Wczytuję...

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

Nie masz zespołu? Chciałbyś zagrać w Lidze Fanów? Uwielbiasz piłkę nożną? Wychodzimy naprzeciw waszym oczekiwaniom i proponujemy komfortowe rozwiązanie!

ZMIANY NA FACEBOOKU!

Na facebooku doszło do dużych zmian. Jedną z ich konsekwencji może być to, że przestaniecie widzieć nasze posty. Sprawdźcie jak się do tego przygotować, aby być z LIGĄ FANÓW na bieżąco!…

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA…

Masz Telefon, Tablet i aktywne konto Google ? Sprawdź jak łatwo skonfigurować powiadomienia dla materiałów Video z kanału Liga Fanów TV.

#FANTYP NAGRODY!

Zabawa w FAN-typa przyjęła się znakomicie. Średnio co tydzień bawi się z nami ponad 70 osób. Ale chcemy by było ich jeszcze więcej, dlatego postanowiliśmy przyznawać dodatkowe nagrody. Komu…

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE
ZMIANY NA FACEBOOKU!
LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA NA YOUTUBE
#FANTYP NAGRODY!

NIEZŁOMNI, ALEJA SEKSU, FURDUNCIO W FOTELU LIDERA!

04
Gru

Jeszcze niedawno elektryzowaliśmy się startem sezonu 2018/2019, a dziś zapraszamy na ostatni weekend z podsumowaniem najciekawszych wydarzeń ze wszystkich lig z ostatniej kolejki. Sporo emocji, kluczowe rozstrzygnięcia i walka o bezcenne punkty - to wszystko towarzyszyło nam na finiszu rundy jesiennej. Zapraszamy raport z boiska!

NIEZŁOMNI, ALEJA SEKSU, FURDUNCIO W FOTELU LIDERA!

EKSTRAKLASA

Do niesamowitego i pełnego zwrotu akcji meczu doszło na najwyższym szczeblu rozgrywek. GS Zabrodziaczek podejmował borykającego się z problemami kadrowymi Lidera. Pierwsze kilka minut to istny szok, gdyż już po dziesięciu minutach, zespół Lidera prowadził czterema bramkami ! Główna przyczynę upatrujemy w beztroskim rozgrywaniu piłki w defensywie GS-u oraz w błędach, jakich dopuścił się bramkarz tej ekipy. Co ciekawe, zamiast szaleńczego zrywu do odrabiania strat, oglądaliśmy pozycyjną grę i spokojne konstruowanie akcji przez zespół Zabrodziaczka. I tutaj zaczęła się rewolucja. Najpierw oglądaliśmy fantastyczną bramkę strzeloną "krzyżakiem" przez Patryka Babańczyka, a następnie przejmowanie inicjatywy przez jego kolegów. Stopniowa cierpliwość się opłaciła i po dwóch trafieniach Jakuba Dąbrowskiego oraz bramce Piotrka Połodziuka mieliśmy remis. Zirytowany zespół Lidera najwyraźniej nie godził się z takim obrotem spraw, a na ponowne prowadzenie przed przerwą postanowił wyprowadzić swoją drużynę Vadym Butenko. Pierwsza odsłona kończy się stanem 4:5 i na kolejne 25 minut oba zespoły wychodzą z jednym celem - trzy punkty. Zdecydowanie więcej zimnej krwi w ten mroźny dzień zachowali gospodarze, którzy swoją poukładaną grą kombinacyjną kompletnie zdominowali drugą cześć spotkania. Zawodnicy Lidera w tej części nie byli w stanie już znaleźć recepty na pokonanie bramkarza GS-u, a w ich poczynaniach było niestety widać rosnącą frustrację. Świetnie natomiast prezentowali się Damian Rakowski oraz Piotr Połodziuk. Ten pierwszy głównie w roli asystenta, natomiast Piotrek w roli egzekutora był na tyle skuteczny, iż ustrzelił hat-tricka. Wynik końcowy 9:5, a przypomnijmy, że mecz zaczął się piorunujących czterech goli dla gości. Niesamowity come-back !

Zaległe spotkanie FC Górki z GS Zabrodziaczkiem było niezwykle ważne w kontekście układu dolnej części tabeli. Dlatego ekipa Marcina Pazia choć może nie w składzie optymalnym, ale solidnym, od początku chciała zdominować rywala, bo wygrywając ten mecz miałaby spory zapas punktowy nad strefą spadkową. Jednak początek był bardzo wyrównany i do 13 minuty utrzymywał się remis. Adrian Rakowski otworzył wynik spotkania, po chwili Robert Szreiber podwyższył wynik i wydawało się, że wszystko pójdzie po myśli gości. Gospodarze nadal ze swoja taktyką z lotnym bramkarzem, zdobywają gola kontaktowego. I wynik 1:2 utrzymuje się do przerwy. Po zmianie stron trwa wymiana ciosów. Każda ekipa trafia naprzemienne i wydaje się, że ten stan rzeczy utrzyma się do końca meczu. Niepotrzebny faul taktyczny Patryka Babańczyka powoduje, że mamy jeszcze emocje w końcówce. Górka strzela bramkę na 3:4 i rzuca wszystko na jedną kartę. Niestety po stracie piłki na połowie rywala, ekipa Konrada Litwiniuka nadziewa się na kontrę i mamy ostatecznie zwycięstwo gości, jak najbardziej zasłużone. Górka zagrała kolejny dobry mecz i mamy nadzieję, że na wiosnę zagra jeszcze lepiej. GS ma miejsce w środku tabeli i mamy nadzieję że w rundzie rewanżowej namiesza w czołówce, bo potencjał ku temu na pewno ma.

Pojedynek Anonimowych z Moczymordami zapowiadał się emocjonująco, bo stawką spotkania była jak najlepsza pozycja w tabeli przed rundą wiosenną. Początek spotkania pokazał, że nikt tu nie zamierza odpuszczać. Lepiej wyglądali na boisku zawodnicy Łukasza Widelskiego i to oni już w pierwszej minucie wyszli na prowadzenie. Przez całą pierwszą połowę zespół z Mokotowa dominował i swoją walecznością wręcz stłamsił rywala. U Anonimowych nie widać było pazura w grze. Wszystkie stykowe akcje przegrywali. Mieli swoje okazje, ale byli nieskuteczni aż do 24 minuty, kiedy to mocnym strzałem z dystansu Konrad Kozłowski strzelił kontaktowego gola. To dawało nadzieję na lepszą drugą połowę. Gdy Tomasz Lichański strzelił gola na 2:3 to wydawało się, że gospodarze wrócili na właściwe tory i mają szanse na korzystny wynik. Goście podrażnieni takim stanem rzeczy włączyli wyższy bieg i potwierdzili, że w tym sezonie są mocni. Szczególnie Łukasz Widelski pokazał, że w trudnych momentach w tym sezonie potrafi dać impuls drużynie. Ostatecznie Moczymordy wygrywają i lądują po jesieni na trzeciej lokacie. Anonimowi zaś po dwóch ostatnich porażkach mają 4 punkty straty do podium czyli zajmują jedynie środek tabeli, a przecież apetyty były wyższe.

 

II LIGA

Drużyny z dołu tabeli zmierzyły się jako pierwsze w sobotnie popołudnie na Estadio de Grenady. Gang z Kabat upatrywał nadziei na wydostanie się ze strefy spadkowej w meczu z bardzo słabo spisującym się Wiernym Służewcem. Przy potyczce dwóch ekip, które nie imponują swoim miejscem w lidze, nikt nie spodziewał się fajerwerków. Jakże miło się zaskoczyliśmy poziomem tego spotkania, to aż miło opisać. Pierwsza bramka padła po świetnej indywidualnej akcji Adama Żychlińskiego, który najpierw założył "kanałek" obrońcy Gangu, a następnie skutecznie wykończył akcję. Dosłownie minutę później do wyrównania doprowadził Szymon Małkowski i do przerwy mieliśmy 1:1. Na drugą część spotkania, mimo trzaskającego mrozu, obie ekipy wyszły pełne woli walki. Jako pierwsi swój potencjał strzelecki pokazali gospodarze, którzy za sprawą Krzysztofa Małkowskiego wyszli na prowadzenie. "Wierni" nie pozwolili się jednak zbyt długo cieszyć z dobrego wyniku oponentom, gdyż bramkarza Gangu pokonał po raz drugi tego dnia Adam Żychliński. Ostatnie dziesięć minut to pełna dramaturgii walka o komplet punktów. Najpierw dublet skompletował Krzysiek Małkowski, a na dwie minuty, po pięknym strzale z rzutu wolnego, gola na wagę jednego punktu zdobył dla Wiernego Służewca Michał Odowski. Kapitalne spotkanie i życzymy sobie oraz zawodnikom, aby takich spektaklów było jak najwięcej.

Warszawska Ferajna to zespół, który zdecydowanie musi ustabilizować swoją formę, gdyż zaskakuje nas zarówno nieoczekiwanymi porażkami, jak i zwycięstwami w dość spektakularnym rozmiarze. Tym razem przyszło im się zmierzyć ze Złączonymi, którzy w poprzedni weekend rozegrali bardzo dobre spotkanie, remisując z liderem II-giej ligi. Niestety dla Grodziszczan, tym razem przyjechali na mecz w mocno okrojonym składzie i nie mieli nawet zawodnika na zmianę, natomiast zespół Kacpra Domańskiego jak zawsze stawił się licznie i to chyba zdecydowało o obrazie tego spotkania. Już pierwsza połowa, zakończona wynikiem 4:0 dała nam odpowiedź, kto jest lepiej przygotowany do tego meczu. Goście, mimo momentami nawet niezłej gry, nie byli w stanie zagrozić bramce strzeżonej przez Mariusz Sochania, a hasło przewodnie Ferjany, wykrzyknięte przez kapitana zespołu, brzmiało "gramy na zero z tyłu". Ta sztuka się udała, gdyż Złączeni mimo kilku dogodnych akcji nie zdołali wbić gola, za to świetna gra zespołowa gospodarzy co chwila owocowała skutecznymi akcjami. Prym wśród grającej na czerwono ekipy wiódł Kacper Galan, który skompletował hat-tricka. Końcowy wynik 7:0 był jak najbardziej sprawiedliwy i kapitan Złączonych musi chyba zmobilizować swoją szeroką kadrę do obecności nie tylko na protokole, ale także na placu gry.

Szlagierowe starcie o mistrzostwo drugiej ligi pomiędzy Niezłomnymi a LTM Warsaw stało na wysokim poziomie. Już pierwsze minuty pokazały, że śmiało te ekipy mogłyby jak równy z równym rywalizować o ligę wyżej. Pierwsi strzelanie rozpoczęli gracze Irka Webera. Szybko padło wyrównanie, po niezwykle silnym i precyzyjnym strzale Tarasa Kobliuka. Za chwilę ten sam zawodnik ponownie strzela jak z armaty i mamy już 2:1 dla Ukraińców. Kolejne trafienie pada po kontrze i mamy już 3:1. LTM budzi się i jeszcze przed zmianą stron strzela bramkę na 3:2. Druga odsłona zapowiada się jeszcze bardziej emocjonująco. Goście napierają na bramkę Vitaliya Yaszczuka ,ale ten bramkarz tego dnia bronił niemal wszystko. Kilka razy wszyscy już widzieli piłkę w siatce, a golkiper Niezłomnych w sobie tylko znany sposób bronił i doprowadzał do szewskiej pasji napastników rywali. Himel ,Dryński ,Kuczewski w drugiej połowie, to skuteczne przez całą rundę trio, nie potrafiło pokonać bramkarza przeciwników. A Niezłomni spokojnie wyczekali na swoje okazje i strzelając dwa gole zasłużenie wygrywają i zostają liderem drugiej ligi. LTM przegrał, ale na wiosnę na pewno będzie walczył, aby się zrewanżować za tę porażkę.

W meczu Laga Taki z FC Rivers Radek Małecki jeszcze się nie zdążył dobrze rozgościć w bramce, a już musiał wyjmować piłkę z siatki po mocnym strzale z dystansu Łukasza Komara. Nie wiemy, czy bramkarz Laga Taki jeszcze nie do końca był skoncentrowany na meczu, czy ta piłka była tak dobrze uderzona, że w ostatniej chwili zmieniła tor lotu, ale faktem było, że Laga musiała już na samym początku odrabiać straty. Właściwie gol z pierwszej minuty był jedynym w pierwszej połowie i do przerwy prowadzili Riversi 0-1. Po zmianie stron zespół Leszka Parzniewskiego ponownie szybko strzelił bramkę i podwyższył stan posiadania. Laga próbowała się odkuć i udało jej się strzelić w drugiej części 2 bramki, ale z zabójczej formie był Łukasz Komar który wykazał się dużą skutecznością i skompletował hat-tricka. Do jego trafień i wyniku całego zespołu FC Rivers swoją cegiełkę dołożył wcześniej wspomniany Leszek Parzniewski i goście wygrywają mecz 2-4. Dzięki temu Riversi kończą rundę w górnej części tabeli, z nie tak bardzo dużą stratą do podium, tak więc na wiosnę mogą jeszcze zamieszać na tym poziomie rozgrywkowym.

Jeżeli już mamy oglądać mecze Old Eagles Koło to zdecydowanie polecamy końcówki ich spotkań, bo tam dzieje się naprawdę sporo. Przez większą część meczu z Virtualnym Ń, pojedynek był dość wyrównany i właściwie w pierwszej części chyba nikt by się nie obraził na remis, bo obie drużyny miały swoje sytuacje, ale lepszą skutecznością wykazał się zespół Marka Giełczewskiego i to on schodził na przerwę przy stanie 1-2. W drugiej części końcówka była szalona i obfitująca w zwroty akcji. W pewnym momencie ten mecz zamienił się na pojedynek Sebka Nowakowskiego z Virtualnymi. Jednak za każdym razem miało się przeczucie, że bramkarz Orzełków wyjdzie obronną ręką z tych pojedynków. Runda 1, sam na sam z Szymonem Kolasą – obronione. Runda 2 ponowne stanięcie oko w oko z napastnikiem rywala – obronione. Runda 3 groźny strzał rywali – wyjęte. Klasa sama w sobie. Dzięki temu i formie strzeleckiej Mariusza Żywka, Orzełki wciąż były na powierzchni, a pomocną dłoń wyciągnął do nich bramkarz gości, który w niegroźnej sytuacji nie opanował piłki i ta wpadła do bramki. Sytuacja była tak kuriozalna że praktycznie wszyscy obecni na tym meczu jednocześnie złapali się za głowy. To nie koniec emocji, bo chwilę później Virtualni pokonują bramkarza Orzełków i ponownie wyszli na prowadzenie 4-5. Takim wynikiem kończy się ten pojedynek i zespół Jana Drabika może być niepocieszony, że w kolejnym meczu są bez punktów, ale Virtualni wygrali zasłużenie, bo już wcześniej powinni zamknąć to spotkanie.

W drużynie ALPANa musiało dojść do niemałej rewolucji i mocnej wymiany zdań po ostatnim meczu z Wiernym, na który przyszli w jedynie pięciu. Tym razem widać było pełną mobilizację i na spotkanie z drużyną zajmującą trzecią lokatę – Jogą Bonito przyszli w jedenastu. Z początku wydawało się że zespół Rafała Dębskiego spokojnie sobie poradzi z rywalem strzelając szybko bramki, jednak Ci nie dali się tak łatwo i jeszcze przed przerwą udało im się wyrównać do stanu 3-3. Po zmianie stron nadal ALPAN wydawał się drużyną lepszą, jednak zespół Grzegorza Szostaka starał się dotrzymać kroku gwiazdom gospodarzy. Może było by łatwiej, gdyby nie czerwona kartka dla Kamila Sali, który osłabił swój zespół i raczej pozbawił go szans na punkty w tym meczu. Starał się jeszcze w końcówce szarpnąć Artur Markiewicz, ale wiele jego prób było powstrzymywanych przez obrońców rywala. W ALPANie dobry mecz zagrali Bartek Adamiak i Maciek Osiński, do tego swoje bramki dorzucił Kacper Stępień, ale należy pochwalić gospodarzy jako kolektyw, bo każdy dołożył swoją cegiełkę to takiego rezultatu. Jeżeli ALPAN będzie przychodził w takim składzie jak na ostatni mecz, na wiosnę może nieźle namieszać w ligowej hierarchii.

 

III LIGA

Zespół braci Bączków, czyli Eleganckie Chłopaki, zdaje się powoli podnosić z popiołów. Po tym jak w poprzedniej kolejce minimalnie przegrali po świetnym meczu z Deportivo la Chickeno, tym razem zagrali fenomenalne spotkanie z ekipą IJaToSzanuje. Szczególnie jeden z braci bliźniaków miał "dzień konia". Przede wszystkim mógł liczyć na wsparcie Marcina Pazia, który tego dnia aż pięciokrotnie asystował przy golach kolegów, w tym niejednokrotnie przy bramkach Marcina Bączka, który czterokrotnie wpisywał się na listę strzelców. Zdecydowanie ten duet stanowił o sile ofensywnej "Elegantów". Sam przebieg spotkania był dość jednostronny. Do przerwy gospodarze wypracowali sobie już pięciobramkowe prowadzenie, nie tracąc przy tym żadnego gola. IJaToSzanuje zdołało ustrzelić bramkę dopiero przy stanie 0:9, aczkolwiek trzeba przyznać, że było to dość efektowne, gdyż w ciągu jednej minuty dwukrotnie bramkarza przeciwników pokonał Robert Kamiński. Kolejne minuty to jednak kontynuacja kanonady ze strony Chłopaków, którzy kolejnymi bramkami sprawili, że wynik spotkania był dwucyfrowy (11:3). W ramach ciekawostki chcielibyśmy wspomnieć, że w przegranej ekipie był człowiek, któremu pogoda nie straszna. Mimo prawie dziesięciostopniowego mrozu, grał w krótkich spodenkach i koszulce z krótkim rękawem. Zazdrościmy i gratulujemy wytrzymałości !

Gdyby ktoś chciał się dowiedzieć o przebiegu spotkania zespołów NiHooya z wiceliderem III-ciej ligi, Truskawką Na Torcie, to kiepskim pomysłem byłoby zapytanie o zdanie zawodników gości. Tuż po meczu byli tak niezadowoleni ze swojej gry, że postronny słuchacz mógłby mieć wrażenie, iż przegrali co najmniej pięcioma bramkami. Było jednak nieco inaczej. Pierwsza połowa była bardzo zacięta, i po golu Karola Gorczycy zakończyła się skromnym prowadzeniem TNT 1:0. Warto dodać, że o sporym pechu mogą mówić gospodarze, gdyż po strzale jednego z ich zawodników piłka odbiła się od obu słupków, i turlając się wzdłuż linii bramkowej, wpadła w ręce bramkarza. Po przerwie prowadzenie podwyższył Czarek Stępniak i chyba na temat tego, co działo się później, zawodnicy Truskawek tak żwawo dyskutowali po końcowym gwizdku. Po bramkach Mariusza Głębockiego oraz Łukasza Eljasiaka mieliśmy stan 2:2. Zrobiło się nerwowo i faworyzowali goście ewidentnie zaczęli odczuwać presję wynikającą z uciekających trzech punktów. Z ratunkiem na kilka minut przed końcem przyszedł znów Karol Gorczyca, który zdobył swoja druga bramkę tego dnia, a zespołowi Tomka Cymermana zapewnił cenne zwycięstwo. Świetnie prezentował się po raz kolejny Kuba Żmijewski, którego niestety nie oszczędzali rywale i kilkukrotnie, po twardych wejściach rywali, upadał na murawę. Na szczęście "Żmija" to twardziel i mimo bolesnych starć dokończył spotkanie i zdobył uznanie przeciwnika, gdyż to on został wybrany na gracza meczu.

Pierwsza połowa spotkania ADP Wolskiej Ferajny z Narodowym Śródmieściem nie zapowiadała wyniku, jaki będziemy oglądać po końcowym gwizdku. Najskuteczniejszy strzelec gospodarzy - Czarek Majewski - tylko raz pokonał bramkarza rywali i do przerwy mieliśmy 1:0. Podkreślamy, że wykonanie rzutu wolnego przez wspomnianego zawodnika było naprawdę wysokiej klasy. W drugiej części "Narodowcy" chyba jednak nie do końca realizowali założenia taktycznie. Mimo sporych chęci na strzelenie gola, sporo pecha miał Paweł Orzechowski, który prezentował się nieźle na tle kolegów z zespołu, ale niestety brakowało mu szczęścia przy wykończeniu. Wszak tylko raz udało mu się skutecznie zakończyć akcję, ale zawodnicy ADP zrobili to jeszcze sześciokrotnie i ku zmartwieniu obserwatorów zamiast wyrównanej gry oglądaliśmy pogrom. Szczególnie dobrze, wśród gospodarzy, prezentowali się trzej zawodnicy: Adam Wiśniewski, Czarek Majewski, Sebastian Brodowski - wszyscy zapisali na swoim koncie po dwa trafienia. Również słowa uznania kierujemy w stronę bramkarza i kapitana Ferajny - Kamila Jagiełło. Niektóre jego interwencje były naprawdę widowiskowe, a jedna stracona bramka nie plami jego honoru. Ekipa z Woli oddala się od strefy spadkowej, natomiast kapitan śródmiejskiej drużyny - Marek Szklennik - ma sporo do myślenia przed rundą rewanżową.

Z relacją z tego meczu będziemy mieli sporo problemów ponieważ...nie padły w nim żadne bramki. Diabła Trzeci Róg, który niestety ostatnio nie powalał na kolana swoja formą, podejmował czołową ekipę III-ciej ligi, czyli Young Guns. Spodziewaliśmy się gradu bramek, chociaż trzeba przyznać, że bramkarz "Strzelb" - Adrian Kłoskowski - jest ostatnio w wyśmienitej formie. Sporo akcji obu zespołów kończyło się przed polem karnym, a jeżeli już udawało oddać się celny strzał na bramkę, to po obu stronach bardziej niż przyzwoicie spisywali się golkiperzy obu drużyn. "Diabły" miały jedną fenomenalną akcję, po której piłka uderzyła w poprzeczkę, a zamiast euforycznych okrzyków słyszeliśmy tylko jęk zawodu. Do niecodziennej sytuacji doszło w ostatniej minucie meczu. Specjalnie do wykonania rzutu wolnego ławki rezerwowych wszedł mocno zmęczony Ernest Wójcik. Piłkę ustawioną w na wysokości prawego narożnika pola karnego uderzył bardzo mocno i celnie. Piłka po wspaniałej egzekucji stałego fragmentu gry z impetem wpadła w siatkę, a "Gunsi" cieszyli się z bramki na wagę trzech punktów. Zapomnieli jednak o jednym - to był rzut wolny pośredni. Bardzo mocno protestowali u arbitra zarzekając się, że piłka przed przekroczeniem linii bramkowej otarła się o kilku zawodników "Rogatych". Sędzia jednak kategorycznie zaprzeczył, jakoby to miało miejsce i wskazał na wznowienie gry z "piątki". Na szczęście, mimo ogromnych emocji towarzyszących tej sytuacji, spotkanie zakończyło się kulturalnym podziękowaniem za grę, a oba zespoły zainkasowały po jednym punkcie.

Defensywa? A po co ona komu? Tak pewnie przed meczem pomyślały zespoły Deportivo la Chickeno i Walking Dead. Łącznie w tym spotkaniu padło 18 bramek, a strzelanie rozpoczęło się już w pierwszych minutach. Był to wyjątkowy mecz dla Patryka Rejmisia, w końcu zagrał przeciwko swojej byłej drużynie, ale nie będzie go wspominał za dobrze, bo jego byli koledzy z drużyny strzelili mu aż 11 bramek. Sporo piłek odbijał, ale dobitki znajdowały już drogę do siatki. Kanonadę rozpoczął Ernest Woźniak i w pewnym momencie było już 4-1 dla Deportivo, a patrząc na przewagę jaką posiadają, można się było zastanowić, nie kto wygra to spotkanie, ale o ile więcej bramek strzeli zespół Mateusza Tarnowskiego. Moment rozluźnienia w szeregach Czikenów wykorzystali Grzesiek Bogdański i Krzysiek Kulibski którzy doprowadzili do stanu 4-3. W drugiej części obie drużyny nie zwolniły tempa i najpierw Deportivo strzela 3 bramki na 7-3, co do końca ustawia mecz. W dalszej fazie strzelają raz jedni raz drudzy, ale przewaga Deportivo ani na moment nie została zagrożona. To co nam się podobało w tym meczu to to, że oczywiście nikt nie odpuszczał i grał na maksa, ale przy jakiś stykowych sytuacjach i faulach zawodnicy po prostu przybijali sobie piątki i dalej zajmowali się grą. I naszym zdaniem tak właśnie powinny wyglądać wszystkie mecze.

O szczęściu nie mogą ostatnio mówić Niedzielni. Zespół Marcina Aksamitowskiego w poprzedni weekend nie był w stanie stawić się na mecz w ilości pozwalającej na rozegranie meczu, a w ten weekend, mimo iż liczebnie byli obecni, to nie zamierzali jakoś szczególnie przeszkadzać zespołowi FC Po Nalewce w graniu. Przykro się o tym pisze, ale to goście sprawili, że mecz był absolutnie jednostronny, a kolejni zawodnicy nabijali sobie statystyki do klasyfikacji strzelców czy "kanadyjki". Aż sześciu z nich wpisywało się na listę strzelców, z czego czterech zdobyło hat-tricka, a byli to Krystian Piasecki, Marcin Król (cztery bramki), Sławek Ogorzelski oraz Łukasz Gaba. Jedynym jasnym punktem w zespole gospodarzy był Arek Lenart, który na otarcie łez dwa razy pokonał bramkarza "Nalewkowiczów", ale końcowy wynik (3:17) nie pozostawia wyobraźni zbyt wiele miejsca, co do tego, co się działo na boisku.

 

IV LIGA

W meczu na szczycie IV ligi spotkały się drużyny, które przez długi czas szły łeb w łeb i dopiero w przedostatniej kolejce Aleja Seksu i Biznesu wykorzystała potknięcie Lujwaffe Tarchomin. Dlatego też drużyna gości przystępowała do meczu z dwupunktową stratą i była pod nieco większą presją. Pierwsza połowa to wzajemne badanie się obu drużyn, głównie walka na całym boisku i bez szaleńczych ataków, dlatego też na przerwę schodzili przy bezbramkowym remisie. Prawdziwy mecz zaczął się od momentu strzelenia pierwszej bramki przez Aleję. Chwilę potem sędzia podyktował rzut karny, który pewnie wykorzystał Wojtek Żak. Przy stanie 3-0 bramkę kontaktową dla Lujwaffe strzelił Damian Dobrowolski, a że zespół z Tarchomina pomimo przegrywania nie odstawał od przeciwnika, można było mieć nadzieję na odwrócenie losu meczu. Niestety czerwona kartka za dyskusje z sędzią dla strzelca bramki chyba na dobre przekreśliła nadzieję na choćby remis, bo ciężko się gra o jednego mniej z przeciwnikiem o podobnym poziomie. Właściwie w tym momencie mecz się zakończył, Aleja dobija rywala i spotkanie kończy się wynikiem 6-1. Drużyna Kamila Waśkiewicza była tego dnia bezlitosna dla Lujwaffe i wykorzystała właściwie wszystkie błędy jakie popełnili oponenci. Gościom nie można na pewno odmówić woli walki, ale przegrywali pojedynki fizyczne z grającymi bez pardonu obrońcami Alei. 5 punktów straty to sporo, ale na wiosnę jeszcze wiele może się wydarzyć i zespół z Tarchomina na pewno będzie z niecierpliwością czekał na rewanż.

Nie udało się zebrać licznego składu ekipie Melodramatu na potyczkę z zespołem FC Radość. Grający bez zmian gospodarze być może nawiązaliby wyrównaną walkę, gdyby nieco nie opadli z sił w trakcie gry. Początek spotkania to jednak cios za cios. Najpierw wynik otworzył zawodnik "Radosnych" Daniel Makus, a w odpowiedzi fantastycznego gola zza połowy, tuż po wznowieniu, zdobył Konrad Morawski. Musiała to być swoista terapia szokowa dla gości, gdyż wzięli się w garść i jeszcze w pierwszej połowie duet Patryk Radziszewski oraz Kamil Wiśniewski wyprowadzili swój zespół na trzybramkowe prowadzenie (4:1). Po zmianie stron dalej świetne zawody rozgrywał Daniel Makus, który swój występ skwitował jeszcze jedną bramką w drugiej połowie, a w całym spotkaniu dubletem. Zespołowi FC Radość szło na tyle dobrze, że postanowili wlać w przebieg meczu odrobinę dramaturgii i sprezentowali rywalom bramkę samobójczą. Na szczęście nie rozdmuchało to nadziei na wygraną Melodramatu na tyle, aby rozpoczęli szaleńczą pogoń za wygraną, i całe spotkanie skończyło się dość komfortowym zwycięstwem zespołu gości (6:3). Warto dodać, że wspomniany wcześniej Patryk Radziszewski skompletował w całym meczu hat-tricka - gratulacje !

Nieco spoilerując chyba mało kto się spodziewał że Mikstura straci punkty w ostatnim meczu. Tak się stało i mecz pomiędzy Spartą, a Zakonem Bonifratrów, okazał się być pojedynkiem o 3 miejsce, choć obie drużyny jeszcze o tym nie wiedziały. Wynik meczu otworzył Marcin Stachacz, ale Sparta odpowiedziała po bramce Mariusza Tadry i na przerwę obie drużyny schodziły przy stanie 1-1. W przerwie zawodnicy Sparty śmiali się że powinni przegrywać, bo lubią grać lepsze drugie połowy i wychodzić z tarapatów. Być może były to prorocze słowa, bo druga część nie ułożyła się dla nich najlepiej. Czerwoną kartkę otrzymał Patryk Lange za niebezpieczny wślizg, co skrzętnie wykorzystał Zakon, strzelając 2 bramki w przewadze. W tym momencie mecz się tak dla nich ułożył, że nie mogli już tego wypuścić z rąk. Nie było jednak tak łatwo, bo Mariusz Tadra ponownie wpisał się na listę strzelców i doprowadził do złapania kontaktu na 2-3. Końcówka należała do Bonifratrów którzy strzelili 2 bramki, jedną Krzysztof Kurowicki, a wynik ustalił Marek Konopko. W między czasie Sparta ponownie grała w osłabieniu, bo żółtą kartką za niebezpieczne wejście ukarany został Krzysiek Nałęcz, ale wynikało to z tego, że po prostu nie zdążył z wejściem i nie był to faul umyślny. Trochę na własne życzenie Sparta przegrała ten mecz, natomiast Zakon wskakuje na 3 miejsce w tabeli, choć rozkręcił się dopiero, jak tydzień temu, w drugiej połowie.

O tym, jaką różnicę może zrobić jeden zawodnik, przekonują się ostatnio zawodnicy Mikstury. Do meczu z NAF Genduś po raz kolejny podchodzili bez kontuzjowanego Damiana Patoki i do walki o komplet punktów musieli się mocno przyłożyć. Początek wychodził im całkiem nieźle i głównie za sprawą dobrze uformowanej defensywny w pierwszej połowie nie stracili bramki, sami za to zdobywając gola autorstwa Rafała Molskiego. Druga część spotkania, to zupełnie inny obraz gry, głównie za sprawą ilości bramek, jaka padała. Najpierw wysokie obroty włączyli panowie w pomarańczowych koszulkach i po golach Michała Ochockiego oraz Alberta Stankiewicza "Gendusie" wyszły na trzybramkowe prowadzenie (1:4). Nie spodobało się to Jackowi Orłowskiemu, który postanowił ukąsić przeciwnika, skracając dystans do 2:4 Dosłownie chwilę później zapał Mikstury ponownie próbował ostudzić Stankiewicz, ale gospodarze nie zamierzali składać broni. Podjęli naprawdę imponujący pościg, wycofując nominalnego bramkarza i grając całym składem w polu doprowadzili do stanu 5:6 po golach Piotrka Stefaniaka i Rafała Jochemskiego. Dwukrotnie też zatrzymywali kontry ekipy NAF ... na linii bramkowej, wybijając piłkę w ostatniej chwili. Decydujące słowo należało jednak do gości i po golu strzelonym zza połowy na pustą bramkę to "Gendusie" ustalili końcowy wynik meczu, zwyciężając 5:7. Pochwała dla Alberta Stankiewicza za zdobycie czterech goli w tym spotkaniu, które zdecydowanie pomogły jego ekipie na wywalczenie trzech punktów.

Nie za wiele można napisać o meczu Augusto Penguins z FC Śmieci. Pingwiny są jedną z tych drużyn, które chyba żałują że runda już się skończyła, bo forma jaką prezentują obecnie jest wyborna. Wśród gospodarzy zadania na ten mecz zostały chyba rozdzielone, bo z całego składu dwóch zawodników strzelało bramki, a kolejnych dwóch im dogrywało. Tym razem zawodnicy Augusto nie dali żadnych szans zespołowi Tomka Toczyłowskiego, a ich głównym katem tego wieczoru był Mateusz Rozkres który strzelił aż 6 bramek. Do przerwy Pingwiny prowadziły 4-0 kontrolując przebieg spotkania i nie dając za bardzo dojść do głosu oponentowi. W drugiej części obraz gry się nie zmienił, z tą różnicą że Śmieciom udało się zdobyć gola honorowego. Małe to jednak pocieszenie, bo runda w ich wykonaniu była słaba i o wiele więcej obiecywaliśmy sobie po tej drużynie. Pingwiny natomiast zajmują bezpieczną pozycję w środku tabeli i strata 5 punktów do 3 miejsca nie wydaje się taka duża. Jednak trzeba utrzymać obecną formę, bo tylko taka zapewnia spore punktowanie w lidze.

Mecz Fatalnych z Przypadkowymi Grajkami rozstrzygnął się praktycznie w pierwszej połowie. Początek na to nie wskazywał, bo gra była wyrównana i obie ekipy miały swoje okazje. Jednak gdy goście strzelili pierwszego gola, worek z bramkami się rozsypał. Do przerwy mamy wynik 0:5 i obawialiśmy się, żeby tutaj nie skończyło się wysokim pogromem. Tymczasem druga połowa to wyrównane zawody, gdzie Fatalni starali się odwrócić losy meczu, ale ostatecznie udało się strzelić gola honorowego po rzucie karnym. Ekipa Czarka Klimkowskiego zasłużenie wygrywa spotkanie będąc drużyną skuteczniejszą. Ma 7 punktów przewagi nad strefą spadkową i niewielką stratę do górnej części tabeli. Fatalni muszą zapomnieć o jesieni i na wiosnę solidnie zabrać się za odrabianie strat, bo inaczej spadek może okazać się faktem.

 

V LIGA

Coraz śmielej poczynają sobie gracze LandTechu. Po zeszłotygodniowej minimalnej porażce z OKS Nowy Raków, z wielkim niedosytem przystąpili do walki z Orłami Zabraniecka. Mecz od początku toczył się pod dyktando gospodarzy i głównie za sprawą Mateusza Repczyńskiego pierwsza część spotkania zakończyła się wynikiem 4:1, a wspomniany zawodnik zdobył wszystkie bramki dla swojego zespołu. Po wznowieniu w pogoń za rezultatem rzuciły się Orły, a liderem w ofensywie był Ireneusz Burzawa, którego dwa trafienia w dużej mierze przyczyniły się do powrotu jego zespołu do gry o punkty. Dwukrotnie udawało się gościom dogonić wynik na różnicę dwóch bramek (4:6 / 5:7), ale w końcówce już nie starczyło czasu, aby odrobić całe straty. Bardzo dobre spotkanie w wygranej ekipie zagrali pochodzący z Węgier Ferenc Markolt oraz potężnie zbudowany niemal dwumetrowy zawodnik o przewrotnie brzmiącym, w zestawieniu z jego posturą, nazwisku - mowa oczywiście o Dawidzie Mallym. Jeżeli "Technicy" utrzymają trend, to możemy się na wiosnę spodziewać włączenia do gry o jakąś stawkę tego zespołu. Orły natomiast kończą rundę jesienną tuż nad strefą spadkową, ale dopóki nie powstanie nowy poziom rozgrywek, to degradacja im nie grozi.

Pełna zespołowego ducha ekipa OKS Nowy Raków zamierzała popsuć nastroje grającym bez kontuzjowanego kapitana zawodnikom FC Tartak. Od pierwszych minut udawała się im ta sztuka i już w pierwszej minucie gola otwierającego wynik spotkania zdobył kapitan gospodarzy, Czarek Dudek. W odpowiedzi, po bardzo ładnej akcji do wyrównania doprowadził Aleksander Peszko. Jednak jeszcze w pierwszej połowie to zespół z Okęcia postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i za sprawą bramek strzelonych przez Oskara Adamskiego i Ernesta Dudka zapewnili sobie dwubramkową przewagę na zakończenie pierwszej połowy. Po dogrzaniu się herbatką w przerwie, swój marsz po trzy punkty kontynuowali zawodnicy OKS-u wychodząc w pewnym momencie na czterobramkowe prowadzenie (5:1). Zespół Lucu Kończala nie stawiał niestety zbyt dużego oporu, a o sporym pechu mógł mówić golkiper "Drwali", który kilka razy niefortunnie interweniował i nie był w stanie uchronić swojego zespołu przed utratą bramki. Świetne zawody z zespole gospodarzy rozegrał Sławek Szechlicki, który dwa razy wpisywał się na listę strzelców oraz dołożył do tego dwie asysty. OKS pnie się w górę tabeli i z ciekawością czekamy na to, co pokaże ten zespół w rundzie wiosennej.

Kiedy na mecz przychodzi się w pięcioosobowym składzie, ciężko oczekiwać dobrego wyniku. Taką frekwencję zaprezentowali zawodnicy Polskiego Drewna w meczu z topowym zespołem V-tej ligi, czyli Furduncio Brasil. Ku zaskoczeniu, świetnie w obronie, mimo jednoosobowego deficytu na boisku, mobilizowali się "Drewniacy". Defensywy gospodarzy nie byli w stanie przełamać "Canarinhos" a co więcej, dopuścili do sytuacji w której...musieli gonić wynik ! Bramkarz Brazylijczyków wyszedł daleko z bramki, co zauważył jeden z zawodników Drewna i pięknym strzałem z własnej połowy przelobował golkipera gości. Do osiemnastej minuty utrzymywał się stan 1:0 i wszyscy postronni obserwatorzy nie kryli zdumienia tym, co działo się na boisku. Jednak najwyraźniej ekipie Rafaela Andrade potrzebna była dłuższa rozgrzewka, gdyż jeszcze przed końcem pierwszej połowy czterokrotnie pokonali bramkarza rywali i na zakończenie premierowej odsłony meczy prowadzili już 4:1. To najwyraźniej napędziło ich apetyt na strzelanie goli. Po zmianie stron byliśmy świadkami istnej rzezi, a bramki padały w bardzo krótkich odstępach czasu. Najbardziej imponujące statystyki wśród zawodników Furduncio uzyskali Ismiley Maia, który sześć razy zmuszał bramkarza do kapitulacji oraz pięciokrotnie asystował przy golach kolegów. Natomiast niesamowitym dorobkiem może pochwalić się Eduardo da Silva. Mimo, iż nie strzelił żadnej bramki, to aż dziewięciokrotnie (!) zapewniał kolegom okazje strzeleckie, notując przy każdym asystę. Pogrom oczywisty i naprawdę chcielibyśmy, aby pokonany zespół na wiosnę zmobilizował swoją kadrę, aby takich obrazków już nie było.

Piąta liga rządzi się swoimi prawami, a najlepiej o tym przekonaliśmy się w meczu OKS Nowy Raków kontra Pogromcy Poprzeczek. Niby chłopaki z Okęcia są debiutantami w Lidze Fanów, a ich rywale dobrze kojarzonym, solidnym ligowcem z doświadczeniem, a jednak - ku zaskoczeniu wszystkich - jednak Ci pierwsi mieli nieznacznie więcej do powiedzenia. Po bardzo zaciętych pierwszych trzydziestu sekundach, worek z bramkami otworzył się jak Św.Mikołajowi na 6-go grudnia. Co prawda do przerwy zespół Czarka Dudka asekuracyjnie strzelił tylko pięć bramek, za to w drugiej połowie nieco podkręcili tempo i dorzucili kolejnych dwanaście. Szczególnie skuteczny był sam kapitan gospodarzy, którzy aż 10-cio krotnie pokonywał golkipera bramkarzy. Jak zawsze, zespół Tomka Mazurka nie oddał punktów bez walki i za sprawą Aleksandra Suleja byliśmy świadkami honorowego gola dla Pogromców. Ozdobą meczu była bramka strzelona przez Janusza Nieznanego, którego potężny strzał przemierzył niemal całe boisko, a piłka wylądowała w siatce przeciwników. Radość okazana przez obrońców Rakowa była tak znakomita, że żałujemy, iż nie mamy nagrania z tej celebracji. OKS gra coraz lepiej i być może na wiosnę dołączy do walki o awans, a specjalistom od poskramiania poprzeczek życzymy szybkiego powrotu do składu dwóch osób: Mateusza Niewiadomego oraz bohatera akcji "Paweł wróć".

Green Team, po bardzo słabym początku sezonu, gra coraz lepiej i nieźle radzi sobie w starciach z zespołami z czuba tabeli. Tym razem przyszło im się zmierzyć ze składającą się z pracowników restauracji o tej samej nazwie, ekipą Munja. Pierwszych kilkanaście minut to zdecydowana dominacja gości, którzy trzykrotnie trafiali do siatki "Zielonych", a autorami bramek byli Michał Sztajerwald, Piotrek Skawrczyński oraz Michał Konopka. Kiedy przy stanie 3:0 spodziewaliśmy się kontynuacji ofensywy Munji, nutkę nadziei w serca kolegów wlał Daniel Kurowski, zdobywając jedyną bramkę dla gospodarzy w pierwszej odsłonie meczu. Najwyraźniej był to wystarczający sygnał dla jego kolegów, gdyż mimo, iż grali w osłabieniu po żółtej kartce, zdołali najpierw zdobyć fantastyczną bramkę zza połowy autorstwa Grześka Komisarczyka, a następnie doprowadzić do wyrównania po golu Marcina Walczaka. Przez kilka kolejnych chwil mieliśmy walkę w środku boiska i wydawało się, że dojdzie do podziału punktów. Determinację do przechylenia szali na korzyść swojego zespołu odnalazł w sobie, wpisując się na listę strzelców po raz drugi w tym meczu, Piotrek Skwarczyński i to ekipa Munji mogła cieszyć się z minimalnej wygranej. Dzięki temu zwycięstwu utrzymali kontakt z czołową trójką V-tej ligi, tym samym odskakując w tabeli na zakończenie jesieni Green Teamowi na cztery punkty.

Niemal na pożarcie w starciu z dynamicznie grającym zespołem ADP Wolskiej Ferajny II byli skazywani zawodnicy białoruskiego Compatibl. Początek spotkania jakby te przewidywania zdawał się potwierdzać, gdyż za sprawą Daniela Gaby defensywa gości została rozmontowana dwukrotnie. Zwłaszcza druga z bramek zrobiła na nas wrażenie, gdyż Daniel po ośmieszeniu dwóch obrońców z bliskiej odległości pokonał golkipera oponentów. I teraz uwaga, bo to nie pomyłka - w tym momencie ADP przestało istnieć. Ciężko się to pisze, ale od tego momentu w szeregach chłopaków z Woli pojawił się chaos i sprzeczki, co skrzętnie wykorzystali ich przeciwnicy. Najpierw pięknym strzałem przy długim słupku bramkę zdobył Mateus Kapka, a następnie, jeszcze przed przerwą, na prowadzenie swój zespół wyprowadził duet Anton Klymek i Yauheni Volin. Nieco skonsternowani takim przebiegiem wydarzeń zawodnicy ADP nie potrafili się odbudować i tracili kolejne gole. Szczególnie dał im się we znaki wcześniej wspomniany Anton Klymek. W całym meczu aż czterokrotnie pokonywał Piotrka Serafimowicza, a dwukrotnie pomagał w tym swoim kolegom, asystując przy ich bramkach. Trzeba także podkreślić świetną postawę między słupkami Sergieja Bubenki, za którego sprawą w dużej mierze Compatibl od stanu 0:2 wyszedł na końcowe 9:2 (!). Naprawdę brawo, szczególnie że ich rywale to absolutna czołówka tego szczebla rozgrywek.

Ci, którzy śledzą nasz serwis wiedzą, że istnieje coś takiego jak "Drużyna Tygodnia", ale po ostatnim weekendzie poważnie zastanowimy się na wprowadzenie "Zespołu Dnia". A to z uwagi na postawę Compatibl, i to nie tylko z uwagi na mecz z Polskim Drewnem. Z nieprzyjemnymi warunkami atmosferycznymi i trudami gry w piłkę musiał sobie tego dnia radzić każdy, ale zawodnicy Compatibl zrobili to dwukrotnie i to z bardzo dobrym skutkiem. Po tym, jak kilka godzin wcześniej zostawili w pokonanym polu lidera V-tej ligi, zmęczeni, aczkolwiek pełni bojowego nastawienia, wyszli na potyczkę z kolejnym przeciwnikiem. Trzeba przyznać, że jak na jedną z najsłabszych drużyn, "Drewniaki" prezentowały się całkiem nieźle, a głównie za sprawą Oskara Chrzanowskiego. To właśnie ten zawodnik poderwał swoich kolegów do walki, kiedy to strzelając dwie bramki z rzędu doprowadził do wyrównania stanu gry. Wcześniej bramki dla ekipy z Białorusi strzelali: Mateus Kapka, po pięknej akcji indywidualnej, w której założył rywalowi "siatkę", oraz....zawodnik Drewna, który po centrze z rzutu rożnego skierował piłkę do swojej bramki. Do przerwy jednak Compatibl prowadził, gdyż bramkę na 3:2 zdobył Daniel Malek. W drugiej części spotkania byliśmy świadkami również bardzo wyrównanego pojedynku, ale w tym meczu był tylko jeden bohater. Na wyżyny umiejętności wspiął się Anton Klymak i to właśnie jego dwa trafienia zadecydowały, że on i jego koledzy mogli cieszyć się z jednobramkowego zwycięstwa (5:4). Zespól braci Volinów dołączył tym samym do grona zespołów okupujących podium, a Polskiemu Drewnu pozostaje trening w przerwie zimowej, gdyż liczymy na ich lepsza postawę na wiosnę.

Meczem który zamykał rywalizację w całej rundzie jesiennej było spotkanie FC Tartaka i FC Alfy. O tym co działo się poza boiskiem już opisaliśmy, dlatego skupimy się na wydarzeniach czysto piłkarskich. Kiedyś Piotr Świerczewski jako trener pokazał światu swoją taktykę „Na chaos" i tak właśnie padły dwie pierwsze bramki dla Tartaka. Po rzutach rożnych kotłowało się w polu karnym, ale dwukrotnie najsprytniejsi byli zawodnicy Lucu Kończala i Tartak prowadził 2-0. FC Alfa odpowiedziała trafieniem Michała Getki i do przerwy wynik brzmiał 2-1. W drugiej części taktyka ze stałymi fragmentami znów przyniosła efekt i po rzucie wolnym i dobitce Tartak podwyższa na 3-1. To chyba już na dobre podłamało zawodników Alfy, którzy w drugiej części zostali zdominowani przez przeciwnika i tylko dzięki jego nieskuteczności, jak i świetnej postawie swojego bramkarza zawdzięczają to że nie przyjęli więcej bramek. Tartak podwyższa na 4-1 po, w końcu udanej, kontrze i w końcówce wynik ustala... bramkarz Maciek Nuszkiewicz który złapał piłkę i wykorzystał to, że jego odpowiednik oddalił się od swojej bramki. Tartak przyćmił swoją grą Alfę i w dobrych humorach mógł zakończyć rundę.

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
7 0

EKSTRAKLASA

Kolejka 9
Wybierz kolejkę:
5 1

I LIGA

Kolejka 9
Wybierz kolejkę:
5 1

II LIGA

Kolejka 20
Wybierz kolejkę:
1 0

III LIGA

Kolejka 20
Wybierz kolejkę:
2 2

IV LIGA

Kolejka 20
Wybierz kolejkę:
4 0

V LIGA

Kolejka 20

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi