Wczytuję...

WARSAW CUP !

Zagraj w 3 edycji Warsaw CUP - Turniej Noworoczny 2019. Gwarantujemy mnóstwo atrakcji, rywalizację na najwyższym poziomie i doskonałą oprawę zawodów. Sprawdź szczegóły!

ZMIANY NA FACEBOOKU!

Na facebooku doszło do dużych zmian. Jedną z ich konsekwencji może być to, że przestaniecie widzieć nasze posty. Sprawdźcie jak się do tego przygotować, aby być z LIGĄ FANÓW na bieżąco!…

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA…

Masz Telefon, Tablet i aktywne konto Google ? Sprawdź jak łatwo skonfigurować powiadomienia dla materiałów Video z kanału Liga Fanów TV.

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

Nie masz zespołu? Chciałbyś zagrać w Lidze Fanów? Uwielbiasz piłkę nożną? Wychodzimy naprzeciw waszym oczekiwaniom i proponujemy komfortowe rozwiązanie!

WARSAW CUP !
ZMIANY NA FACEBOOKU!
LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA NA YOUTUBE
ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

BEZ LEKKICH MECZÓW I ŁATWYCH PUNKTÓW - KOLEJKA REMISÓW!

27
Lis

W Lidze Fanów nie można myśleć, że punkty przyjdą łatwo. W ostatni weekend przekonało się o tym kilku faworytów, choćby Lujwaffe i FC Niezłomni, którzy pewnie już myśleli o następnej kolejce i czekających ich hitach, przez co potracili głupio punkty. Inna sprawa, że 9.kolejka stała pod znakiem szalenie wyrównanych spotkań - aż siedem kończyło się remisami, a dziewięć różnicą zaledwie jednego gola! Było więc o czym pisać, a skoro tak, to będzie też o czym czytać :) Zapraszamy Was do lektury opisów weekendowych batalii!

BEZ LEKKICH MECZÓW I ŁATWYCH PUNKTÓW - KOLEJKA REMISÓW!

EKSTRAKLASA

FC Górka mimo iż w swoim pierwszym sezonie w ekstraklasie gra przyzwoicie, to nie wygrała jeszcze meczu. Kebavita z kolei mając na uwadze, że wyniki w tym sezonie są gorsze niż zakładał sobie ich menadżer Burak Goncuoglu, musiała wygrać, aby zachować szanse na walkę o cos więcej niż środek tabeli. Początek meczu to zachowawcza gra. Ekipa Konrada Litwiniuka gra z lotnym bramkarzem od początku sezonu i konsekwentnie stara się doskonalić taką taktykę. Początkowo goście mieli z tym problem, ale z czasem zaczynali wykorzystywać błędy w rozegraniu przeciwnika co powodowało, że nadarzały się szanse na kontry. A że z przodu mieli świetnego zawodnika Barisa Kazkondu, który potrafił to wykorzystać, to na przerwę schodzili z trzy bramkową przewagą. Po przerwie scenariusz był podobny, mimo że gospodarze próbowali odwrócić losy meczu, to Kebavita trzymała bezpieczną przewagę ostatecznie wygrywając to spotkanie. Górka na swoje pierwsze zwycięstwo wcale nie musi czekać do wiosny, bo ma zaległy mecz do rozegrania. Ekipa gości kończy rundę jesienną z 4 zwycięstwami i 5 porażkami co da miejsce w środku tabeli.

Mecz Wilanowa z Turem Ochota był bezpośrednim pojedynkiem o pierwsze miejsce w ekstraklasie. Patrząc na składy obu ekip widać było pełną mobilizację po obu stronach. Od pierwszej minuty walka toczyła się o każdy centymetr boiska. W końcu jedni i drudzy mają w swoich szeregach graczy ,którzy potrafią zrobić niekonwencjonalną akcję i widać było spory respekt po obu stronach dla przeciwnika. Do przerwy mamy remis jak najbardziej zasłużony, bo mimo tego że Tur był dłużej w posiadaniu piłki, to nie potrafił zdominować rywala. Wilanów skutecznie się bronił i kontratakował. Trzeba też zaznaczyć że w kilku sytuacjach Jacek Żołnierski ratował swój zespół świetnymi interwencjami. Po przerwie to gospodarze wyszli na prowadzenie, a goście musieli gonić wynik. Kilka razy po odbiorze piłki Wilanów próbował strzelać od razu do pustej bramki oponentów ale robił to za szybko i nieskutecznie. Ekipa Konrada Kowalskiego w końcu wyrównała i miała kilka wybornych sytuacji, które marnowała. Jak się nie wykorzystuje swoich okazji, to zawsze może się to zemścić. I tak po w sumie niegroźnym strzale Adriana Idzikowskiego i rykoszecie, Wilanów był znowu na prowadzeniu. Tur jednak nie daje za wygraną i ponownie strzela na remis. Tak kończy się jeden z najlepszych meczów tej rundy. Zespół z Ochoty wygodnie rozsiadł się w fotelu lidera, ale Wilanów na wiosnę na pewno nie odpuści walki o tytuł.

Pisaliśmy w zapowiedziach że Anonymmous czeka w starciu z Mocno Wolą trudna przeprawa. Nie sądziliśmy, że po raz pierwszy w tym sezonie ekipa Rafała Jagóry przyjdzie w swoim optymalnym składzie i tak gładko pokona w końcu pretendenta do medali. Już początek meczu pokazał, że gdyby goście mieli taki kapitał ludzki przez całą rundę, to nie trzeba byłoby czekać na pierwsze zwycięstwo aż do połowy listopada. Szczególnie aktywny od początku był powracający po kontuzji Michał Kielak, który jak zawsze walczył o każdą piłkę i był praktycznie wszędzie. Cała drużyna na fali tej sportowej złości grała niemal perfekcyjnie, co wytrącało ekipie Maćka Miękiny jakiekolwiek argumenty. Do przerwy mamy 0:2. Po przerwie mamy serię niepotrzebnych wykluczeń dla Woli i po golu Konrada Kozłowskiego wydaje się, że gospodarze wracają do gry. Jednak to nie był ich dzień, gra się nie kleiła tak jak zawsze i forma czołowych graczy nie była tego dnia optymalna. W końcówce dwie popisowe akcje zrobił Michał Kielak zamykając wynik spotkania. Pierwsze zwycięstwo Mocno Woli i chłopaki pewnie żałują, że ta runda już się kończy. Anonimowi mają zaległe spotkanie z Moczymordami i muszą zdobyć punkty, aby mieć jak najmniejszą stratę do podium.

Mecz East Windu z Moczymordami był niezwykle ważny dla obu ekip w kontekście pozycji w tabeli po rundzie jesiennej. Widać było od początku spotkania że każdemu zależy tu na komplecie punktów. Choć w obu ekipach brakowało kilku graczy to i tak składy były na tyle mocne, że trafić końcowy wynik było niezwykle ciężko. Do przerwy mamy remis 2:2. Tempo meczu było niezwykle szybkie. Świetnie spisywali się bramkarze, a jedyne spięcie między zawodnikami od razu sędzia utemperował wykluczeniami. Mecz sam w sobie był twardy ,ale fair . Faule nie wynikały ze złośliwości ,ale z determinacji obydwu stron. Po przewie na prowadzenie wyszli goście i ekipa Sebastiana Dąbrowskiego musiała gonić wynik. Mając jednak wiarę we własne możliwości gospodarze powoli przejmują inicjatywę i ten okres przewagi na boisku dokumentują bramką na remis. Chwilę później po świetnej akcji zespołowej wychodzą na prowadzenie. I gdy wydaje się że trzy punkty pojadą na Żoliborz w ostatniej akcji meczu po zagraniu Piotra Petasza do bramki trafia Daniel Lasota i mamy podział punktów, według nas nie krzywdzący żadnej drużyny.

 

I LIGA

FC Melange na zakończenie rundy grał mecz z Junakiem który ostatnio zdobył pierwszy punkt w tym sezonie i miał nadzieję na korzystny wynik w ostatniej kolejce. Po dość wyrównanym początku spotkania inicjatywę przejmują gospodarze, dyrygowani z boku przez swojego menadżera i zaczynają stwarzać sytuacje i strzelać bramki. Wszystko wydaje się być pod kontrolą i wynik do przerwy 4:1 wydaje się być w pełni bezpieczny. Jednak druga połowa pokazuje, że gospodarze byli już chyba myślami przy ich ulubionym napoju schowanym w torbie u ich kapitana. Junak skrzętnie moment letargu wykorzystał i na kilka minut przed końcem mamy już tylko 6:5 dla Melanżowników. Szczególnie skuteczny jest bramkarz gości Andrzej Groszkowski który nie tylko rozprowadzał akcje, ale sam dwa razy uderzył tak że Bartek Jakubiel musiał wyciągać piłkę z siatki. W końcówce popularny Sadek odbiera piłkę jednemu z zawodników rywali i strzela bramkę, która pieczętuje zwycięstwo. Po meczu napoje przygotowane przez kierownictwo FC Melanż nie były takie gorzkie, jak gra w drugiej odsłonie.

Szybki, łatwy i przyjemny, tak można opisać ostatni mecz Tylko Zwycięstwo w rundzie jesiennej. Mimo że mecz trwał pełne 50 minut, bracia Jałkowscy i spółka szybko rozpoczęli strzelanie, bo już w pierwszej minucie wykorzystali błąd obrońcy Saskiej Kępy. Ten podał piłkę wprost pod nogi Andrzeja Morawskiego i temu nie pozostało nic innego jak skierować piłkę obok bezradnego bramkarza. Saska grała tak, jakby nie zeszła jeszcze z rozgrzewki, czego konsekwencją była druga bramka w niedługim odstępie czasu. TZ mógł już zagrać to co umie chyba najlepiej, czyli duża konsekwencja i odpowiedzialność w defensywie i szukanie kolejnych bramek z kontr. Do przerwy 2 takie kontry przyniosły upragniony rezultat i na przerwę drużyny schodziły przy stanie 0-4. Drużyna Korneliusza Troszczyńskiego zdecydowanie nie nauczyła się na błędach i ponownie w przeciągu niespełna minuty od pierwszego gwizdka traci bramkę. Właściwie jest już po meczu, wszystko co złe zadziało się w tym spotkaniu, bo jeszcze zawodnik Saskiej skończył wcześniej zawody po obejrzeniu 2 żółtych kartek. Goście kontrolowali przebieg meczu od pierwszej do ostatniej minuty i jedynie chwila nieuwagi sprawiła, że rywale zdobyli gola kontaktowego. Mecz kończy się wynikiem 1-8 i pozwala TZ na zajęcie bezpiecznego miejsca w środku tabeli.

Patrząc na formę w ostatnim czasie FC Karmelickiej ekipę Bulbezu czekał niezwykle ciężki mecz. Ponieważ w ekipie Michała Rychlika nie było zmian, nie zwiastowało to niczego dobrego . Do tego bramkarz Marcin Osowski grał w tym spotkaniu z kontuzją, co nie pozwalało jego kolegom wykorzystywać jego dobrej gry nogami. Pierwsza połowa to istna obrona Częstochowy. Gospodarze mieli tyle sytuacji, że powinni strzelić co najmniej kilka bramek, ale głównie dzięki golkiperowi gości skończyło się skromnym 1:0. Po przerwie obraz gry był podobny, ale Bulbez miał też swoje okazje. Marcin Kowalski zabiera piłkę obrońcy wypuszcza napastnika na czystą pozycję. Ten został sfaulowany i obrońca Karmelickiej musi opuścić plac na 3 minuty. Okres przewagi ekipy z Bemowa daje wyrównanie. Po chwili jednak Karmelicka ponownie na prowadzeniu. Jednak w ekipie gości widać wiarę, że ponownie uda się zremisować. Po jednej z akcji w polu karnym mamy stykową sytuację i sędzia wskazuje na wapno. Rafał Szewczyk strzela i mamy 2:2. Emocje sięgają zenitu, nikt nie odpuszcza. Choć gospodarze mają kolejne szanse, to ekipa z Bemowa po kapitalnej akcji strzela gola, jak się okazuje, na wagę trzech punktów. Kto nie oglądał tego meczu niech żałuje, bo dramaturgią i emocja jakie towarzyszyły temu spotkaniu można by obdzielić kilka meczy.

Bardzo ważnym spotkaniem był mecz Hiszpanów z Mixamatorem. Hiszpanie musieli pilnować Contry, by nie odskoczyła im w tabeli, Miksy natomiast walczyły o podium, co w przypadku beniaminka byłoby nie lada wyczynem. Tak jak się spodziewaliśmy mecz był bardzo zacięty i nie było tu mowy o odpuszczeniu choćby skrawka murawy. Do przerwy mamy remis 2-2 i trzeba przyznać że drużyny prezentowały bardzo wysoki poziom i sporo pracy miał też sędzia tego spotkania. W przerwie też tłumaczył jednemu z zawodników, czemu w jednej sytuacji odgwizdał faul, a w innej, choć podobnej, już tego nie zrobił, a wszystko odbyło się bez zbędnych emocji, w ramach merytorycznej dyskusji. Po zmianie stron Hiszpanie zaczęli przeważać i zawodnik Miksów raz aż musiał złapać wpół przeciwnika żeby mu nie uciekł za co oczywiście musiał obejrzeć żółty kartonik. Mecz zakończył się wynikiem 4-2 dla Hiszpanów i mimo porażki zespół Michała Fijołka zaprezentował się dobrze, po prostu gospodarze byli drużyną lepszą. Niemniej jednak obie ekipy mogą zaliczyć kończącą się rundę na plus i nie pozostaje nic innego, jak przepracować zimę i grać jeszcze lepiej na wiosnę.

Na taki mecz czekaliśmy. Spotkanie lidera I-szej ligi, Contry, ze walczącym o utrzymanie Drunk Teamem, można śmiało nominować do jednego z najlepszych meczów rundy jesiennej na tym poziomie rozgrywkowym. Podczas gdy wszyscy skazywali na pożarcie zespól Łukasza Walo, okazało się, że są oni równorzędnym rywalem dla niepokonanych zawodników w złotych strojach. Wynik spotkania, po bardzo ładnej akcji kombinacyjnej duetu Aleksander Szyszka & Adrian Bucki, otworzył drugi z Panów i takim rezultatem kończy się pierwsza część zmagań. Tutaj musimy koniecznie wyróżnić postawę golkipera "Drunkersów" - Marka Łukaszewicza, który naprawdę fantastycznymi paradami ratował swój zespół przed utrata kolejnych bramek. Osoby, które miały okazję obserwować tę rywalizację nie skrywały podziwu dla umiejętności bramkarskich Marka. Niestety, świetna postawa między słupkami to za mało, aby móc pokonać doskonale zgrany zespół Contry. Nie wystarczyło to również na powstrzymanie czołowego zawodnika gospodarzy, Aleksandra Szyszki, którego trafienie przesądziło o wygranej jego ekipy. W końcówce meczu świetną okazję miał Drunk Team, gdy po wyrzucie z autu piłkę do bramki głową skierował Witek Bartnik. Bramka jednak nie została uznana, gdyż wyrzut z autu był egzekwowany nieprawidłowo. Contra przezimuje w fotelu lidera, natomiast wierzymy, że jeżeli Drunk Team będzie się na wiosnę prezentował tak , jak w tym meczu, to może być spokojny o I-ligowy byt.

 

II LIGA

Konia z rzędem temu, kto przewidział przebieg meczu FC Niezłomnych ze Złączonymi. Gospodarze do tej pory nie zaznali smaku porażki - ba ! - co więcej, nawet nie zgubili choćby punktu. Złączeni zaś grali dość nierówno, plasując się w samym środku tabeli. Mający w swoich szeregach świetnie grającego Tarasa Kobliuka gracze z Ukrainy byli zdecydowanym faworytem tej potyczki i pierwszych kilkanaście minut potwierdzało tę tezę. Trzeba jednak zaznaczyć, że grający w jaskrawo-pomarańczowych strojach goście bardzo dobrze radzili sobie z silnymi rywalami, a ich akcje za sprawą Kuby Domrzalskiego i Piotra Gutkowskiego wyglądały całkiem nieźle. Jednak po bramkach Kobliuka i Khaburskiego to ekipa w białych strojach objęła dwubramkowego prowadzenie. Grodziszczanie jeszcze w pierwszej połowie odpowiedzieli jedną bramką i zapowiadała nam się bardzo ciekawa druga odsłona. Nie zawiedliśmy się. Wspomniany wcześniej duet Złączonych konstruował bardzo ciekawe akcje, czego efektem była zdobyta przez Gutkowskiego bramka wyrównująca. Po tym zdarzeniu jedni i drudzy grali dość otwarty, ale zespołowy futbol, lecz nie potrafili przełamać strzeleckiego impasu. Na minutę przed końcem doskonałą sytuację mieli Ukraińcy, ale ostatecznie piłka, po potężnym strzale odbiła się od słupka. Remis w tym spotkaniu dopisujemy zarówno do listy niespodzianek, jak i świetnych meczów.

Świetny, pełen dramaturgii, ale też niestety negatywnych emocji mecz zafundowali nam piłkarze Laga Taki, którzy stawiali czoła Warszawskiej Ferajnie. Lepiej zaczynają "Lagerzy", którzy już w pierwszej minucie wyszli na prowadzenie. Ten sam zawodnik, który otworzył wynik spotkania, był także autorem gola podwyższającego na 2:0 - mowa o Ashocie Galstyanie. Kiedy wydawało się, że ekipa gospodarzy rozkręciła się na dobre, w końcu o swoich umiejętnościach przypomnieli sobie zawodnicy ekipy Kacpra Domańskiego. Najpierw fenomenalnym strzałem popisał się jeden z graczy gości, który umieścił piłkę w okienku, a potem gola wyrównującego strzelił bohater tego spotkania, Zachariasz Stachowiak. Do przerwy oba zespoły jeszcze raz znalazły drogę do bramki rywali i mieliśmy sprawiedliwe 3:3. Druga połowa to wymiana ciosów, a przebieg wyniku spotkania świadczy o tym najlepiej (3:3 / 4:3 / 4:4 / 5:4 / 5:5). Świetnie radził sobie Stachowiak, który w całym meczu ustrzelił cztery bramki. Właśnie ten zawodnik wyprowadził Ferajnę na jednobramkowe prowadzenie (6:5) i zapowiadała się bardzo ciekawa końcówka. Doszło w niej do kontrowersji. Piłka rzucona z autu leciała w stronę bramki gości aż... w końcu wpadła. Kapitan Lagi bardzo energicznie sugerował, że ta była dotknięta przez bramkarza rywali, jednak ostatecznie kontaktu nie było, a chwilę później, w obliczu bardzo dużych emocji i ledwie kilku sekund do końca, sędzia odgwizdał koniec spotkania.

Nie za wiele się działo na meczu Gangu z Kabat z Old Eagles Koło przynajmniej w jego pierwszej części. Obie drużyny nie forsowały zbytnio tempa gry, a widzieliśmy już te zespoły grające na wyższych obrotach. Do przerwy zobaczyliśmy tylko jedną bramkę strzeloną przez Orzełki. Po zmianie stron również gra obu zespołów nie porywała, choć to Orzełki miały więcej z gry i raczej kontrolowały przebieg meczu zasłużenie prowadząc. Dopiero w końcówce ekipy wzięły się do pracy i wynagrodziły wcześniejsze senne minuty. Widowisko zaczęło się gdy Orzełki prowadziły już 0-2 i właściwie w myślach mogły sobie dopisywać 3 punkty w tabeli. Wtedy to Krzysztof Małkowski zdobył gola, który rozbudził kolegów i dał nadzieję że w tym meczu uda się jeszcze coś ugrać. Gang doprowadził w końcówce do remisu, który właściwie nie zadowalał żadnej z drużyn. Idąc za ciosem udało się nawet gospodarzom wyjść na prowadzenie 3-2! Taki obrót spraw obudził Orzełki, które nagle zostawały z niczym. Udało się doprowadzić do remisu za sprawą Mariusza Żywka. Obie drużyny nie chciały
pozwolić, by zwycięstwo wymknęło im się w taki sposób z rąk i piłka wędrowała raz w jedno raz w drugie pole karne. Nie udało się już żadnej z drużyn strzelić decydującego gola i musiały się zadowolić podziałem punktów. Szkoda tylko że tak się rozkręcili dopiero na sam koniec meczu, ale ten remis chyba jest sprawiedliwy, choć niedosyt na pewno w obu obozach pozostał.

Starcie lidera LTMu z Jogą Bonito zajmującą trzecią pozycję, zapowiadało się najciekawiej w drugiej lidze. Mieliśmy tutaj nadzieję na wyrównany mecz. Niestety okazało się, że potencjał jakim dysponuje ekipa Irka Webera na razie jest poza zasięgiem pozostałych drużyn. Goście próbowali nawiązać walkę, ale sam Artur Markiewicz to za mało na drużynę mającą kilku zawodników o dużym potencjale, zbliżonym do zawodnika Jogi. Pierwsza połowa to bezpieczne prowadzenie gospodarzy, gdzie duet Kuczewski-Dryński pokazał po raz kolejny moc. Po zmianie stron LTM utrzymywał bezpieczne prowadzenie i tak naprawdę najwięcej bramek stracił w końcówce, kiedy wynik spotkania był przesądzony i na plac weszli zawodnicy, którzy zazwyczaj oglądają poczynania swoich kolegów z ławki i przeciętnie w meczu mają swoje 5 minut, gdy wynik jest bezpieczny. LTM czeka już tylko starcie z Niezłomnymi o pierwsze miejsce i wobec kontuzji u rywali na pewno będą faworytem tego meczu. Joga musi wygrać ostatni mecz, aby mieć kontakt z liderem jeśli chce na wiosnę powalczyć o mistrzostwo.

Alpan w tym sezonie miał się bić o podium. W starciu z Wiernym wydawało się że komplet punktów to obowiązek tym bardziej, że chłopaki ze Służewca nie potrafili wygrać z nikim i mając dwa punkty zamykali ligową tabelę. Jednak Rafał Dębski nie potrafił zebrać nawet sześciu graczy i ostatecznie w pięciu przystąpili do meczu. Wierny tym razem miał sporo zawodników i wobec kłopotów rywali miał szanse na zwycięstwo. Pierwsza połowa realizowała taki scenariusz i gospodarze prowadzili 4:1. Po zmianie stron goście zaczęli odrabiać straty i wcale nie było widać, że grają o jednego mniej. Co więcej, gdyby mieli więcej szczęścia to mogliby to spotkanie zremisować, ale kilka razy minimalnie pudłowali pod bramką oponentów. Wierny dowiózł jednobramkową przewagę, wygrywając ostatecznie 6:5. Patrząc na całe spotkanie, to Alpan w pełnym składzie spokojnie poradziłby sobie z rywalem ale cóż, za taki stan rzeczy zawodnicy gości mogą mieć pretensje tylko do siebie.

W spotkaniu Virtualnego Ń, które podejmowało grające bardzo w kratkę FC Rivers było niestety na liście tych, które pojawiły się w minusach kolejki. Nie za sprawą niewłaściwego zachowania bądź niskiego poziomu sportowego, a z uwagi na kontuzję. Takowej pod koniec pierwszej części spotkania nabawił się bramkarz gości, Tomek Chmielewski. Przy jednej z interwencji najprawdopodobniej złamał palec u dłoni i nie był w stanie kontynuować gry. Życzymy zdrówka ! Co do przebiegu spotkania, to świetną formę zaprezentowali Riversi, którzy już w pierwszej odsłonie wyszli na czterobramkowe prowadzenie (5:1), głównie za sprawą duetu Andrzej Milewski -Michał Ściborowski. Zwłaszcza ten drugi zrobił na nas świetne wrażenie, kończąc zawody z czterema bramkami na koncie. Druga część spotkania to również dobra gra gości i podwyższenie prowadzenia do stanu 7:1. W tym momencie "Wirtualni" się troszkę ocknęli i podregulowali swoje celowniki, czego efektem były cztery zdobyte bramki, jednak trzeba zaznaczyć, zawodnicy w zielonych strojach cały czas trzymali bezpieczny dystans. Końcowe 9:5 dla FC Rivers nie było przypadkiem , a zdobyte punkty pozwoliły im utrzymanie piątego miejsca. Ekipa "Ń" musi się sprężyć, bo od strefy spadkowej dzieli ich tylko jeden punkt.

 

III LIGA

Mecz pomiędzy Eleganckimi Chłopakami a Deportivo la Chickeno był określany hitem III ligi. Na to spotkanie zwrócone były oczy górnej części tabeli, która trzymała kciuki za gospodarzy, by Ci urwali punkty liderowi. Dla Eleganckich był to również mecz o zachowanie szans na utrzymanie kontaktu z czołówką ligi. Był to również pojedynek dwóch wybitnych zawodników: Piotra Krawczyka z Eleganckich i Konrada Szkopińskiego z Deportivo. Tym bardziej szkoda że doszło pomiędzy nimi do spięcia i niepotrzebnej wymiany słów w przewie. Tutaj bardzo dobrze zachował się arbiter, który ukarał rozgrzanych zawodników żółtymi kartkami i obie drużyny wyszły na drugą część w osłabieniu. Wracając jednak do wydarzeń boiskowych, już na placu dochodziło do spięć pomiędzy graczami. Samo spotkanie było niezwykle wyrównane, a w premierowych 25 minutach zobaczyliśmy tylko jedną bramkę i to po błędzie obrońcy. Ten podał piłkę do środka, którą przejął przeciwnik i bez problemu pokonał bramkarza. W drugiej części w pewnym momencie Czikeny odskoczyły rywalom i dopiero gol kontaktowy na nowo rozbudził gospodarzy, którzy po kolejnych nieudanych atakach pomału tracili wiarę na odwrócenie losów meczu. Gdy udaje się doskoczyć na 3-4 resztkami sił Chłopaki ruszyli do ataków, ale Deportivo skutecznie je odpierało, utrzymując prowadzenie. Po zażartej walce triumfują goście, choć dzielna postawa Eleganckich zasługuje na pochwalenie. Ten mecz był jednak przede wszystkim festiwalem niewykorzystanych sytuacji. Z minimum 4 bramkami powinien skończyć Mateusz Tarnowski, Konrad Szkopiński którego nie był w stanie dogonić nawet przeciwnik o podobnej motoryce, obijał słupki i poprzeczkę, Piotr Krawczyk zmarnował ze 3 stuprocentowe sytuacje. Bramki padały główinie po błędach obrońców, nie mniej jednak ta rywalizacja trzymała w napięciu od pierwszego do ostatniego gwizdka i zasłużyła na miano hitu kolejki.

Po ostatnim meczu swojej sytuacji w tabeli nie poprawiły drużyny IJaToSzanuję i Narodowego Śródmieścia. Gospodarze po raz kolejny remisują swoje spotkanie, a gościom nie udało się przerwać passy meczów bez zwycięstwa. Mimo że podział punktów nikogo tu nie satysfakcjonował, remis nie wydaje się krzywdzącym wynikiem, choć zawodnicy Narodowego Śródmieścia pewnie mają inne zdanie. Trudno się dziwić w końcu w końcówce mogli przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść jednak zawiodła skuteczność. I tak udało im się odrobić straty z pierwszej połowy, po której przegrywali 2-1. Sam mecz był nawet ciekawy, drużyny stworzyły sobie kilka dogodnych sytuacji, po obu stronach zawodnicy zostali ukarani żółtymi kartkami. Naszym zdaniem spotkały się drużyny o podobnym potencjale, którym naprawdę niewiele brakuje, by osiągać lepsze wyniki. Mają szerokie kadry, na większość meczów przychodzą dość licznie, ale wyniki nie są zadowalające. Być może na wiosnę niezła gra w końcu przyniesie lepsze wyniki.

Nie tylko kolor strojów łączy ze sobą ekipę Diabła Trzeci Róg oraz wyznający kunszt komentatorski Tomasza Hajty zespól Truskawki Na Torcie. "Diabły" kilkukrotnie w tej rundzie udowodniły, że mają zakusy na awans o szczebel wyżej, natomiast zespól Tomka Cymermana z meczu na mecz gra coraz lepiej i coraz pewniej kroczą w stronę II-giej ligi. Otwierające zagranie to spory pech bramkarza gospodarzy, który po strzale Darka Piwowarskiego przepuszcza pod ręką piłkę, a ta wurla się do siatki, zapewniając Truskawkom jedynego gola, jaki padł w pierwszej połowie. Na szczęście dla Mikołaja Grzelaka, miał okazję się zrehabilitować asystując przy wyrównującym golu Maćka Biernackiego tuż po wznowieniu. Ten sam zawodnik wyprowadził gospodarzy na jednobramkowe prowadzenie i jak się później okazało, miało to miejsce tylko raz. O swojej dobrej formie przypomniał Kamil Zagrodzki, który zdobył gola na 2:2... kontuzjowaną nogą. Najwyraźniej poderwało to jego kolegów i po bramkach "Żmiji" oraz "Cymka" TNT objęła dwubramkowe prowadzenie (4:2). Próbę pościgu podjął jeszcze Marcin Orłowski, po golu którego Diabły złapały kontakt, ale zanim pokazały do końca rogi, usłyszeliśmy gwizdek końcowy i komplet punktów powędrował do ekipy gości.

Pierwszy zespół ADP Wolskiej Ferajny musi się sporo napracować, żeby myśleć o utrzymaniu w III-ciej lidze. Tego zadania nie zamierzali ułatwić im zawodnicy Young Guns'ów. Chociaż pierwsze słowo należało do gospodarzy i po golu Czarka Majewskiego otworzyli rezultat meczu, to bardzo szybko na ziemie sprowadzili ich zawodnicy "Młodych Strzelb". Jeszcze w pierwszej części spotkania z jednobramkowego deficytu pomarańczowi zdołali wyciągnąć stan 3:1 i z małą dawką spokoju mogli myśleć o taktyce na drugie 25 minut. Ten spokój zburzył jednak po raz drugi tego dnia "Maju" i mieliśmy kontakt (3:2). Jednak to było wszystko , co zdołali w niedzielne popołudnie ustrzelić gracze z Woli. Bramki Piotra Barneckiego oraz Kuby Raciborskiego zbudowały dystans, którego zawodnicy ADP II nie zdołali już - mimo ogromnej ambicji - zniwelować. Bardzo dobrze między słupkami gospodarzy sprawował się Adrian Kłoskowski, który przez przedstawiciela Ligi Fanów został nominowany do 6-ki kolejki.

Mimo, że runda jesienna dobiega końca, nadal nie jesteśmy w stanie jednoznacznie ocenić potencjału ekipy FC Po Nalewce. Do meczu z Walking Dead przystępowali z dorobkiem 12 punktów, a zwycięstwo dałoby im skok aż o cztery pozycje w tabeli i realną szanse na nawiązanie walki z czołówką na wiosnę. "Trupy" natomiast mieli chrapkę na podium, więc było jasne, że będzie to zacięty pojedynek. Nie myliliśmy się. Już początek spotkania podnosił ciśnienie, kiedy to Krzysiek Kulibski zmarnował 100% okazję. W odpowiedzi , bramkę dla gospodarzy zdobył Adrian Mirończuk, a chwilę później na 2:0 podwyższył jego kolega z drużyny. "Kula" jednak się zrehabilitował za nieudaną akcję z początku spotkania i dwiema szybkimi bramkami doprowadził do wyrównania. W końcówce spotkania ten sam gracz pewnie wykorzystał rzut karny, kompletując hat-tricka klasycznego. Po zmianie stron wyraźnie przeważali zawodnicy Walking Dead, którzy po kilku składnych akcjach wyszli na prowadzenie 3:6. Ekipa gospodarzy jednak otrzeźwiała nieco i zdołali efektownie wykonać rzut wolnym, po którym mieliśmy 5:6. Ozdobą meczu była bramka Grześka Bogdańskiego, który bezpośrednio z rzutu rożnego trafił do bramki rywali. FCPN udało się jeszcze raz złapać kontakt (6:7) ale ostatnie słowo należało do ekipy Łukasza Mietza i to "Trupy" zgarnęły komplet punktów, wygrywając 6:8

 

IV LIGA

W rywalizacji pomiędzy NAF Gendusiem a Aleją Seksu i Biznesu szukaliśmy niespodzianki i chyba nieco zmobilizowaliśmy gości do stawienia się w mocnym składzie na to spotkanie. Przynajmniej w pierwszej połowie za bardzo nie odbiegliśmy od rzeczywistości, bo do przerwy Aleja prowadziła jedynie 0-1. Zespół Michała Ochockiego dzielnie stawiał czoła wyżej notowanemu rywalowi, choć sytuacji za dużo nie stworzył, to przynajmniej w obronie wyglądało to nawet przyzwoicie. Czasem są takie mecze w których jedna drużyna przeważa, a druga strzela bramkę i skutecznie przeszkadza rywalowi aż do końcowego gwizdka. W drugiej części nieco defensywa się posypała i taki scenariusz przestawał być realny. Dopóki był choć cień szansy Genduś nieźle się trzymał , a potem był już tylko punktowany przez zespół Kamila Waśkiewicza. Zapędy ofensywne Michała Ochockiego były duszone już w zarodku przez Sebastiana Żółkowskiego i Wojtka Żaka i właściwie bramkarz Alei był przez większość meczu bezrobotny. Ostatecznie Aleja wygrywa 1-7 i samodzielnie lideruje w IV lidze.

Mecz Sparty z Miksturą miał dla obu ekip istotne znaczenie w kontekście pozycji w tabeli. U gospodarzy brakowało Artura Markiewicza, u gości zabrakło Damiana Patoki i Filipa Junowicza czyli zawodników, którzy mają duży wpływ na siłę ofensywną drużyn. Brak tych graczy nie spowodował, że poziom spotkania był słabszy, wręcz przeciwnie, działo się wiele przez całe 50 minut. Pierwsza połowa to dominacja gości. W ekipie gospodarzy gra nie kleiła się, do tego obrońcy popełniali błędy często faulując. Po rzucie wolnym właśnie padł pierwszy gol, a jego autorem był Dariusz Jochemski. Kolejne trafienia zaliczyli Rafał Molski i Maciek Szpakowski i do przerwy było 0:3. Po przerwie goście chyba za szybko uwierzyli w swoje zwycięstwo. Ich gra nie była już tak skuteczna, a Sparta pod wodzą kapitana Krzyśka Nałęcza, który strzelił gola kontaktowego zaczęła odrabiać straty. Świetnie kolegów dostrzegał Bartosz Chatys, który zaliczył trzy asysty. Gospodarze szli za ciosem i nie tylko wyrównali ,ale po kapitalnej końcówce zgarnęli całą pulę. Dla Mikstury prosty wniosek, że mecz trwa 50 minut i na szóstkach prowadzenie 3:0 to żadne jak widać prowadzenie. Sparta natomiast jak rasowy bokser przyjmuje ciosy, by ostatecznie znokautować rywala.

Listę nadspodziewanie wyrównanych spotkań uzupełnia mecz Przypadkowych Grajków z wiceliderem IV-tej ligi, Lujwaffe Tarchomin. Większość "ekspertów" zwiastowało gładkie zwycięstwo "Lujów", tymczasem gospodarze prezentowali się nad wyraz dobrze. Co prawda wynik spotkania otworzyli goście po bramce Mikołaja Wysockiego, ale już parę minut później na 1:1 wyrównał Jan Wojtyczek. Takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa, a w przerwie było słychać, że chłopaki z Tarchomina ewidentnie oczekiwali po sobie znacznie więcej. Po przerwie wzięli się do roboty i na efekty nie trzeba było długo czekać. Po składnej akcji gola na 2:1 dla gości zdobywa Damian Dobrowolski, jednak ku zdziwieniu wszystkich, odpowiedź i bramka na 2:2 przychodzi dość szybko. Jeszcze większe zdziwienie widzieliśmy na twarzach ekipy Dominika Kolasińskiego, kiedy to "Przypadkowi" wyszli na jednobramkowe prowadzenie na dziesięć minut przed końcem meczu. Na szczęście dla Lujwaffe niezły dzień miał Marcin Konopka i w jednej z ostatnich akcji zdołał zapewnić swojemu zespołowi chociaż jeden punkt. Atak na pozycję lidera się nie udał, a Grajki mogą celebrować remis z wysoko rozstawionym rywalem. Szczególnie dobrze zaprezentował się bramkarz gospodarzy, Mateusz Tuzin, który mimo trzech puszczonych goli został wybrany na zawodnika meczu.

Jak nie teraz to kiedy? Takie pytanie mogły sobie zadać obie drużyny, które tej rundy nie zaliczą do udanych. A mowa tutaj o FC Śmieciach i Fatalnych. O ile Ci drudzy mieli już na koncie 2 wygrane, o tyle zespół Tomka Toczyłowskiego nie wygrał spotkania od inauguracji czyli od końca września. W przypadku przegranej sytuacja w tabeli zrobiłaby się nieciekawa i nawet przy świetnej wiośnie, jak rok temu, mogłoby być ciężko z utrzymaniem. Taki potencjalny obrót sprawy wzięli sobie do serca zawodnicy Śmieci i już w pierwszej połowie wygrywali 5-1. Potwierdziły się zatem słowa kapitana, że jeżeli gospodarze zagrają tak jak drugą połowę meczu z Zakonem tydzień temu, przełamanie w końcu powinno nadejść. Tyle tylko że w poprzedniej kolejce zagrali dobrze drugą połowę, tak w meczu z Fatalnymi w drugiej części znacznie obniżyli loty. Dobrze że w premierowych 25 minutach wypracowali sobie taką przewagę, inaczej mecz mógłby się zupełnie inaczej potoczyć. W drugiej części rozegrali się Kuba Kutyła i Maciej Zarod, ale było za mało czasu by dogonić rywala. W ekipie Śmieci sporą robotę wykonał Konrad Nawrocki, który w dużej mierze brał grę na siebie i razem z Markiem Karbowniczkiem i Łukaszem Fabryckim sprawili, że Śmieci w końcu mogli cieszyć się ze zwycięstwa.

Spotkanie Radości z Augusto Penguins było dla nas zagadką. Gospodarze ostatnie kolejki mogą zaliczyć do udanych i w spotkaniu z grającymi w kratkę Pingwinami mieli nadzieję na kolejne punkty. Goście w niedzielny wieczór stawili się po raz pierwszy w tak szerokim składzie i jak sami przyznali, sami byli tym faktem zdziwieni. Jednak taka frekwencja od razu przełożyła się na efekty w postaci kilku bramek, co kompletnie rozbiło ekipę Piotra Radelczyka. Być może pora meczu nie taką, jaką najbardziej lubią gracze z Radości. Nie zmienia to faktu, że do przerwy wynik 0:5 był w pełni słuszny, bo goście byli po prostu nie do zatrzymania, a gdyby byli bardziej skuteczni, to wynik byłby wyższy. Po przerwie spuścili trochę z tonu co spowodowało, że gospodarze wreszcie strzelili gola, ale w perspektywie całego meczu były to tylko trafienie honorowe. Pingwiny zasłużenie wygrywają i jeśli postarają się o taką frekwencję jak w ten weekend, to jest nadzieja na lepszą lokatę na wiosnę.

Długo męczył się Zakon Bonifratrów z ekipą z dolnej części tabeli Melodramatem. Ci drudzy przyszli w końcu w szerszym składzie i przynajmniej w pierwszej połowie wcale nie wyglądali gorzej od Zakonników. Gospodarze jakoś specjalnie mocno nie naciskali na zespół Bartosza Figata, licząc na swoje groźne kontry, a jak już udało się stworzyć jakąś sytuację, to dobrze między słupkami spisywał się Michał Winek. Pierwsza połowa zdecydowanie nie była najlepszą jaką widzieliśmy tego dnia na Grenady, ale zakończyła się dość niespodziewanie, bo prowadzeniem Melodramatu 0-1. Po zmianie stron Zakon wziął się do roboty, a akcje napędzali głównie Marek Konopko i Jerzy Kurowicki. Do nich dołączył się Marcin Stachacz strzelec dwóch bramek i asysty. Zespół Adama Artypowicza wygrywa 6-2 po przespanej pierwszej połowie, w drugiej wrócił już na właściwie tory i zachowuje szanse na podium na koniec rundy.

 

V LIGA

Kolejny zacięty mecz na swoje konto mogą zapisać gracze OKSu Nowy Raków. Tym razem ich przeciwnikiem był Landtech. Mecz rozpoczynał niedzielne zmagania na Grenady i musimy przyznać, że mimo wczesnej pory, obie drużyny całkiem nieźle sobie poczyniały. Na pytania postronnych obserwatorów która liga właśnie rozgrywa spotkanie, trochę dziwiła ich odpowiedź że piąta i w dodatku nie są to nawet drużyny z górnej części tabeli. Niezłe tempo gry i kilka sprawnych akcji sprawiło, że z zaciekawieniem oglądało się to spotkanie. Do przerwy prowadzili goście 2-1 choć strzelili tylko jedną bramkę. Ich przeciwnicy za to raz skierowali piłkę do własnej bramki, a raz już do tej właściwej. Jednak Nowy Raków to drużyna, która gra do końca i w drugiej części spotkania potrafiła odrobić stratę, a potem wyjść na prowadzenie. Spory udział miał w tym Cezary Dudek który popisał się ładnym uderzeniem z rzutu wolnego. Choć sam mecz był wyrównany i remis nie pokrzywdziłby tu żadnej z ekip, to rywalizacja kończy się wynikiem 3-2 dla Nowego Rakowa. Przed OKS-em jeszcze 2 spotkania i choć dołączył do rywalizacji w połowie rundy, bardzo prawdopodobne że uda mu się jeszcze w tej rundzie opuścić czerwone pole tabeli. Landtech musi się jeszcze zmobilizować i przyjść na ostatni mecz w szerszym składzie, bo frekwencja nieco kuleje.

W kolejnym meczu V ligi doszło do niemałej niespodzianki. Otóż w pokonanym polu zostali niepokonani jak do tej pory Brazylijczycy z Furduncio. W innych okolicznościach pisalibyśmy o sensacji, w końcu zawodnicy z Ameryki Południowej odprawiali z kwitkiem kolejnych rywali i w obliczu rywalizacji z ADP II ani myśleli o stracie punktów. Jednak od jakiegoś czasu Green Team złapał dobrą formę i ma nawet szansę zająć najniższy stopień podium na koniec rundy jesiennej. W zapowiedzi tego meczu pisaliśmy że niespodzianki raczej się tutaj nie spodziewamy, ale również dużo będzie zależało od formy Daniela Kurowskiego. A ta w ostatnią niedzielę była wyborna i pozwoliła zostać nawet MVP V ligi. Na początku meczu zawodnicy Green Teamu mieli sporo pretensji do sędziego, ale gdy skupili się już tylko na grze, wyszło im to na dobre. Do przerwy prowadzili 1-2, choć można odnieść wrażenie że to Brazylijczycy przeważali, a goście strzelali bramki. Podobny przebieg miała druga część w której obie drużyny strzeliły po jednej bramce. Green Team postawił bardzo trudne warunki rywalowi, bardzo mocno pracowali w defensywie, a w ofensywie właściwie wykorzystali większość swoich sytuacji. Na pewno zapadł nam w pamięci gol Daniela Kurowskiego, który dostał długą piłkę od bramkarza, przyjął piłkę na klatkę, odwrócił się i uderzył z woleja. Po tym strzale bramkarzowi rywali nie pozostało nic innego jak wyjąć piłkę z siatki. Taka bramka jak i zwycięstwo swojej drużyny na pewno ucieszyła niedzielnego jubilata. Brazylijczycy musieli po raz pierwszy przełknąć gorycz porażki, A Green Team idąc za ciosem, może już za tydzień wskoczyć na podium.

Do bardziej wyrównanego, niż się spodziewaliśmy, spotkania doszło pomiędzy składającym się głównie z przybyszy z Białorusi Compatibl, a coraz solidniejszą Munją. Już od pierwszego gwizdka sędziego byliśmy świadkami meczu, gdzie żadna z drużyn nie zamierzała odejść z pustymi rękami i przez dość długi czas utrzymywał się wynik 0:0. Obie ekipy grały dość zachowawczo, choć trzeba przyznać, że lekką przewagę optyczną miała drużyna gości. Udokumentowali to po bardzo składnej akcji Piotrka Skwarczyńskiego oraz Michała Sztajerwalda. Ten drugi zapewnił swojemu koledze nieco miejsca do oddania strzału, ale to Piotrek wspaniałym strzałem z ostrego kąta nożycami otworzył wynik spotkania. Słowa pochwały należą się dla bramkarza gospodarzy, Sergieja Bubenko, który świetnie spisywał się między słupkami i w dużej mierze dzięki niemu wynik nie ulegał zmianie. Szkoda trochę, że jego koledzy z pola nie potrafili znaleźć recepty na wykończenie swoich ofensywnych akcji, gdyż mieli ich sporo, ale gdy docierali na wysokość pola karnego, ich kreatywność się kończyła. Być może, gdyby w ataku troszkę więcej się ruszali i urywali obrońcom, mielibyśmy widowisko z większą ilością bramek. Na szczęście dla Munji, to gol zdobyty przez ich napastnika zdecydował o skromnej wygranej 1:0. Zwycięstwo może niezbyt okazałe, ale trzy punkty wpadają na konto Maćka Affeka i spółki, dzięki czemu zawodnicy spod znaku Bałkańskiego Ognia umacniają się na trzecim miejscu.

Bez nominalnego bramkarza, w starciu z ADP Wolską Ferajną II, przystępowali zawodnicy FC Alfa. W rolę golkipera wcielił się kapitan Alfy, Artur Jurek i wszyscy byliśmy ciekawi, jak sobie poradzi. Słynąca z energicznej i dynamicznej gry ekipa z Woli od początku nękała defensywę gości i w pierwszej połowie ich akcje kończyły się bramkami. Szczególnie dobrze radził sobie Mateusz Nejman, który w tej części spotkania dwukrotnie wpisywał się na listę strzelców. Co do atrakcji wizualnych, te zapewnił nam zawodnik Alfy - Paweł Bąbelski - który fantastycznym uderzeniem z dalekiego rzutu wolnego pokonał Piotrka Serafimowicza i do przerwy mieliśmy 3:1 dla ADP. Po zmianie stron wola zwycięstwa wstąpiła w zawodników gości, gdyż udało im się doprowadzić do stanu 3:3 po bramce Krzyśka Nowaka, a w ich grze pojawił się wreszcie pomysł. Na ich nieszczęście jeszcze lepszy pomysł na defensywę rywali znalazł Artur Baradziej-Szczęśniak, i to jego bramka przesądziła o jednobramkowym triumfie zespołu rezerw ADP.

Kolejna rywalizacja to mecz, o którym wspominaliśmy w minusach minionego weekendu, a to wszystko za sprawą zamieszania organizacyjnego, związanego z obecnością jednej z drużyn. W związku ze wspomnianym zajściem, FC Tartak stawił się w dość okrojonym składzie, a Orły Zabraniecka nie miały nikogo na zmianę. Nic nie wskazywało na to, że będziemy mieli do czynienia z jednym z najciekawszych spotkań na piątym poziomie rozgrywek. Ekipa Lucu Kończala szybciej weszła w wyższe tempo meczowe i w pierwszych kwadransie gry wypracowała sobie dwubramkowe prowadzenie (1:3), jednak Grzegorz Giler i spółka nie zamierzali się poddawać, i jeszcze przed przerwą mieliśmy okazję zobaczyć dwie bramki Orłów, doprowadzające do remisu (3:3). W drugiej odsłonie świetne zawody w ekipie "Drwali" rozgrywał duet Jakub Kawecki (4 bramki) oraz Łukasz Łukasiewicz (4 asysty + bramka). Nie wystarczyło to jednak na zapewnienie sobie kompletu punktów, gdyż w końcówce spotkania to gospodarze utrzymywali jednobramkowa przewagę. Jednak potężny strzał Łukasiewicza był na tyle skuteczny, że piłka zatrzepotała w siatce, a mecz zakończył się wynikiem 5:5. Podział punktów jak najbardziej sprawiedliwy, nieco szkoda, że w takich okolicznościach, ale cieszy fakt, że nawet w okrojonych składach oba zespoły zapewniły nam niezłe show.

W zapowiedziach przedmeczowych w starciu z Polskim Drewnem, Tomek Mazurek i jego Pogromcy Poprzeczek przekonywali nas, że nawet Jacek Gmoch nie jest w stanie sprawić, aby ten mecz był atrakcyjny. Jakże się mylili - chciałoby się napisać - ale niestety, mieli rację. Z całym szacunkiem dla Pogromców, ale w meczu z jedną ze słabszych ekip w V-tej lidze spodziewaliśmy się, że zobaczymy w miarę wyrównane zawody. Tymczasem już pierwsza część spotkania, zakończona prowadzeniem 4:0 dla gospodarzy dała nam odpowiedź na pytanie, kto dyktuje tempo tej rywalizacji. Po przerwie obraz nie zmienił się zbytnio, aczkolwiek podkreślamy dobrą postawę w ofensywie Norberta Plaka, który ustrzelił dla gości dublet. Niewiele jednak to dało, gdyż "Drewniaki" radziły sobie nadal nieźle, a prym wśród zawodników zielono-czarnych wiódł Karol Urbańczyk, zdobywca hat-tricka. Takim samym osiągnięciem mógł się pochwalić jego kolega z zespołu - Arek Dąbek. Mecz kończy się wynikiem 8:2, a my liczymy, że na wiosnę ostatni zespól najniższej ligi w końcu pokaże nam kawał solidnego futbolu, a ich zawodnicy w końcu przestaną udawać, że pokonanie rywali kilkoma bramkami to dla nich jakikolwiek trud.

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
7 0

EKSTRAKLASA

Kolejka 9
Wybierz kolejkę:
5 1

I LIGA

Kolejka 9
Wybierz kolejkę:
5 1

II LIGA

Kolejka 20
Wybierz kolejkę:
1 0

III LIGA

Kolejka 20
Wybierz kolejkę:
2 2

IV LIGA

Kolejka 20
Wybierz kolejkę:
4 0

V LIGA

Kolejka 20

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi