Wczytuję...

LIGA FANÓW NA INSTAGRAMIEE

Masz Instagram? Obserwuj nas i bądź na bieżąco! Zobacz co tam znajdziesz z życia Ligi Fanów.

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

Nie masz zespołu? Chciałbyś zagrać w Lidze Fanów? Uwielbiasz piłkę nożną? Wychodzimy naprzeciw waszym oczekiwaniom i proponujemy komfortowe rozwiązanie!

ZMIANY NA FACEBOOKU!

Na facebooku doszło do dużych zmian. Jedną z ich konsekwencji może być to, że przestaniecie widzieć nasze posty. Sprawdźcie jak się do tego przygotować, aby być z LIGĄ FANÓW na bieżąco!…

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA…

Masz Telefon, Tablet i aktywne konto Google ? Sprawdź jak łatwo skonfigurować powiadomienia dla materiałów Video z kanału Liga Fanów TV.

LIGA FANÓW NA INSTAGRAMIEE
ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE
ZMIANY NA FACEBOOKU!
LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA NA YOUTUBE

SPORA DAWKA EMOCJI W MECZACH NA SZCZYCIE!

18
Kwi

Tydzień temu doszło do istnego trzęsienia ziemi, które wywołało mnóstwo niespodzianek, szczególnie w meczach na szczycie. A jak było w ostatniej kolejce? Czy doszło do jakichś sensacyjnych rozstrzygnięć? Zapraszamy do cotygodniowego podsumowania ostatnich boiskowych wydarzeń.

SPORA DAWKA EMOCJI W MECZACH NA SZCZYCIE!

EKSTRAKLASA

Mocno Wola, aby zachować szanse na pozostanie w ekstraklasie musiała koniecznie zacząć wygrywać ,aby dogonić drużyny które plasują się nad strefą spadkową. Ich rywal Górka nie zamierzała oddawać łatwo punktów i choć forma tej ekipy na wiosnę jest słaba to przeciwnik wydawał się w zasięgu. Goście bez nominalnego bramkarza, kontuzji doznał Sebastian Nowakowski i z konieczności zastąpił go Sebastian Cuch. Gospodarze tym razem z Maćkiem Broniewiczem między słupkami, a Konrad Litwiniuk, który często grał na tej pozycji zagrał w polu. Szybki wyrównany mecz od początku, ale dość długo czekaliśmy na pierwsze trafienie . Dawid Pitner przełamał niemoc strzelecką w piętnastej minucie. Radość z prowadzenia gości trwała krótko, bo Jacek Staniszewski wyrównuje po składnej akcji i silnym strzale z dystansu. Remis na półmetku zmagań. W końcu lepszą grę w drugiej połowie pokazuje Michał Kielak ,któremu za wiele nie wychodziło w pierwszej fazie meczu. To on ciągnie grę ekipy z Woli, asystuje, strzela dwie bramki i przechyla szalę na korzyść drużyny Rafała Jagóry. Gospodarze mieli swoje okazje, grali z przewagą jednego zawodnika po kartce dla Janka Stolarskiego ,ale nie potrafili tego wykorzystać. Mocno nadal walczy o pozostanie w najwyższej klasie rozgrywkowej, a Górka chyba za cel musi obrać sobie choć jedno zwycięstwo w ekstraklasie, bo szansa na utrzymanie jest jak trafienie szóstki w lotto.

Anonymmous na wiosnę zaliczyli trzy porażki. Maciek Miękina liczył więc w końcu na przełamanie swojej ekipy. Rywalem GS Zabrodziaczek, który wygrał ze słabym Przełomem i zaliczył dwie porażki z drużynami z czołówki tabeli. Zarówno jedni jak i drudzy liczyli na zdobycz punktową. Siódma minuta meczu to prowadzenie gospodarzy, a na listę strzelców wpisuje się Łukasz Bednarski. Jak się okazało, był to jedyny gol w pierwszej połowie. Sytuacji obydwie drużyny miały sporo ,lecz świetnie bronili bramkarze. Klarowniejsze sytuacje mieli goście ,ale kapitan gospodarzy bronił wybornie i sami zawodnicy GSu kilka razy byli zdziwieni, że golkiper Anonimowych nie skapitulował ani razu. Po zmianie stron wszystko wygląda podobnie jak w pierwszej odsłonie aż do 35 minuty. Wtedy „Legion„ ponownie strzela gola i w zasadzie na przestrzeni sześciu minut Zabrodziaczek traci pięć goli. Nie wiemy co się stało w drużynie z Wyszkowa, że grając cały mecz nie odstawali od przeciwnika ,a na przełomie paru minut stracili kilka bramek po własnych błędach. Po tym nokaucie opadły emocje, a mecz skończył się wynikiem 7:0. Nie będziemy się pastwić nad drużyną gości i szerzej analizować, przyczyny porażki. Kapitan Anonimowych natomiast nie krył radości z przełamania złej passy i tego że zagrał na zero z tyłu.

Mecz Moczymord z Turem Ochota to jeden ze szlagierów tej kolejki i pierwszy z kilku meczy decydujących o mistrzostwie w tym sezonie. Poziom piłkarski stał na bardzo wysokim poziomie, emocji było bardzo dużo, o czym świadczy fakt, że sporo już na temat tego pojedynku pisaliśmy w bieżącym tygodniu. Gospodarze w pełnym składzie niezwykle zmotywowani podeszli do spotkania. Goście mieli sporo absencji ,które być może zaważyły na końcowym wyniku. Brak takich zawodników jak Paweł Wysocki , Bartek Osoliński , Piotr Leśniewicz , Norbert Jackowski czy Erwin Nowik to duże osłabienie, a i tak skład wydawał się bardzo mocny. Pierwsza połowa remisowa. Na trafienie Zbyszka Obłuskiego odpowiedział Maciek Baranowski ,który mocnym strzałem z dystansu zaskoczył bramkarza Moczymord. W trudnych momentach bronił kapitalnie, a w skapitulował w prostej wydawałoby się sytuacji. Po przerwie trwa walka o każdy centymetr boiska. Tur przez cały mecz prowadził grę, był piłkarsko lepszy ,ale Moczymordy dzięki Piotrowi Petaszowi i Dominikowi Skorża świetnie się bronili i groźnie kontratakowali. Szczególnie Zbyszek Obłuski sprawiał wiele problemów obrońcom Tura. Gdy wydawało się, że będzie remis, w ostatniej akcji meczu zostaje podyktowany jak najbardziej słusznie rzut karny za wślizg przy zawodniku. Jedenastkę dla gospodarzy strzela Piotr Petasz i mamy zwycięstwo ekipy Krzysztofa Michałowskiego. Oczywiście nie mogący się pogodzić z porażką piłkarze i kibice Tura widzieli spisek ,krzywdy wyrządzone swojej drużynie i cała wina porażki spadła na sędziego ,który zastosował się do przepisów które obowiązują. Trochę ta sytuacja wygląda tak jak walkower Legii w meczu z Celtikiem, gdzie ktoś czegoś nie doczytał, nie dopilnował, a straciła na tym cała drużyna. Tur mimo porażki nadal jest liderem , a Moczymordy z taką samą ilością punktów zajmują drugą lokatę i będą walczyć do końca o mistrzostwo.

East Wind i Wilanów wiedząc że lider przegrał swój mecz mogły znacząco zbliżyć się do niego punktowo. Piłkarsko spotkanie, podobnie jak mecz Tura z Moczymordami, wyglądało bardzo dobrze. Do 20 minuty żadna z drużyn nie potrafiła pokonać bramkarzy. Dopiero tuż przed przerwą zabójcze trzy ciosy wyprowadziła ekipa Sebastiana Dąbrowskiego. 3:0 do przerwy na tym poziomie to mogła być strata nie do odrobienia. W przerwie w ekipie gości pełna mobilizacja i złość że trzeba gonić niekorzystny wynik. Sygnał do walki daje Piotr Krawczyk. Zawodnik który ma wiele za sobą meczy o stawkę i zawsze walczy do końca. Dwie bramki na przestrzeni kilku minut i Wilanów łapie kontakt. Coraz bardziej aktywny jest Adrian Idzikowski ,który jest najgroźniejszym zawodnikiem gości. Moment przełomowy meczu to rzut karny po faulu kapitana East Windu. Niestety Maciek Pawlicki strzela w poprzeczkę i Wilanów nadal ma stratę jednej bramki do gospodarzy. Końcówka to bramka Damiana Patoki który lubi ostatnio mieć ostatnie słowo w meczu. Tydzień temu strzelił bramkę, która pozbawiła złudzeń Anonimowych, tym razem to samo zrobił w meczu z Wilanowem. East Wind wygrywa i jeżeli zdobędzie trzy punkty w zaległym meczu z Przełomem to zrówna się punktami z Turem. Wilanów trochę stracił dystans , ale na pewno powalczy jeszcze o podium. Być może Rafał Polakowski wykuruje się i pomoże drużynie w kolejnych meczach tym bardziej, że ekstraklasa wraca do gry dopiero 12 maja..

 

I LIGA

 

Napisać że Contra raz po raz nękała defensywę FC Melange to nic nie napisać. W pierwszych minutach meczu blok defensywny zespołu Daniela Kowalskiego wręcz nie istniał i gdyby nie Bartek Jakubiel pewnie każdy strzał gospodarzy znajdowałby drogę do siatki. Golkiper Melanżowników dwoił się i troił odbijając strzały kierowane w jego stronę przez przeciwników jednak Ci dopadali do parowanych przez niego piłek i koniec końców trafiali do siatki. Nie pomogła na pewno też niepotrzebna żółta kartka dla drużyny gości która sprawiła, że stracili oni bramkę grając w osłabieniu. Pierwszy impuls do przebudzenia dał duet Sadkowski – Słowik. Ten pierwszy pomknął po skrzydle i wyłożył piłkę drugiemu któremu nie pozostało nic innego jak dołożyć nogę . Obrona Melanżu była jednak tego dnia jak dzieci we mgle i Contra raz po raz stwarzała zagrożenie pod bramką gości. Dopiero w końcówce gra nieco się wyrównała i po dwóch bramkach dla zawodników z białych koszulkach wynik do przerwy brzmiał 5-3. Niezbyt to radowało gospodarzy, którzy przeważali przez znaczną część meczu, a jedynie dwubramkowa przewaga w żaden sposób nie odzwierciedlała tej przewagi. Trzeba też dodać że Contra grała bez zmian, więc widoki na drugą część nie były zbyt optymistyczne. Jak się okazało nie było czego się obawiać, bo choć na początku drugiej części mecz był wyrównany, o tyle po trafieniu Michała Raciborskiego na 6-3 worek z golami się rozwiązał, a z Melanżu uszło powietrze. Padały kolejne bramki po składnych akcjach i ostatecznie skończyło się na wyniku 11-4.

Pojedynek Junaka z Tylko Zwycięstwo zapowiadał się bardzo emocjonująco. Gospodarze grają na wiosnę bardzo dobrze i nie przegrali jeszcze meczu. Taka sama sytuacja w obozie braci Jałkowskich. Początek to szybka bramka Junaka. Po raz kolejny na listę strzelców w tej rundzie wpisuje się Aleksy Sałajczyk. Goście w początkowej fazie meczu jakby zaskoczeni świetną grą gospodarzy mieli problemy z ustawieniem defensywy przez co Kuba Karasiński musiał kilkakrotnie pokazać swoje umiejętności. Z biegiem czasu TZ zaczął konstruować swoje ataki i Mateusz Łysik po jednym z nich doprowadza do wyrównania. Szybko jednak pada odpowiedź Maćka Raciborskiego i ponownie team Krzyśka Krzewińskiego na prowadzeniu 2:1 do przerwy. Druga odsłona to dążenie gości do wyrównania. Niezawodny Andrzej Morawski strzela gola i do końca meczu mamy walkę o pełną pulę obu ekip. Tym który strzela zwycięskiego gola jest Mateusz Walczak i Junak mimo że starał się jeszcze coś zmienić musiał pierwszy raz w tej rundzie zejść z boiska pokonanym. Goście mają tylko trzy oczka straty do podium i walka w maju i czerwcu będzie niezwykle ciekawa tym bardziej, że TZ czeka bezpośrednie starcie z trzecim Bulbezem. Junak natomiast ma nadal szanse na utrzymanie i na pewno trzeba pochwalić ten zespół za bardzo dobry mecz i wiemy że w następnych kolejkach chłopaki dadzą z siebie wszystko.

Zawody z udziałem Hiszpanów i Bulbezu zawsze są bardzo interesujące. Ekipa Michała Rychlika po klęsce w meczu z Mixamatorem musiała się szybko pozbierać. Na tyle ta porażka zmobilizowała do działania prezesa zielonych, że goście dysponowali aż czterema zmianami co w tym sezonie jeszcze się nie zdarzyło. Początek to szybki gol Naizana Torregrosy i koszmar z przed tygodnia zajrzał w oczy drużyny z Bemowa. Konrad Kozłowski jednak tego dnia miał swój dzień, bo szybko wyrównał i nadal z perspektywy pierwszej połowy końcowy wynik był otwarty. Remis po pierwszych 25 minutach. Po zmianie stron na boisku istniała już tylko ekipa Bulbezu. Mądra gra od tyłu, do tego szybki powrót do defensywy nawet Kondzika, który lubi grać w ofensywie , a często odpuszcza w obronie spowodowała, że gracze z półwyspu Iberyjskiego widząc że za wiele nie mają argumentów piłkarskich zaczęli węszyć przeciwności losu ,które ich krzywdzą. Doszło do kuriozalnej sytuacji po meczu, że jeden z graczy szukał biura zażaleń. Nie wiemy co chciał za skargę wnieść, być może na własną grę, która była głównym powodem porażki.

Po raz kolejny FC Karmelicka dostarczyła nam niesamowitych emocji. Tym razem miało to miejsce w starciu z Saską Kępą. Zaczęło się dość nieszczęśliwie dla gości, którzy po błędzie w obronie otworzyli drogę do bramki dla Karola Trzcińskiego , a ten nie zwykł marnować takich okazji. Po chwili jednak do wyrównania doprowadził Konrad Woźniak, a chwilę później świetną okazję na prowadzenie miał Albert Białkowski, jednak piłka trafiła w poprzeczkę. Do głosu doszli zawodnicy ze wschodniej części Warszawy i dzięki bramkom Sebastaina Papierniczaka oraz znów Konrada Woźniaka, wyszli na prowdzenie 1:3. Jednak Panowie z Muranowa nie złożyli broni i za sprawą dwóch bramek wcześniej wspomnianego Karola Trzcińskiego z pierwszej części spotkania zeszli ze stanem 3:3. Druga część to liczne podróże z nieba do piekła obu zespołów. Najpierw inicjatywę przejęli gracze w pomarańczowych strojach i po golach Witka Jasińskiego i Daniela Purchalaka wyszli na prowadzenie 5:3. Sygnał to walki dał gościom Karol Mroczkowski, który najpierw zdobył bramkę kontaktową na 5:4, a potem niemal wyrównał, ale piłka sparowana przez Mateusza Godlewskiego odbiła się od słupka. Chwilę później prowadzenie Karmelickiej wzrosło do dwóch bramek dzięki bramce Filipa Kankowskiego, ale już po chwili znów o sobie dał znać rosły napastnik Saskiej kępy - Karol Mroczkowski - i pięknym lobem pokonał golkipera Karmelickiej. Na szczęście dla gospodarzy, przez pozostałych kilka minut byli w stanie solidnie się ustawić w obronie i była to ostatnia bramka tego meczu, a komplet punktów oddalił nieco gospodarzy od widma spadku. Wynik końcowy, to 6:5.

Mixamator po dobrym początku rundy podejmował Drunk Team i chciał kontynuować zwycięską passę. Patrząc na formę drużyn zastanawialiśmy się jak wysoko ekipa Michała Fijołka pokona rywali. Jak nieprzewidywalne jest zaplecze ekstraklasy przekonaliśmy się już nie raz i tym razem było podobnie. Pierwsza połowa to ataki Miksów lecz mimo wielu sytuacji strzeleckich nic nie chciało wpaść. Świetne zawody grał Marek Łukaszewicz ,który kilkakrotnie świetnie interweniował. A że w defensywie wyglądała drużyna gości solidnie to i w ofensywie wszystko wychodziło. Praktycznie trzy akcje Drunk Teamu i trzy bramki. Piekielna skuteczność! Po przerwie Michał Fijołek mobilizował kolegów do jeszcze większego wysiłku. Trwało ostrzeliwanie bramki Drunkersów jednak tylko raz udało się strzelić gola autorstwa Karola Draśpy. W samej końcówce najlepszy na boisku Łukasz Walo zamyka wynik spotkania na 1:4. Goście zaliczają pierwsze zwycięstwo w tej rundzie i przerwa świąteczna nie będzie aż tak ponura. Miksy zagrali niezły mecz ,ale zabrakło szczęścia i skuteczności.

 

II LIGA

Lider LTM mierzył się z Virtualnymi , którzy w poprzedniej kolejce odprawili Niezłomnych. Niestety w ekipie gospodarzy zabrakło duetu Płotnicki - Kolasa co znacznie ograniczało szanse na korzystny wynik. Goście w swoich prawie najlepszym zestawieniu. Pierwsze 25 minut bardzo wyrównane i ekipa Irka Webera nie potrafiła zdominować rywala. Świetnie grał Sebastian Chrzanowski ,który wobec nieobecności duetu napastników wziął na siebie ciężar strzelania bramek. Do przerwy mamy na tablicy wyników remis 2:2. Po zmianie stron LTM podkręca tempo, a szczególnie w ofensywie dużą robotę robią Michał Dryński i Dawid Pigiel. Padają kolejne bramki i goście przejmują kontrolę nad spotkaniem. Popularny „Chrzan" kompletuje hatricka , ale jego koledzy popełniają coraz więcej błędów w obronie i w ofensywie nie są już tak aktywni jak w pierwszej połowie. Goście wygrywają zasłużenie i przynajmniej przez okres świąt pozostaną w fotelu lidera. Virtualni w sumie zagrali nieźle jak na skład jakim dysponowali i muszą szukać punktów w kolejnych meczach.

Jako drudzy, ale na Arenie Picassa, zameldowali się Złączeni, którzy w niedzielne popołudnie stawili czoła FC Riversom. Mecz rozpoczął się po myśli gospodarzy, którzy po golu Michała Olejnika wyszli na jednobramkowe prowadzenie. W odpowiedzi goście przeprowadzili składną akcję, która nie znalazła drogi bramki w pierwszym tempie, ale skutecznie piłkę dobił Łukasz Komar. Od tego momentu zdecydowanie lepiej radzili sobie zawodnicy w zielonych strojach. Strzał w krótki róg Andrzeja Milewskiego, sytuacja sam na sam Rafała Janowicza oraz piękny strzał z dystansu Rafała Kucharczyka wyprowadziły gości na czterobramkowe prowadzenie (1:4). W odpowiedz oglądaliśmy i akcję, w której piłka została zagrana ręką w polu karnym, a w konsekwencji sędzia wskazał na "wapno". Okazji nie zmarnował Piotrek Gutkowski. Jeszcze przed końcem pierwszej odsłony pięknym "rogalem" popisał się Michał Ściborowski i "Riversi" mogli cieszyć się z trzybramkowego prowadzenia po pierwszych 25 minutach. Po zmianie stron inicjatywą wykazał się po raz kolejny Michał Olejnik, który przebojowym rajdem przez blok defensywny rywali przedarł się w pole karne i pokonał Krzysztofa Raciborskiego. Bezpieczny dystans bramkowy postanowili jednak zachować Andrzej Milewski i Michał Ściborowski, którzy dołożyli jeszcze po jednym trafieniu. Ze strony Złączonych sporo walki pokazał Piotrek Gutkowski, który wpisał się na listę strzelców jeszcze raz, ale niestety to nie wystarczyło na zdobycie choćby punktu. Wynik końcowy 4:7.

Laga Tace mimo nieobecności Radka Małeckiego udało się zebrać na mecz, co już można odnotować jako plus, choć widać było brak osoby która spajałaby ten zespół. Gospodarze mocno przebudowani, pojawiło się sporo nowych twarzy i widać że projekt Laga Taka jest obecnie w głębokiej przebudowie. Paradoksalnie w pierwszej części wyglądało to nawet przyzwoicie. W końcu jak na drużynę zbieraną na prędko, remis 2-2 do przerwy z Niezłomnymi można uznać za sukces. Premierowe 25 minut to wyrównana walka, a nawet w pewnym momencie prowadzenie gospodarzy. Przez chwilę mogło się wydawać że będziemy pisać o kolejnej sensacji, ale w drugiej części zespół Mykoli Melnyka wziął się w garść i zaczął grać to, do czego nas przyzwyczaił. Drużyną w trudnym momencie pociągnął Taras Kobliuk – strzelec 4 bramek. Tym razem obok niego błysnął Koval Sergii m.in. strzałem z połowy boiska na pustą bramkę rywala. Niezłomni w drugiej część się rozhulali, ale jakoś nie mogą nawiązać do formy z jesieni i gdyby rywal był nieco lepszy, mogliby ponownie stracić punkty. Mamy nadzieję że Laga ustabilizuje w końcu skład, bo na razie co mecz pojawiają się inny zawodnicy i ciężko w takiej sytuacji o punkty. Oby pierwsza połowa z vice-liderem była prognostykiem lepszych czasów.

Z przedmeczowej rozmowy dowiedzieliśmy się, że na starcie z ALPAN-em, zespół Warszawskiej Ferajny przybył w nieco okrojonym składzie - tak przynajmniej twierdził kapitan, Kacper Domański. Biorąc pod uwagę dyspozycję zespołu gospodarzy, spodziewaliśmy się gładkiego zwycięstwa z ich strony, gdyż styl ich gry był naprawdę niezły. Początek spotkania zdawał się potwierdzać te przypuszczenia, gdyż po dwóch bramkach Alana Stępniewskiego gospodarze prowadzili 2:0. Świetnie też w bramce spisywał się ich bramkarz Damian Borowski, który przy jednej z "petard" popisał się świetną interwencją. Gola kontaktowego, po dobitce, zdobył Zachariasz Stawowiak, ale jeszcze przed przerwą prowadzenie dla gospodarzy podwyższył Michał Głazowski i pierwsza część spotkania zakończyła się wynikiem 3:1. Na początku drugiej połowy swoją dobrą grę kontynuował ALPAN, czego udokumentowaniem była bramka na 4:1 autorstwa Artura Miszkiewicza. Kto oglądał to spotkanie, mógłby nie uwierzyć, że to była ostatnia bramka autorstwa gospodarzy. Co do Ferajny, postanowili oni zrobić totalną remontadę. Z trzybramkowego deficytu, głównie za sprawą duetu Zachariasz Stawowiak oraz Kacper Domański, zdołali nie tylko doprowadzić do wyrównania na kwadrans przed końcem, ale także pójść po komplet punktów ! Pierwszy z wymienionych Panów popisał się niesamowitą formą strzelecką i w drugiej części spotkania aż czterokrotnie trafiał do bramki rywali, a w całym spotkaniu kompletując pięć goli. Natomiast kapitan Ferajny, Kacper Domański, nie dość, że skompletował hat-tricka klasycznego, to jeszcze dołożył do tego dwie cenne asysty. ALPAN zdawał się nie do końca rozumieć, co się dzieje i w drugiej połowie jego zawodnicy wyglądali na pozbawionych woli wygranej. Spotkanie zakończyło się rezultatem 4:9, a my jesteśmy pod wielkim wrażeniem come-backu w wykonaniu ekipy gości !

O ile tydzień temu Joga Bonito dość łatwo ograła innego kandydata do spadku – Wiernego Służewieca, o tyle Old Eagles Koło okazał się bardziej wymagającym przeciwnikiem. Wobec kontuzji Sebastiana Nowakowskiego między słupkami Orzełków musiał stanąć kapitan Jan Drabik i całkiem nieźle sobie poradził w nowej-starej roli i zgarnął miano najlepszego w swoim zespole. Pierwsza połowa jeszcze zdecydowanie dla gości którzy wygrywali 1-3. Standardowo sporą robotę wykonał Artur Markiewicz który, jak określi jeden z rywali, wszedł na boisko, strzelił 3 bramki i załatwił mecz. W drugiej części gospodarze zagrali znacznie lepiej odrabiając straty i wprowadzając nieco niepewności w szeregach rywali. Joga w końcówce meczu, gdy Orzełki przegrywały już tylko jedną bramką i miała szanse na remis, już raczej pilnowała wyniku, nie zapędzając się zbytnio pod pole karne rywala. Ostatecznie mecz skończył się wynikiem 4-5 i zespół Grzegorza Szostaka zgarnia kolejne 3 pkt, choć było trudniej niż się wszyscy spodziewali.

Jak na mecz, który w dużej mierze może decydować o spadku zarówno Wierny Służewiec jak i Gang z Kabat , nie wykazali zbyt dużej determinacji, by za wszelką cenę wygrać to spotkanie. Bardziej pilnowali tyłów, by nie stracić bramki i czekali na błędy rywali. W pierwszej części sytuacji z obu stron nie było zbyt wiele. Wynik otworzył po strzale z dystansu Tomek Adamczyk, na którego trafienie odpowiedział Oskar Popławski. To tyle jeżeli chodzi o pierwszą część. Po zmianie stron Wierny na początku ponownie wychodzi na prowadzenie, ale po indywidualnej karze dla zawodnika ze Służewca, zespół z Kabat grając w przewadze, wyrównuje. Przez dłuższy czas żadna z drużyn nie była w stanie przedrzeć się przez obronę rywala aż w końcu dwukrotnie uderzają gospodarze i mamy 4-2. Przy takim wyniku ekipa Michała Odowskiego cofnęła się do defensywy, by bronić przewagi i ewentualnie kontrować nie mających nic do stracenia rywali. Do końca meczu nikomu nie udało się już strzelić bramki i takim rezultatem kończy się to spotkanie. 3 punkty dają Wiernemu nieco oddechu i znacznie przybliża do utrzymania, czego niestety nie możemy napisać o Gangu którego los za parę kolejek może być przesądzony.

 

III LIGA

W końcu przełamało się Narodowe Śródmieście. Ostatnie 3 punkty zdobyli oni 14 października. Był to mecz w ramach 4 kolejki z .. Niedzielnymi, czyli zespołem z którym mierzyli się teraz w ramach 4 wiosennej kolejki. Wtedy jeszcze wydawało się że zespół Marka Szklennika w końcu powalczy o coś i będzie liczącym się graczem w III lidze. Tymczasem zanotowali oni od tego momentu 10 meczów bez zwycięstwa po drodze zgarniając jedynie 1 pkt. Mecz zaczął się obiecująco dla gości, którzy otworzyli wynik meczu, ale po pewnym czasie Niedzielni wyrównali. W pierwszych 25 minutach Śródmieście strzeliło jeszcze 2 bramki i schodzili na przerwę przy stanie 1-3. Wydaje się że goście w premierowej odsłonie byli lepsi, do tego Niedzielni musieli grać dwukrotnie w osłabieniu po ukaraniu ich zawodników żółtymi kartkami. W drugiej części zespół Marcina Aksamitowskiego wziął się w garść i jego gra wyglądała lepiej. W pewnym momencie złapali kontakt z przeciwnikiem i mogło się wydawać że ponownie zwycięstwo wyślizgnie się Narodowemu Śródmieściu. Goście mają jednak w swoich szeregach takiego gracza jak Marcin Orzechowski który bierze grę na swoje barki i to on w głównej mierze przyczynił się do przełamania swojego zespołu. Druga część na remis i mecz kończy się wynikiem 4-6.

Bez większej historii był pojedynek IJaToSzanuję z Truskawką na Torcie. Zespół Tomka Cymermana kontrolował przebieg meczu, a przeciwnicy nie za bardzo mieli pomysł jak rozmontować dobrze grającą wiosną obronę rywala. Goście nie mieli takich problemów i strzelali bramki zarówno z gry jak i po stałych fragmentach. Do przerwy pewne prowadzenie 0-5 nie pozostawiało złudzeń, która drużyna walczy o mistrzostwo, a która broni się przed spadkiem. Po zmianie stron na 0-6 podwyższył kapitan Truskawki, który zdecydował się na rajd po skrzydle kończąc go zdobyciem bramki. Gdy było wiadomo że raczej tylko katastrofa mogłaby pozbawić gości 3 pkt. Ci postawili sobie za cel skończyć mecz na zero z tyłu. Plany już wcześniej mogli pokrzyżować rywale, ale nie wykorzystali rzutu karnego, pewnie obronionego przez Michała Mikołajczyka. Nie dane mu było zachować czystego konta , bo bramkę honorową zdobył Daniel Backiel. Gospodarze strzelili jeszcze jedną, ale piłka zatrzepotała w siatce Truskawki już po końcowym gwizdku. Wynik końcowy 1-8 sprawia że goście po 10 zwycięstwach z rzędu zasiadają na fotelu lidera licząc na kolejne potknięcie Deportivo.

Eleganckie Chłopaki tuż przed meczem z Walking Dead osiągnęli mały sukces i zebrali skład mając nawet 2 zmiany. Skład był bardzo dobry i ponieważ goście też dysponowali topowym składem zapowiadało się wspaniałe widowisko. Początek Trupów wyśmienity. Po 5 minutach mieliśmy już trzy bramki i praktycznie co leciało w stronę bramki to wpadało. Byliśmy zdziwieni takim obrotem sprawy, bo Eleganckie mając w swoich szeregach doświadczonych zawodników z ekstraklasy nie potrafili wejść dobrze w mecz. Dopiero niemoc strzelecką przerwał Paweł Rybka. Ale i tak wynik na półmetku zmagań był niekorzystny, bo goście dorzucili kolejne trafienia. Po przerwie i kilku męskich słów w obozie gospodarzy gra wyglądała dużo lepiej ,a Piotr Krawczyk zaczął trafiać do bramki rywali dzięki czemu udało się nawet dogonić wynik spotkania. Niestety drzemka z pierwszych minut zadecydowała o tym że gospodarze nie zdołali zdobyć punktów w tym meczu. Trupy natomiast zagrały dobry mecz strzelając zwycięską bramkę w ostatniej akcji meczu i mając taki skład powinni spokojnie zdobyć medale w tym sezonie.

Meczem, przynajmniej w pierwszej połowie, do jednej bramki była rywalizacja Young Guns i ADP Wolskiej Ferajny. Młode Strzelby koniecznie potrzebowały 3 punktów, gdyż drużyny w którymi walczy o podium wygrały swoje mecze. Plany próbowała pokrzyżować im Wolska Ferajna, która kiepsko weszła w rundę i jak do tej pory zdobyła jedynie 1 pkt. Ja można było zobaczyć po pierwszej części na próbach się skończyło, bo ADP przyjęło 5 bramek, nie potrafiąc ani razu pokonać bramkarza rywali. W drugiej części mieli nieco ułatwione zadanie gdyż po zmianie stron to golkiperowi Young Gunsów świeciło w oczy słońce, co utrudniało mu interwencje. Nie zmieniło to jednak diametralnie obrazu gry, gdyż to gospodarze byli zespołem lepszym. ADP nie bardzo miało pomysł na grę, indywidualnych akcji próbował nawet bramkarz gości Kamil Jagiełło, ale pożytku z tego nie było właściwie żadnego... Spustoszenie wśród obrońców gości robił Rafał Dobrosz zdobywca 4 bramek i 2 asyst, ale cała drużyna YG zagrała dobre zawody. Wynik 9-3 pozwolił na utrzymanie 3 miejsca. Wolska Ferajna natomiast coraz częściej musi się zacząć oglądać za siebie, bo zamiast walki o medale, prawdopodobnie czeka ich walka o utrzymanie.

Przed spotkaniem zespołu FC Po Nalewce z ekipą Diabła Trzeci Róg dowiedzieliśmy się, że podstawowy bramkarz "Diabłów" nie będzie w stanie - mimo obecności na meczu - wystąpić ponieważ dał z siebie wszystko w wielokilemetrowym biegu i ledwo żyje. W związku z tą chwilową niedyspozycją, między słupkami gości stanął Dominik Łukaszewicz. I to właśnie ten zawodnik zrobił z tego meczu istne "show". Jak na zawodnika, który tylko okazjonalnie wciela się w rolę golkipera, radził sobie - delikatnie rzecz ujmując - nieźle. A tak poważnie, to co wyczyniał w bramce wprawiało w osłupienie rywali i widzów. Robinsonady w jego wykonaniu mogłyby posłużyć jako materiał szkoleniowych dla młodych adeptów w szkółkach bramkarskich. Czapki z głów ! Jednak samym bronieniem nie wygrywa się meczów, ale o to zadbali jego koledzy z pola. W pierwszej połowie udało się zdobyć jednego gola na 0:1 autorstwa Pawła Szydziaka. Ten sam zawodnik w drugiej części spotkania również wpisał się na listę strzelców, a w strzeleckich podbojach towarzyszyli mu : Maciej Biernacki i Piotrek Kruszyński, którzy zdobyli po jednej bramce. Świetnie w rozgrywaniu piłki radził sobie Mateusz Pawlik, który zanotował dwie asysty, a mógł znacznie więcej, gdyby nieco lepiej akcje wykańczali napastnicy DTR. FC Po Nalewce znalazło drogę do bramki rywali tylko raz, a autorem trafienia był kapitan Łukasz Gaba, któremu w tej akcji asystował Sławek Ogorzelski. Niestety, przy bardzo dobrej postawie przeciwników, było to za mało na nawiązanie równorzędnej walki, a całe spotkanie skończyło się rezultatem 1:4.

Jeszcze niedawno Deportivo miało siedem punktów przewagi nad Truskawką, a po czwartej kolejce rundy wiosennej nie jest już liderem trzeciego poziomu. Wszystko za sprawą Elitarnych Gocław, którzy skromnie, 1:0, pokonali ustępującego lidera. Niestety po raz kolejny zabrakło Konrada Szkopińskiego , a ile ten zawodnik znaczy dla gości świadczy fakt, że bez niego ekipa Mateusza Tarnowskiego nie potrafi wygrywać. U gospodarzy widać powiew świeżości. Praktycznie na każdym meczu mają skład kompletny, ich gra jest poukładana i nic tu nie jest przypadkowe. W starciu z Deportivo Elitarni byli niezwykle konsekwentni i czekali na tą jedną akcję, która zapewni trzy punkty, W drugiej połowie Mateusz Zalewski strzelił jedyną bramkę w meczu. Mimo że goście starali się wyrównać nie udało się. Trzeba podkreślić że obaj bramkarze zagrali dobre zawody i dlatego zobaczyliśmy tylko jedną bramkę przez 50 minut rywalizacji. Deportivo musi się zmobilizować , a właściwie zadbać, by ich najlepszy zawodnik pojawiał się na meczach. Elitarni kontynuują proces przebudowy drużyny i na pewno zaprocentuje to w przyszłym sezonie.

 

IV LIGA

Z dużym rozmachem rozpoczęła rywalizację w IV lidze FC Radość. Strzelanie rozpoczął Michał Tomaszczyk bardzo ładnym uderzeniem z dystansu. Później kolejne ataki przyniosły kolejne trafienia choć w pierwszej części licznik zatrzymał się na jedynie 3 golach dla gospodarzy. Od razu przypomniał nam się mecz z Gendusiem, który też zespół Piotra Radelczyka rozpoczął z wielką pompą, a kończyło się na remisie. Teraz w rywalizacji ze Spartą nie mogli sobie pozwolić na powtórkę tamtych wydarzeń. Zespół Krzyśka Nałęcza przed przerwą zdobył jedną bramkę i po pierwszej części mieliśmy 3-1. Nie obyło się bez kilku starć pomiędzy zawodnikami i sędzia musiał trzykrotnie wyciągać żółty kartonik z kieszeni. Po zmianie stron Radość nie odpuszczała i tym razem dowiozła zwycięstwo do końca. Sparcie udało się strzelić już tylko jedną bramkę, bo trzecią podarowali im rywale strzelając samobója. Gospodarze raz po raz atakowali bramkę Adama Rakowskiego który kilkukrotnie ratował swój zespół. Główne za sprawą duetu Maciej Szumigaj – Łukasz Wirski, ale na pochwały zasłużyła cała drużyna. Jak powiedział w pomeczowym wywiadzie Wojtek Dobrowolski, Radość celuje w awans i z taką grą jest to jak najbardziej realne.

FC Śmieci na wiosnę nie zaznały jeszcze smaku zwycięstwa, natomiast ich rywale, Przypadkowe Grajki, już zdołały sprawić jedną z większych niespodzianek w IV-tej lidze, pokonując lidera tego szczebla. Początek meczu zapowiadał, że i tym razem zespól Czarka Klimkowskiego będzie niepodzielnie rządził na murawie. Co prawda nieco brakowało skuteczności w wykańczaniu akcji, ale jeden ze strzałów Maćka Krupińskiego znalazł drogę do bramki i do przerwy goście prowadzili 0:1. Po przerwie ten sam zawodnik podwyższył na 0:2, a "Grajki" zdawały się kontrolować przebieg meczu. Co prawda gola kontaktowego, po asyście Łukasza Fabryckiego, zdobył Rafał Jewdokimow, ale po chwili znów na dwubramkowe prowadzenie swój zespół wyprowadził Piotrek Pieńkowski. Do końca spotkania pozostawało około 10 minut, a w gospodarzy wstąpił nagle duch walki ! Najpierw po asyście Tomka Toczyłowskiego, piłkę do siatki potężnym strzałem skierował Łukasz Fabrycki. Ten sam zawodnik skutecznie wykończył kontrę swojego zespołu i na tablicy widniał remis (3:3). Na trzy minuty przed końcem, wysokimi umiejętnościami w ataku wykazał się Marcin Kubiak, którego bramka dała upragnione prowadzeniem "Śmieciarzom". Grajki naciskały defensywę gospodarzy, ale świetnie w destrukcji radził sobie popularny "Azer". Tuż przed końcowym gwizdkiem szanse na podwyższenie rozmiaru zwycięstwa mieli gospodarze, ale piłka po główce trafiła w spojenie. Końcowy gwizdek, Śmieci zdobywają komplet punktów i mogą wystrzelić szampana obwieszczającego ich pierwsze wiosenne zwycięstwo w rozmiarze 4:3.

Bez swoich gwiazd, czyli Sebastiana Żółkowskiego i Wojtka Żaka, przystąpili do meczu zawodnicy Alei Seksu i Biznesu. Na przeciw nim stanęła również osłabiona brakiem dwóch pauzujących za kartki zawodników, Iglica Warszawa. Spodziewaliśmy się zaciętego pojedynku, gdyż gospodarze to lider IV-tej ligi, a zawodnicy Iglicy imponują nam swoją dynamiką i młodością. Niedowierzanie, przecieranie oczu ze zdziwienia, szok. Te słowa najlepiej oddają stan rzeczy z boiska w pierwszych kilkunastu minutach. Ekipa Krystiana Szydłowskiego wręcz miażdżyła gospodarzy, zarówno wizualnie jak i w kwestii zdobyczy bramkowych. Dość powiedzieć, że w pierwszej odsłonie zawodnicy Iglicy zapewnili sobie aż pięciobramkowe prowadzenie. Bramki strzelali: Maciek Dąbrowski, Radek Sówka, Daniel Szmańda, Robert Kędzierski oraz Krystian Wilczyński. Byliśmy pod wrażeniem tempa, z jakim przeprowadzane były akcje bramkowe oraz dokładności w ich wykańczaniu. Druga połowa to lekkie ocknięcie "Biznesmenów", ale tak naprawdę dopiero przy stanie 0:7, kiedy było zdecydowanie za późno. Trzy bramki pod rząd autorstwa Huberta Zieniuka oraz Łukasza Puki, z czego jedna była naprawdę ładna, gdyż piłka trafiła w samo okienko bramki, nieco zmniejszyła rozmiar porażki. Na zakończenie zmagań kropkę nad i postawił Maciek Dąbrowski, ustalając wynik spotkania na 3:8, a samemu kompletując hat-tricka. Jeżeli forma Iglicy się utrzyma, to możemy być świadkami niezłego przewrotu w tabeli IV-tej ligi !

NAF Genduś musi zadbać chyba o szerszą kadrę, zwłaszcza na mecze z takimi rywalami jak Zakon Bonifratrów. Niestety ekipa gospodarzy stawiła się na mecz z tylko jednym zmiennikiem, podczas gdy zespól Adama Artypowicza miał wachlarz zmian. Jednak kondycją nie można tłumaczyć bezradności wobec bardzo dobrze grających "Zakonników" w pierwszej połowie. Szczególnie dobrze prezentował się Krzysiek Kurowicki, któremu dwukrotnie dogrywał Tomasz Jurkowski i po kilku minutach mieliśmy 0:2. Następnie z sobie tylko znanych powodów golkiper "Gendusiów" niemal sprezentował piłkę napastnikowi rywali, a ten bezlitośnie to wykorzystał i podwyższył na 0:3. Wynik na 0:4 do przerwy ustalił Marcin Stachacz i było wiadomo, że Michał Ochocki i spółka mają przed sobą ciężkie drugie 25 minut. Chociaż na jej początku za sprawą Adama Lubańskiego udało im się uwolnić swój potencjał ofensywny, to jednak było to jedyne trafienie aż do stanu 1:7. Świetnie w szeregach prezentował się starszy z braci Kurowickich - Jerzy oraz Tomasz Jurkowski, który zaliczył w spotkaniu dwie asysty. W zespole gospodarzy na wyróżnienie zasłużył Adam Lubański, który zdobył obie bramki i mimo bardzo niekorzystnego wyniku się nie poddawał. Niestety, nie wystarczyło to na nawiązanie równorzędnej walki, a przewaga Zakonu była przytłaczająca. Wynik końcowy spotkania - 2:8 - absolutnie oddawał wydarzenia boiskowe.

Absolutnym szlagierem IV-tej ligi okazało się spotkanie Lujwaffe Tarchomin z Miksturą. Oba zespoły przybyły na mecz w niemal optymalnym zestawieniu, aczkolwiek w szeregach gości brakowało Rafała Jochemskiego, który tydzień wcześniej zaprezentował się doskonale. Pierwsze minuty spotkania to bardzo wyrównana walka i raczej niewiele klarownych okazji strzeleckich. Po kwadransie gry świetną okazję na zdobycie bramki miał Miłosz Majewski, jednak piłka trafiła ostatecznie w słupek. Niewykorzystane okazje się mszczą i chwilę później bramkę na 0:1 zdobył Filip Junowicz. Parę minut później na Arenie Picassa rozległ się bardzo głośny okrzyk radości, a to za sprawą bramki zdobytej przez Wojtka Chajdysa. Popularny "Chajdi" przymierzył z taką mocą, że Czarek Kubalski był bez szans i mieliśmy 1:1. Tuż przed przerwą "Lujów" na prowadzenie wyprowadził Miłosz Majewski i zapowiadała się bardzo ciekawa druga odsłona. Robił co mógł Damian Patoka, aby jego talent przyniósł wymierną korzyść w postaci bramki, jednak doskonale w obronie radził sobie z nim Damian Dobrowolski i skutecznie uniemożliwiał popularnemu "Pato" dojście do okazji strzeleckiej. Co jednak nie udało się Patoce, wyszło Patrykowi Zychowi, który po pięknej asyście piętą umieścił piłkę w siatce, zmieniając wynik na 2:2. Akcją meczu była jednak sytuacja, w której Rafał Koziołek dograł piłkę do Damiana Dobrowolskiego, a ten sprytnym zwodem minął golkipera rywali i umieścił piłkę w siatce. Chłopaki z Tarchomina nie kryli radości po golu, a jeszcze bardziej celebrowali ostatni gwizdek dający im upragniony komplet punktów. Tym samym zbliżyli się do lidera na dwa oczka i zapowiada się ciekawa batalia o tron.

Nie zwalnia tempa Melodramat i kolejnym przeciwnikiem którego pewnie ograł był Augusto Pengunis. Pingwiny w nieco eksperymentalnym składzie chyba mentalnie nie wyszły na pierwszą połowę w której praktycznie nie istniały. Wynik 5-0 do przerwy mówi sam za siebie. W pojedynku snajperów znacznie lepiej wypadł Piotr Bors (5 bramek w całym meczu), ale też miał więcej sytuacji wykreowanych przez kolegów z zespołu. W drugiej części Pingwiny nieco się przebudziły z Maćkiem Zarodem na czele, podganiając wynik, ale momenty dobrej gry to było za mało by coś w tym meczu ugrać. Chwilę przestoju w grze bezlitośnie wykorzystał Melodramat ponownie odskakując na bezpieczną odległość i właściwie zamykając mecz. Widać było że Pingwinom brakuje jeszcze zgrania i pełnego rozumienia się na boisku w przeciwieństwie do swoich rywali, którzy zrobili parę ciekawych transferów w zimie i ogrywali się w przerwie między rundami czego efektem jest już 4 wygrana z rzędu.

 

V LIGA

Cóż możemy napisać o meczu Pogromców Poprzeczek z Landtechem? Po pierwsze przed meczem gospodarze zastanawiali się, kto stanie miedzy słupkami, gdyż jeden z bramkarzy stanął za obiektywem kamery (kontuzja), a drugi nawet nie dojechał na mecz. Po drugie, już w pierwszej połowie kontuzji doznał jeden z zawodników z pola, a po przerwie dołączył do niego drugi i Pogromcy musieli grać od pewnego momentu bez zmian. Po trzecie kontuzji doznał też zawodnik z pola grający wyjątkowo na bramce (on akurat mecz dokończył). A sam mecz? Pogromcy stracili 28 bramek (z czego 27 strzelili przeciwnicy), a sami zdobyli 2 gole (jednego do własnej bramki), czym wyrównali swój klubowy rekord najwyższej porażki. Po stronie Landtechu najwięcej bramek strzelił Damian Gałecki (12) , do tego zanotował 6 asyst i chyba jest to jego najlepszy indywidualny wynik. Nie był to wymagający mecz dla gości, którzy wystawiali sobie piłki do praktycznie pustej bramki. Honorowe trafienie dla Pogromców zaliczył Mateusz Niewiadomy.

Bez większej historii było też spotkanie Munji z Polskim Drewnem. Munja stawiła się w niezłym składzie z Michałem Sztajerwaldem i Piotrem Skwarczyńskim na czele, za to braki w Polskim Drewnie były aż nad to widoczne. Już do przerwy goście przegrywali 3-0 niezbyt często niepokojąc bramkarza rywali Maćka Affeka. Po zmianie stron mecz nie zmienił swojego oblicza. Nadal grę prowadzili gospodarze, przy czym z każdą minutą robili to coraz swobodniej, gdyż grający bez zmian rywale, opadali z sił. Końcowy rezultat w pełni oddaje przebieg meczu, a 10-0 to i tak niski wymiar kary, ponieważ najlepiej w Polskim Drewnie spisywał się bramkarz Gabriel Machowski, który w paru sytuacjach pokazał że bronić potrafi. Dzięki tej wygranej Munja odrobiła nieco strat do trzeciego miejsca i co ważniejsze, odparła atak innych drużyn, które również mają aspiracje do stanięcia na podium.

Starcie Green Teamu z młodą drużyną ADP przyniosło nam więcej emocji niż się spodziewaliśmy. Gospodarze mieli żelazną szóstkę, która musiała stawić opór młodym chłopakom z Woli ,którzy dysponowali kilkoma zmianami. Obawialiśmy się jak kondycyjnie wytrzyma ekipa Mariusza Pytki. Pierwsza połowa zakończona wynikiem 1:3. Po zmianie stron wydawało się że ekipa Mateusza Nejmana pójdzie za ciosem i zdominuje rywala. Jednak widać że młodzi adepci piłkarskiego rzemiosła muszą się jeszcze wiele uczyć. Co prawda chłopaki strzelali bramki , ale po błędach rywali lub po akcjach indywidualnych. Widać ,że każdy chce błyszczeć w tej ekipie i mało jest gry zespołowej, co ewidentnie z mocniejszymi rywalami zostanie obnażone. W pewnym momencie wynik był na styku głównie za sprawą Daniela Kurowkiego, który sprawiał duże kłopoty obronie rywali. Ostatecznie Green team uległ młodzieży z Woli 6:8 ,ale grając bez zmian cały mecz napędził stracha przeciwnikom, bo Ci do końca musieli walczyć o trzy punkty.

Lucu Kończal wciąż leczy poważną kontuzję i tylko zza linii może obserwować jak poczynają sobie jego koledzy z FC Tartak. A zadanie w ostatnią niedzielę mieli niełatwe, gdyż przyszło im walczyć z trzecią drużyną V-tej ligi, czyli Compatibl. Andrii Hrynda i spółka już od początku zaczęli prowadzić grę, czego efektem był gol otwierający wynik spotkania autorstwa Anonta Klymaka. Napór trwał, a jedna z okazji została przerwana faulem, czego efektem był rzut karny dla gości. W tym momencie przedstawiamy bohatera tego meczu - Konrada Dudka. Po pierwsze, wspomniany rzut karny wybronił niczym Jerzy Dudek strzał Andrieja Szewczenki w pamiętnym meczu AC Milanu z Liverpoolem. Po drugie, bardzo dobrze sterował przez całe spotkanie defensywą, a poza obronionym "wapnem" popisał się kilkoma paradami, po których piłka dosłownie o milimetry mijała bramkę. Taka postawa poderwała "Drwali" do walki. Co prawda w pierwszej połowie nie byli w stanie pokazać swojej wyższości (2:2), ale już po zmianie stron wzięli przebieg spotkania w swoje ręce. Najpierw świetnym podaniem popisał się Jacek Łukaszewicz, którego zagranie dotarło do Maćka Oknińskiego, a jemu nie pozostało nic innego niż wykończyć akcję celnym strzałem. Mecz zrobił się bardzo zacięty i wyżej notowani zawodnicy z Białorusi czuli się wyraźnie podrażnieni jednobramkowym deficytem. Zaczęli coraz mocniej atakować, a okupili swoją taktykę rozluźnieniem w obronie. Wykorzystał to Michał Borowiec, który bardzo ładnym strzałem z daleka pokonał stojącego tego dnia w bramce Edvarda Radkevicha i ustalił wynik spotkania na 4:2.

Na ten mecz czekaliśmy z zaciekawieniem. Oks Nowy Raków ma świetną serię zwycięstw w lidze i gdyby grał od początku pewnie miałby szanse na mistrzostwo. Brazylijczycy z kolei z tak silnym rywalem dawno nie grali i byliśmy ciekawi jak sobie poradzą . Pierwsza połowa to szybkie prowadzenie ekipy Cezarego Dudka. Brazylijczycy jakby nie mogli przyzwyczaić się do rywali którzy grali agresywnie w odbiorze piłki. Z biegiem czasu liderzy tego temu wzięli sprawy w swoje ręce i jeszcze przed przerwą udało się doprowadzić do remisu. Po przerwie jednak znowu w natarciu Raków. Goście, widząc że nie idzie, zaczęli coraz więcej rozmawiać zamiast grać. Niewidoczny był Rafael Andrade którego obrońcy skutecznie podwajali i nie mógł jak zawsze rozwinąć skrzydeł. W ofensywie graczy z Kraju Kawy nękał kapitan Oksu i dopiął swego strzelając kolejne bramki. Funducio przegrywa, ale nadal ma sporą przewagę nad resztą stawki i mimo wpadki ,jest głównym kandydatem do tytułu. Raków nadal walczy o medale i niewykluczone że z taką formą jest to możliwe.

Zawodnicy FC Alfa na mecz przybyli jak zawsze w weekendowym humorze. Popsuć go próbowali zawodnicy Orłów Zabraniecka i trzeba przyznać, że w pierwszych minutach spotkania nawet im to wychodziło, gdyż po bramce Wojtka Cabaja wyszli na prowadzenie 0:1. Na odpowiedź czekaliśmy kilka minut, wtedy to do akcji wkroczyli Krzysiek Porębski oraz Łukasz Wrona. Szczególnie forma tego drugiego przypadła do gustu kolegom zza linii, gdyż frazę "nie wierzę - Wrona !!" słyszeliśmy dwukrotnie, przy każdej z jego bramek. Przed przerwą dystans do jednej bramki zniwelował jednak pochodzący z Włoch Fabio Perfetti i do przerwy mieliśmy 3:2. Druga połowa to jednak zdecydowana przewaga Alfy, a na właściwe obroty wskoczył Piotrek Jankowski. Utalentowany zawodnik gospodarzy trzykrotnie wpisywał się na listę strzelców, a trzeba dodać, że i w konstruowaniu akcji miał spory udział. Jedna z jego bramek, strzelona głową, była naprawdę rzadkiej urody. Umiejętności rywalowi najwyraźniej pozazdrościł Maks Piątkowski, który bardzo ładnym trafieniem główką - po dośrodkowaniu Damiana Ryneckiego - ustalił wynik spotkania na 10:3. Orły nadal w strefie spadkowej, a zespól Artura Jurka nieco zmniejsza dystans dzielący ich od podium, do czterech punktów. Ciasno się robi w V-tej lidze, koniecznie zobaczcie tabelę.

 

VI LIGA

Jako pierwsze z ekstraklasy na boisko wybiegły ekipy Górki i Moczymord. Patrząc na składy obu ekip to widać było kilka absencji po obu stronach. Brak etatowego bramkarza czy choćby Konrada Litwiniuka, który często stawał miedzy słupkami był sporym utrudnieniem dla taktyki gospodarzy. Goście szybko zaczęli budować swoją przewagę i na bramki nie musieliśmy długo czekać. Do przerwy mamy 3:0 i wydaje się, że wszystko jest pod kontrolą graczy z Mokotowa. W pierwszej odsłonie mieliśmy też jedną kontrowersję. Po rzucie z autu padła bramka autorstwa Roberta Kuleszy. Jak się okazuje, sędzia nie zauważył że zawodnik Moczymord wrzucił piłkę z boiska, co spowodowało trochę nerwowości w szeregach Górki, która nie mogła pogodzić się z tym, że sędzia był zasłonięty przez zawodników i popełnił taki błąd. W drugiej połowie mamy gola kontaktowego dla Górki i jeszcze co najmniej dwie dobre sytuacje dla gospodarzy, aby odwrócić wynik. Adam Rutka jednak w tym sezonie pokazuje ,że jest pewnym punktem swojej drużyny i więcej razy nie dał się zaskoczyć. Moczymordy wygrywają, choć ich gra nie była rewelacyjna, ale być może optymalna forma przyjdzie na najważniejsze mecze w sezonie. Górka nadal czeka na pierwsze zwycięstwo w sezonie…

 

Większych emocji nie mieliśmy w starciu Przełomu z Turem Ochota. Dość szybko goście pokazali, że będzie to mecz do jednej bramki. Praktycznie każdy błąd rywala bezlitośnie wykorzystywali napastnicy Tura, od samego początku pokazując kto jest lepszy na boisku. Do przerwy mamy 0:6. Po zmianie stron, mając mecz pod całkowitą kontrolą, goście spuścili trochę z tonu. Ich akcje często kreował bramkarz Paweł Wysocki, co pozwoliłogospodarzom zdobyć po kontrach bądź po składnych akcjach i strzałach do pustej bramki, cztery gole. Na inaugurację  ekipa Konrada Kowalskiego zdobywa trzy punkty i tak naprawdę czekamy na przeciwnika ,który zweryfikuje formę obecnego lidera. Przełom ma kilku nowych zawodników i ciężko powiedzieć na co stać tą drużynę. Na tle utytułowanego przeciwnika wypadli blado, ale niewykluczone, że jeszcze w tej rundzie faworytom punkty zabiorą.

 

Jednostronnie wyglądał pojedynek GS Zabrodziaczka z East Windem.  Mieliśmy nadzieję że gospodarze nawiążą walkę, tym bardziej że na Grenady pojawili się w szerokim składzie. Na ich nieszczęście okazało się, że goście są w znakomitej formie i dość szybko pokazali im, że nie ma dla nich innej możliwości jak komplet punktów w tym meczu. Bardzo dobre zawody zagrał kapitan Sebastian Dąbrowski ,który harował zarówno w defensywie jak i ofensywie. Korzystnie zaprezentował się także Maks Himel ,który szybkością gubił rywali i stwarzał dobre okazje dla swoich kolegów. Do przerwy mamy wynik 1:5. Po przerwie dominacja gości była jeszcze większa i ostatecznie zakończyło się na dwucyfrowym wyniku. GS próbował stwarzać sobie sytuacje ,lecz często przegrywał pojedynki z rywalami i widać było, że przygotowanie fizyczne, szybkość i technika na wyższym poziomie jest u graczy East Windu.  Gospodarze muszą się najprawdopodobniej skoncentrować na walce o utrzymanie w lidze, a goście zapewne powalczą o medale.

Niezwykle ważny w kontekście walki o czołowe lokaty był pojedynek Kebavity z Anonymmous. Pamiętamy z jesiennej potyczki, że gospodarze grali bez bramkarza ,a na domiar złego po czerwonej kartce musieli grać w osłabieniu. Przegrali  i teraz chcieli się zrewanżować. Mając chyba najlepszy skład w tym sezonie, szanse na komplet punktów były duże, tym bardziej, że goście nie mieli kilku podstawowych zawodników. Brak chociażby Michała Głębockiego, jednego z najskuteczniejszych zawodników, na pewno nie pozwalał optymistycznie patrzyć na taktykę meczową. Szybko swoje umiejętności pokazał na placu Adnan Fheelbum ,który swoją techniką powodował chaos w szykach obronnych Anonimowych. Kluczowa akcja w meczu ma miejsce przed końcem pierwszej połowy. Kebavita wykonuje rzut wolny, po którym sędzia dyktuje rzut karny za zagranie piłki ręką. Nie mogący się pogodzić z tą decyzją gracz Anonimowych rzuca pod adresem sędziego różne słowa, delikatnie mówiąc, rozgoryczenia, za co dostaje czerwoną kartkę i osłabia swój zespół. Więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w artykule „Plusy i Minusy”. Pewnie wykorzystany karny i mamy 3:0. Po zmianie stron i po odbyciu 10 minutowej kary za czerwoną kartkę, Anonimowi grają lepiej, strzelają gole, ale jak się okazało, dwie bramki Konrada Kozłowskiego były honorowymi trafieniami. Kebavita wygrywa i zgłasza akces do walki o podium. Anonimowi też nie stracili szans na medale, więc wszystko dla obu ekip jest jeszcze możliwe w tym sezonie.

 

W zapowiedziach pisaliśmy, że Mocno Wola na pewno będzie walczyć do końca sezonu z każdym i Wilanów w niedzielne popołudnie przekonał się, że z teoretycznie słabszymi drużynami z dołu tabeli też można nieoczekiwanie stracić punkty. Z wielkich wzmocnień zapowiadanych przez gości nie pojawił się nikt, kogo nie widzielibyśmy w rundzie jesiennej. Za to Wola dysponowała składem, który tylko raz pojawił się w poprzedniej rundzie i wygrał mecz z Anonimowymi. Początek niezwykle wyrównany. Naprawdę, patrząc na to spotkanie nie widać było, że te ekipy dzieli taka duża różnica punktowa. Na prowadzenie po piekielnie silnym i precyzyjnym strzale Piotra Krawczyka wyszedł Wilanów. Taki też wynik utrzymał się do przerwy. Po zmianie stron gospodarze coraz groźniej atakowali i dążyli do wyrównania. Po znakomitej dwójkowej akcji Kielak – Cuch, gdzie ci zawodnicy rozklepali całą obronę rywali mamy wyrównanie. Po chwili za sprawą Cezarego Przybylaka mamy prowadzenie Mocno Woli. Dosłownie w ostatniej akcji meczu, niezawodny Piotr Krawczyk, podaje do napastnika Wilanowa i mamy remis. Z perspektywy całego meczu sprawiedliwy. W końcówce meczu nie obyło się bez kontrowersji. W polu karnym trącony przez bramkarza był Michał Kielak. Sędzia jednak nie zdecydował się wskazać na wapno, być może dlatego, że mimo kontaktu z zawodnikiem drużyny przeciwnej Michał ma tendencje do upadania w sposób nie wyglądający z boku naturalnie, czym często powoduje że gwizdek sędziego milczy. Wilanów zawodzi, a Mocno zagrała jak najbardziej na plus, oby tak przez całą rundę.

 

Skrajnie odmienne nastroje po pierwszej kolejce mieli zawodnicy Bękartów Warszawa, oraz Mikrostrzelb. Pierwsi odprawili swoich rywali dwucyfrowym wynikiem, drudzy natomiast w podobnych rozmiarach musieli uznać wyższość rywali. Mecz zaczął się dość pechowo dla gości, gdyż bramka na 1:0 padła po trafieniu samobójczym. Chwilę później jednak mogli być naprawdę dumni ze swojego bramkarza - Zbyszka Artemiuka - gdyż ten fantastyczną paradą uchronił swój zespół przed stratą gola przy wykonaniu rzutu karnego. To jednak nie odebrało chęci walki Bękartom i za sprawą Aleksandra Bendkowskiego oraz Marcina Górkiewicza wyszli na trzybramkowe prowadzenie. Przed przerwą nadzieję na walkę o punkty dał gościom Kuba Janczyk i mieliśmy 3:1. W drugiej połowie oglądaliśmy dzielną walkę "Strzelb", jednak fakt, że mieli w swoich szeregach tylko jednego zawodnika na zmianę zaczął dawać o sobie znać i Panowie powoli opadali z sił. Efektem tego był ciągły napór ofensywny gospodarzy, a szczególnie aktywny był Mateusz Budzich, który w drugiej odsłonie zaliczył dwa trafienia. Świetnie w rozgrywaniu radził sobie Kiril Tsvriko, który aż trzykrotnie dogrywał piłkę przy bramkach kolegów. Na otarcie łez, drugą bramkę dla zespołu gości zdobył Przemek Duda, a zawody ostatecznie zakończyły się wynikiem 8:2. Komplet punktów i tak okazałe zwycięstwo zapewniło Bękartom pozycję lidera.

Po pierwszym meczu Chłopców z Bródna odnieśliśmy wrażenie, że mamy zdecydowanego faworyta VI-tej ligi. Rosso Bianco również pokazało kawał solidnej piłki, aczkolwiek musieli zadowolić się podziałem punktów. Do starcia z gospodarzami podeszli jednak bardzo skoncentrowani i mimo, iż ekipa w północy Warszawy niemal nieustannie atakowała, to zwarty blok defensywny Czerwono-Białych funkcjonował bez zarzutu. Liderami ChzB w konstruowaniu akcji ofensywnych byli Sebastian Ulewicz oraz Bartek Słobodzian. Mimo, iż mieli sporo okazji na strzelenie bramki już w pierwszej części spotkania, to ta sztuka udała im się tylko raz, a autorami akcji otwierającej wynik spotkania był wspomniany duet. Po zmianie stron obraz się niezbyt zmienił, a podwyższenie na 2:0 swojej ekipie dał Maciej Frąckiewicz. Trzeba przyznać, że popularny "Gringo" prezentował się bardzo dobrze w tym spotkaniu i podtrzymujemy opinię wydaną po pierwszym meczu, że ten zawodnik jeszcze nie raz da się we znaki rywalom. Co do gości, bardzo dobrze między słupkami radził sobie Konrad Ludwiniak. Raz miał chwilę słabości, kiedy poza polem karnym zagrał ręką, za co został ukarany żółtym kartonikiem, ale nie zatarło to ogólnego bardzo dobrego wrażenia. Nadzieję, na walkę o punkty ekipie Rosso Bianco dał Przemek Grigiel, strzelając gola kontaktowego, jednak niestety zabrakło czasu i chyba jednak nieco pomysłu na sforsowanie obrony przeciwnika i mecz kończy się wynikiem 2-1.

Bez premierowej bramki do kolejnego meczu podchodzili gracze Mobilisu. Naprzeciwko nich stanął zespół Mikołaja Wysockiego, Green Lantern. Goście już w pierwszym meczu pokazali, ze mogą nieźle namieszać w nowopowstałym szczeblu rozgrywek, aczkolwiek musieli wtedy obejść się nieco smakiem, gdyż zdobyli tylko jeden punkt. Niestety mecz był bardzo jednostronny, a przewaga gości nie ulegała najmniejszej wątpliwości. Jako ciekawostkę podamy, że w zespole "Zielonej Latarni" bramki zdobywali wszyscy zawodnicy z pola. Najwięcej na swoim koncie zanotowali Patryk Podgórski oraz Mikołaj Wysocki - obaj Panowie skompletowali hat-tricka. Wśród asystentów wyróżniali się Maciek Czerkowski oraz Maks Napora, którzy zapisali na swoim koncie po trzy asysty. Ekipa gospodarzy niestety nie znalazła recepty na pokonanie bramkarza rywali choćby raz i niestety plany o zdobyciu debiutanckiego gola muszą odłożyć do następnej kolejki. Wynik końcowy 0:14 nie pozostawia złudzeń.

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
5 1

EKSTRAKLASA

Wybierz kolejkę:
1 0

I LIGA

Wybierz kolejkę:
2 0
Wybierz kolejkę:
5 2
Wybierz kolejkę:
2 0
Wybierz kolejkę:
1 1
Wybierz kolejkę:
0 0

VI LIGA

Kolejka 7

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi