Wczytuję...

WARSAW CUP !

Zagraj w 3 edycji Warsaw CUP - Turniej Noworoczny 2019. Gwarantujemy mnóstwo atrakcji, rywalizację na najwyższym poziomie i doskonałą oprawę zawodów. Sprawdź szczegóły!

ZMIANY NA FACEBOOKU!

Na facebooku doszło do dużych zmian. Jedną z ich konsekwencji może być to, że przestaniecie widzieć nasze posty. Sprawdźcie jak się do tego przygotować, aby być z LIGĄ FANÓW na bieżąco!…

LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA…

Masz Telefon, Tablet i aktywne konto Google ? Sprawdź jak łatwo skonfigurować powiadomienia dla materiałów Video z kanału Liga Fanów TV.

ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

Nie masz zespołu? Chciałbyś zagrać w Lidze Fanów? Uwielbiasz piłkę nożną? Wychodzimy naprzeciw waszym oczekiwaniom i proponujemy komfortowe rozwiązanie!

WARSAW CUP !
ZMIANY NA FACEBOOKU!
LIGA FANÓW TV - POWIADOMIENIA NA YOUTUBE
ZGŁOSZENIE INDYWIDUALNE

CONTRA I DEPORTIVO MISTRZAMI RUNDY JESIENNEJ!

20
Lis

Mistrzami jesieni Contra i Deportivo La Chickeno, świetna forma Tur Ochoty i Wilanowa, grad bramek w meczu Niedzielni - Eleganckie Chłopaki, zapaść strzelecka FC Śmieci, zwycięski dla FURDUNCIO Brasil F.C. mecz na szczycie 5 ligi, pierwsze punkty Junaka i pogrom Augusto Penguins dokonany przez Aleja Seksu i Biznesu. Wydarzeń w miniony weekend było od groma, dlatego już teraz zapraszamy wszystkich na szczegółową relacje z boiska.

CONTRA I DEPORTIVO MISTRZAMI RUNDY JESIENNEJ!

EKSTRAKLASA

Ekstraklasowe granie zaczęliśmy od pojedynku Tura Ochota z GS Zabrodziaczkiem. W zeszłym sezonie w obu meczach pomiędzy tymi zespołami padł wynik 4-2 dla Tura, więc historia pokazywała, że GS choć przegrywał, może powalczyć z utytułowanym rywalem. Z początku więcej animuszu wykazywali goście, którzy stwarzali więcej sytuacji bramkowych, ale tylko jedną okazję udało się zamienić na bramkę. Gdy przeciwnicy się wyszumieli, do głosu doszedł Tur, który wyrównał po rzucie karnym, a potem wyszedł na prowadzenie za sprawą Michała Jelińskiego. Tuż przed przerwą stan posiadania wyrównuje Babańczyk, ale było to właściwie wszystko, na co było stać tego dnia GS. Po zmianie stron groźne akcje bramkowe głównie przeprowadzał Tur, który sukcesywnie powiększał swoją przewagę, choć pierwszą bramkę w drugiej części strzelił dopiero w 36 minucie. Ta bramka chyba podcięła skrzydła zawodnikom Zabrodziaczka. Ostatecznie zespół z Ochoty wygrał 6-2 i było to zwycięstwo jak najbardziej zasłużone i chłopaki są na dobrej drodze, by w rundę rewanżową wejść jako lider Ekstraklasy.

Kolejnym meczem był pojedynek mierzącego w mistrzostwo FC Wilanów z Kebavitą. Burak Goncuoglu zadbał o szeroki skład na to spotkanie i liczył na sprawienie niespodzianki. W pierwszej połowie obejrzeliśmy jedynie bramkę dla gospodarzy autorstwa Kamila Grochowalskiego. Bardzo dobrze spisywali się bramkarze obu ekip odpowiednio: Jacek Żołnierski i Piotr Kalbarczyk, którzy nie raz i nie dwa popisywali się klasowymi interwencjami. Druga połowa to popis gry Wilanowa. Prezentowali się lepiej i dojrzalej od rywali, Piotr Krawczyk dbał o to, by rozsądnie i z głową konstruować akcje swojej drużyny i starać się punktować rywala. Wilanów wyprowadził 2 szybkie ciosy na początku pierwszej połowy, a gdy Kebavita za sprawą Oleksandra Zadorozhnego złapała kontakt na 3-1, natychmiast zespół Macieja Pawlickiego odpowiedział kolejnym trafieniem. Wynik mógłby być nieco wyższy, gdyby nie nonszalancja w ataku, ale przy bezpiecznej przewadze próby niekonwencjonalnych zagrań mogą być zrozumiałe. Wilanów czeka teraz mecz rundy z Turem, a Kebavita traci zupełne kontakt z górą tabeli i dołączenie do gry o wyższe cele może być już poza zasięgiem tej drużyny

Najbardziej jednostronnym pojedynkiem w Ekstraklasie była rywalizacja pomiędzy Anonymmous a Liderem. Zespół z Ukrainy pojawił się na Grenady bez nominalnego bramkarza, co przysporzyło mu w meczu nieco problemów. Próbowali oni grać z wysuniętym golkiperem przez całe spotkanie i sporo bramek dla Anonimowych padało po przejęciu piłki i dalekich lobach. Jeszcze w pierwszej części Lider stracił 4 bramki i strzelił 2 przy tyle że przy sporej pomocy przeciwników, bo jedna z nich padła po rykoszecie, a druga była bramką samobójczą. W drugiej części mecz toczył się w podobnym rytmie co pierwsza połowa. Lider próbował prowadzić akcje, ale bramki strzelali w głównej mierze rywale. Dopiero w końcówce udało się dorzucić kolejne 2 trafienia, ale nie wpłynęły one znacząco na końcowy wynik, który brzmiał 10-4. Byliśmy w tym meczu świadkami kuriozalnego rzutu karnego. Otóż zawodnicy Lidera nie poinformowali o zmianie na bramce i zawodnik który nosił bramkarski znacznik grał jak gdyby nigdy nic w polu, a jego kolega cofnął się do tyłu i gdy dotknął piłkę rękoma sędzia musiał podyktować rzut karny. Nie można napisać że Lider nie umie grać w piłkę, bo każda drużyna z którą się mierzyli twierdziła, że chłopaki są mocno wybiegani i umiejętności piłkarskie posiadają, jednak na ten moment wydaje się, że byłyby one odpowiednie na I ligę, a Ekstraklasa to jeszcze za wysokie progi. Anonimowi natomiast mogą jeszcze namieszać w górze tabeli, bo został im mecz z Mocno Wolą i zaległy z Moczymordami i mogą skończyć rundę nawet na podium.

Wspomniane wyżej Mocno Wola i Moczymordy zmierzyły się w bezpośrednim pojedynku. Wszyscy interesujący się Ekstraklasą wiedzą jakie problemy ma zespół z Woli i ciężko było stawiać na to, że postawią się zespołowi który w zamyśle ma grać o mistrzostwo. Zaczęło się jeszcze gorzej niż oczekiwano, bo czerwoną kartką ukarany został Rafał Jagóra. Najpierw dostał żółtą kartkę za odkopnięcie piłki, a później czerwoną za słowa jakie skierował w stronę arbitra za to, że ten nie ukarał przeciwnika za wejście w jego nogi. Z jednej strony się nie dziwimy, bo wejście zawodnika Moczymord było bardzo ostre, ale w granicach przepisu, z drugiej jako kapitan powinien mieć w sobie więcej zimnej krwi i nie osłabiać w taki sposób drużyny. Chwilę później Łukasz Widelski, bo to o nim była wcześniej mowa, doczekał się żółtej kartki i patrząc na to, w jaki sposób grał ten zawodnik, czerwień wręcz wisiała w powietrzu. Gdyby można było obstawiać live mecze Ligi Fanów, kilka osób obecnych na meczu nieźle by się wzbogaciło na takim zakładzie. Grając po 5 Mocno Wola strzela bramkę, ale gdy znowu gra w osłabieniu, traci aż 4 i wydaje się że jest po meczu. Po zmianie stron nagle gra Moczymord siadła, za to za odrabianie strat wziął się Piotr Parol i spółka. Właśnie Piotrek popisał się atomowym uderzeniem z rzutu wolnego, do tego hat-tricka ustrzelił Cezary Przybylak i w końcówce spotkania ze stanu 1-5 robi się 5-6. Co więcej po kolejnym brutalnym wejściu Łukasz Widelski ogląda drugą żółtą kartkę i do końca meczu przez 3 minuty Moczymordy grają w osłabieniu. Mimo usilnych prób nie udaje się Mocno Woli zremisować tego meczu, ale mimo porażki był to chyba ich najlepszy mecz w tym sezonie. Moczymordy natomiast sami sprawili, że ten mecz wymknął im się spod kontroli i mógł się dla nich zakończyć stratą cennych punktów.

Aby utrzymać kontakt z czołówką Ekstraklasy East Wind musiał bezwzględnie wygrać spotkanie z Górką. Ta przyszła na mecz w niezłym składzie i miała nawet stałego bramkarza. Ten bronił gdy atakował zespół Sebastiana Dąbrowskiego, natomiast gdy w posiadaniu piłki była Górka, między słupkami stawał Konrad Litwiniuk, by tworzyć przewagę w polu i budować atak pozycyjny. Sam początek meczu był bardzo wyrównany i dopiero niepotrzebna żółta kartka dla Przemysława Dolegi za dyskusję z arbitrem zachwiała tą równowagą. East Wind strzela bramkę i w tym momencie przejmuje kontrolę nad meczem. Górka próbując odrobić straty nadziewa się na 2 kontry rywala. Gdy łapie kontakt, przy stanie 3-1, można było mieć nadzieję na wyrównanie spotkania, ale gospodarze strzelają kolejne 2 bramki i jest praktycznie po meczu. Dalsza część rywalizacji przebiegła pod dyktando East Windu i duża w tym zasługa Damiana Patoki który wrócił do gry po kontuzji i strzelił Hat-tricka.

 

I LIGA

Niedzielne zmagania rozpoczęły w ten mroźny poranek zespoły Junaka i Drunk Teamu. Obu ekipom raczej bliżej do spadku niż walki o najwyższe laury, z tym że goście mogą się pokusić o walkę o środek tabeli, natomiast gospodarze pozostawali ostatnią drużyną w Lidze Fanów, która nie zdobyła jeszcze punku. Pierwsza połowa należała do Drunk Teamu który bezwzględnie wykorzystał dwa błędy w obronie przeciwnika i zespół Krzysztofa Krzewińskiego dwukrotnie został skarcony przez Rafała Świątka. Ten najpierw dobił strzał kolegi, który wyłuskał piłkę w polu karnym rywala, a później po przejęciu piłki w środkowej części boiska, przelobował wysuniętego bramkarza. Jeszcze w pierwszej części spotkania Drunkersi mogli zamknąć ten mecz, ale dwukrotnie obili konstrukcję bramki lub na wysokości zadania stawał Andrzej Groszkowski. W drugiej części nadal nieskutecznością popisywali się napastnicy Drunk Teamu, a ich niefrasobliwość w ataku zemściła się w dalszej części spotkania. Wtedy to Junak, który nie mógł stworzyć sobie dogodnej sytuacji bramkowej wykorzystał dwa prezenty od obrony gości i nagle z wyniku 0-2 który powinien być sukcesywnie podwyższany zrobiło się 2-2. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie i pierwszy punkt Junaka stał się faktem. Brawa dla gospodarzy za walkę do końca, ale spora w tym też zasługa Drunk Teamu który powinien być skuteczniejszy.

Rywalizacja Hiszpania Club de Futbol z FC Melange ma długą tradycję i sięga sezonu 2013/2014. Do niedzielnego meczu drużyny spotkały się sześciokrotnie w ramach rozgrywek ligowych i jak na razie to Melanż wygrywał czterokrotnie, a dwukrotnie schodził z boiska pokonany. Ostatni mecz miał miejsce w czerwcu 2016 r. i wiele się zmieniło od tego czasu. Hiszpanie niesamowicie się rozwinęli i byli zdecydowanym faworytem tego spotkania ,ale jak wynikało z przebiegu meczu, FC Melange nie odstawał od wyżej notowanego przeciwnika. Nie było to może spotkanie w którym widzieliśmy piękny, finezyjny futbol, raczej dominowała twarda walka, w której nikt nie dawał za wygraną. Owa walka była tak twarda że, jak się dowiedzieliśmy, dwaj zawodnicy Melanżu skończyli mecz z pękniętymi stopami. Sporo pracy miał sędzia, który spotykał się z pretensjami zawodników z obu stron. Do przerwy wygrywali gospodarze, ale jedynie 1-0 i to też głównie za sprawą stojącego między słupkami Bartka Jakubiela, który zyskał uznanie w oczach rywali za swoje interwencje. Po zmianie stron obraz gry zbytnio się nie zmienił, Melange miał trudności z pokonaniem Tomasa Frutosa, który to co miał do wyjęcia to wyjął, za to Hiszpanom udało się dorzucić jeszcze 2 bramki. Wygrana 3-0 w pełni zasłużona, ale na pewno nie przyszła łatwo.

Kolejnym spotkaniem był pojedynek Bulbezu Team Bemowo z Mixamatorem. W zapowiedziach pisaliśmy, że o ile zespół z Bemowa ma sporo atutów w ofensywie, o tyle defensywa może nie nadążyć za szybkimi napastnikami Miksów. W pierwszej połowie padła tylko jedna bramka, której autorem był Konrad Kozłowski. Mimo to zespół Michała Fijołka już w pierwszej części pokazał się z niezłej strony, ale na wyższe obroty wszedł dopiero w drugiej odsłonie. Szybko doprowadził do wyrównania za sprawą Edwarda Bereziuka, który jeszcze w dalszej części spotkania dał się we znaki obrońcom Bulbezu. Długo utrzymywał się remis, a gdy na listę strzelców po raz kolejny wpisał się Konrad Kozłowski, można było odnieść wrażenie, że Bulbez utrzyma już mecz pod kontrolą. Nic bardziej mylnego. Sprawy w swoje ręce wziął wspomniany wcześniej Edward Bereziuk, który w ciągu 2 minut dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, a do tego zanotował asystę przy kolejnej bramce swojego zespołu. W Mixamatorze dobrze między słupkami spisywał się Kuba Kaproń, którzy wybrali go najlepszym zawodnikiem meczu i też dzięki niemu mecz skończył się zwycięstwem Miksów. Po dobrym początku Bulbez nieco przyhamował i ciężko będzie się ponownie włączyć w walkę o mistrzostwo I ligi.

Saska Kępa po zwycięstwie z wspomnianym wcześniej Mixamatorem miała nadzieję zagrać kolejny dobry mecz. Zadanie wydawało się jeszcze trudniejsze, bo mierzyła się z liderem Contrą, która po remisie z Karmelicką chciała koniecznie wygrać, aby zapewnić sobie mistrza jesieni. Do składu powrócił Aleksander Szyszka, którego zabrakło tydzień temu. Od początku gospodarze narzucili swój styl gry, a że mają naprawdę mocny skład, to ani przez chwilę wynik nie był dla nich zagrożony. Goście walczyli ,ale nie zagrali tak perfekcyjnie jak tydzień temu ,a że przeciwnik nie pozwalał na rozwinięcie skrzydeł, to szansa na ugranie choćby punktu z każdą minutą stawała się coraz mniej realna. Wynik 9:3 nie pozostawia złudzeń kto był lepszy w ten weekend. Tym samym Contra wygodnie rozsiada się w fotelu lidera ,a Saska nadal pozostaje z realnymi szansami na opuszczenie strefy spadkowej od której traci tylko jedno oczko.

Po raz kolejny bohaterami bardzo wyrównanego i pełnego emocji meczu byli zawodnicy zespołów Tylko Zwycięstwo oraz FC Karmelicka. Jedni i drudzy w poprzednich kolejkach zanotowali remisy w dość spektakularnych okolicznościach, więc spodziewaliśmy się niezwykle zaciętego boju. Gospodarze nie mogli tego dnia liczyć na Andrzeja Morawskiego i Szymona Jałkowskiego, co było dość sporym osłabieniem. Na wyróżnienie na pewno zasłużył bramkarz TZ - Kuba Karasiński - który momentami w 100% sytuacjach wspinał się na wyżyny umiejętności i nie pozwalał przeciwnikom na radość z bramki. Do przerwy byliśmy świadkami bardzo zaciętej batalii, a obie drużyny zdobyły po jednej bramce. Druga odsłona to jeszcze bardziej zacięta walka o punkty, a oba zespoły atakowały całą drużyną, czego dowodem są dwie bramki strzelone przez obrońców TZ (Marek Wandas i Mateusz Górski). Wśród zawodników z Muranowa najaktywniejsi w ofensywie byli Karol Trzciński i Wojtek Jasiński. Temu pierwszemu nie udało się niestety wpisać na listę strzelców, ale byliśmy pod wrażeniem jego przeglądu pola i techniki. Nie wystarczyło to jednak na przechylenie szali zwycięstwa na swoją korzyść, ale na szczęście dla Karmelickiej gospodarze też nie mieli recepty na pokonanie oponentów. Podział punktów drugi raz z rzędu dla obu ekip szczególnie nie jest na rękę dla zespołu Karmelickiej, gdyż nadal okupują przedostatnie miejsce zagrożone spadkiem.

 

II LIGA

Chociaż ALPAN miał (i nadal ma) na swoim koncie dużo więcej punktów niż Laga Taka, to gdy zobaczyliśmy, iż w jego składzie na sobotni mecz brakuje kilku kluczowych graczy, to byliśmy pewni, że Lagerzy nie stoją tutaj na straconej pozycji. Boisko to potwierdziło, bo chociaż to ekipa Rafała Dębskiego objęła prowadzenie, to Laga odpowiedziała trzema bramkami i w przeciwieństwie choćby do meczu z Gangiem z Kabat, nie potrzebowała wielu okazji, by zdobyć gola. ALPAN musiał wziąć się w garść, lecz poza indywidualnymi szarżami Michała Głazowskiego, nie miał za bardzo pomysłu, jak dostać się pod świątynię Radka Małeckiego. W drugiej połowie błękitno-biali nie wykorzystują kilku szans, dwukrotnie obijają słupek i chociaż udaje im się trochę podgonić Lagerów (dochodzą na 3:4), to tracą „głupią" bramkę na 3:5 i jest po meczu. Niestety – ALPAN miał tego dnia za mało argumentów, by zrobić krzywdę swoim przeciwnikom, a do tego doszły wzajemne pretensje, które nie pomagały w osiągnięciu celu. W teorii doszło więc tutaj do małej niespodzianki, aczkolwiek końcowy wynik był z przebiegu gry jak najbardziej zasłużony.

W zapowiedziach pisaliśmy że LTM Warsaw w pojedynku z Old Eagles Koło jest zdecydowanym faworytem i zadawaliśmy sobie pytanie, jak wysokie będzie ich zwycięstwo. A tym razem Koło zaskoczyło nie tylko nas, ale i rywali, grając świetne zawody i będąc o krok od sprawienia niespodzianki. Co prawda w ekipie Irka Webera zabrakło Michała Dryńskiego , ale nie zmienia to faktu, że skład był solidny. Pod nieobecność lidera LTMu strzelanie w swoje nogi wziął Krzysiek Kulibski, który zdobył 4 bramki. Widać że podgląda Michała i na pewno grając z nim w drużynie rozwinął się piłkarsko. Dobre zawody zagrał również Kamil Kuczewski co pozwoliło skromnie pokonać ekipę Janka Drabika. Żałujemy że goście nie osiągnęli choćby remisu, ale taka jest piłka, za wrażenia artystyczne nie zdobywa się niestety punktów. Gospodarze być może wszystko co najlepsze szykują na starcie z dwoma drużynami z czuba tabeli, o czym zapewne przekonamy się w ostatnich dwóch kolejkach.

W pojedynku Wiernego Służewca ze Złączonymi większych emocji nie zaznaliśmy. Tylko pierwsze 10 minut było wyrównane i o dziwo sytuacje bramkowe na początku mieli gospodarze ,lecz kapitalnie bronił bramkarz teamu Mariusza Niedźwiadka . Goście po strzeleniu kilku bramek kontrolowali mecz i do przerwy mamy już wynik 0:5. Po przerwie scenariusz meczu był podobny. Ekipa Michała Odowskiego próbowała i miała kilka okazji ,ale była tego dnia porażająco nieskuteczna. Za to drużyna z Grodziska spokojnie dokładała kolejne bramki i zasłużenie rozgromiła outsidera ligi ostatecznie 0:9. W ekipie Wiernego niestety po raz kolejny nie było kilku graczy. Co tydzień na mecz przychodzi inny skład, a Ci co pojawili się w ten weekend po prostu odstawali od rywali pod każdym względem. Jeżeli to się nie zmieni, to ciężko będzie o utrzymanie w tym sezonie. Złączeni natomiast idą w górę tabeli i w dobrych humorach czekają na ostatnie dwie kolejki.

Pierwszym drugoligowym spotkaniem rozgrywanym w niedzielne popołudnie na boisku przy Picassa było starcie ekipy Joga Bonito z borykającym się z niestabilną formą zespołem Kacpra Domańskiego, czyli Warszawską Ferajną. Pierwsze minuty nie zapowiadały, że będzie to mecz dość jednostronny i walka w środku pola była dość zażarta. Jednak za sprawą Artura Markiewicza obraz ten się zmienił jeszcze w pierwszej części spotkania. To właśnie "Mara" sprawił, zdobywając w całym spotkaniu pięć bramek, że wiara w zdobycie kompletu punktów nieco zmalała w szeregach Ferajny,. Goście dopiero przy stanie 1:5 ocknęli się nieco i zaczęli gonić wynik. Przełomowym momentem była bramka samobójcza bramkarza Jogi, po której wynik spotkania brzmiał 6:4 dla "Joggersów". Jednak mimo trafienia do własnej bramki, gospodarze byli w stanie zewrzeć szeregi i kontrolować przebieg spotkania do końca, zapisując na swoim koncie kolejne zwycięstwo w wymiarze 7:5. Tym samym, umocnili swoją pozycję tuż za zespołami Niezłomnych i LTM Warsaw.

Spotkanie Riversów z Niezłomnymi zapowiadało się niezwykle ciekawie . Oba zespoły grają twardą, męską piłkę, a w ich szeregach grają zawodnicy, którzy nie odpuszczają niezależnie od wyniku. Goście wiedzieli już że LTM wygrał swój mecz i aby pozostać na szczycie z taką samą liczbą punktów musieli wygrać. Leszek Parzniewski niestety nie miał swojego golkipera na meczu, co nie zwiastowało sukcesu. Od początku ekipa Mykoli Melnyka atakowała i kontrolowała przebieg sytuacji na boisku. Z drugiej strony Michał Ściborowski dwoił się i troił, aby powalczyć o korzystny wynik ,ale bez etatowego bramkarza było ciężko coś więcej ugrać w tym starciu. Piekielnie skuteczny był Taras Kobliuk strzelając osiem goli. Niezłomni odprawiają kolejnego rywala i mamy takie wrażenie, że mogą zagrozić ekipie Irka Webera. O tym przekonamy się w ostatniej kolejce jesieni ,która najprawdopodobniej zadecyduje o tym kto przezimuje w fotelu lidera. Riversi to w tym sezonie ekipa środka tabeli i mamy wrażenie że o podium będzie ciężko ,ale spadek raczej nie zagrozi tej ekipie.

Gang z Kabat w tym sezonie gra nieźle ,ale przegrywa i to zazwyczaj jedną bramką. Virtualni liczyli na więcej ,ale trzeba przyznać że ich pierwszy sezon w wyższej klasie rozgrywkowej nie jest taki zły. Tym bardziej z ekipą Szymona Pierzaka, która zajmowała przedostatnie miejsce w tabeli goście liczyli na punkty. Jednak już pierwsza połowa pokazała, że gospodarze mają szanse na przełamanie. Świetnie funkcjonowała gra ofensywna i defensywna czego efektem było prowadzenie aż 4:1 do przerwy. Po przerwie goście zaczynają odrabiać straty i robi się mecz na styku. Szymon Kolasa jest skuteczny i wśród jego kolegów powraca nadzieja na punkty w tym meczu. W obozie gospodarzy pojawił się za to niepokój o wynik i gdy jest już tylko jeden gol przewagi to z ławki rezerwowych rozlega się śmiech że znowu ponury scenariusz może mieć tu miejsce. Na szczęście dla chłopaków z Kabat strzelają oni w końcówce bramkę i ostatecznie wygrywają 6:4, co pozwoli być może odczarować złą passę. Virtualni znowu mimo dobrego meczu schodzą z placu bez punktów. Jeszcze dwie kolejki do końca i aby spokojnie udać się na przerwę zimową trzeba zdobyć punkty w następnych meczach.

 

III LIGA

Narodowe Śródmieście po dobrym starcie, dawno już nie zasmakowało zwycięstwa w lidze i chciało koniecznie ten stan zmienić, z kolei Truskawka na Torcie po słabszym początku teraz jest w kapitalnej formie i chciała podtrzymać dobrą passę. Początek meczu nie najlepszy dla gości. Najpierw bramkarz Michał Mikołajczuk dostaje żółtą kartkę i osłabia drużynę. Gospodarze strzelają bramkę, jedyną w pierwszej odsłonie, co daje im prowadzenie do przerwy. Po zmianie stron sytuacja zmienia się diametralnie. Truskawka strzela bramki i pokazuje zupełnie inną grę niż w pierwszych 25 minutach. Taka zmiana sytuacji na boisku zmusza przeciwników do ostrej gry, czym w konsekwencji dają paliwo rywalom do strzelania kolejnych goli. Sytuacja gdzie w jednej akcji najpierw za faul, a potem za niesportowe zachowanie ekipa Marka Szklennika gra w 4 na 6 rywali musiała się zemścić. Goście odskakują na kilka bramek i nie dają złudzeń kto jest tego dnia lepszy. Po meczu walki trzy punkty dla ekipy Tomka Cymermana i szansa na podium po rundzie jesiennej. A gospodarze muszą szybko znaleźć sposób na zdobycie punktów, bo od strefy spadkowej dzieli ją tylko jeden punkt.

Jeszcze gorzej wygląda sytuacja Niedzielnych, którzy nie potrafią wygrać od 5 kolejek. I w starciu z Eleganckimi Chłopakami mogli zaliczyć szóstą porażkę z rzędu. Skład na mecz znowu nie powalał, a brak zmian nie pozwalał w sposób optymistyczny spojrzeć na konfrontację z drużyną, która ma kilku doświadczonych zawodników z Ekstraklasowym stażem. Do przerwy nie wyglądało to źle, bo dopóki starczało sił zawodnikom Marcina Aksamitowskiego, to nie widzieliśmy jakiejś miażdżącej przewagi gości. Po przerwie dał o sobie znać Piotr Krawczyk ,który wykorzystywał błędy w obronie rywali i strzelił łącznie 10 bramek w meczu. Gospodarze starali się jak mogli i strzelili kilka bramek ,ale i tak nie ustrzegło ich od porażki. Eleganccy mają cały czas kontakt z czołówką i na pewno myślą o walce o czołowe lokaty. Rywale natomiast muszą walczyć o każdy punkt jeżeli jeszcze myślą o utrzymaniu.

Bardzo byliśmy ciekawi pojedynku dwóch świetnie prezentujących się napastników, a mianowicie Czarka Majewskiego z ADP Wolskiej Ferajny I oraz będącego w świetnej formie w tym sezonie Krzyśka Kulibskiego z Walking Dead. Nie myliliśmy się i obaj Panowie pokazali swój kunszt już w pierwszych minutach. Najpierw gola otwierającego zdobył zawodnik gospodarzy, a po chwili mieliśmy gola wyrównującego autorstwa "Kuli". Do przerwy walka była bardzo wyrównana, czego dowodem jest wynik remisowy (4:4). Świetnie piłkę rozgrywał Grzesiek Bogdański, który czterokrotnie podawał piłkę do kolegów w dogodnych sytuacjach, a Ci odwdzięczali się skutecznie wykańczając akcję. Mimo sześciu puszczonych bramek, bardzo dobre spotkanie rozegrał bramkarz "Trupów", Patryk Rejmiś, którego interwencje w dużej mierze przyczyniły się do skromnego, jednobramkowego zwycięstwa Walking Dead (7:6). Wśród pokonanych najlepiej sobie radził wspominany wcześniej Czarek Majewski, który czterokrotnie wpisywał się na listę strzelców.

Do dość drastycznych scen doszło w starciu pomiędzy NiHooya oraz FC Po Nalewce. Zawodnik gospodarzy, Piotrek Michałowski w jednej z akcji zderzył się z bramkarzem, a jego twarz zalała się krwią. Konieczne było natychmiastowe zatamowanie rany oraz wezwanie ekipy medycznej, gdyż zawodnik skarżył się na nieprzyjemne syndromy po tym zajściu. Piotrkowi pomocy udzieliły służby medyczne i mamy nadzieję, że niebawem znów go zobaczymy na boiskach Ligi Fanów. Co do samego spotkania, jego koledzy też mogą mówić o pechu. O ile do przerwy radzili sobie bardzo dobrze i za sprawą hat-tricka strzelonego przez Mateusza Zalewskiego prowadzili dwoma bramkami (3-1) o tyle druga połowa to oddanie inicjatywy ekipie FCPN. Ciężko wskazać pojedynczego bohatera gości, gdyż na listę strzelców wpisywało się pięciu zawodników, ale najlepsze wrażenie zrobił na nas występ Grzegorza Wojteckiego, który oprócz jednej strzelonej bramki, dwukrotnie także asystował, a efektem tego było miano zawodnika meczu. Gospodarzy najwyraźniej rozbiła sytuacja, w której ucierpiał ich kolega i drugą połowę przegrali aż pięcioma bramkami, a cały mecz 3:6.

Starcie lidera Deportivo la Chickeno z vice liderem Diabła Trzeci Róg to miał być hit trzeciej ligi. I patrząc na cały mecz, z przyjemnością oglądaliśmy ten pojedynek, gdzie obie ekipy naprawdę zaprezentowały kawałek ciekawego futbolu. Szczególnie pierwsza połowa była pasjonująca. Lepiej w mecz weszła ferajna Maćka Biernackiego i prowadziła już 2:0. Gospodarze powoli rozkręcali się i dzięki Konradowi Szkopińskiemu do przerwy udało się wyrównać. Wynik 3:3 dawał nadzieję na jeszcze ciekawszą drugą odsłonę. Po przerwie mimo, iż mecz był cały czas wyrównany, to bramki strzelali już tylko gospodarze. Goście zacięli się i nie potrafili pokonać bramkarza rywali. Po meczu czuć było w drużynie Diabłów niedosyt, że mimo dobrego spotkania w ich wykonaniu, nie zdołali zdobyć choćby punktu. Co więcej porażka spowodowała ,że niestety ekipa Maćka spadła poza podium w tabeli, a Deportivo na pewno będzie mistrzem jesieni. Pytanie tylko z jaką przewagą nad rywalami.

Po raz kolejny zespołowi IJaToSzanuję niewiele brakuje by zapunktować, ale wciąż czegoś brakuje tej drużynie, by seryjnie zwyciężać. Nie zaskakuje więc zdziwienie zespołów z którymi mierzy się ekipa Arka Kaźmierczaka że zajmują tak niską pozycją w tabeli. Tym razem lepsze okazało się Young Guns. Podczas tego meczu cały czas zespoły miały kontakt bramkowy i żadna nie potrafiła odskoczyć rywalowi. Do przerwy padł wynik 3-4. Po zmianie stron obie drużyny strzeliły tyle samo bramek co w pierwszej części. Byliśmy świadkami dobrego meczu, w którym głównie liczyła się piłka. Swój dzień miał Rafał Dobrosz który był autorem aż 4 bramek. Cóż ewidentnie nie jest to runda I Ja To Szanuję, ale tak to już w piłce bywa, że karta może się odwrócić i w przyszłej rundzie gospodarze będą punktować regularnie. Teraz muszą jeszcze myśleć o jakiś punktach w tej rundzie, bo naprawdę grają dobrą piłkę, ale brakuje im czasem szczęścia. Młode Strzelby natomiast wróciły na zwycięską ścieżkę, ale muszą się mieć na baczności bo drużyny które są obecnie za nimi pewnie będą chcieli zrzucić ich z podium III ligi.

 

IV LIGA

Mikstura w zaległym spotkaniu z Augusto Penguins musiała sobie radzić bez Filipa Junowicza i Damiana Patoki. Wzięcie tych graczy do składu, którzy umiejętnościami wyraźnie prześcigają resztę zespołu, wiązało się z pewnym ryzykiem. Otóż gdy ich zaczyna brakować, to i jakość gry ekipy rodziny Jochemskich spada. Przeciwko Pingwinom było to bardzo widoczne i tutaj niewiele brakowało, by zamiast na skromnym zwycięstwie, skończyło się remisem. Początek to wyborna okazja dla Augusto, a jej zmarnowanie ma bolesne konsekwencje – faul na Marku Bogdańskim i Mateusz Jochemski zdobywa gola z karnego. Na 2:0 podwyższa wspomniany Marek Bogdański, po świetnym indywidualnym rajdzie, a gdy kolejną bramkę dorzuca Dariusz Jochemski, wydaje się, że jest po meczu. Ale Pingwiny się nie poddają. Najpierw zmniejszają straty, a w samej końcówce meczowe wydarzenia dzieją się wyłącznie na połowie Mikstury. Pingwinom z nieba spada żółta kartka dla Dariusza Jochemskiego, za chwilę robi się 3:2 i emocje sięgają zenitu. Wygrywający kurczowo się bronią i starają się nie dopuszczać do strzałów z dystansu, ale ta sztuka im się nie udaje, bo tuż przed końcem gwizdkiem Albert Zimoch trafia w poprzeczkę! Gdy dołożymy do tego fakt, iż kilka chwil wcześniej to samo uczynił Paweł Krajewski, to dochodzimy do wniosku, że Pingwiny musiały być po ostatnim gwizdku mocno zawiedzione. Mikstura była zespołem w zasięgu i gdyby to spotkanie jeszcze trochę potrwało, to kto wie jakby się tutaj skończyło.

Od kiedy do ekipy NAF Genduś powrócił po kontuzji Michał Ochocki, to drużyna ta zaczęła lepiej funkcjonować. W meczu ze Spartą choć nie była faworytem, to na pewno liczyła na kolejne punkty wierząc w swojego snajpera, który nie raz je zapewniał swojej ekipie. I początek meczu zdawał się pokazywać, że gospodarze mimo braku zmian mogą powalczyć o korzystny wynik. Goście jak to mają w zwyczaju w tym sezonie pierwsze połowy przesypiają i gdy wynik jest kiepski lubią gonić rywala. Taki scenariusz sprawdził się po raz kolejny. Przy wyniku 4:1 Sparta zaczyna strzelać gole i do przerwy mamy 4:3. Po przerwie mamy długo utrzymującą się przewagę jednego trafienia Gendusia. W końcówce ekipa Krzyśka Nałęcza wyrównuje i jak zwykle brakuje czasu na zadanie ostatecznego ciosu. Sparta po raz kolejny traci punkty w meczu gdzie jest faworytem ,a Genduś powoli wspina się w górę tabeli.

Radość w ostatnich kolejkach jest w dobrej formie i grając z Fatalnymi ,którzy w tym sezonie grają przeciętnie liczyła na kolejne trzy punkty. Jednak skład jaki wystawił Piotr Radelczyk nie był optymalny co dawało nadzieję dla gości na zwycięstwo i odbicie się od dna tabeli. Pierwsza połowa pokazała że Damian Racławski i spółka po bolesnej porażce z Lujwaffe mają szanse na przełamanie. Wreszcie zagrał dobre zawody Maciej Zarod i do przerwy mamy skromne prowadzenie Fatalnych. Po przerwie gospodarze zaczynają odrabiać straty, a duet Piskorski , Szydłowski powoduje, że minimalnie lepsza jest Radość i to ona zgarnia kolejny komplet punktów. Pewny środek tabeli dla tej ekipy i gdyby forma z finiszu rundy jesiennej zachowała się do wiosny, to kto wie czy nie włączą się chłopaki do walki o podium. Fatalni muszą w zimę popracować solidnie, bo jeżeli nie poprawi się gra tego zespołu, to spadek do piątej ligi może stać się faktem.

Przypadkowe Grajki, po wypuszczeniu z rąk wygranej w poprzedni weekend, przystępowały do starcia z Miksturą pełni nadziei na zdobycz punktową. Tymczasem praktycznie od pierwszych minut okazało się, że będzie to bardzo ciężkie zadanie, a główną przeszkodą w jego realizacji będzie jeden człowiek. Filip Junowicz. Nazwisko tego zawodnika nie pierwszy raz ukazuje się w naszych relacjach i nie jest to zbieg okoliczności. "Juno" absolutnie zdominował swoją postawą poczynania w ofensywie swojego zespołu, zdobywając w tym spotkaniu cztery bramki oraz asystując trzykrotnie przy golach kolegów. Zawodnicy Grajków robili co w ich mocy, aby nawiązać równorzędną walkę, lecz za każdym razem, gdy ekipa Mateusza Adamowicza zdobywała bramkę, pojawiał się odwet w postaci akcji bramkowej Junowicza. Po tym zwycięstwie, Mikstura umacnia się na najniższym stopniu podium, a "Przypadkowi" muszą wziąć się do ciężkiej pracy, jeżeli chcą utrzymać przewagć nad strefą spadkową.

Niezbyt wymagające warunki postawili Lujwaffe Tarchomin zawodnicy Melodramatu. Gospodarze też niezbyt się wysilali na boisku, bo mogli i powinni wygrać znacznie więcej, ale zawodziła skuteczność pod bramką rywali. Mecz był w każdym jego momencie pod kontrolą Lujwaffe. Zespół z Tarchomina pojawił się w dość licznym zestawieniu i zawodnicy zmieniali się całymi „piątkami" i tak naprawdę nie było widać różnicy poziomu w ich grze. Widać że gra nie opiera się na jednym czy dwóch zawodnikach tylko odpowiedzialność za grę rozkłada się na kilku graczy i to chyba sprawiac że chłopaki z Tarchomina są tak wysoko w tabeli. Mecz zakończył się wynikiem 7-0 (do przerwy 2-0) i to już 2 mecz z rzędu w którym bramkarz Lujwaffe zachowuje czyste konto. Gospodarze kontynuują imponującą serię 8 zwycięstw z rzędu i czekamy na mecz z Aleją o mistrzostwo jesieni. Melodramat natomiast po prostu zagrał słabo i ciężko było znaleźć w ich grze jakiś pozytyw.

Już przed rozpoczęciem meczu, zawodnicy Zakonu Bonifratrów prezentowali się świetnie, a to za sprawa świeżutkich strojów w konwencji podobnej, jaką posiada popularny Juventus Turyn. Popsuć im dobre humory tego dnia chcieli zawodnicy FC Śmieci. Nie wyszło im to jednak najlepiej, gdyż całkowicie zawalili swoją postawą pierwszą połowę, w której "Zakonnicy" wypracowali sobie aż pięciobramkową przewagę, głownie za sprawą świetnej postawy Jurka Kurowickiego, zdobywcy czterech bramek, oraz Marka Konopki, który przy każdej z tych bramek asystował. W drugiej połowie gra się znacznie wyrównała i ekipa Tomka Toczyłowskiego już trochę lepiej organizowała się w obronie. Sam "Azer" niestety nie wystąpił w tym spotkaniu, ale gdyby oglądał tylko drugą część spotkania, mógłby być zdziwiony, że wcześniej jego koledzy pozwolili rywalom na osiągnięcie tak dużej przewagi. Honorowego gola dla gości strzelił Łukasz Fabrycki, ale to chyba zbyt mało na strzelającego szampana, gdyż ostatecznie to drużyna gospodarzy wygrała 6:1.

Tempa nie zwalnia również Aleja Seksu i Biznesu. Zalicza 8 zwycięstwo z rzędu, a ich kolejną ofiarą był Augusto Penguins. Jeszcze przed meczem było wiadomo że nie będzie to łatwy pojedynek dla Pingwinów tym bardziej, że 2 zawodników nie dojechało na mecz z powodu kolizji. Grając bez zmian ciężko było przeciwstawić się zespołowi nieobecnego tego dnia Kamila Waśkiewicza. Aleja ani przez moment nie pozostawiła złudzeń rywalom kto zgarnie tego dnia 3 punkty i kolejno punktowała przeciwnika. Już do przerwy prowadzili 6-0, a po zmianie stron dołożyli kolejne 6 trafień, z tym że Pingwiny odpowiedziały dwoma trafieniami. Po wyrównanym spotkaniu w sobotę z Miksturą można było liczyć na to, że Pingwiny powalczą również z Aleją, ale chyba nie są w stanie zagrać dwóch dobrych meczów pod rząd. Mistrzostwo jesieni rozstrzygnie się tym samym w bezpośrednim pojedynku pomiędzy Aleją a Lujawaffe. Pingwinom przydałyby się jeszcze jakieś punkty w tej rundzie, inaczej może zdarzyć się tak że spędzą zimę w strefie spadkowej, na co patrząc na całą rudę nie zasłużyli.

 

V LIGA

Green Team starcie z Zabranieckimi Orłami rozpoczął w niezwykle efektowny sposób. Pierwsze dwa strzały tej ekipy od razu przyniosły jej dwa trafienia, a niewiele brakowało, by trzeci również znalazł metę w siatce. Po graczach w zielonych koszulkach widać było dużą ochotę do gry, a ten piorunujący początek dodał im werwy. Gralo im się łatwiej, mogli sobie na więcej pozwolić i to zaczęło przynosić kolejne, wymierne korzyści. Do przerwy wynik brzmiał 4:0 i mimo całej sympatii do Orłów, nie dawaliśmy im tutaj większych szans. Tym bardziej, że w ich obozie nie było wielokrotnie nominowanego do Top 6 Grzegorza Gilera. Ale mimo nikłych nadziei na sukces, przegrywający zdołali zebrać się w sobie i na drugą połowę wyszli odmienieni. Była walka, determinacja i w pewnym momencie zrobiło się nawet 5:3. Później Orłom przytrafił się jednak prosty błąd, którzy rywale wykorzystali i zamknęli mecz w stosunku 6:3. Przegranym na pocieszenie pozostał fakt, że drugą część spotkania wygrali 3:2 i można gdybać, czy zdziałaliby więcej, gdyby cały mecz zagrali tak, jak finałowe 25 minut. Ale wiadomo – wtedy inne byłoby też nastawienie Green Teamu, któremu trzeba oddać, że zaprezentował wyrafinowany futbol i tego wieczora był po prostu o klasę lepszy.

FC Alfa z dużymi problemami kadrowymi przystępowała do rywalizacji z Nowym Rakowem. Brak kilku podstawowych graczy mógł odbić się na wyniku, aczkolwiek rywale dopiero ogrywają się na naszym boisku i byliśmy ciekawi, czy to już jest ten moment, gdy w pełni udowodnią swój potencjał. Początek to zmarnowane okazje z obydwu stron, aż wreszcie gola po rzucie rożnym i strzale z główki zdobywa Czarek Dudek. Alfa doprowadza jednak do remisu, ale potem w fatalny sposób piłkę traci Artur Jurek i rywale po raz kolejny mają bramkę przewagi. Wynik 2:1 utrzymuje się od przerwy, a po niej Alfa jest o włos od tego, żeby mieć tyle samo goli co rywal, ale piłka zamiast do siatki, trafia w słupek! To był przełomowy moment spotkania, bo później Nowy Raków narzuca takie tempo, którego konkurent - z racji na krótką ławkę - nie był w stanie wytrzymać. Pięknym golem na 3:1 popisuje się Sławomir Szechlicki, a kolejne trafienia są już wynikiem przewagi debiutantów Ligi Fanów, którzy wygrywając 5:1 odnoszą swoje historyczne zwycięstwo w rozgrywkach. To na pewno ich napędzi i teraz ciężko będzie tę maszynę powstrzymać. Co do Alfy, to tę porażkę należało wkalkulować. Z pełnym składem walka byłaby pewnie do ostatnich sekund, ale nie ma już co o tym myśleć, tylko trzeba się skupić na kolejnych wyzwaniach. Szansa na trzecie miejsce po rundzie jesiennej nadal się tli.

Niedzielne granie na boiskach Białołęckiego Ośrodka Sportu rozpoczęło się od V-ligowej potyczki grającej coraz ciekawszy futbol ekipy Munja z zawsze pełną entuzjazmu drużyną Furduncio Brasil. Ci drudzy tradycyjnie przybyli na mecz tanecznym krokiem i przy dźwiękach południowej muzyki. Faworytem teoretycznie byli goście, ale to ich rywale otworzyli wynik spotkania, a autorem trafienia na 1:0 dla Munji był Michał Sztajerwald. Jeszcze w pierwszej części spotkania do odrabiania strat poderwał kolegów duet Yan da Silva oraz Rafael Andrade i po pierwszych 25 minutach mieliśmy wynik 1:2. Druga odsłona to już dominacja Brazylijczyków, a świetny występ kontynuował popularny "Rafinha", który tego dnia skompletował hat-tricka. Nieco żałujemy, że gospodarze przegrali tak wysoko (1:5), bo wcale nie grali źle, a szczególnie szkoda ich bramkarza, Maćka Affeka, który mimo pięciu straconych goli spisywał się naprawdę bardzo dobrze, co zostało docenione przez rywali w postaci nominacji do zawodnika meczu. "Canarinhos" po wygranej umocnili się na pozycji lidera i nic nie wskazuje na to, aby z tronu ktoś miał ich strącić w rundzie jesiennej.

Pozostając przy najniższym szczeblu rozgrywek, mieliśmy okazję zobaczyć bardzo ciekawe spotkanie ekipy Lucu Kończala, czyli FC Tartak, która podejmowała zespół z dolnej części tabeli, czyli Landtech F.C. Na brak emocji nie mogliśmy przy okazji tej potyczki narzekać, niestety nie tylko pozytywnych. Zacznijmy jednak od wydarzeń czysto piłkarskich. Mecz rozpoczyna się po myśli gospodarzy, których napastnik - Łukasz Łukasiewicz - ładnym strzałem pokonał golkipera. Odpowiedź przyszła w postaci pewnej egzekucji rzutu karnego przez Mateusza Repczyńskiego. Jeszcze raz w premierowej części spotkania do bramki "Techów" trafia Olek Peszko, a w rewanżu wynik pierwszej połowy na 2:2 ustala Dawid Mally. Ten ostatni okazał się być kluczową postacią całego spotkania, gdyż po zmianie stron bardzo aktywnie grał w ofensywie i dzięki jego determinacji udało się wyprowadzić swój zespół na prowadzenie po raz pierwszy w tym meczu, a jak się później okazało, była to bramka dająca upragnione trzy punkty. Musimy też niestety opisać przykra sytuację. Otóż wspomniany wcześniej kapitan "Drwali" - Lucu Kończal - podczas walki o piłkę z rywalem, bardzo niefortunnie postawił nogę i wykręcił kolano. Mieliśmy przerwę w grze, gdyż zawodnik nie był w stanie podnieść się z murawy, a ostatecznie plac gry opuścił w asyście kilku osób. Trzymamy kciuki za szybki powrót do zdrowia !

Oczekiwania w starciu ADP Wolskiej Ferajny II z przesympatyczną ekipą Pogromców Poprzeczek były raczej oczywiste. Bardzo wyrównane i ostre spotkanie. A tak poważnie, to zdecydowanym faworytem byli gospodarze, którzy przewodzili w V-ligowej tabeli, mimo, że ambicja i radość z gry była mocnym atutem ekipy Tomka Mazurka. Zderzenie z rzeczywistością nastąpiło bardzo szybko, bo już w pierwszej połowie zespół Kamila Jagiełło wypracował sobie sześciobramkową przewagę (7:1). Nękaniem bramkarza Pogromców zajmował się głównie Mateusz Nejman, który czterokrotnie umieszczał piłkę w siatce, a wtórowali mu Artur Bardziej-Szczęśniak oraz Paweł Roguski. Ci dwaj ostatni Panowie zdobyli w całym meczu po dwie bramki. Ponieważ każdy gol zdobyty przez drużynę gości objawiał się sporą euforią, wymieniamy obu strzelców i mamy nadzieję, że dzięki temu pokaźne premie klubowe wpłyną na ich konto już niebawem: Mateusz Niewiadomy oraz Hubert Dąbrowski. Gratulacje !

 

dodaj komentarz

 
Wybierz kolejkę:
7 0

EKSTRAKLASA

Kolejka 9
Wybierz kolejkę:
5 1

I LIGA

Kolejka 9
Wybierz kolejkę:
5 1

II LIGA

Kolejka 20
Wybierz kolejkę:
1 0

III LIGA

Kolejka 20
Wybierz kolejkę:
2 2

IV LIGA

Kolejka 20
Wybierz kolejkę:
4 0

V LIGA

Kolejka 20

Statystyki kolejki

     

    Ankieta

    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Czy według Ciebie Reorganizacja Rozgrywek była dobrym pomysłem?
    Aby zagłosować musisz wybrać jedną z odpowiedzi