Wczytuję...

ROZDANIE NAGRÓD!

Znamy już termin i miejsce uroczystej gali zakończenie sezonu w Lidze Fanów. Liczymy że 28 czerwca o godzinie 19:00 w restauracji Sport Bar na Łazieńkowskiej 3 zjawicie się w szerokim gronie …

PUCHAR FANÓW ZGŁOSZENIA!

Amatorski Turniej Piłkarski już pod koniec czerwca! Sprawdź szczegóły, zbierz drużynę, zagraj i przed wakacjami wygraj Puchar Fanów!

LIGA FANÓW NA INSTAGRAMIEE

Masz Instagram? Obserwuj nas i bądź na bieżąco! Zobacz co tam znajdziesz z życia Ligi Fanów.

ZMIANY NA FACEBOOKU!

Na facebooku doszło do dużych zmian. Jedną z ich konsekwencji może być to, że przestaniecie widzieć nasze posty. Sprawdźcie jak się do tego przygotować, aby być z LIGĄ FANÓW na bieżąco!…

ROZDANIE NAGRÓD!
PUCHAR FANÓW ZGŁOSZENIA!
LIGA FANÓW NA INSTAGRAMIEE
ZMIANY NA FACEBOOKU!

GRAD BRAMEK NA INAUGURACJĘ "6" LIGI!

09
Kwi

Za nami trzeci weekend zmagań rundy rewanżowej. Jak co tydzień dziesiątki drużyn występujących w Lidze Fanów wyszło na boisko, aby walczyć z innymi o cenne ligowe punkty. Doszło do kilku ciekawych rozstrzygnięć, które z całą pewnością dodadzą rywalizacji i nieco kolorytu. Warto dodać, że w niektórych ligach nadal mamy lidera, który nie zamierza przestać powiększać swojej przewagi nad resztą stawki. Zapraszamy na przegląd najciekawszych wydarzeń z ostatniego weekendu.

GRAD BRAMEK NA INAUGURACJĘ "6" LIGI!

EKSTRAKLASA

Mieliśmy nadzieję, że mecz FC Górki z Turem Ochota będzie wyglądał podobnie jak na jesieni i ekipa Konrada Litwiniuka powalczy z wyżej notowanym rywalem. I przynajmniej pierwsza połowa w wykonaniu gospodarzy jakoś jeszcze wyglądała. Goście dominowali, byli praktycznie cały czas przy piłce, tworzyli dogodne sytuacje i po dwójkowej akcji rozmontowali w końcu obronę rywali. Przed przerwą dołożyli jeszcze dwa trafienia i po pierwszej części mieliśmy 0:3 na tablicy wyników. Górka na samym początku miała dwie, trzy dogodne sytuacje , ale niestety nic nie udało się strzelić. Po zmianie stron z każdą minutą przewaga ekipy Konrada Kowalskiego rosła ,a on sam zaczął seryjnie trafiać do bramki. Skończyło się 0:11 i tak naprawdę sam wynik dokładnie ilustruje potencjał obu drużyn. Tur po raz kolejny dosłownie rozjeżdża kolejnego przeciwnika i pokazuje, że w tym sezonie jest naprawdę mocny , a Górka mimo ambitnej walki, nie jest w stanie wejść na wyższy poziom.

O wiele ciekawiej było w starciu Moczymord z Zabrodziaczkiem. Składy po jednej i po drugiej stronie były bardzo solidne i od samego początku tempo meczu było niezwykle wysokie. Nic dziwnego, bo obydwie ekipy miały po kilka zmian. Lepiej w mecz weszli gracze z Wyszkowa, którzy po strzale Piotra Połodziuka wyszli na prowadzenie. Ekipa z Mokotowa nie od razu złapała odpowiedni rytm gry, miała dużo prostych strat, a Adam Rutka kilka razy ratował swój zespół z opresji. Jak nie idzie, to zawsze w tym sezonie ratuje sytuację Piotr Petasz . Mija dwóch rywali i mocnym strzałem pokonuje bramkarza Zabrodziaczka. Remis na półmetku rywalizacji. GS mimo że ma kilka wybornych sytuacji, nie potrafi strzelić kolejnych bramek. Moczymordy natomiast ponownie znajdują drogę do siatki bramki strzeżonej przez Dominika Skwarę za sprawą Piotra Petasza, który strzela w samo okno i daje drużynie prowadzenie. Kolejno trafia jeszcze Widelski i Kulesza i trzy punkty jadą na Mokotów. GS może żałować niewykorzystanych sytuacji, bo to zdecydowanie szwankuje w decydujących momentach meczów. Gdyby napastnicy byli lepiej dysponowani, goście z pewnością mieliby o kilka punktów więcej.

FC Wilanów aby myśleć o mistrzostwie musi wygrywać, bo zespoły z czołówki nie gubią punktów, a ich rywal Anonymmous dla każdego jest zawsze niewygodny i w starciu z ekipą Maćka Miękiny zawsze trzeba liczyć się z wymagającym spotkaniem. Maciek Pawlicki musiał radzić sobie bez Rafała Polakowskiego ,który jest liderem drużyny lecz w ten weekend nie mógł pomóc kolegom z zespołu. Lepiej w mecz weszli gospodarze ,którzy zagrali konsekwentnie w obronie i wykorzystywali wszystkie prezenty od rywali. Anonimowi, do czego nas już przyzwyczaili w tej rundzie, zaczęli niemrawo i już do przerwy mieli czterobramkową stratę do gospodarzy. Po zmianie stron jak zawsze goście zaczynają gonić wynik. „Rakiety" w kierunku bramki Jacka Żołnierskiego odpala Konrad Kozłowski i wynik oscyluje w okolicach remisu. Wilanów jednak w końcówce zachowuje zimną krew i dowozi zwycięstwo. Pozwala to nadal walczyć o mistrzostwo. Anonimowi mogą co najwyżej skończyć sezon na piątej lokacie i o to zapewne będą walczyć. W premierowym sezonie w ekstraklasie taka pozycja nie byłaby taka zła, choć wiemy, że Maciek Miękina miał na pewno ambicje na medale.

Najwięcej emocji mieliśmy w pojedynku Kebavity i Mocno Woli. Goście tym razem zebrali w miarę solidny skład i musieli wygrać, by przedłużyć swoje szanse na utrzymanie w elicie. Pierwsza faza meczu pokazała że ekipa Rafała Jagóry potrafi grać skuteczny futbol. Szybko objęte prowadzenie oraz kolejne składne akcje i bramki chyba zaskoczyły gospodarzy, bo ci w pierwszym fragmencie meczu kompletnie nie mieli pomysłu na swoją grę. Jednak z czasem drużyna Buraka Goncuoglu wróciła do gry i jeszcze przed przerwą strzeliła dwa razy. Wynik po 25 minutach brzmiał 2:3. Po zmianie stron mamy mecz na styku co powoduje, że coraz więcej pojawia się negatywnych emocji. Sędzia musi studzić rozgrzane głowy zawodników. W konsekwencji dwóch żółtych kartek boisko muszą opuścić Dawid Pitner i Burak Goncuoglu. Po nerwowej końcówce i golach w ostatnich minutach meczu Kebavita wygrywa i umacnia się na 5 miejscu w tabeli. Mocno Wola ma matematyczne szanse na utrzymanie ,ale margines błędu do końca sezonu jest zerowy.

 

I LIGA

 

Pojedynek Drunk Teamu, który nie zdobył jeszcze punktów na wiosnę, z Junakiem zapowiadał się niezwykle ciekawie w kontekście walki o utrzymanie. Team Krzyśka Krzewińskiego jest na fali wznoszącej i po cichu liczył na pierwsze trzy punkty w tym sezonie. Łukasz Walo ma problem szczególnie z brakiem obrońców i z konieczności zawodnicy na co dzień ofensywni musieli zostać przesunięci do defensywy. Tych problemów nie widać było w pierwszej połowie. Drunkersi atakowali, mieli sporo okazji i do przerwy prowadzili 2:1. Dobrze wyglądał Piotr Tomczak, który sprawiał sporo problemów obrońcom Junaka. W drugiej połowie goście zabrali się za odrabianie strat. Pięknego gola strzałem z dystansu zdobył Przemek Bloch. Od stanu 3:3 mamy kilka minut do końca meczu i gdy wydaje się że po raz 3 w tym sezonie Junak zakończy mecz z tym samym wynikiem, nieodpowiedzialnie zawodnik Drunk Teamu wykonuje wślizg w polu karnym i sędzia wskazuje na wapno. Łukasz Oziomek pewnie strzela i mamy pierwsze w sezonie zwycięstwo Junaka.

Pojedynek inaugurujący zmagania na Arenie Picassa skonfrontował ze sobą zespoły FC Karmelickiej oraz lidera I-szej ligi, czyli Contry. Chociaż oba zespoły w tabeli dzieli przepaść, już pierwsze minuty pokazały, że w pojedynkach Dawida z Goliatem nigdy nie można być pewnym, kto wygra. Chociaż mecz rozpoczął się od trafienia faworytów na 0:1, zespół z Muranowa wyglądał naprawdę solidnie i głównie dzięki bardzo dobrej postawie Karola Trzcińskiego oraz Piotrka Sawickiego był w stanie dwukrotnie wyjść w pierwszej połowie na jednobramkowe prowadzenie, najpierw na 2:1, a potem ustalając wynik pierwszej części spotkania na 3:2. Po zmianie stron oglądaliśmy bardzo wyrównamy spektakl, aczkolwiek coraz wyraźniej rysowała się przewaga gości. Przy stanie 4:4 zaczęli "grać swoje" i zespół gospodarzy musiał odnaleźć się w grze, w której szybkie i celne podania Contry co chwila kreowały okazje strzeleckie. Ozdobą meczu była akcja, w której kilku zawodników w złotych strojach w powietrzu rozegrało piłkę, a ostatnie podanie, które dotarło do Michała Raciborskiego, zostało wykończone z zimną krwią i nieco podcięło skrzydła zespołowi Karmelickiej. Oglądaliśmy także spektakularną bramkę w samo okienko strzeloną przez Aleksandra Szyszkę, a do końca spotkania gospodarze nie znaleźli już sposobu na Maćka Antczaka. Wynik końcowy to 4:8, a cenne trzy punkty umacniają Contrę na pierwszym miejscu zaplecza Ekstraklasy.

Większych emocji nie mieliśmy w meczu Bulbezu z Mixamatorem. Gospodarze mający ogromne problemy ze składem, grając bez zmian, bo w trakcie spotkania kolejny zawodnik doznał kontuzji, nie byli w stanie nawiązać walki z ekipą Michała Fijołka. W każdym aspekcie gry goście byli lepsi. Do przerwy mamy wynik 0:4. Ekipa z Bemowa starała się długo rozgrywać piłkę, często strzały starał się oddawać Marcin Osowski ale nic nie chciało wpaść do sieci. Goście kontratakowali i wykorzystywali wszystkie błędy w obronie. W drugiej odsłonie sytuacja była podobna. Konrad Kozłowski próbował coś stworzyć w ofensywie ,ale tego dnia zarówno golkiper Miksów jak i cała obrona z Kamilem Krupą na czele grała perfekcyjnie. Z resztą cała drużyna Michała Fijołka zasługuje na pochwały, bo w tej rundzie ich gra wygląda wyśmienicie i ciężko jest wskazać jakiś słaby punkt. Warto nadmienić że strzelanie bramek rozkłada się na kilku zawodników, co dodatkowo świadczy o sile Mixamatora. Zasłużone zwycięstwo gości i szansa na medale coraz bardziej realna. Bulbez na pewno musi się podnieść, tym bardziej że stać tę drużynę na lepszą grę.

Tak zaciętego spotkania pomiędzy ekipą Tylko Zwycięstwo, a walczącą o utrzymanie Saską Kępą, szczerze mówiąc, nie spodziewaliśmy się. W pamięci mieliśmy bowiem lanie, jakie TZ sprawiło tydzień temu Melanżownikom i byliśmy przekonani, że przy tak świetnej grze nie będą mieli problemu przy zgarnięciu kompletu punktów z ekipą Kornela Troszczyńskiego. W zasadzie spotkanie miało mniej więcej taki przebieg, jakiego się spodziewaliśmy. Tyły gospodarzy świetnie zabezpieczone przez układ: Kuba Karasiński w bramce oraz Mateusz Górski i Marek Wandas w defensywie, a o jakość gry w przodzie zadbał Andrzej Morawski i Mateusz Łysik, który w tym meczu ustrzelił dublet. TZ wyszło na bardzo komfortowe prowadzenie 1:4 i znając ten zespół, jako bardzo poukładany taktycznie, spodziewaliśmy się chłodnej kontroli do końca meczu. Nic bardziej mylnego. Na około 10 minut przed końcem spotkania chyba nieco zlekceważyli swoich rywali i kompletnie oddali im inicjatywę. Pozwolili chłopakom z południa Warszawy praktycznie zrobić sobie poligon ze swojego pola karnego, a to było niczym zaproszenie do strzelania dla Karola Mroczkowskiego i Łukasza Kryczki. Pierwszy z nich dwa razy zmuszał Kubę Karasińskiego do kapitulacji, a drugi swoją bramką zapewnił podział punktów w tym spotkaniu. Czapki z głów przed golkiperem Saskiej Kępy - Grzegorzem Rękawkiem - który swoimi interwencjami poderwał do walki kolegów z zespołu, a rywale jednogłośnie wybrali go zawodnikiem spotkania. Mecz kończy się wynikiem 4:4.

Zacięty do ostatniego gwizdka był mecz Hiszpanów z Melanżem. Jak zawsze w meczach między tymi drużynami było dużo walki i ekipa Daniela Kowalskiego chciała się zrewanżować za porażkę z jesieni. Pierwsza połowa jednak wyraźnie dla drużyny z półwyspu Iberyjskiego. Wydawało się że goście mimo solidnego składu znowu nie będą mieli za wiele do powiedzenia. Druga połowa była jednak o wiele lepsza w wykonaniu Melanżu. Na kilka minut do końca Adrian Zegar daje remis. Kamil Marciniak mobilizuje swoich zawodników do wykrzesania z siebie resztki sił i gdy wydaje się że mecz skończy się podziałem punktów Samuel Garcia precyzyjnym strzałem pokonuje Bartka Jakubiela. W ekipie z Bielan niedosyt i rozczarowanie. A Hiszpanie w radości opuszczają boisko, bo trzy punkty praktycznie zdobyte w ostatniej akcji meczu muszą dodatkowo cieszyć..

II LIGA

Po końcowym gwizdku w meczu rozpoczynającym zmagania w ramach 3 kolejki Ligi Fanów czyli rywalizacji pomiędzy Virtualnym Ń a Niezłomnymi, mieliśmy nadzieję, że takie spotkania będą nam towarzyszyły przez cały dzień, ale coś nam podpowiadało że lepszego meczu tego dnia nie zobaczymy. Już po pierwszej połowie musieliśmy przecierać oczy ze zdumienia bo tak dobrze grającej drużyny Marka Giełczewskiego dawno nie widzieliśmy, a przecież przeciwnikiem była drużyna, która jeszcze nie przegrała meczu! Swoją drogą kapitan Virtualnych mocno żył tym meczem cały czas przy linii przypominając żeby kryć „8" czyli grającego z tym numerem Tarasa Kobliuka. Wiedział, że to głównie z jego strony może przyjść zagrożenie pod bramką jego drużyny. Mimo specjalnego krycia Taras i tak robił swoje i strzelił 3 bramki oraz przy jednej asystował. Do przerwy padł wynik 5-2. Po zmianie stron Virtualni jeszcze podwyższyli wynik, przez co Niezłomni zaczęli się jeszcze bardziej śpieszyć chcąc odwrócić losy meczu. Wydaje nam się że chcieli aż za bardzo. Dość proste straty przy wyprowadzaniu piłki przez obrońców, niechlujne podania pod nogi rywala w środku boiska i przez to prowokowanie kontr przeciwnika. Do tego nie tak skuteczny jak zwykle był Taras Horynevskii, który mógł mieć tego dnia więcej bramek. Świetnie za to funkcjonował duet Kolasa- Płotnicki który rozmontował obronę rywala. W końcówce zespół Mykoli Melnyka nieco się przebudził, ale tego dnia gospodarzom wychodziło prawie wszystko i nie dali sobie odebrać zwycięstwa. Mecz stał na wysokim poziomie, rozgrywany był w szybkim tempie. Oby więcej takich spotkań.

Dużo mniej emocji mieliśmy w starciu Old Eagles Koło ze Złączonymi. Dość napisać ze pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 0-0, gdzie stuprocentowych sytuacji było jak na lekarstwo,, a tempo meczu było nieporównywalne do pierwszego spotkania. W drugiej części drużyny nieco się rozkręciły i przynajmniej zobaczyliśmy parę bramek. Wynik otworzył Jakub Zimka, na którego trafienie odpowiedział Piotr Parol. Z biegiem czasu Złączeni osiągali przewagę, czego wynikiem były dwie bramki w przeciągu dosłownie minuty. Najpierw na 1-2 strzelił Mariusz Niedźwiadek, a chwilę później na 1-3 podwyższył strzelec pierwszej bramki Jakub Zimka. To chyba ostatecznie podcięło skrzydła Orzełkom, które nie były w stanie już niczym odpowiedzieć, a jedyne zagrożenie jakie potrafili stworzyć było po rzutach wolnych. Było to ważne zwycięstwo Złączonych bo dzięki 3 pkt i wygraną nad bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie, uciekli od strefy spadkowej i zrobili spory krok ku pozostaniu w II lidze. Orzełki natomiast nadal znajdują się w czerwonej strefie, ale nadal mają spore szanse na utrzymanie.

Do jednego z ciekawszych pojedynków doszło w starciu dwóch ekip ze środka tabeli, a więc ALPAN-u oraz FC Rivers. Od początku zdecydowanie inicjatywę przejęli gospodarze i odnosiliśmy wrażenie, że może to być bardzo jednostronny pojedynek. Świetnie w ofensywie radzili sobie Piotrek Lach oraz Bartek Podobas, którzy w całym spotkaniu zanotowali po dwa trafienia oraz asyście. Pierwsza część spotkania zakończyła się dość komfortowym prowadzeniem biało-niebieskich (3:1). Co się stało w przerwie w szeregach Riversów ? Tego nie wiemy, ale na drugą część spotkania wyszli głodni nawiązania walki. Kilka naprawdę ciekawych akcji w ataku i po bramkach Michała Ściborowskiego, Sebastiana Groszyka i Andrzeja Milewskiego mieliśmy prowadzenie grających na zielono gości 3:4. Szczególnej urody była bramka strzelona bez tego ostatniego. Mocny strzał po ziemi w długi róg odbił się od słupka, a piłka zatrzepotała w bramce bronionej przez Sebastiana Figlewicza. Mecz stał się bardzo wyrównany, jednak nieco większe doświadczenie pokazali zawodnicy ALPAN'u, którzy zdołali jeszcze trzykrotnie trafić do bramki Krzyśka Raciborskiego i zapewnić sobie komplet punktów. Na wyróżnienie w naszych oczach zasłużył także pomocnik gospodarzy, Wojtek Paciorek, który zanotował dwie asysty w kluczowych akcjach, a w całym spotkaniu bardzo dobrze dystrybuował piłkę oraz uspokajał grę, gdy jego koledzy się podpalali. Wynik końcowy to 6:4, a dzięki triumfowi ALPAN wskakuje na czwarte miejsce.

Raczej bez niespodzianki zakończył się mecz Wiernego Służewca z Jogą Bonito. Wierny mimo że bardzo dobrze wszedł w rundę rewanżową mierzył się z zespołem o klasę lepszym. Już w pierwszej minucie Joga objęła prowadzenie po bramce Mateusza Bubrzyka. Goście prowadzili grę, bo zespół Michała Odowskiego wiedział, że gdy rzuci się do odrabiania strat może się to skończyć kolejnymi straconymi golami. W pierwszej części meczu sporo było fauli po stronie Wiernego, ale wynikały one nie ze złośliwości, a przede wszystkim z tego, że zawodnicy ze Służewca nie nadążali za szybkimi zawodnikami przeciwnika. Ci też nie pozostawali dłużni, zirytowani częstymi przewinieniami. Pierwsza część skończyła się wynikiem 0-4, gdzie dwie ostatnie bramki padały tuż przed przerwą. Po zmianie stron od razu na listę strzelców wpisał się Marcin Kowalski, ale nie zmieniło to zbytnio obrazu meczu. Joga była tego dnia znacznie lepsza, jej napastnicy wkręcali obrońców Wiernego, a Grzegorz Łapacz sześciokrotnie musiał wyjmować piłkę z siatki. Na osłodę w ostatniej akcji meczu Bartosz Koncki strzelił gola na 2-6. Joga Bonito umacnia się na 3 miejscu i wydaje się że podium ma praktycznie zapewnione. Wierny natomiast cały czas musi się bić o utrzymanie, choć z taką grą jak na wiosnę powinni zdołać pozostać w II lidze.

Mecz vice-lidera LTM z ostatnią drużyną w tabeli Gangiem z Kabat mógł dać ekipie Irka Webera wobec porażki Niezłomnych fotel lidera. Zmotywowani tą szansą od początku meczu gospodarze zabrali się do roboty. Zabrakło co prawda kilku zawodników, ale ta drużyna ma tak szeroki i wyrównany skład, że każdy może wyjść w podstawowym składzie. Goście nie zamierzali oddawać pola rywalowi i także próbowali stworzyć własne okazje. Szczególnie groźny tego dnia był Krzysztof Małkowski, który kilkakrotnie strzelał na bramkę Andrzeja Gronosza. Do przerwy mamy 3:1. Po przerwie mecz wciąż przebiegał pod dyktando LTMu, który kontrolował wynik i konsekwentnie dążył do celu jakim był komplet punktów. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 7:4 i po kilku miesiącach LTM powrócił na pierwsze miejsce w II lidze. Zapewne o mistrzostwie tego poziomu zadecyduje starcie bezpośrednie z Niezłomnymi, którzy tracą do lidera 2 oczka. Gang jest w trudnej sytuacji ,ale utrzymanie nadal jest w zasięgu tej ekipy.

 

III LIGA

Trzecią ligę zaczęliśmy od bardzo istotnego meczu pomiędzy Walking Dead i Diabła Trzeci Róg. Gra toczyła się nie tylko o standardowe 3 pkt, ale także o miejsce podium na koniec sezonu. Diabły dobrze weszły w rundę rewanżową, prawie udało się odnieść 2 zwycięstwa, ale 4 punkty w dwóch meczach również pozwoliły na włączenie się w walkę o medale. Trupy miały szanse na podgonienie czołówki, ale aż nadto widoczny jest brak w ich szeregach Igora Petylaka. Igor dobrze spisuje się w defensywie i jego absencja w meczu z Diabłami dała się we znaki. Zawodnicy Maćka Biernackiego wiedzieli, że należy wyłączyć z gry przede wszystkim Krzyśka Kulibskiego. Ten plan wypalił szczególnie w pierwszej połowie w której Trupy nie strzeliły żadnej bramki. Dwukrotnie za to strzeliły Diabły, do przerwy wynik brzmiał 0-2. W tym spotkaniu bramkarzowi gospodarzy dał się we znaki szczególnie duet Kruszyński – Pawlik, w którym ten pierwszy asystował, a drugi głównie strzelał bramki. W pewnym momencie było już 0-5 i gdy wyżej wspomniany duet zszedł z boiska, gra Diabłów nieco siadła. Wynikiem rozprężenia były 3 bramki zdobyte przez oponentów i nieco nerwowości w końcówce meczu. Mecz mógł zamknąć kapitan gości Maciek Biernacki, ale tego dnia skuteczność szwankowała i nie wykorzystał ze 3 „setek". Ostatecznie Diabły wygrywają i włączają się do walki o medale!

Kamil Jagiełło i jego ADP Wolska Ferajna ostrzyli sobie zęby na punkty w meczu z Truskawką Na Torcie. Zawodnicy Tomka Cymermana stawili się na mecz z tylko jednym zmiennikiem, co nie zdarza się często tej ekipie. I faktycznie, z biegiem czasu zawodnicy schodzący za końcową linię byli coraz bardziej spragnieni tlenu. Nie odbiło się to jednak zbytnio na ich dyspozycji tego dnia i w pierwszej połowie zdecydowanie prowadzili grę. Po raz kolejny fantastyczne zawody między słupkami rozegrał Michał Mikołajczuk, który niektórymi interwencjami doprowadzał rywali do niecenzuralnych komentarzy. W przerwie meczu Czarek Majewski stwierdził, że jak mają wygrać, jak TNT ma "takiego dzika" na bramce ! Co do postawy w ofensywie "Truskawek" też nie można było mieć zarzutu. Wszak przy dwóch pierwszych bramkach zawodnicy ADP mieli troszkę pretensji do swojego, broniącego bramki kapitana, ale chyba jednak wpływ na wykończenie miała przede wszystkim dobra forma gości. Szczególnie dobrze radził sobie Karol Gorczyca, który dwukrotnie pokonywał "Jogiego", a raz asystował przy golu kolegi. Na wyróżnienie zasługuje rzutu wolny wykonany przez Czarka Majewskiego. Rosły napastnik z Woli fantastycznym rogalem umieścił piłkę w bramce przeciwników i nawet świetna dyspozycja golkipera nie pomogła. Niestety dla gospodarzy, gol ten okazał się być jedynie honorowym, a mecz zakończył się okazałym zwycięstwem TNT w wymiarze 1:5.

O tej rywalizacji w zapowiedziach pisaliśmy jako o meczu na przełamanie. Narodowe Śródmieście od 9 meczów nie potrafiło wygrać, zaliczając po drodze jedynie remis, FC Po Nalewce natomiast poniosło porażki w obu meczach w rundzie rewanżowej. Pierwsi do głosu doszli goście, którzy objęli prowadzenie za sprawą Macieja Łady. Na 0-2 podwyższył Marcin Król i wtedy do rewanżu przystąpili zawodnicy Marka Szklennika. Bramkę kontaktową zdobył Paweł Orzechowski – swoją drogą najlepszy w swojej drużynie. To on głównie kreował grę i był największym zagrożeniem pod bramką rywala. Do przerwy mamy remis 2-2. Po zmianie stron na prowadzenie wychodzi Narodowe Śródmieście za sprawą Grzegorza Grabowskiego który ładnie, mocno uderzył z bocznego sektora boiska. Co ciekawie miał w tym meczu dwie o wiele łatwiejsze sytuacje, ale chyba były dla niego zbyt proste i woli strzelać ładniejsze i trudniejsze bramki. W dalszej części meczu w przeciągu 5 minut FC Po Nalewce zdobywa 3 bramki i ponownie wychodzi na prowadzenie 3-5. Gospodarze łapią kontakt po kolejnym trafieniu Pawła Orzechowskiego i końcówka staje się nerwowa. Kropkę nad i postawił jednak kapitan gości Łukasz Gaba w ostatniej minucie meczu ustalając wynik na 4-6.

Deportivo po słabym starcie w rundzie wiosennej roztrwoniło przewagę nad rywalami i kolejna strata punktów mogłaby kosztować utratę pierwszego miejsca. W tej kolejce Czikeny mieli niewygodnego rywala który walczy o utrzymanie. Ekipa IJaToSzanuję , prezentuje się w rundzie rewanżowej bardzo dobrze. Do przerwy prowadzą goście. Widać było w grze ekipy Arka Kazimierczaka pomysł na grę i nawet powracający do zespołu Deportivo Konrad Szkopiński miał problem w kreowaniu dogodnych sytuacji pod bramką Marcina Letkiego. Mecz rozgrywany był w szybkim tempie i to być może była przyczyna tego, że goście po przerwie czuli już w nogach trudy pierwszej odsłony. To powodowało, że nie zawsze zdążali za rywalami i gospodarze zaczęli dominować na boisku. Przełożyło się to na bramki i pierwsze zwycięstwo ekipy Mateusza Tarnowskiego na wiosnę. To pokazuje jak wiele dla drużyny znaczy Konrad Szkopiński i jeżeli będzie regularnie grał, to Deportivo będzie wygrywać. Bez niego będzie ciężko wywalczyć tytuł. Goście zagrali dobry mecz, po prostu zabrakło sił i skuteczności w drugiej połowie, bo szanse na kolejne bramki ta ekipa miała ,ale niestety zabrakło przede wszystkim wyżej wspomnianej skuteczności.

Na to starcie czekali wszyscy zainteresowani poczynaniami III-ciej ligi. W walce o podium jest coraz ciaśniej, a Young Guns aspirują do zajęcia miejsca na podium. To zadanie mieli im utrudnić zawodnicy Eleganckich Chłopaków, którzy na wiosnę mają naprawdę mocny skład o ile....przyjdą w nim na mecz. Bez kilku kluczowych zawodników przyszło im jednak rywalizować ze "Strzelbami", a szczególnie dotkliwe było wyjście na boisku o jednego gracza mniej. Mimo to, głównie za sprawą Adama Biegaja, który został wybrany na MVP kolejki, mecz do przerwy był bardzo wyrównany. Ze strony gospodarzy, świetnie spisywał się kapitan, Marek Sanecki, a dzielnie wtórowali mu Rafał Dobrosz (3 asysty) oraz Marcin Bińka (2 asysty). Niemniej, było to za mało, aby w pierwszej części spotkania wypracować sobie przewagę i po 25 minutach gry mieliśmy remis 4:4. Po przerwie jednak dało znać o sobie zmęczenie, a gospodarze w końcu znaleźli sposób na świetnie dysponowanego Biegaja (3 bramki oraz 2 asysty). Zaczęli go podwajać w obronie, co przyniosło zamierzony efekt. Do strzeleckiej imprezy ze strony YG dołączył Ernest Wójcik, który dwukrotnie zmuszał Andrzej Gorzkoszkiego do kapitulacji. Koniec końców ambicja "Elegantów" nie wystarczyła na wyrwanie choćby jednego punktu, za spotkanie zakończyło się triumfem gospodarzy 9:6 i dzięki temu wskoczyli na najniższy stopień "pudła".

Fantastyczny, pełen walki mecz oglądaliśmy w starciu Elitarnych Gocław, którzy podejmowali nieco odbudowany i wzmocniony kilkoma transferami zespół Niedzielnych. Nie zabrakło w nim dramaturgii. Przy jednej z interwencji poważnej kontuzji nadgarstka doznał bramkarz gospodarzy, Marcin Głębocki i jego miejsce musiał zająć zawodnik z pola, a konkretnie Mateusz Zalewski. Trzeba przyznać, że radził sobie bardzo dobrze do tego stopnia, że zdobył uznanie w oczach rywali i na koniec spotkania został przez nich wybrany zawodnikiem meczu. Gdyby nie ten incydent, losy meczu mogłyby się potoczyć nieco inaczej, chociaż ekipa Marcina Aksamitowskiego grała naprawdę niezłe zawody. Do przerwy prowadzili różnicą trzech bramek (1:4) a prym w ataku wiedli: Oleksandr Hrinchenko oraz Artur Baradziej-Szczęśniak. Obaj Panowie dwa razy trafiali do siatki rywali. NieDzielni potrzebowali jednak trochę emocji, gdyż pozwolili rywalom doskoczyć do remisu, a stało się to za sprawą bramek strzelanych przez Marcina Branowskiego i Łukasza Eljasiaka (obaj po dwa trafienia). Ostatnie słowo należało jednak do Niedzielnych i trafieniem na 3 minuty przed końcem spotkania zapewnili sobie cenny komplet punktów. Nie bez echa pozostała także postawa kapitana gości. Marcin kilka razy popisał się świetnym refleksem i ratował swój zespół przed utratą gola ładnymi interwencjami, co zostało docenione przez przeciwników w postaci tytułu MVP tego spotkania. Mecz zakończył się wynikiem 5:6.

 

IV LIGA

Do najciekawszego, wydawałoby się, meczu miało dojść w starciu FC Radości z Aleją Seksu i Biznesu, ale pierwsza połowa jak na szlagier IV ligi zawiodła. Mało było klarownych sytuacji z gry, pierwsze dwie bramki (po jednej dla każdego zespołu) padły po rzutach wolnych. Na 1-2 piłka została dosłownie wepchnięta do bramki, gdzie zakotłowało się niemiłosiernie na linii bramkowej. Tuż przed przerwą Aleja podwyższyła na 1-3 i tak zakończyła się premierowa część spotkania. Po zmianie stron mecz nam się rozkręcił i to głównie za sprawą zawodników Radości którzy włączyli wyższy bieg. W pewnym momencie udało się nawet doprowadzić do remisu 3-3. Oba zespoły nie dawały za wygraną i były mocno zdeterminowane żeby odnieść zwycięstwo i zgarnąć 3 pkt. Doszło więc do spięcia pomiędzy zawodnikami tych dwóch drużyn. Bardziej rozgrzane głowy mieli piłkarze Alei i dwóch z nich w czasie meczu zostało ukaranych żółtymi kartkami. Zespołowi Kamila Waśkiewicza udało się w drugiej części zdobyć decydującą bramkę i to jego zespół schodził z boiska zwycięski. Radość może mieć pretensje do siebie o niewykorzystane sytuacje, bo niekiedy brakowało ostatniego podania, albo lepszego zachowania w polu karnym rywala. Z przebiegu meczu zasłużyli na co najmniej remis.

Trochę więcej oczekiwaliśmy po Przypadkowych Grajkach w meczu z Melodramatem. W końcu tydzień wcześniej pokonali Aleją Seksu i Biznesu. Tymczasem w niczym nie przypominali pogromców lidera IV ligi. Zespół Bartosza Figata dla odmiany jest na fali i jego gra wygląda naprawdę świetnie. Już do przerwy prowadzili 0-4, a bardzo dobre wrażenie robił duet Piotr Bors i Mateusz Matłosz. Ten pierwszy w całym meczu strzelił 4 bramki drugi zaś najpierw trzykrotnie asystował przy trafieniach kolegów, by potem samemu wpisać się na listę strzelców. Widać było spory luz w grze gości, ale też nie ma co się dziwić. Wynik był bezpieczny, a bramkarz nie miał tego dnia za dużo pracy. Bramkę honorową dla Grajków zdobył Mikołaj Mateńko, ale niewiele to zmienia w obrazie i ocenie gry gospodarzy, którzy tylko dzięki postawie swojego golkipera zawdzięczają fakt, że nie skończyło się dwucyfrówką. Szkoda i mamy nadzieję że w przyszłych meczach nawiążą do dyspozycji z poprzedniej kolejki. Goście natomiast notują 3 zwycięstwo z rzędu i w pełnym składzie prezentują się naprawdę dobrze, więc utrzymanie powinni sobie spokojnie zapewnić.

Nieco rozczarowała także Iglica Warszawa. Tydzień wcześniej po dobrym meczu z Zakonem, biorąc pod uwagę tylko aspekt sportowy, sądziliśmy że w rywalizacji z Gendusiem powinni spokojnie zgarnąć 3 pkt. Ta młoda, wybiegana drużyna przyszła w szerokim składzie i przewidywaliśmy, że zespół Michała Ochockiego nie wytrzyma tego meczu kondycyjnie. Do składu gospodarzy dołączył Krzysiek Niewierkiewicz i już możemy napisać, że jest to wzmocnienie dla Gendusia. A jak przebiegał mecz? Wynik otworzył Albert Stankiewicz i dość niespodziewanie gospodarze objęli prowadzenie. To podrażniło rywala który raz po raz przeprowadzał kolejne ataki na bramkę Gendusia i odpowiedział dwoma trafieniami autorstwa Mateusza Piertusińskiego i Michała Starobrata. Oba padły po ewidentnych błędach indywidualnych zawodników Michała Ochockiego. Swoją drogą na parę minut chyba odcięło prąd bramkarzowi Gendusia, który podejmował dziwne decyzje i dopiero reprymenda kapitana postawiła go na nogi. Prowadzenia Iglicy nie udało się utrzymać, bo mocnym strzałem, pod poprzeczkę, do remisu doprowadził wcześniej wspomniany Krzysiek Niewierkiewicz. Do przerwy 2-2. Po zmianie stron na 3-2 podwyższa Ochocki. Iglica biła głową w mur nie mogąc znaleźć sposobu na pokonanie Wojciecha Szczerby. Za to w końcówce meczu wynik na 4-2 ustalił Piotr Lempkowski. Genduś zasłużenie wygrał i oddala się od strefy spadkowej. Natomiast Iglica musi jeszcze poczekać na swoje pierwsze zwycięstwo w lidze.

Bardzo ważnym meczem był pojedynek Zakonu Bonifratrów z Miksturą. Wygrana oznaczała przybliżenie się do celu jakim jest zajęcie miejsca na podium. Strzelanie rozpoczęło się od pierwszych minut i już po upływie zaledwie 7 z nich wynik brzmiał 1-3. De facto wynik do przerwy został już ustalony po około 15 minutach, kiedy to Kuba Kutyła zmniejszył straty do stanu 2-5. Przewaga Mikstury raczej nie podlegała dyskusji i już po pierwszej części było wiadomo, że ekipa Jacka Orłowskiego nie wypuści tego zwycięstwa z rąk. A jednak po zmianie stron Zakon odrobił straty, głównie za sprawą Jacka Kurowickiego. Cóż z tego, skoro Mikstura ma w swoich szeregach takiego zawodnika jak Damian Patoka. To jest zawodnik który w pojedynkę może rozstrzygnąć losy meczu. Tak było i tym razem, kiedy w drugiej części dał prawdziwy popis skuteczności. Strzelił 4 bramki, w tym jedną po rzucie karnym i poprowadził zespół do zwycięstwa 5-10. Pomógł mu przy tym przede wszystkim Filip Junowicz,, który zaliczył w tym meczu 5 asyst. Mikstura dzięki tej victorii dystansuje pozostałych kandydatów do podium na 6 pkt jednocześnie tracąc już do 2 miejsca jedynie 3 pkt.

Jako że przywykliśmy że czasem forma zespołów w Lidze Fanów, co za tym idzie wyniki poszczególnych meczów wyglądają jak wylosowane w lotto niespecjalnie zdziwiła nas postawa Augusto Penguins. Bo skoro w 2 pierwszych meczach strzela się aż 19 bramek, to co stoi na przeszkodzie, by w kolejnym nie trafić do siatki ani razu, bo nawet honorowy gol nie był autorstwem Pingwinów? A tak na poważnie, trzeba przyznać że teraz spotkali się z drużyną o klasę lepszą od swoich poprzednich rywali. Lujwaffe Tarchomin po ostatniej porażce nie za bardzo mogło sobie pozwolić na kolejne wpadki, zwłaszcza że pozostałe drużyny z górnej części tabeli powygrywały swoje spotkania. Pierwsza odsłona przyniosła nam jedynie jedną bramkę autorstwa gospodarzy. Luje prezentowały się lepiej. Choć z początku mecz był wyrównany, po otwarciu wyniku coraz bardziej zaznaczała się przewaga graczy z Tarchomina. Pomimo kilku akcji z obu stron w pierwszej odsłonie więcej bramek nie zobaczyliśmy. Po zmianie stron popis dał Maciek Benda, który tak się rozstrzelał że w całym meczu strzelił 4 bramki: 3 Pingwinom i jedną po rzucie rożnym swojemu koledze z zespołu. Tego dnia piłka ewidentnie mu siedziała na nodze, bo wszystkie bramki były bardzo ładne. Dobrze między słupkami spisywał się Aleks Janicki, któremu prawie udało się zachować czyste konto, a to na „szóstkach" rzadkość. Widać że Luje odrobiły lekcje i nie dały sobie wydrzeć zwycięstwa, Pingwiny natomiast na pewno się odblokują w następnym meczu i wciąż będą ścigać podium.

Coraz mniejsze szanse na utrzymanie w IV-tej lidze mają FC Śmieci. Zespół Tomka Toczyłowskiego mierzył się z trudnym rywalem, a mianowicie z aspirująca do podium Spartą. Pojedynek miał dość jednostronny przebieg, głównie z uwagi na świetną dyspozycję dwóch zawodników "Spartan". Mowa o Bartku Chatysie oraz Mariuszu Tadra. Pierwszy z Panów skompletował hat-tricka oraz zanotował na swoim koncie jedną asystę, drugi natomiast był istnym motorem napędowym swojej drużyny. Na połowie rywali panował niepodzielnie i aż czterokrotnie blok defensywny "Śmieciarzy" musiał uznać umiejętności Mariusza za zbyt trudne do powstrzymania. Jeżeli chodzi o gospodarzy, to momentami puszczały im nerwy, czego efektem były nieuzasadnione pretensje, oraz żółta karta dla jednego z zawodników ze ekipy "Azera". Jasnym punktem był natomiast sam kapitan, który starał się jak mógł zachęcić swoich kolegów do walki choćby o punkt - choćby przez dwukrotne pokonanie Adama Rakowskiego - jednak świetna dyspozycja rywali tego dnia był aż nadto widoczna i Krzysiek Nałęcz wraz z pozostałymi "Spartanami" mogli spokojnie kontrolować przebieg spotkania do ostatnich minut. Wynik 3:8 dość wprost odzwierciedla to, co działo się na boisku i niespodzianki tym razem nie było.

 

V LIGA

Spektakl w dwóch aktach oglądaliśmy w pojedynku Munji z Alfą. Pierwsza połowa na remis. Najpierw Marcin Lizut otworzył wynik spotkania i mieliśmy prowadzenie gospodarzy i wydawało się, że ta bramka ich napędzi. Jednak goście przed przerwą wyrównują. Po zmianie stron na deskach pozostał już tylko jeden aktor. Nie wiemy co się stało z ekipą Munji , ale po prostu wyglądało to tak, jakby zawodnicy nie wyszli na drugą połowę. W ekipie Alfy szalał Piotr Jankowski strzelając trzy gole i zaliczając trzy asysty. Końcowy wynik 1:8 był dla nas sporym zaskoczeniem tym bardziej, że pierwsza połowa była wyrównana i ekipa Maćka Affeka grała naprawdę dobre zawody. Czasami takie mecze się zdarzają i Munja musi jak najszybciej zapomnieć o tym spotkaniu, bo nadal ma szanse na podium. Brawo dla Alfy która kolejny mecz gra na wysokim poziomie i kto wie czy nie dogoni czołówki tabeli.

Wciąż bez rehabilitującego się po zerwaniu wiązadeł Lucu Kończala musza sobie radzić zawodnicy FC Tartak. Na przeciw nim na placu zameldowali się zawodnicy rezerw ADP Wolskiej Ferajny, którzy jako wicelider V-tej ligi byli zdecydowanym faworytem. I w tym przypadku przewidywania się sprawdziły, gdyż ekipa z Woli od samego początku osiągnęła bardzo wyraźną przewagę wizualną, której jednak w pierwszej połowie nie byli w stanie przełożyć na bramki, a to głównie dzięki bardzo dobrej postawie golkipera "Drwali", Maćka Nuszkiewicza. Tylko raz musiał wyciągać bramkę z siatki po bramce strzelonej przez Piotrka Kłoszewskiego, który ustalił wynik pierwszej odsłony na 0:1. Druga część spotkania to tradycyjna roszada między słupkami w szeregach Tartaka, gdzie zameldował się Konrad Dudek. Goście natomiast, grali coraz bardziej agresywnie, jednak w dozwolonych granicach. To najwyraźniej nieco obniżyło morale gospodarzy, którzy ewidentnie zaczęli się gubić w bloku defensywnym, co skrzętnie wykorzystywali napastnicy ADP II. Z najlepszej strony pokazał się Mateusz Nejman, który dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców i raz asystował przy wykończeniu kolegi. Słowa uznania także dla bramkarza, Piotrka Serafimowicza. "Plati" zachował czyste konto, a jego zespół pewnie wygrał 0:6 i nadal ma aspiracje na zajęcie pierwszego miejsca, a czy dadzą rade, czas pokaże.

Hitem V ligi był pojedynek CompatibL i Furduncio Brasil F.C. Stawka była ogromna, bo w przypadku wygranej Brazylijczyków zawodnicy z Kraju Kawy właściwie byliby o krok od mistrzostwa. I to właśnie goście okazali się znacznie lepsi w tym pojedynku. Początek spotkania był jeszcze wyrównany, ale przewaga zespołu Rafaela Andrade z każdą minutą się powiększała. To właśnie kapitan wyprowadził swój zespół na prowadzenie, a chwilę później wynik podwyższył drugi Rafael – Araujo. Jak ważnym było to spotkanie niech świadczy fakt, że doszło do spięcia i przepychanki pomiędzy zawodnikami, jakby nie patrzeć, jednych ze spokojniejszych ekip. Obaj prowodyrzy ujrzeli po żółtym kartoniku. Do przerwy wynik brzmiał 0-2. Po zmianie stron goście poczynali sobie coraz śmielej na boisku. Chwilę nadziei na odwrócenie losów meczu dał Tomek Małek strzelając na 1-3, ale była to jedyna bramka dla jego zespołu w tym meczu. Nawet jeżeli CompatibL stworzył sobie jakieś okazje, na posterunku był Wille Oviedo. Ostatecznie Brazylijczycy wygrali 1-6 głównie za sprawą wcześniej wspomnianych Rafaelów. W drugiej części doszło jeszcze do utarczki słownej pomiędzy Luciano Sant'Ana, a jednym z braci Volin, których nie będziemy przytaczać. Wolimy się skupić na czystko sportowej stronie tej rywalizacji, w której Furduncio było po prostu lepsze, co sami przyznali gracze CompatibL. Czy ktoś powstrzyma Brazylijczyków w drodze do mistrzostwa?

Może niezwalniający tempa zawodnicy z Okęcia, czyli OKS Nowy Raków? Tym razem wzięli na warsztat zespół Orłów Zabraniecka, który mimo dość przeciętnej gry, nadal utrzymuje się nad strefą spadkową. Pierwsza część spotkania to absolutna kontrola wydarzeń ze strony ekipy Czarka Dudka. Sam kapitan zdołał wpisać się na listę strzelców w tej części spotkania, a ozdobą pierwszych 25 minut był gol strzelony przez Janusza Nieznanego, który swoją akcję wykończył strzałem piętą. Jedno trafienie dołożył jeszcze Łukasz Peszuk i do przerwy mieliśmy 3:0. W poczynaniach Orłów nie było widać jakiejś szczególnej, piłkarskiej poezji, natomiast nieźle prezentował się Radosław Giler, któremu udało się w drugiej połowie pokonać świetnie dysponowanego Artura Macka. Nawiasem mówiąc, bramkarz OKS-u zagrał naprawdę świetne spotkanie, gdyż poza nienaganną postawą między słupkami, popisał się także crossem przez całe boisko, który otworzył drogę do bramki koledze z ataku, a ten nie zmarnował okazji i trafił do siatki gospodarzy. Po jednej bramce dołożyli jeszcze Slawek Szechlicki oraz Czarek Kołakowski, a spotkanie zakończyło się pewną wygrana ekipy z Nowego Rakowa 1:5. Patrząc na ich grę jesteśmy przekonani, że dołączą jeszcze do walki o awans do wyższego szczebla rozgrywek, gdyż z meczu na mecz prezentują się coraz lepiej i z niecierpliwością czekamy na ich starcie z liderem ligi, czyli Furduncio Brasil.

Gdyby mecz Pogromców Poprzeczek z Green Teamem trwał 25 minut to wynik byłby bardzo korzystny dla graczy w żółtych trykotach. 3:6 to wynik do przerwy. Goście szybko zaczęli atakować swoich rywali i mieli w pierwszych 10 minutach tyle okazji, że powinni kilka bramek strzelić. A tu 0:0, mimo że gospodarze nie zamurowali swojej bramki i starali się też coś strzelić. Gdy padł pierwszy gol dla Zielonych worek z bramkami się rozwiązał. Strzelali również Pogromcy, a konkretnie Mateusz Niewiadomy. Chrapkę na bramki miał także bramkarz Patryk Rejmiś ,który kilkakrotnie z ułańską fantazją próbował stwarzać sytuacje kolegom. W drugiej połowie na listę strzelców wpisywali się już tylko goście ,a konkretnie często czynił to Daniel Kurowski, który w całym meczu zaliczył 11 bramek. Green Team wygrywa zdecydowanie, strzelając łącznie 18 bramek ,a Pogromcy muszą poprawić grę w drugich połowach, bo pierwsze wyglądają w ich wykonaniu obiecująco.

Bez bohatera z poprzedniego weekendu, czyli Daniela Ciszka, przystąpili to walki z Polskim Drewnem zawodnicy LandTechu. Mimo to, mieli na tyle mocny skład, żeby móc ich określić mianem faworyta tego meczu, tym bardziej, że "Drewniacy" przystąpili do meczu bez nominalnego bramkarza, a tę rolę na zmianę pełniło dwóch zawodników z pola. Mimo to, nie zabrakło emocji, ale po kolei. Motorem napędowym "Techów" był duet : Damian Gałecki oraz Jakub Korpysz. Pierwszy z nich czarował szybkością oraz dryblingiem, drugi natomiast imponował walką o każdą piłkę, a także aktywnością w ofensywie, czego efektem były dwie strzelone bramki oraz tyle samo asyst. Wydawało się, że mecz już jest rozstrzygnięty, gdyż goście prowadzili aż 1:5, wówczas piłkarskiego kopa dostał Karol Urbańczyk. Jak to skomentował jeden z kibiców: "załączył mu się Messi". Coś w tym stwierdzeniu było, gdyż Karol w pięknym stylu pokonał trzykrotnie bramkarza gości, a jedna z bramek, którą strzelił potężnym wolejem w długi róg bramki, to naprawdę wisienka na torcie. To jednak nie wystarczyło na urwanie choćby punktu rywalom, gdyż kropkę nad "i" postawili faworyci spotkania, wygrywając całe zawody 4:6. Co do gospodarzy, bardzo dobrze pod kątem strzeleckim prezentowali się także Mateusz Repczyński oraz Patryk Nowicki, którzy również zanotowali w tym meczu po dwa trafienia.

VI LIGA

Jako pierwsze z ekstraklasy na boisko wybiegły ekipy Górki i Moczymord. Patrząc na składy obu ekip to widać było kilka absencji po obu stronach. Brak etatowego bramkarza czy choćby Konrada Litwiniuka, który często stawał miedzy słupkami był sporym utrudnieniem dla taktyki gospodarzy. Goście szybko zaczęli budować swoją przewagę i na bramki nie musieliśmy długo czekać. Do przerwy mamy 3:0 i wydaje się, że wszystko jest pod kontrolą graczy z Mokotowa. W pierwszej odsłonie mieliśmy też jedną kontrowersję. Po rzucie z autu padła bramka autorstwa Roberta Kuleszy. Jak się okazuje, sędzia nie zauważył że zawodnik Moczymord wrzucił piłkę z boiska, co spowodowało trochę nerwowości w szeregach Górki, która nie mogła pogodzić się z tym, że sędzia był zasłonięty przez zawodników i popełnił taki błąd. W drugiej połowie mamy gola kontaktowego dla Górki i jeszcze co najmniej dwie dobre sytuacje dla gospodarzy, aby odwrócić wynik. Adam Rutka jednak w tym sezonie pokazuje ,że jest pewnym punktem swojej drużyny i więcej razy nie dał się zaskoczyć. Moczymordy wygrywają, choć ich gra nie była rewelacyjna, ale być może optymalna forma przyjdzie na najważniejsze mecze w sezonie. Górka nadal czeka na pierwsze zwycięstwo w sezonie…

 

Większych emocji nie mieliśmy w starciu Przełomu z Turem Ochota. Dość szybko goście pokazali, że będzie to mecz do jednej bramki. Praktycznie każdy błąd rywala bezlitośnie wykorzystywali napastnicy Tura, od samego początku pokazując kto jest lepszy na boisku. Do przerwy mamy 0:6. Po zmianie stron, mając mecz pod całkowitą kontrolą, goście spuścili trochę z tonu. Ich akcje często kreował bramkarz Paweł Wysocki, co pozwoliłogospodarzom zdobyć po kontrach bądź po składnych akcjach i strzałach do pustej bramki, cztery gole. Na inaugurację  ekipa Konrada Kowalskiego zdobywa trzy punkty i tak naprawdę czekamy na przeciwnika ,który zweryfikuje formę obecnego lidera. Przełom ma kilku nowych zawodników i ciężko powiedzieć na co stać tą drużynę. Na tle utytułowanego przeciwnika wypadli blado, ale niewykluczone, że jeszcze w tej rundzie faworytom punkty zabiorą.

 

Jednostronnie wyglądał pojedynek GS Zabrodziaczka z East Windem.  Mieliśmy nadzieję że gospodarze nawiążą walkę, tym bardziej że na Grenady pojawili się w szerokim składzie. Na ich nieszczęście okazało się, że goście są w znakomitej formie i dość szybko pokazali im, że nie ma dla nich innej możliwości jak komplet punktów w tym meczu. Bardzo dobre zawody zagrał kapitan Sebastian Dąbrowski ,który harował zarówno w defensywie jak i ofensywie. Korzystnie zaprezentował się także Maks Himel ,który szybkością gubił rywali i stwarzał dobre okazje dla swoich kolegów. Do przerwy mamy wynik 1:5. Po przerwie dominacja gości była jeszcze większa i ostatecznie zakończyło się na dwucyfrowym wyniku. GS próbował stwarzać sobie sytuacje ,lecz często przegrywał pojedynki z rywalami i widać było, że przygotowanie fizyczne, szybkość i technika na wyższym poziomie jest u graczy East Windu.  Gospodarze muszą się najprawdopodobniej skoncentrować na walce o utrzymanie w lidze, a goście zapewne powalczą o medale.

Niezwykle ważny w kontekście walki o czołowe lokaty był pojedynek Kebavity z Anonymmous. Pamiętamy z jesiennej potyczki, że gospodarze grali bez bramkarza ,a na domiar złego po czerwonej kartce musieli grać w osłabieniu. Przegrali  i teraz chcieli się zrewanżować. Mając chyba najlepszy skład w tym sezonie, szanse na komplet punktów były duże, tym bardziej, że goście nie mieli kilku podstawowych zawodników. Brak chociażby Michała Głębockiego, jednego z najskuteczniejszych zawodników, na pewno nie pozwalał optymistycznie patrzyć na taktykę meczową. Szybko swoje umiejętności pokazał na placu Adnan Fheelbum ,który swoją techniką powodował chaos w szykach obronnych Anonimowych. Kluczowa akcja w meczu ma miejsce przed końcem pierwszej połowy. Kebavita wykonuje rzut wolny, po którym sędzia dyktuje rzut karny za zagranie piłki ręką. Nie mogący się pogodzić z tą decyzją gracz Anonimowych rzuca pod adresem sędziego różne słowa, delikatnie mówiąc, rozgoryczenia, za co dostaje czerwoną kartkę i osłabia swój zespół. Więcej o tym zdarzeniu pisaliśmy w artykule „Plusy i Minusy”. Pewnie wykorzystany karny i mamy 3:0. Po zmianie stron i po odbyciu 10 minutowej kary za czerwoną kartkę, Anonimowi grają lepiej, strzelają gole, ale jak się okazało, dwie bramki Konrada Kozłowskiego były honorowymi trafieniami. Kebavita wygrywa i zgłasza akces do walki o podium. Anonimowi też nie stracili szans na medale, więc wszystko dla obu ekip jest jeszcze możliwe w tym sezonie.

 

W zapowiedziach pisaliśmy, że Mocno Wola na pewno będzie walczyć do końca sezonu z każdym i Wilanów w niedzielne popołudnie przekonał się, że z teoretycznie słabszymi drużynami z dołu tabeli też można nieoczekiwanie stracić punkty. Z wielkich wzmocnień zapowiadanych przez gości nie pojawił się nikt, kogo nie widzielibyśmy w rundzie jesiennej. Za to Wola dysponowała składem, który tylko raz pojawił się w poprzedniej rundzie i wygrał mecz z Anonimowymi. Początek niezwykle wyrównany. Naprawdę, patrząc na to spotkanie nie widać było, że te ekipy dzieli taka duża różnica punktowa. Na prowadzenie po piekielnie silnym i precyzyjnym strzale Piotra Krawczyka wyszedł Wilanów. Taki też wynik utrzymał się do przerwy. Po zmianie stron gospodarze coraz groźniej atakowali i dążyli do wyrównania. Po znakomitej dwójkowej akcji Kielak – Cuch, gdzie ci zawodnicy rozklepali całą obronę rywali mamy wyrównanie. Po chwili za sprawą Cezarego Przybylaka mamy prowadzenie Mocno Woli. Dosłownie w ostatniej akcji meczu, niezawodny Piotr Krawczyk, podaje do napastnika Wilanowa i mamy remis. Z perspektywy całego meczu sprawiedliwy. W końcówce meczu nie obyło się bez kontrowersji. W polu karnym trącony przez bramkarza był Michał Kielak. Sędzia jednak nie zdecydował się wskazać na wapno, być może dlatego, że mimo kontaktu z zawodnikiem drużyny przeciwnej Michał ma tendencje do upadania w sposób nie wyglądający z boku naturalnie, czym często powoduje że gwizdek sędziego milczy. Wilanów zawodzi, a Mocno zagrała jak najbardziej na plus, oby tak przez całą rundę.

 

Tak jak wspominaliśmy w "Plusach i Minusach", swoje rozgrywki zainaugurowały zespoły VI-tej ligi ! Jako pierwsi na plac gry wybiegli Chłopcy z Bródna, a czoła im stawił zespół o wesołej nazwie Mikrostrzelby. Część osób z drużyny gospodarzy kojarzyliśmy i wiedzieliśmy, że ich strony możemy spodziewać się popisu umiejętności. Co do gości, niestety dopiero przed pierwszym gwizdkiem mieliśmy okazję zamienić parę słów, więc nie do końca wiedzieliśmy czego się spodziewać. Możemy natomiast po fakcie powiedzieć jedno - są bardzo waleczni. Na przetarcie szlaków przyszło im się zmierzyć z ekipą, która poziomem tak naprawdę dorównuje niektórym zespołom z Ekstraklasy. Zawodnicy ze wschodu Warszawy cały mecz dominowali i bezustannie nękali stojącego w bramce golkipera "Strzelb". W defensywie też widzieliśmy kilka udanych pojedynków, jednak przewaga była bardzo wyraźna. Nasza uwagę zwrócił szczególnie napastnik gospodarzy, Maciej "Gringo" Frąckiewicz, który w całym spotkaniu aż pięciokrotnie pakował piłkę do bramki gości, a dwukrotnie asystował przy golach kolegów. Jednak miano najlepszego zawodnika spotkania przypadło Bartkowi Słobodzianowi. Jego wizja gry w ofensywie (3 asysty) jak i umiejętności wykończenia (4 bramki) były imponujące. Ten duet na pewno nie raz zamiesza w obronie rywali i zaciekawieniem będziemy śledzić formę tych Panów. Dla pokonanych honorowego gola zdobył Jakub Janczyk, który został wybrany na najlepiej prezentującego się zawodnika gości. Wynik końcowy to 14:1, a obu zespołom życzymy świetnej zabawy na wiosnę w Lidze Fanów !

Do bardzo jednostronnego pojedynku doszło w debiutanckim meczu Bękartów Warszawa, w starciu ekipy Mobilis. Jedni i drudzy popisali się fantastyczną frekwencją, przybywając na mecz w kilkunastoosobowych składach. Świetnie się prezentowały także ich jednolite stroje, od razu było widać, że mamy do czynienia z dobrze zorganizowanymi zespołami. Od pierwszych minut dało się zauważyć, kto posiadał inicjatywę w grze i była to ekipa gospodarzy. Już do przerwy wyszli oni na pięcio bramkowe prowadzenie, zachowując przy tym czyste konto, głównie dzięki świetnej postawie między słupkami Michała Staniszewskiego. Najjaśniejszym punktem meczu był napastnik Bękartów, Adam Józefowski, którego nazwisko aż siedmiokrotnie było wpisywane do statystyk przy rubryce ze strzelonymi bramkami. O dostarczanie piłki, nie tylko do Adama, zadbali przede wszystkim Aleksander Bendkowski oraz Mateusz Budzich - obaj Panowie trzykrotnie popisywali się asystami przy bramkach kolegów. Mecz toczył się raczej w spokojnej atmosferze, jednak mimo bardzo dużej przewagi nad rywalem nerwy puściły jednemu z zawodników gospodarzy i sędzia musiał pokazać żółty kartonik. Niestety, ekipa Mobilisu nie była w stanie wykorzystać trzyminutowej przewagi jednego zawodnika i w całym meczu ani razu nie zmusili golkipera gospodarzy do kapitulacji. Mecz zakończył się wynikiem 12:0 i śmiało możemy powiedzieć, że warszawskie Bękarty są jednym z faworytów do wygrania nowo rozpoczętego poziomu rozgrywek.

Przy okazji meczu Green Lantern oraz Rosso Bianko poznaliśmy kolejne dwie ekipy, które zaczynały swoje zmagania w VI-lidze. Początkowo nieco lepsze wrażenie, pod względem taktycznym, wywarli zawodnicy gospodarzy. Przełożyło się to wyjście na wynik, gdyż po golach Janka Wysockiego i Macka Czarkowskiego prowadzili w pierwszej połowie 2:0. Druga odsłoa to jeden odwet ze strony ekipy gospodarzy, a prym wśród zawodników "Czerwono-Białych" wiódł Łukasz Sokołowski. To bamki tego zawodnika - a skompletował on klasycznego hat-tricka - przyczyniły się do remontady w wykonaniu gości. Z dwubramkowego deficytu udało się im wyjśc na wynik 2:4 i wszystko wskazywało na to, żę to oni będą cieszyć się z premierowych trzech punktów w lidze. Na takie stan rzeczy nie zgadzali się zawodnicy "Zielonej Latarni" i po raz kolejny z pomoca przyszedł ich kapitan, Janek Wysocki, którego bramka dała kontakt na 3:4. Jakaż była radość tej ekipy, kiedy tuż pzed końcem bramkę zapewniająca podział punktów strzelił Kuba Kublik ! Bardzo nam się podobała gram obu zespołów i z niecierpliwością czekamy na ich kolejne mecze, gdyż potencjał jest duży. Spotkanie zakończyło się wynikiem 4:4, a najlepszymi na placu gry byli: wśród gospodarzy bramkarz, Michał Dąbrowski, który bardzo pewnie radził sobie między słupkami zwłaszcza, gdy jego zespól gonił wynik, a wśród gości zawodnik grający na tej samej pozycji, Sergiusz Bienias, który poza ogólną bardzo dobra postawą w bramce uraczył nas jedną bardzo widowiskową paradą, po której słychać było jęk zawodu rywali.

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
2 0

EKSTRAKLASA

Wybierz kolejkę:
0 1

I LIGA

Wybierz kolejkę:
2 0
Wybierz kolejkę:
2 1
Wybierz kolejkę:
1 0
Wybierz kolejkę:
2 2
Wybierz kolejkę:
1 0

VI LIGA

Kolejka 1

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi