce przed końcem pierwszej połowy. Kebavita wykonuje rzut wolny, po którym sędzia dyktuje rzut karny za zagranie piłki ręką. Nie mogący się pogodzić z tą decyzją gracz Anonimowych rzuca pod adresem sędziego różne słowa, delikatnie mówiąc, rozgoryczenia, za co dostaje czerwoną kartkę i osłabia swój zespół. Więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w artykule „Plusy i Minusy”. Pewnie wykorzystany karny i mamy 3:0. Po zmianie stron i po odbyciu 10 minutowej kary za czerwoną kartkę, Anonimowi grają lepiej, strzelają gole, ale jak się okazało, dwie bramki Konrada Kozłowskiego były honorowymi trafieniami. Kebavita wygrywa i zgłasza akces do walki o podium. Anonimowi też nie stracili szans na medale, więc wszystko dla obu ekip jest jeszcze możliwe w tym sezonie.

 

W zapowiedziach pisaliśmy, że Mocno Wola na pewno będzie walczyć do końca sezonu z każdym i Wilanów w niedzielne popołudnie przekonał się, że z teoretycznie słabszymi drużynami z dołu tabeli też można nieoczekiwanie stracić punkty. Z wielkich wzmocnień zapowiadanych przez gości nie pojawił się nikt, kogo nie widzielibyśmy w rundzie jesiennej. Za to Wola dysponowała składem, który tylko raz pojawił się w poprzedniej rundzie i wygrał mecz z Anonimowymi. Początek niezwykle wyrównany. Naprawdę, patrząc na to spotkanie nie widać było, że te ekipy dzieli taka duża różnica punktowa. Na prowadzenie po piekielnie silnym i precyzyjnym strzale Piotra Krawczyka wyszedł Wilanów. Taki też wynik utrzymał się do przerwy. Po zmianie stron gospodarze coraz groźniej atakowali i dążyli do wyrównania. Po znakomitej dwójkowej akcji Kielak – Cuch, gdzie ci zawodnicy rozklepali całą obronę rywali mamy wyrównanie. Po chwili za sprawą Cezarego Przybylaka mamy prowadzenie Mocno Woli. Dosłownie w ostatniej akcji meczu, niezawodny Piotr Krawczyk, podaje do napastnika Wilanowa i mamy remis. Z perspektywy całego meczu sprawiedliwy. W końcówce meczu nie obyło się bez kontrowersji. W polu karnym trącony przez bramkarza był Michał Kielak. Sędzia jednak nie zdecydował się wskazać na wapno, być może dlatego, że mimo kontaktu z zawodnikiem drużyny przeciwnej Michał ma tendencje do upadania w sposób nie wyglądający z boku naturalnie, czym często powoduje że gwizdek sędziego milczy. Wilanów zawodzi, a Mocno zagrała jak najbardziej na plus, oby tak przez całą rundę.

Dużo lepiej niż sądziliśmy poradziła sobie ekipa Mikrostrzelb. W poprzednich pojedynkach przegrywali dość wyraźnie, ale na Grenady pozostawili po sobie dobre wrażenie zwłaszcza stojący tego dnia między słupkami Kuba Kościan który nie raz i nie dwa popisywał się paradą ratując swój zespół przed utratą bramki. Jego kolegom udało się dwukrotnie pokonać golkipera rywali po dwójkowej akcji Jeziorski – Armatys. W pierwszej połowie strzelał ten pierwszy po podaniu drugiego, a w drugiej części zamienili się rolami. Rosso Bianco pewnie spodziewali się łatwiejszej przeprawy, ale nie zmienia to faktu, że byli zespołem lepszym i to oni prowadzili grę. Mecz stał na dobrym poziomie, można było obejrzeć akcje z jednej i z drugiej strony, tempo również nie było najgorsze. Obie połowy skończyły się wynikiem 1-2 i końcowy rezultat brzmi 2-4.

Niestety nie udało się Mobiliowi w kolejce po świętach zdobyć premierowej bramki, ale też rywal był chyba najbardziej wymagający spośród dotychczasowych z którymi się mierzyli. Chłopcy z Bródna rozgromili rywala aż 17-0, co było do przewidzenia, jednak pod znakiem zapytania było to, jaką różnicą bramek. Goście byli zespołem o dwie klasy lepszym, każdy zawodnik z pola wpisał się na listę z bramką lub asystą. Największy udział z tej strzelaninie miał Maciej Frąckiewicz który strzelił w tym spotkaniu 6 bramek i asystował przy 8 trafieniach kolegów, tak że aż zabrakło nam miejsca w protokole przy jego nazwisku. Oznacza to że brał bezpośredni udział w 14 z 17 bramek dla swojego zespołu. Takie liczby zawsze robią wrażenie i widać jakim zaufaniem darzą Maćka pozostali koledzy, skoro większość akcji przechodzi właśnie przez niego. Chłopcy z Bródna umacniają się na pozycji lidera i nadal są głównym faworytem do mistrzostwa. Mobilis natomiast cały czas czeka na pierwszą bramkę, ale coś czujemy że nastąpi to niebawem.

Najlepszy mecz jaki zobaczyliśmy w poświątecznej kolejce odbył się pomiędzy Bękartami Warszawa a Green Lantern. Zgodnie z naszymi przewidywaniami zwycięsko z tej potyczki wyszli goście. Mecz stał na dobrym poziomie z niezłym tempem gry. Bękarty nawet lepiej wyglądały na początku spotkania ,ale rywale rozpędzali się z każdą minutą i ich napór wzrastał. Do przerwy wygrywali goście 2-4. Po zmianie stron w zespole gospodarzy wdawała się pewna nerwowość, co było wodą na młyn dla rywala, który powiększał swoją przewagę. Ostatecznie skończyło się na wyniku 4-9 i było to jak najbardziej zasłużone zwycięstwo zielonej latarni. Tak jak przewidywaliśmy po dwóch dość łatwych meczach przy pierwszym mocniejszym rywalu Bękarty nie wypadły już tak dobrze jak wcześniej. Pozostaje przeanalizować przyczyny tak wysokiej porażki i wyciągnąć wnioski na przyszłe mecze.

Po majówce rozegraliśmy kolejną kolejkę w ramach VI ligi. Na początek na boisko wybiegły drużyny Mikrostrzelb i Mobilisu. Goście w końcu doczekali się swojego premierowego trafienia, co więcej już na początku meczu prowadzili 0-2! Pewnie taki obrót spraw nieco zaskoczył Mikrostrzelby. W dalszej części meczu gra toczyła się głównie w środku boiska, raczej bez klarownych sytuacji strzeleckich. Jeszcze w pierwszej części gospodarzom udało się złapać kontakt z rywalem i do przerwy mieliśmy 1-2. Po zmianie stron Mobilis podwyższył na 1-3 i znów gospodarze musieli gonić wynik. Co prawda udawało im się łapać kontakt, jednak za chwilę znów rywal odskakiwał na 2 bramki przewagi. Wydawało się że będzie już po meczu, gdy w końcówce padła bramka na 3-5 dla Mobilisu, ale Mikrostrzelby strzeliły bramkę bezpośrednio ze.. wznowienia! Na dalszą pogoń za wynikiem zabrakło już czasu i goście mogli świętować nie tylko pierwsze bramki w lidze, ale i pierwsze zwycięstwo. Wydaje się że Mikrostrzelby lepiej prezentowały się w poprzednich meczach i czegoś tego dnia po prostu zabrakło. Mobilis za to przyszedł w nieco lepszym składzie niż ostatnio i od razu widać efekty.

Dużo lepiej niż przed majówką zaprezentowały się Bękarty Warszawy, a przynajmniej tak się wydawało w pierwszej części meczu. Wtedy to goście spokojnie klepali piłką raz po raz tworząc sobie dogodne sytuacje do strzelenia bramki. Co w tym czasie działo się z Rosso Bianco tego chyba nie wiedzą sami zawodnicy. Grali ospale, bez żadnego zacięcia, tak jakby musieli wyjść na boisko za karę. Mimo że mieli sporo zawodników na zmianę, nie forsowali zbytnio tempa, nie mieli pomysłu na rozpędzonego rywala. Do przerwy przegrywali 0-4, zbytnio nie angażując bramkarza rywali, który to co miał do wyłapania wyłapał. W drugiej części nie było lepiej, po błędzie bramkarza Bękarty podwyższyły wynik na 0-5. To co wyprawiał Adam Józefowski z rywalami zasługuje na oddzielne zdanie. Oczywiście został wybrany graczem meczu, ale nie ma się czemu dziwić. Ze swobodą operował piłką, zakładał siatki przeciwnikom, strzelał, asystował. Mogło to podłamać zawodników Rosso Bianco. Jednak jak się okazało gospodarze potrzebowali przełamania i strzelenia pierwszej bramki. Od stanu 2-6 coś ruszyło w drużynie czerwono białych i rozpoczęła się pogoń za wynikiem. Nagle seria bramek sprawiła że wydawałoby się mecz już zamknięty i bez większej historii, zamienił się w nerwówkę do samego końca. Niestety gospodarzom zabrakło po prostu czasu i przegrali minimalnie 6-7 i 3 pkt lądują u Bękartów.

Najbardziej emocjonujący mecz w ramach czwartej kolejki stoczyły Chłopcy z Bródna z Green Lantern. Patrząc na ich grę i pozycję w tabeli widać że piłkarsko te drużyny są bardzo mocne i start w lidze jednorundowej to proces przetarcia przed kolejnym sezonem w Lidze Fanów. Pierwsza połowa to kapitalne widowisko i długo na tablicy wyników był remis bezbramkowy. Gdy goście strzelili bramkę, szybko w ciągu minuty odpowiedzieli gospodarze i do przerwy nic się nie zmieniło. Po zmianie stron zaczęli dominować zawodnicy z Bródna. Akcje zazębiały się, a skuteczność pod bramką rywali była już dużo lepsza. Green Lantern próbowało podjąć rękawice ,ale na tle rywala nie wyglądali już tak dobrze jak w pierwszej połowie. Ostatecznie skończyło się 6:2. Chłopcy z Bródna widać że to ekipa która ma pojęcie i możliwości kadrowe na kilka lig wyżej i na pewno jest głównym kandydatem do wygrania tej ligi. Green Lantern na pewno wyciągnie wnioski z tej porażki i w rewanżu zagra jeszcze lepiej wszakże potencjał w tej drużynie jest również duży.

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
5 1

EKSTRAKLASA

Wybierz kolejkę:
1 0

I LIGA

Wybierz kolejkę:
2 0
Wybierz kolejkę:
5 2
Wybierz kolejkę:
2 0
Wybierz kolejkę:
1 1
Wybierz kolejkę:
0 0

VI LIGA

Kolejka 7

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi